<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>patriotyzm - Nowe Kształty</title>
	<atom:link href="https://www.noweksztalty.pl/tag/patriotyzm/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.noweksztalty.pl</link>
	<description>Polityka, cywilizacja, społeczeństwo</description>
	<lastBuildDate>Thu, 09 Apr 2026 11:08:44 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=7.0.2</generator>

<image>
	<url>https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2021/06/cropped-cropped-Nowe-Ksztlty-na-header-strony-1-32x32.png</url>
	<title>patriotyzm - Nowe Kształty</title>
	<link>https://www.noweksztalty.pl</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Odbrązowić polskość! Czyli czego mogą nas nauczyć ,,Myśli nowoczesnego Polaka&#8221;.</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/odbrazowic-polskosc-czyli-czego-moga-nas-nauczyc-mysli-nowoczesnego-polaka/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=odbrazowic-polskosc-czyli-czego-moga-nas-nauczyc-mysli-nowoczesnego-polaka</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jakub Nawrot]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 08 Apr 2026 08:33:25 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[antyliberalizm]]></category>
		<category><![CDATA[demografia]]></category>
		<category><![CDATA[demokracja]]></category>
		<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[ideologia]]></category>
		<category><![CDATA[patriotyzm]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3366</guid>

					<description><![CDATA[<p>Debata wokół stosunku do polskości w III RP została zorganizowana przez dwa wielkie obozy polityczno-ideowe. Pierwszy z nich, lewicowo-liberalny, był generalnie krytycznie nastawiony do poczucia przywiązania narodowego. Drugi obóz, w większości związany z prawicą, szukał pozytywnych stron bycia Polakiem i walczył z michnikowską ,,pedagogiką wstydu’’. Ostatnie kilka miesięcy uświadomiło mi jednak, że powinniśmy przekroczyć ten [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/odbrazowic-polskosc-czyli-czego-moga-nas-nauczyc-mysli-nowoczesnego-polaka/">Odbrązowić polskość! Czyli czego mogą nas nauczyć ,,Myśli nowoczesnego Polaka”.</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><b>Debata wokół stosunku do polskości w III RP została zorganizowana przez dwa wielkie obozy polityczno-ideowe. Pierwszy z nich, lewicowo-liberalny, był generalnie krytycznie nastawiony do poczucia przywiązania narodowego. Drugi obóz, w większości związany z prawicą, szukał pozytywnych stron bycia Polakiem i walczył z michnikowską ,,pedagogiką wstydu’’. Ostatnie kilka miesięcy uświadomiło mi jednak, że powinniśmy przekroczyć ten podział. W mojej ocenie to prawica powinna zacząć krytycznie podchodzić do naszego narodu, ale oczywiście inaczej niż robi to ,,uśmiechnięta Polska&#8221;. Wzorem dla nas powinien być Roman Dmowski i jego <a href="https://www.youtube.com/watch?v=fhYpzbZVFDc">,,Myśli</a> nowoczesnego Polaka’’. Jego krytyka bowiem nie wypływała z niechęci wobec własnego narodu, jak wśród współczesnych nam polskich liberałów, ale z dążenia do jego ulepszenia. Właśnie ten sposób myślenia będzie dla mnie wzorem w niniejszym tekście.</b></p>
<h4 style="text-align: justify;"><b>Po owocach ich poznacie</b></h4>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Gdyby chcieć przeanalizować obecną kondycję polskiego społeczeństwa nie musimy pisać długich elaboratów czy setek analiz. Do jej ustalenia wystarczy bowiem jedna liczba: 1,04. Taki był, najprawdopodobniej, współczynnik dzietności w 2025 roku. Przypomnijmy, że żeby kraj w długim terminie zachowywał stabilną liczbę mieszkańców potrzebne jest żeby wspomniany wskaźnik był w okolicach 2,1.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Ktoś kiedyś mądry zauważył, że ,,po owocach ich <a href="https://www.youtube.com/watch?v=gtlzplcG7I4" target="_blank" rel="noopener">poznacie&#8221;.</a> Ta głęboka i ponadczasowa prawda umożliwia nam spojrzenie na współczesną kondycję polskości. Najlepszym do tego papierkiem lakmusowym jest właśnie współczynnik dzietności. Mówi nam on czy dana wspólnota ma w sobie energię i chęć aby trwać. Nasza niestety ją zatraciła.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Społeczeństwo, które nie jest w stanie się biologicznie reprodukować jest skazane po prostu na zniknięcie. Nie ma co szukać winy w innych. To nie żadna zewnętrzna siła zakazała nam posiadania dzieci. Nie zrobił tego Putin, Unia Europejska, Watykan, Trump czy globalny kapitał. My sami sobie taki los wybraliśmy. Dlatego też będziemy gwałtownie starzeć się, wymierać i zanikać. I na to zasługujemy. </span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Gdyby ktoś jednak oponował, że kryzys demograficzny jest doświadczeniem <a href="https://www.youtube.com/watch?v=Rymvs4eixWc&amp;t=154s" target="_blank" rel="noopener">powszechnym</a> i dotyka zdecydowaną większość krajów świata to oczywiście będzie miał rację. Nowoczesność w różnym stopniu i tempie niszczy każdą wspólnotę. Nie zmienia to jednak dwóch podstawowych faktów. Po pierwsze Polska ma jeden z najniższych współczynników dzietności na świecie. Po drugie jest jednak jedno państwo wysoko rozwinięte, które nie ma problemów demograficznych. Jest nim oczywiście <a href="http://google.com/search?q=dlaczego+izrael+jakub+nawrot&amp;sca_esv=1bb468758b87f7dc&amp;hl=pl&amp;sxsrf=ANbL-n5cYq0AG88G5Z3XPNO65kX0sEcL5w%3A1774600697256&amp;ei=-UHGaaypD4PPwPAP1MfssQU&amp;biw=1920&amp;bih=945&amp;ved=0ahUKEwjsibbh1r-TAxWDJxAIHdQjO1YQ4dUDCBE&amp;uact=5&amp;oq=dlaczego+izrael+jakub+nawrot&amp;gs_lp=Egxnd3Mtd2l6LXNlcnAiHGRsYWN6ZWdvIGl6cmFlbCBqYWt1YiBuYXdyb3QyBRAhGKABSNEYUPsJWLoXcAF4AZABAJgBkQGgAcoEqgEDMC41uAEDyAEA-AEBmAIGoALtBMICChAAGEcY1gQYsAPCAg4QABjkAhjWBBiwA9gBAcICFxAuGNwGGLgGGNoGGNgCGMgDGLAD2AEBwgIEECMYJ8ICBRAAGO8FwgIIEAAYgAQYogTCAgcQIRgKGKABmAMAiAYBkAYMugYGCAEQARgJkgcDMS41oAf3D7IHAzAuNbgH5wTCBwUwLjIuNMgHE4AIAQ&amp;sclient=gws-wiz-serp" target="_blank" rel="noopener">Izrael.</a> </span></p>
<h4 style="text-align: justify;"><b>Izrael i cała reszta</b></h4>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Izraelowi udały się bowiem dwie absolutnie fundamentalne rzeczy, które nie udały się nigdzie indziej. Pierwszym było zatrzymanie spadku dzietności- od 50 lat współczynnik dzietności znajduje się tam w okolicach 3. Po drugie, i co o wiele ważniejsze, w Izraelu istnieją istotne politycznie oraz demograficznie, a na dodatek gwałtownie rosnące, grupy religijnych, prawicowych i nacjonalistycznych radykałów, którzy stopniowo <a href="https://myslsuwerenna.pl/izrael-skreca-w-prawo-nie-od-dzisiaj/" target="_blank" rel="noopener">przesuwają</a> Izrael w kierunku turbo żydowskiego państwa wyznaniowego. Przyjrzymy się jednak szerzej temu fenomenowi, aby na jego tle ukazać całą beznadzieję i degenerację Polaków. </span></p>
<h4 style="text-align: justify;"><b><a href="https://www.youtube.com/watch?v=N1KZxexfWjY&amp;t=9s" target="_blank" rel="noopener">Haredi</a> i <a href="https://www.youtube.com/watch?v=k_mm-G09m34&amp;t=15s" target="_blank" rel="noopener">Chardale</a></b></h4>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">System polityczny jest odbiciem społeczeństwa. Ten wydawałoby się oczywisty fakt bardzo często umyka prawicowym komentatorom, którzy zastanawiają się dlaczego takie osoby jak Donald Tusk, Włodzimierz Czarzasty czy Adrian Zandberg mogą pełnić tak ważne funkcje i zdobywać tyle głosów w wyborach. Można sobie oczywiście wmawiać, że rzekomo nie odzwierciedlają oni prawdziwych poglądów Polaków. Rzeczywistość jest jednak odmienna i liberałowie po prostu reprezentują pokaźną część naszego społeczeństwa.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Podobnie jest w przypadku Izraela. Tacy politycy jak <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Itamar_Ben-Gwir" target="_blank" rel="noopener">Itamar</a> Ben Gwir, <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Becalel_Smotricz" target="_blank" rel="noopener">Becalel</a> Smotricz, <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Arje_Deri" target="_blank" rel="noopener">Arje</a> Deri nie powstali w próżni. Są oni efektem tego, że w Izraelu istnieją liczące się grupy społeczne, które składają się z religijnych i/lub nacjonalistycznych radykałów. Właśnie dzięki temu wspomniani politycy mogą być nie tylko posłami, ale nawet ministrami. Dwie przykładowe grupy, które są zapleczem społecznym wspomnianych działaczy, to tzw. Haredi i Chardale. </span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Haredi to grupa ortodoksów religijnych, którzy żyją w separacji od świeckiego społeczeństwa. W 1948 roku, gdy Izrael powstawał, stanowili oni niecałe 3% populacji. Dzięki swojej dynamice demograficznej (przeciętna kobieta rodzi tam szóstkę dzieci) stanowią obecnie 13% społeczeństwa i wszystko wskazuje na to, że będzie ich tylko więcej. Już dziś bowiem wśród noworodków dzieci ultraortodoksów stanowią ponad 33% wszystkich urodzeń. Większość z ortodoksów bierze aktywny udział w życiu politycznym kraju, choć są również tacy, którzy nie identyfikują się z państwem Izrael. Jako odizolowana od reszty społeczeństwa grupa stworzyli oni własne partie polityczne, których głównym zadaniem jest realizowanie ich partykularnych interesów. Dlatego też są one bardzo częstymi uczestnikami koalicji rządowych i jeszcze kilkanaście lat temu byli oni w stanie współtworzyć gabinet nawet z izraelską lewicą. Reprezentują ich politycznie przede wszystkim <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Szas" target="_blank" rel="noopener">Szas</a> i <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Zjednoczony_Judaizm_Tory" target="_blank" rel="noopener">Zjednoczony</a> Judaizm Tory. </span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Drugą grupą społeczną której warto się przyjrzeć są tzw. Chardale. Pokrótce można scharakteryzować ich jako połączenie ortodoksji religijnej z nacjonalizmem żydowskim. Służą w wojsku (odmiennie niż Haredi) i wielu z nich jest częścią tzw. ruchu osadniczego. Żyją oni na terenach Zachodniego Brzegu (albo jak kto woli Judei i Samarii) gdzie mają za zadanie ziemie te, metodą faktów dokonanych, anektować na rzecz Izraela. Stanowią oni obecnie od 1 do 2% obywateli, ale wielu z nich służy w armii i siłach bezpieczeństwa przez co ich wpływy polityczne są o wiele większe niż wskazywałaby na to ich liczebność. Średni TFR w tej grupie to około 4-5, więc jest on ponad dwa razy wyższy niż wśród świeckiej części społeczeństwa. Mają oni oczywiście swoją reprezentację polityczną w postaci partii posługującej się obecnie nazwą <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Unia_Narodowa_(Izrael)" target="_blank" rel="noopener">Religijny</a> Syjonizm, który to w koalicji z innymi partiami skrajnej prawicy w wyborach parlamentarnych w 2022 roku zajął 3 miejsce z wynikiem blisko 11%. </span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Ten dość długi fragment na temat części społeczeństwa Izraela był konieczny żebyśmy mogli uświadomić sobie jak bardzo na prawo przesunięte jest izraelskie społeczeństwo i jak kiepsko na tym tle prezentuje się nasze. W Polsce po prostu nie ma tego typu liczących się grup społecznych. Widać jest jakiś problem w polskości, że nie jesteśmy w stanie wygenerować grup takich jak Haredi czy Chardale pomimo tego, że przecież nie jest to niemożliwe. Uzasadniony jest nawet wniosek dalej idący, że polskość nie jest w stanie się reprodukować i zapewnić przetrwania w dłuższym horyzoncie czasowym.</span></p>
<h4 style="text-align: justify;"><b>Izrael znaczy nadzieja</b></h4>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Przykład Izraela pokazuje nam, że przemiany społecznie nie są deterministyczne, a ludzie nie muszą być tylko coraz bardziej otwarci, liberalni, bezdzietni, ateistyczni i ulegli. Haredi i Chardale pokazują nam, że można żyć inaczej. Polska mogłaby by być zatem skrajnie prawicowa, nacjonalistyczna, religijna, wielodzietna i ksenofobiczna. Ale nie jest i nie będzie. Bo tego niestety nie chcą Polacy. Dlatego też powinniśmy krytykować polskość w jej obecnej formie. Nie jest ona bowiem w stanie zapewnić kwestii tak podstawowej jak biologiczne przetrwanie narodu. Dlatego polskość musi się zmienić albo zaniknie. Kto nie chce bowiem trwać i walczyć o swój byt musi przeminąć. </span><span style="font-weight: 400;">Jak <a href="https://www.noweksztalty.pl/my-nie-jestesmy-elfami-a-numenoryjczykami/" target="_blank" rel="noopener">dinozaury</a> drogi Czytelniku. Jak <a href="https://www.noweksztalty.pl/przemija-bowiem-postac-tego-swiata-demografia-polityka-i-rozpad-liberalnego-swiata/" target="_blank" rel="noopener">dinozaury.</a></span></p>
<p style="text-align: justify;"><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/odbrazowic-polskosc-czyli-czego-moga-nas-nauczyc-mysli-nowoczesnego-polaka/">Odbrązowić polskość! Czyli czego mogą nas nauczyć ,,Myśli nowoczesnego Polaka”.</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Pora sprofesjonalizować zarządzanie w polskich związkach sportowych</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/pora-sprofesjonalizowac-zarzadzanie-w-polskich-zwiazkach-sportowych/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=pora-sprofesjonalizowac-zarzadzanie-w-polskich-zwiazkach-sportowych</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Michał Szymański]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 02 Mar 2026 16:45:34 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Lifestyle]]></category>
		<category><![CDATA[patriotyzm]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[sport]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3355</guid>

					<description><![CDATA[<p>Należy zmienić prawo i w ustawie o sporcie uregulować kto może kierować polskim związkiem sportowym. Zimowe igrzyska olimpijskie Polska kończy z rezultatem czterech medali – i to głównie dzięki nowemu objawieniu w skokach narciarskich [1] (wbrew spadającej na niego w ostatnich miesiącach krytyce Polski Związek Narciarski pozostaje najważniejszym dostarczycielem olimpijczyków w sportach zimowych). Jest to [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/pora-sprofesjonalizowac-zarzadzanie-w-polskich-zwiazkach-sportowych/">Pora sprofesjonalizować zarządzanie w polskich związkach sportowych</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><b>Należy zmienić prawo i w ustawie o sporcie uregulować kto może kierować polskim związkiem sportowym.</b></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Zimowe igrzyska olimpijskie Polska kończy z rezultatem czterech medali – i to głównie dzięki nowemu objawieniu w skokach narciarskich [<a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Kacper_Tomasiak" target="_blank" rel="noopener">1</a>] (wbrew spadającej na niego w ostatnich miesiącach krytyce Polski Związek Narciarski pozostaje najważniejszym dostarczycielem olimpijczyków w sportach zimowych). Jest to wynik, nazwijmy go delikatnie, zdecydowanie poniżej naszych narodowych oczekiwań – Polska nie przywozi z Italii ani jednego złota, w klasyfikacji generalnej zajmujemy pozycję daleką od podium.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Jest to więc doskonały moment by postawić pytanie o kondycję polskiego sportu w ogóle  – co można zmienić by było w polskim sporcie lepiej niż jest dzisiaj?</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Powszechnie wiadomym jest, iż polskimi związkami sportowymi kierują działacze sportowi – część z nich to zasłużeni dla swojej dyscypliny sportowcy (patrz: Adam Małysz w PZN), część to dawni trenerzy, sędziowie, fizjoterapeuci, dziennikarze sportowi czy wreszcie, po prostu, memiczni „zawodowi działacze”, od lat wspinający się po szczeblach kariery od aktywności w lokalnej strukturze, aż na jej szczyt w zarządzie polskiego związku sportowego. Zostawmy na boku tych ostatnich (nimi i tak często interesują się dziennikarze i prokuratorzy), a postawmy  pytanie – czy sukcesy sportowe sprawiają z automatu, że dawny medalista olimpijski z automatu staje się sprawnym menedżerem i będzie dobrze kierować organizacją?</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Dwa lata temu na łamach internetowego wydania „Krytyki Politycznej” Piotr Wójcik kpił (przy okazji tzw. „afery Collegium Humanum”)</span><span style="font-weight: 400;">, że:</span></p>
<p><i><span style="font-weight: 400;">„Mój mąż jest z zawodu dyrektorem” – ten słynny cytat z filmu Poszukiwany, poszukiwana dowodzić miał zepsucia kultury organizacyjnej w PRL, w której aparatczycy specjalizowali się w zasiadaniu na stanowiskach kierowniczych, skacząc od zakładu do zakładu bez względu na branżę. Ich specjalizacją było zarządzanie, czyli trudna sztuka lawirowania pomiędzy różnymi interesami osób tworzących organizację, by finalnie wszyscy byli zadowoleni, a target dowieziony. Nie miało tu znaczenia, czy chodzi o zakład papierniczy, czy fabrykę opon, przecież wszędzie ludzie kłócą się mniej więcej o to samo. We współczesnym kapitalizmie zdobycie „zawodu” dyrektora nie jest już postrzegane jako powód do wstydu, wręcz przeciwnie – to przepustka do pierwszej ligi biznesu (…) Zawodowi menadżerowie to choroba tocząca współczesną gospodarkę rynkową od lat. (…) Głodne kariery młode tygrysy biznesu zatrudniane na kluczowych stanowiskach menadżerskich wchodzą do firmy i układają pracę doświadczonym elektrykom, spawaczom czy operatorom maszyn”</span></i><span style="font-weight: 400;">.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Autor z rozżaleniem stwierdza w tekście, iż wielkim nieszczęściem jest fakt, że za zarządzanie nie biorą się „doświadczeni członkowie załogi” którym „ludzie ufają”, lecz menedżerowie patrzący na przedsiębiorstwo „z góry”.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Fundamentalnie nie zgadzam się z zacytowaną opinią. Zastanówmy się – dlaczego prawodawca w ustawie z dnia 16 grudnia 2016 r. o zasadach zarządzania mieniem państwowym wprowadził wymogi dla kandydatów na członków organów nadzorczych oraz organów zarządzających i tak oto np. w przypadku uprawnień dla członków rad nadzorczych (art. 19 ustawy) każda z dróg wiodących do ich uzyskania (MBA, certyfikaty takie jak ACCA, stopień naukowy doktora nauk ekonomicznych, prawnych lub technicznych, etc.), co do zasady, nie wiąże się wcale z „wieloletnim doświadczeniem w przedsiębiorstwie”, lecz głównie z doświadczeniem w zakresie nauk ekonomicznych? Najwięcej mówi nam o oczekiwaniach ustawodawcy względem potencjalnych menedżerów art. 21 wspomnianej ustawy, który mówi o egzaminie dla kandydatów do rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa, a który obejmuje pytania z zarządzania, ekonomii, prawa czy zasad ładu korporacyjnego.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Cóż, odpowiedź jest bardzo prosta – ów obśmiany w PRL-owskiej komedii „dyrektor z zawodu” symbolizował nie menadżera jako takiego, lecz komunistycznego aparatczyka, tępego i pracującego na stanowisku nieadekwatnym do swoich kompetencji. Natomiast, wbrew twierdzeniom Piotra Wójcika, wyśmiewana przez niego teoria o podobieństwie zarządzania w różnych środowiskach jest faktem – zarządzanie w organizacji wymaga posiadania wiedzy która, do pewnego stopnia (!), jest uniwersalna. Śledząc kariery cenionych menedżerów, odnotujemy, że często pracowali oni w więcej niż jednej gałęzi gospodarki – co, oczywiście, zmuszało ich także do zapoznania się z realiami i specyfiką danej branży.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Wszyscy zgodzimy się, iż to zarządy i rady nadzorcze dużych podmiotów gospodarczych składające się, przede wszystkim, z ekonomistów, finansistów i prawników, budzą nasze zaufanie (oczywiście, w niektórych przypadkach, np. spółek energetycznych, obecność osób z wiedzą w zakresie nauk technicznych jest też bardzo ważna) – a nie stworzone z grona osób, które „znają branżę od podszewki” gdyż przepracowały w zakładzie całe swoje życie i potrafiły dekadami odpowiednio obsługiwać maszynę przy swoim stanowisku pracy. Tymczasem w polskich związkach sportowych przyjęto taką właśnie filozofię, w której zasiadanie w zarządzie jest swoistą „nagrodą” za sukcesy w swoim zawodzie – i efekty tego doskonale widzimy.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Bez względu na to czy mowa o zarządzaniu organizacją pozarządową, instytucją publiczną czy spółką – wszędzie potrzebna jest dokładnie ta sama wiedza dotycząca zarządzania kadrami, finansami, monitorowania realizacji projektów, negocjacji biznesowych, tworzenia korzystnych dla organizacji umów, pozyskiwania funduszy, wdrażania polityk… można tak wymieniać długo. Oczywiście, istnieje znaczna różnica w kierowaniu gigantem energetycznym czy bankowo-finansowym a kierowaniem lokalnie funkcjonującym stowarzyszeniem – jeśli chodzi o skalę działalności czy odpowiedzialność; jednak nawet w NGO-sie warto wiedzieć czym są kamienie milowe, wykres Gantta, komitet sterujący czy, aktualnie modne, zarządzanie turkusowe.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Nawiązywałem wyżej do spółek Skarbu Państwa nieprzypadkowo &#8211; choć państwo polskie finansuje polskie związki sportowe dotacjami z budżetu państwa i poprzez sponsorów takich jak Orlen czy Totalizator Sportowy, to ustawa z dnia 25 czerwca 2010 r. o sporcie nie stawia żadnych wymogów polskim związkom sportowym co do wykształcenia ich członków zarządu. Jako społeczeństwo mamy przeciwko temu wreszcie zaprotestować i oczekiwać od prawodawcy zmiany sytuacji, w której setki milionów złotych (budżet Polskiego Związku Piłki Nożnej przekracza rocznie 300 milionów!) powierzane są osobom które, bardzo często, nie mają żadnego dyplomu z zakresu zarządzania i które, najwyraźniej, nie potrafią zarządzać nimi w prawidłowy sposób.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Polskie związki sportowe nie są instytucjami państwowymi – są stowarzyszeniami, którym minister sportu nadaje taki status, jednak by móc go otrzymać, należy spełnić ustawowe wymagania. Ustawa o sporcie reguluje też długość kadencji władz polskiego związku sportowego, ilość kadencji prezesa zarządu czy – co szczególnie istotne – szczegółowo opisuje kto nie może zostać członkiem zarządu (art. 9 ust. 3 ustawy). Nic nie stoi więc na przeszkodzie, by wprowadzić nowe przepisy, wymuszające na członkach zarządu (jeśli nie wszystkich, to przynajmniej części z nich) posiadanie naukowych kwalifikacji z obszaru zarządzania.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Być może część działaczy sportowych zdecyduje się na podniesienie kompetencji, a być może część z nich trzeba będzie zastąpić menedżerami z rynku, przez co działacze sportowi będą zmuszeni zmienić charakter swojej pracy w związku (stając się np. doradcami zarządu). Rozumiem, że sportowcy bo zakończeniu kariery chcą pozostawać aktywni zawodowo i związki są dla nich naturalnym miejscem by kontynuować życie zawodowe oraz że posiadają wiedzę na temat swojej branży – nie chcę tym tekstem ich z nich wyganiać. Rozumiem też czym jest, tak podkreślana przez działaczy sportowych, autonomia polskich związków sportowych – to nie atak na ich niezależność, to przypomnienie, że zarządzają oni środkami pochodzącymi z publicznych źródeł, a zawodnicy, których wysyłają na igrzyska, noszą polskie barwy narodowe i dlatego powinni robić to w sposób fachowy.</p>
<p>Sprawdź artykuł <a href="https://www.noweksztalty.pl/m-kmiec-meskosc-kantyk-trzech-mlodziencow/">innego</a> autora.</span></p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/pora-sprofesjonalizowac-zarzadzanie-w-polskich-zwiazkach-sportowych/">Pora sprofesjonalizować zarządzanie w polskich związkach sportowych</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Flotylla lekkomyślności, poseł beztroski &#8211; A. Leszczak</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/flotylla-lekkomyslnosci-posel-beztroski-a-leszczak/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=flotylla-lekkomyslnosci-posel-beztroski-a-leszczak</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Agata Leszczak]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 04 Oct 2025 10:37:11 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[antyliberalizm]]></category>
		<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Cywilizacja]]></category>
		<category><![CDATA[Felietony]]></category>
		<category><![CDATA[ideologia]]></category>
		<category><![CDATA[Izrael]]></category>
		<category><![CDATA[patriotyzm]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[zagranica]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3137</guid>

					<description><![CDATA[<p>Tak zwana flotylla wolności nie zdobyła większego zainteresowania w naszym kraju &#8211; aż do czasu, gdy Izrael nielegalnie przejął jej statki na wodach międzynarodowych. Aresztował przy tym polskich obywateli, w tym posła KO Franciszka Sterczewskiego. Dyskusja, która wybucha wokół tego wydarzenia jak w soczewce skupia problem zakresu pomocy międzynarodowej, odpowiedzialności za czyny i tożsamości. &#160; [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/flotylla-lekkomyslnosci-posel-beztroski-a-leszczak/">Flotylla lekkomyślności, poseł beztroski – A. Leszczak</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span style="font-weight: 400;">Tak zwana flotylla wolności nie zdobyła większego zainteresowania w naszym kraju &#8211; aż do czasu, gdy Izrael nielegalnie przejął jej statki na wodach międzynarodowych. Aresztował przy tym polskich obywateli, w tym posła KO Franciszka Sterczewskiego. Dyskusja, która wybucha wokół tego wydarzenia jak w soczewce skupia problem zakresu pomocy międzynarodowej, odpowiedzialności za czyny i tożsamości.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><b>Skąd te statki?</b></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Czym właściwie jest Global Movement to Gaza i Flotylla Sumud? To inicjatywa stworzona przez aktywistów propalestyńskich z wielu krajów Europy, której celem jest dostarczenie pomocy humanitarnej Palestyńczykom. Nie wojna, a ludobójstwo trwające od 2022 roku, a mające swoje korzenie w momencie powstania państwa Izrael, postawiło mieszkańców Strefy Gazy w absolutnie dramatycznym położeniu. Są oni uzależnieni od dostaw żywności, środków higienicznych, medycznych i innych niezbędnych do przeżycia z zewnątrz. Trwające działania zbrojne skutecznie to uniemożliwiają, sam Izrael nie jest zainteresowany wspomaganiem swoich wrogów, a organizacje pozarządowe regularnie zmuszone są ograniczać swoje działania przez zagrożenie życia swoich działaczy. </span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-weight: 400;">Wody wokół Gazy są w pełni kontrolowane przez wojsko izraelskie, nie przepuszczające żadnych statków uznawane za nieprzyjazne. Próby przełamania tej izolacji drogą lądową w przeszłości podejmowane były wielokrotnie. Nie przebiły się do polskiej świadomości z prostego powodu: były zbyt daleko i mało znaczące. Były to między innymi tegoroczne Konwój Soumoud (samochodowy) czy Światowy Marsz dla Gazy (pieszy) &#8211; oba miały się odbyć w tym roku, zostały rozwiązane, nim spróbowały przekroczyć granicę ze Strefą Gazy. Próby przełamania blokady morskiej trwają od co najmniej 2010 roku, z równą skutecznością &#8211; to jest zerową. Ostatnia głośna miała miejsce kilka tygodni temu, gdy próbowała tego dokonać Greta Thunberg. Kończą się one zawsze tak samo: zatrzymaniem statków, aresztowaniem płynących i deportacją do krajów, skąd przybyli.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><b>Naiwność czy wyrachowanie?</b></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Od początku nic nie wskazywało na to, by los rozwiązanej przed paroma dniami Flotylli Sumud miał być inny. Uczestnicy zadbali przy tym, by rejs odbywał się widowiskowo. Szeroka i dobrze zaplanowana obecność w mediach społecznościowych, relacje kilka razy dziennie, możliwość śledzenia położenia poszczególnych łodzi online z dokładną lokalizacją to tylko wierzchołek góry lodowej. Jedno trzeba oddać ruchowi skrajnie lewicowemu (dlaczego tak go pozycjonuję &#8211; o tym za chwilę): potrafi zorganizować dobry marketing międzynarodowy, angażując przy tym ludzi i grupy zupełnie ze sprawą niepowiązane. Przykładowo przekonali związkowców ze stoczni, transportu publicznego, uczelni i świata sztuki z wielu krajów Europy Zachodniej, by zagrozili strajkiem w razie zatrzymania statków. Z drugiej strony, jak widać na niewiele się to zdało. Ani nie stanęły pociągi czy zajęcia w szkołach (przynajmniej w momencie pisania tego tekstu), ani nikt realnie się tym nie przejął. </span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-weight: 400;">Flotylla od początku miała podejście skrajnie idealistyczne &#8211; czy mówiąc wprost, nierozsądne. Swoje działanie opierała na podejściu zwanym “non-violent activism” &#8211; aktywizmu bezprzemocowego (wyrażenie wciąż mało znane w naszym kraju). Na podobnej zasadzie działały np. propalestyńskie strajki uniwersyteckie czy też Ostatnie Pokolenie. O tym, dlaczego tak naprawdę jest to przemoc, pisałam w </span><a href="https://www.noweksztalty.pl/strajk-okupacyjny-czyli-przemoc-w-bialych-rekawiczkach"><span style="font-weight: 400;">tym </span></a><span style="font-weight: 400;">tekście &#8211; choć minął niemal rok od jego publikacji, nie stracił on na aktualności. Zasady przeprowadzania takich akcji zostały bowiem opisane i dopracowane kilkadziesiąt lat temu. W skrócie zakładają one widowiskową bezbronność, przekonanie o słuszności działań, która miałaby zadziałać niczym magiczna tarcza chroniąca ich przed przeciwnikami i konsekwencjami swoich działań, oraz de facto działania przemocowe, bo niezgodne z prawem, a ignorujące ten fakt. </span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-weight: 400;">Dodajmy do tego ogromne poruszenie w sprawie jednej wojny w momencie, gdy trwa ich na świecie wiele. Nie neguję ogromu tragedii, jaka dotyka Palestyńczyków, zwracam uwagę na to, że jedynie ten konflikt jest brany na sztandary przez lewicę. Ma to długą tradycję, związaną m. in. z postawami antyimperialnymi, przekonaniem o faszystowskim charakterze współczesnego Izraela, rasizmie skierowanym wobec arabskiej większości Palestyńczyków i skupieniu się na uciskanych mniejszościach. Temat nagłaśniany od 2022 roku &#8211; momentu pełnoskalowego, choć krótkotrwałego ataku Hamasu na Izrael &#8211; wydał konkretne owoce. W postaci dość zaskakującej: kilka osób z polskim obywatelstwem stwierdziło, że to, czego potrzebują w życiu, to wsiąść na łódki płynące przez całe Morze Śródziemne, by zawieźć Gazie pomoc humanitarną. O ile na pewien sposób zrozumiała jest tam obecność szefowej grupy promigranckiej czy wiceprzewodniczącego grupy Palestyńczyków Polskich, co rodzi się pytanie: co robi tam polski poseł?</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><b>Ciężkie skutki swawoli</b></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Mowa o pośle KO Franciszku Sterczewskim. Nie wydaje się zbyt aktywny w polityce parlamentarnej, zasłynął natomiast z akcji dokonanej podczas największego nasilenia kryzysu na granicy z Białorusią, kiedy to biegł z pizzą, by dostarczyć ją nielegalnym migrantom, nim zostanie złapany przez naszą Straż Graniczną. Jego rączy bieg został uwieczniony na zdjęciach. Niech Czytelnicy wybaczą tę ironię &#8211; wszak czy przystoi to członkowi polskiego parlamentu? Skoro mamy go ustawionego w tej perspektywie, nieco mniej dziwi tak mocne zaangażowanie w sprawę kraju nienależącego nawet do Europy czy nie dotykającego bezpośrednio Polski. Nieco mniej &#8211; ale nie zupełnie. Jak by nie patrzeć, pełni on funkcję niezwykle ważną społecznie, którego ewentualne zatrzymanie, ranienie, nie mówiąc o zgonie będzie miało daleko większe skutki, niż innego, niejako losowego obywatela Polski. Nie przejmując się swoimi obowiązkami, do pełnienia których został wybrany przez tysiące ludzi, i za które otrzymuje wynagrodzenie &#8211; zdecydował się uczestniczyć w tym od początku przegranym wydarzeniu.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-weight: 400;">Nie dziwi lament lewicy, gdy został aresztowany. Dziwi ta sama reakcja ze strony niektórych członków prawicy. Kwestią jednoznacznie złą i godną potępienia była bezczelność izraelskiego wojska, które przejęcia statków i ludzi dokonało na wodach międzynarodowych &#8211; miejscu, gdzie być ich nie powinno. Niektórzy komentatorzy jednak nie zatrzymali się tylko na tej kwestii. Uznali, że kraj ten nie powinien na żaden sposób ingerować w wolność i działania polskiego posła, bo jest Polakiem. W skrócie: “lewak, ale nasz”. Można przy tym popuścić wodze fantazji i zapytać się, co by były gdyby dotarł jednak do granic Gazy, na tereny obecnie zajmowane przez wojsko izraelskie. Byłoby to przecież nielegalne przekroczenie granicy, przed którym &#8211; słusznie &#8211; ostrzegają i które potępiają ci sami komentatorzy…</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-weight: 400;">Problem pojawia się z określeniem “nasz”. Owszem, ma polskie obywatelstwo, mówi po polsku i nawet pewnie potrafi cytować Sienkiewicza. Czy jednak można uznać, że należy do tej samej wspólnoty kulturowej i narodowej, co my? Nawet jeśli nie wyrażał tego wprost, działał i wciąż działa z grupami, które są nam jednoznacznie przeciwne. Uznają Polskę i polskość za coś godnego potępienia, wyplenienia i zapomnienia w historii. Przeciwników politycznych w wersji łagodnej chcą cenzurować, w wersji mniej &#8211; zamykać w więzieniach, a nawet zabijać (wystarczy spojrzeć na reakcje po śmierci Kirka). Podczas pamiętnego podrzucania pizzy na granicę stanął po stronie białoruskiego reżimu, jednoznacznie nam szkodzącego, wrogiego. Te i inne zachowania stawiają go po jednoznacznej stronie barykady. On i jemu podobni nie chcą naszego dobra, rozwoju, siły. </span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-weight: 400;">On nie jest “naszym lewakiem”. Jest po prostu lewicowcem. Zasady międzynarodowe zobowiązują Polskę do pomocy swoim obywatelom, gdy ci znajdą się w niebezpieczeństwie i działania na ich rzecz są możliwe i rozsądne. Poseł Starczewski perfekcyjnie zignorował wszystkie ostrzeżenia i zdrowy rozsądek. Jednocześnie polskie MSZ zapewnia jemu i innym osobom z polskim obywatelstwem pomoc prawną &#8211; co na ten moment jest przydatne, ponieważ odmówili dobrowolnej deportacji i będą sądzeni przez sąd izraelski. Czy to jednak nie dalsze traktowanie ich niczym dzieci, tyle że na dużo większą skalę i z poważniejszymi konsekwencjami? Zapewne wypada pomóc swoim &#8211; sama bym nie chciała zostać pozbawiona choćby oferty pomocy, gdybym wpadła w tarapaty za granicą, choć nie planuję nawet w połowie tak szalonego działania. </span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-weight: 400;">Jednak stawianie samego faktu wspólnego obywatelstwa ponad codzienne działania danej osoby, która działa jednoznacznie na szkodę ojczyzny jest zjawiskiem mocno niepokojącym. Jako społeczeństwo zaczynamy sobie zdawać sprawę z tego, że nie stanowimy monolitu. Nie tylko chodzi o to, że obywatelstwo polskie uzyskują osoby nie urodzone w naszym kraju, urodzone i często nadal choć częściowo funkcjonujące w innym kręgu kulturowym. Napięcia między przedstawicielami szeroko pojętej prawicy i lewicy, dotyczące obecnego i przyszłego kształtu państwa i narodu, zaostrzają się. Stawianie obywatelstwa jako jedynego warunku wspólnoty, a na skutek tego popieranie działań to droga do przepaści.</span></p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/flotylla-lekkomyslnosci-posel-beztroski-a-leszczak/">Flotylla lekkomyślności, poseł beztroski – A. Leszczak</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Prawica NIE musi bronić ,,januszy&#8221; &#8211; polemika z p. Łukaszem Warzechą</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/prawica-nie-musi-bronic-januszy-polemika-z-p-lukaszem-warzecha/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=prawica-nie-musi-bronic-januszy-polemika-z-p-lukaszem-warzecha</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jakub Nawrot]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 22 Aug 2025 21:57:27 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Ekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[janusze]]></category>
		<category><![CDATA[Katolicka Nauka Społeczna]]></category>
		<category><![CDATA[patriotyzm]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3094</guid>

					<description><![CDATA[<p>Z zaciekawieniem przeczytałem niedawny tekst p. Łukasza Warzechy, opublikowany na łamach Klubu Jagiellońskiego, pod tytułem ,,Prawica musi bronić „januszy”, gdy Jan Śpiewak wspiera globalny kapitał i broni dziedzictwa PRL-u&#8221;. Nie będę polemizował ze wszystkimi tezami tekstu, skupię się na tych najważniejszych. Odbija się w nim bowiem, jak w soczewce, zasadniczy dla współczesnej prawicy problem-co jest [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/prawica-nie-musi-bronic-januszy-polemika-z-p-lukaszem-warzecha/">Prawica NIE musi bronić ,,januszy” – polemika z p. Łukaszem Warzechą</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><b>Z zaciekawieniem przeczytałem niedawny <a href="https://klubjagiellonski.pl/2025/07/21/prawica-musi-bronic-januszy-gdy-jan-spiewak-wspiera-globalny-kapital-i-broni-dziedzictwa-prl-u/">tekst</a> p. Łukasza Warzechy, opublikowany na łamach Klubu Jagiellońskiego, pod tytułem ,,<span style="color: #000000;">Prawica musi bronić „januszy”, gdy Jan Śpiewak wspiera globalny kapitał i broni dziedzictwa PRL-u&#8221;. Nie będę polemizował ze wszystkimi tezami tekstu, skupię się na tych najważniejszych. Odbija się w nim bowiem, jak w soczewce, zasadniczy dla współczesnej prawicy problem-co jest wartością prymarną. Z tekstu oraz z całokształtu publicystyki p. Łukasza Warzechy wynika, że dla niego jest to wolność-wartość </span><span style="color: #000000;"><i>par excellence</i></span><span style="color: #000000;"> liberalna. Dlatego też między nami, a Warzechami tego świata, nigdy nie może dojść do sojuszu innego niż taktyczny. Fundamenty naszego myślenia politycznego są bowiem zupełnie różne. Zanim to jednak wyjaśnię szerzej przyjrzyjmy się kilku tezom z analizowanego tekstu.</span></b></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><b>Bezdroża warzechizmu</b></span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">P. Łukasz Warzecha we wspomnianym tekście pisze chociażby tak: </span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">,,I powinno to być właśnie zadanie konserwatywnej prawicy, jako że bez własności nie ma obywatelskiej świadomości i impulsu do stawiania w obronie ładu, prawa, a nawet samego państwa. Posiadanie, gromadzenie bogactwa, ambicja gospodarcza – to są obywatelskie cnoty ściśle powiązane z prawicowym widzeniem świata. Dzisiaj będące pod ostrzałem egalitarystów i kryptosocjalistów.&#8221; </span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #000000;">Ten cytat zwrócił moją szczególną uwagę ze względu na jego manipulacyjny charakter. Stawia on tezę, że bez własności nikt nie będzie chciał bronić ładu, prawa, a nawet państwa. Przytomny czytelnik zada pytanie czy są jakieś fakty na uzasadnienie tej z gruntu materialistycznej tezy. Przez większość historii zdecydowana większość ludzi nie miała nic lub prawie nic. Pomimo tego walczyli oni w armiach, służyli w organach porządku publicznego czy pracowali w administracji państwowej. Przykładem skrajnym może być </span>Związek Sowiecki oraz inne kraje komunistyczne. Tam bardzo często nie było nawet instytucji własności w naszym rozumieniu tego słowa i jakoś dziesiątki milionów ludzi pracowało i służyło na rzecz tych krajów. Myślę, że gdyby zapytać zdecydowaną większość polskich powstańców, żołnierzy, konspiratorów czy urzędników to zdecydowana większość z nich nie uzasadniałaby swoich działań materialistycznie. Miliony ludzi oddały swoje życie dla samego istnienia Polski, a to jakie będzie w nim prawo własności było dla nich kwestią wtórną. Ci którzy chcą potraktować ojczyznę jako jeden wielki wspólny biznes mają mózg przeżarty kapitalizmem i mieszczańskim sposobem patrzenia na rzeczywistość. To oczywiście nie znaczy, że cnoty takie jak zaradność, oszczędność, zapobiegliwość są złe. Co do zasady nie są. Są jednak trzeciorzędne. I tego nie rozumieją Warzechy i Mentzeny tego świata. Implikacja więc, że to własność jest podstawą istnienia Polski jest z gruntu fałszywa. </span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Kolejnym fundamentalnym błędem p. Łukasz Warzecha jest twierdzenie, że gromadzenie bogactwa i ambicja gospodarcza są obywatelskimi cnotami wprost powiązanymi z prawicową wizją świata. Jest to postawienie konserwatywnego świata na głowie. Autor tekstu stawia bowiem wartości <em>par excellence</em> liberalne, jak właśnie gromadzenie majątku i dorabianie się, na piedestał nie uzasadniając w żaden sposób dlaczego to one miały by być związane z prawicowym sposobem patrzenia na świat. Żyjemy w określonej rzeczywistości i wiemy jak łatwo ,,dorabianie się&#8221; przechodzi w chciwość, ślepą pogoń za zyskiem i skrajnie indywidualistyczny korwinowsko-mentzenowski egoizm. Postawienie wartości materialnych w centrum ,,prawicowego sposobu życia&#8221; jest w mojej ocenie absolutnym zaprzeczeniem dotychczasowego dorobku konserwatyzmu. Zdecydowana większość ruchów i myślicieli prawicowych na pierwszym miejscu stawiała różnego typu wartości niematerialne. Dla jednego najważniejsze będzie służenie państwu, dla drugiego rodzina, trzeci z kolei za prymarny będzie uważał naród, a dla jeszcze innego najistotniejsze będzie zbawienie duszy. To wszystkie wartości mieszczą się spokojnie w prawicowym kanonie choć są one różne. Postawienie w centrum na indywidualny zysk, gromadzenie majątku czy dorabianie się jest arcyliberalne, a to ideologia zasadniczo inna i nie będąca, w mojej ocenie, częścią konserwatyzmu. Wolność i materializm nie powinny być zatem w centrum prawicowego życia. Te wartości i cechy, które przedstawił p. Łukasz mogą być co najwyżej dobrym narzędziem do osiągania innych celów. Pogoń za dobrami materialnymi jest kiepskim panem, ale może być dobrym sługą. Dobrym przykładem jest historia Wielkopolski i Wielkopolan. Każdy kto zna historię naszej walki pod zaborami wie jakimi metodami była prowadzona ta <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Najd%C5%82u%C5%BCsza_wojna_nowoczesnej_Europy">,,najdłuższa</a> wojna nowoczesnej Europy&#8221;. Dorabianie się, edukacja, powiększanie majątku było tylko środkiem do osiągnięcia celu jakim było odzyskanie niepodległości i wejście w skład odrodzonej Rzeczypospolitej. Gdyby nasi przodkowie rozumieli tylko język interesu to pewnie lepiej wyszliby ekonomicznie zostając już na zawsze częścią Niemiec. Ale nie chcieli oni tego. Są bowiem wartości bezcenne za które warto poświęcić wszystkie dobra materialne. Czymś takim było i jest istnienie Polski. </span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">P. Łukasz Warzecha w swoim tekście próbuje zatem dokonać wrogiego przejęcie prawicowości. Jego nowym centrum miałyby być wartości <i>par excellence</i> liberalne. Powinniśmy oczywiście tę wizję odrzucić. Najważniejszą częścią życia nie powinno być dorabianie się i bogactwo. Jak słusznie zauważył p. Robert Winnicki: </span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">,,Sens istnienia państwa polskiego sprowadza się do jednej, jedynej rzeczy: chodzi o to żeby było ono narodowym państwem Polaków. Żadnym innym.</span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Może być większe albo mniejsze, <b>biedniejsze albo bogatsze</b>(podkreślenie autora-J.N.), potężniejsze albo słabsze. Może w nim mieszkać 40, 70 milionów ludzi albo 20 czy 10. Różnie bywało w naszej historii i różnie będzie w przyszłości. Wszystko to są sprawy drugorzędne. Liczy się jedynie to żeby pozostało narodowym państwem Polaków.&#8221;</span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">No właśnie w polityce powinno chodzić przede wszystkim o kwestie przekraczające wymiar jednostki. Tego nie rozumie p. Łukasz, który widzi wszystko <a href="https://teatrnn.pl/para/julian-tuwim-mieszkancy/">osobno.</a> Dla warzechów tego świata podstawowym uzasadnieniem sensu istnienia państwa są indywidualne wolności i interesy. To oczywiście błędny sposób patrzenia na świat. </span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Prawica nie ma również obowiązku bronić wolności z jeszcze jednego fundamentalnego powodu. Ludzie bardzo często źle korzystają ze swojej wolności-szkodzą sobie i innym. Dlatego też państwo powinno być jak Bóg sprawiedliwy-za dobre wynagradzać, za złe karać. Potrzebujemy państwowego interwencjonizmu i walki z tymi którzy szkodzą sobie i nam. Potrzebna jest więc karząca ręka państwa, która surowo, lecz sprawiedliwie powinna oceniać, kontrolować, karać ale też nagradzać obywateli. A liberalizm wyrzućmy do śmietnika historii. Tam gdzie jego miejsce.</span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY">Więcej tekstów tego <a href="https://www.noweksztalty.pl/author/jakub-nawrot/">autora.</a></p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/prawica-nie-musi-bronic-januszy-polemika-z-p-lukaszem-warzecha/">Prawica NIE musi bronić ,,januszy” – polemika z p. Łukaszem Warzechą</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Memento mori i powinności &#8211; A. Leszczak</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/memento-mori-i-powinnosci-a-leszczak/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=memento-mori-i-powinnosci-a-leszczak</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Agata Leszczak]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 20 Jun 2025 09:23:53 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Cywilizacja]]></category>
		<category><![CDATA[Felietony]]></category>
		<category><![CDATA[patriotyzm]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Ukraina]]></category>
		<category><![CDATA[wojna]]></category>
		<category><![CDATA[życie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3016</guid>

					<description><![CDATA[<p>Widmo wojny wciąż krąży nad Europą. Choć koniec wojny na Ukrainie powoli się przybliża, nie można wykluczyć, że w ciągu kilku kolejnych lat Polska i inne kraje naszego kontynentu będą musiały się zmierzyć z wrogiem. Wiele dyskutuje się o materialnym przygotowaniu armii, powoli przebąkuje się o służbie cywilnej, rozprawia o sensowności i moralności przymusowego poboru. [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/memento-mori-i-powinnosci-a-leszczak/">Memento mori i powinności – A. Leszczak</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Widmo wojny wciąż krąży nad Europą. Choć koniec wojny na Ukrainie powoli się przybliża, nie można wykluczyć, że w ciągu kilku kolejnych lat Polska i inne kraje naszego kontynentu będą musiały się zmierzyć z wrogiem. Wiele dyskutuje się o materialnym przygotowaniu armii, powoli przebąkuje się o służbie cywilnej, rozprawia o sensowności i moralności przymusowego poboru. Zapomina się jednak o istotnej, podstawowej wręcz kwestii. Czy jesteśmy mentalnie gotowi na prowadzenie walki na śmierć i życie, wraz ze wszystkimi kosztami w to wliczonymi? Czy kult pokoju trwający od dekad nie zniszczył w zarodku naszej szansy na powodzenie?</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Moje, mojsze</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Europa poza Ukrainą generalnie nie zaznała wojny od osiemdziesięciu lat. Owszem, tereny byłej Jugosławii były świadkiem walk, jednak bardziej centralna Europa zapomniała, na czym polega ten stan. Z jednej strony dało nam to możliwość niezwykłego w naszej historii rozwoju gospodarczego, nawet mimo druzgocącego wpływu okresu komunizmu. Z drugiej zapomnieliśmy, że wojny nie wymazano raz na zawsze. Atak Rosji na Ukrainę – najpierw częściowy, potem pełnoskalowy – dobitnie nam to przypomniał. A możliwość oglądania starć oraz codzienności cywilów z perspektywy pierwszej osoby, na nagraniach doskonałej jakości przybliża tę rzeczywistość dużo bardziej, niż nawet najbardziej barwne opisy w prasie czy radio. Wciąż jednak pozostaje stanem „gdzieś tam, hen, daleko”. Nie wiadomo, na jak długo. Jeśli stan geopolityczny nie zmieni się drastycznie, za pewien czas nasz kontynent najprawdopodobniej znów stanie się areną walk. Jesteśmy jednak w sytuacji znacznie odbiegającej od tej, która miała miejsce rok temu.</p>
<p style="text-align: justify;">Często poruszaną kwestią jest to, kto będzie nas bronił. Armia zawodowa, jak pokazują doświadczenia ukraińskie, nie wystarcza. Opór ogółu społeczeństwa wobec pójścia w kamasze jest dość duży. Częściowo wynika to z przekonania, że wszyscy powołani dostaną do ręki karabin i będą wysłani na pierwszą linię frontu, gdzie niechybnie zginą paskudną śmiercią od drona, nawet nie zobaczywszy wroga (znów – wpływ mediów społecznościowych, gdzie takie materiały sprzedają się najlepiej). Argumenty są różne: państwo mi nic nie daje i tylko niszczy, nie będę się poświęcał dla tych, których nie lubię i źle mi życzą, nikt nie ma prawa wymagać ode mnie tak daleko idącego poświęcenia, wojna to sprawa jedynie elit kosztem zwykłych ludzi.</p>
<p style="text-align: justify;">Tak różnorodne i dotykające licznych lęków stwierdzenia mają wspólny korzeń. Jest to skrajny indywidualizm. Przekonanie, że liczę się przede wszystkim ja, moje potrzeby, które koniecznie muszą one zostać zaspokojone. Zrobienie czegoś dla innych, szczególnie za potencjalną cenę kalectwa lub śmierci? Wykluczone. Problem jednak nie zaczyna ani nie kończy na służbie wojskowej. Wspomniany już indywidualizm, idący w parze z liberalizmem (temat świetnie rozwinął Jan Fiedorczuk w tekście <a href="https://nlad.pl/liberalizujemy-sie-na-smierc-o-przemilczanych-owocach-emancypacji/">„Liberalizujemy się na śmierć”</a> na portalu Nowy Ład), polany sosem kultury terapii nakazującej stawiać swoje potrzeby na pierwszym miejscu – mieszanka wybuchowa, gotowa rozsadzić fundamenty społeczeństwa. Niepostrzeżenie kolejne sfery życia przeszły z „muszę” przez „powinno się”, „mogę” aż do „nie można, bo ktoś może tego nie chcieć”/ Nieistotne, że wysiłek jest konieczny do rozwoju osobistego i wspólnego, bez którego dobro bliźnich (a więc innych, skupionych na sobie jednostek!) nie może zaistnieć. Nie muszę, nie robię. A bez zaparcia się siebie nie może powstać nic wielkiego.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Wykastrowani</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Nie jestem zwolenniczką stwierdzenia, że coś dzieje się „systemowo”. Zbytnio pachnie to skrajnie lewicową narracją, zrzucającą wszystkie trudności jednostkowe i grupowe na rzekome celowo zniewalające relacje wynikające z samego ich charakteru, opierającego się na przemocowej władzy.  Jednak trzeba przyznać, że coś jest w tym określeniu, gdy myśli się o wychowaniu dzieci, szczególnie chłopców, w kontekście rywalizacji. Większość nauczycieli i wychowawców w żłobkach, przedszkolach i szkołach, szczególnie podstawowych, to kobiety. Naturalnie więc będą kształtować dzieci według swojego rozumienia tego, jak jest to słuszne. Co zostało im przekazane, na uniwersytetach, gdzie większość prowadzących to znów… kobiety. W ciągu ostatnich kilku dekad niemal zupełnie zniknęły szkoły niekoedukacyjne, a także odmienne podejście do wychowania dziewczynek i chłopców. Źródeł tego jest wiele i nie o tym traktuje ten test. Ważny jest efekt: wszyscy traktowani są tak samo, zarówno w kwestii planowania nauki, jak i zabaw czy rozwiązywania konfliktów. Ma być spokój, ma być miło, uśmiechnięcie i bez hałasu.</p>
<p style="text-align: justify;">Każdy, kto miał do czynienia z zajmowaniem się chłopcami, szczególnie w grupie wie, że taki zamysł nie ma prawa zadziałać. Choć zdarzają się jednostki wyjątkowo spokojne, to chłopcy generalnie rzecz ujmując mają zupełnie inne podejście do stosunków grupowych, rozwiązywania konfliktów, inne też są źródła motywacji. To rywalizacja staje się motorem napędowym ich działań. Chcą pokazać przed innymi, jak są odważni, sprawni, śmiali. Tymczasem w myśleniu zbiorowym zostało to przekształcone w jednoznaczne skojarzenie z tzw. dresami, którzy samochodami rozbijają się po miastach albo po pijanemu wspinają się na latarnie i dachy. Jest to nie tylko błędne, ale co ważniejsze – szkodliwe. Hamowanie naturalnej motywacji chłopców zamiast wykorzystanie jej do wspomagania ich rozwoju rodzi frustrację, gniew, a w efekcie – jeszcze większe niedostosowanie się lub odwrotnie, potulne wtłoczenie w schematy obce naturze.</p>
<p style="text-align: justify;">Dalszymi efektami są tendencje do tego, by nie wystawiać ocen, nie wskazywać wygranego w zawodach sportowych, nie tworzyć list rankingowych w zakresie różnych umiejętności. Dlaczego? Oficjalnie dlatego, że generuje to niepotrzebny stres, nie oddaje złożoności ludzkiego charakteru i uzdolnień albo redukuje ludzi do cyferek. Chciałoby się gorzko zapytać, jak takie nieprzyzwyczajone do konkretnej oceny osoby mają wejść w dorosłość, gdzie są nieustannie oceniane, bez wykształcenia w sobie odpowiedniej odporności psychicznej? Takie podejście wynika właśnie z odsunięcia rywalizacji oraz przekonania o egalitaryzmie – cyfry jasno pokazują przewagę jednych nad drugimi, zawiłe oceny opisowe już nie. Wbrew pozorom na ocenę ucznia wpływa bardzo wiele czynników, a zdrowo dawkowany stres pozwala umieć nad nim panować. Co jest niezbędne w dorosłym życiu, a brak tej umiejętności powoduje godne pożałowania efekty.</p>
<p style="text-align: justify;">Mamy więc całe pokolenie, których najstarsi przedstawiciele obecnie wchodzą w dorosłość, które przez cały okres dzieciństwa i dojrzewania zostało wykastrowane. Pozbawione odruchu rywalizacji, a więc też odkrywania świata, chęci udowodnienia, że potrafią rzekomo niemożliwego, nieodporne na stres i naciski. Jak się to skończy? Tak naprawdę trudno powiedzieć, ale wizja nie jest optymistyczna. Ogrom ludzi zaklęknionych, uczonych raczej by szukali swojego komfortu przez usuwanie jakichkolwiek źródeł indywidualistycznie rozumianego cierpienia. Nic więc dziwnego, że uciekają od wizji wyrwania z dotychczasowego życia.</p>
<p style="text-align: justify;">Inną umiejętnością, która została zmieniona właściwie do zera, jest zarządzanie przemocą. Dobrze, że po naszych ulicach rzadko już chodzą bandy gotowe pobić każdego, kto im się nie podoba. Gorzej, że nie zostało z niej nic, a parasol jej pojmowania rozciągnął się do absurdalnych rozmiarów. Miliony ludzi dorasta w przekonaniu, że żadna jej forma nie jest dozwolona. Tym samym nie są gotowi na konfrontację, która może kiedyś im się przytrafić – również w formie zaatakowania kogoś ich bliskiego i od nich zależnego. A jeśli nie są w stanie przyjąć gotowości walki, to jak mają stanąć naprzeciwko wroga, który zrobi im coś znacznie gorszego, niż kilka uderzeń pięścią?</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Zwycięstwo albo śmierć!</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Dochodzimy do kwestii najważniejszej. Co z ryzykiem śmierci podczas wojny? Czy mam w ogóle prawo – ja, kobieta siedząca na wygodnym krześle, w ciepłym mieszkaniu, najedzona i wyspana – wymagać od kogokolwiek tak dalece idącego poświęcenia? Tak! Nie jedynie od mężczyzn. Daliśmy sobie wmówić, że nikt nie ma prawa nam powiedzieć, jak powinno wyglądać nasze życie, jakimi wartościami mamy się kierować i jakie czynniki brać pod uwagę przy podejmowaniu decyzji mniejszych, większych i tych życiowych. Tak jakby poczucie własnej wartości tak naprawdę było przyzerowe, a najmniejsza sugestia ze strony kogoś innego miałą spowodować, że pewność siebie runie niczym domek z kart.</p>
<p style="text-align: justify;">Tak więc – powinności. Tym słowem, rozpowszechnionym w XIX wieku, a dziś niemal zapomnianym, określa się nakazy czy konieczności natury moralnej. Każdy człowiek, niezależnie od wieku, płci, statusu społecznego, ma pewne powinności. Określają one jego miejsce w społeczeństwie, nakierowują na wybory życiowe, pomagają podjąć decyzje. Dodatkowo zapewniają harmonijność i zdrową jednolitość, przy zachowaniu wyjątkowości i predyspozycji jednostek. Niektóre są oczywiste: uczeń ma powinność wobec nauki i rozwoju, pracownik – uczciwego wykonywania pracy, pracodawca – zapewnienia bezpieczeństwa pracy i wypłącania uczciwego wynagrodzenia. Schody zaczynają się w momencie, gdy dochodzimy do tego, co zostało zaburzone. Ale nie możemy podkulić ogona i z równie silnym przekonaniem powiedzieć: powinnością człowieka jest służyć ojczyźnie. W pokoju – przez pracę, działalność dla innych, zakładanie silnych, pełnych miłości rodzin. W wojnie – walka na różnych frontach. Tym pierwszym, drugim i cywilnym. Dla kobiet i mężczyzn, z równym choć różnym trudzie. Nawet za cenę życia.</p>
<p style="text-align: justify;">Śmierć i cierpienie nadejdą, niezależnie od tego, jak bardzo będziemy przed nimi uciekali. Memento mori nie powinno być zapomnianym sloganem rodem ze średniowiecza i baroku, ale żyjącym w nas przeświadczeniem. Nie jest to bynajmniej pesymistyczny obraz. Śmierć jest naturalną częścią życia, a przerażać może tylko dlatego, że nie jest się wystarczająco pogodzonym z tym faktem, lub nie żyje się na takim sposób, by być dogłębnie z niego usatysfakcjonowanym. Co więcej, dla chrześcijan śmierć ciała nie oznacza końca istnienia duszy; sam Chrystus pozwolił się zabić, podobnie jak liczni święci męczennicy. Mówi się nawet, że ich krew jest nasieniem wierzących. Wiara od dwóch tysięcy lat daje nam odpowiednią perspektywę – my przez odsunięcie śmierci w czasie, zamknięcie jej w szpitalach i zakładach opieki nie chcemy o niej pamiętać.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie lękajmy się. Strach jest podstępnym wrogiem, wyżerającym z człowieka wszystko, co pcha go naprzód. Nikt nie wie, co przyniesie przyszłość. Jednak mają serca i dusze prawidłowo uformowane, odważne, ofiarne i szczere, podejdziemy do trudów zupełnie inaczej, niż zalęknieni.</p>
<p style="text-align: justify;">Więcej artykułów <a href="https://www.noweksztalty.pl/author/agata/" target="_blank" rel="noopener">Agaty pod linkiem.</a></p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/memento-mori-i-powinnosci-a-leszczak/">Memento mori i powinności – A. Leszczak</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Złamać mapy mentalnej polskiej polityki</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/zlamac-mapy-mentalnej-polskiej-polityki/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=zlamac-mapy-mentalnej-polskiej-polityki</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Michał Kmieć]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 08 Apr 2025 10:41:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[#polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Cywilizacja]]></category>
		<category><![CDATA[patriotyzm]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=2951</guid>

					<description><![CDATA[<p>Od jakiegoś czasu mówi się w przestrzeni publicznej, że potrzeba pewnej zmiany myślenia Polaków, aby mogli wkroczyć w erę najnowszą, aby mogli sprostać, dzięki swej innowacyjności i fantazji, wyzwaniom stawianym nam w dwudziestym pierwszym wieku. Przy całym dystansie, który należy zachować w tej materii, wydaje się słusznym  stwierdzenie, że wiele problemów tkwi w „mentalu”. W [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/zlamac-mapy-mentalnej-polskiej-polityki/">Złamać mapy mentalnej polskiej polityki</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Od jakiegoś czasu mówi się w przestrzeni publicznej, że potrzeba pewnej zmiany myślenia Polaków, aby mogli wkroczyć w erę najnowszą, aby mogli sprostać, dzięki swej innowacyjności i fantazji, wyzwaniom stawianym nam w dwudziestym pierwszym wieku. Przy całym dystansie, który należy zachować w tej materii, wydaje się słusznym  stwierdzenie, że wiele problemów tkwi w „mentalu”. </strong></p>
<p style="text-align: justify;">W niniejszym tekście omawiam dwie mapy mentalne, którymi większość nie będzie chciała się zająć, gdyż dotyczą one polskiej polityki partyjnej. Tu również potrzeba zmiany mentalności. Są to oczywiście mapy opierające się na szerszych stereotypach, lecz chciałem skupić się właśnie na tej rzeczywistości życia w Polsce, która z reguły przez wielu wybitnych intelektualistów albo jest zbywana obojętnością („<em>tym lepiej się nie zajmować</em>”) albo wręcz wrogością (narzekanie na polityków staje się paliwem popularności).</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Polscy politycy jako najgorsze zło</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Jak często słyszy się, że Polacy tylko narzekają i niczym innym się nie trudnią. A do tego chodzą nieustannie smutni. Należy do tego stwierdzenia zachować zdecydowany dystans. Brakuje w debacie pewnych „<em>głosów moralnych</em>”. Przykładowo <a href="https://lubimyczytac.pl/autor/1989/feliks-koneczny">Feliks Koneczny</a> wskazywał, że Polacy nie narzekają, bo tacy są, tylko dlatego, że mają w sercach nieustannie wypisaną pogoń za pewnym ideałem moralnym, do którego zawsze nie dorastają. Lecz – nie jest to źródłem smutku, a raczej motorem zmian, odnowy. My zaś lubimy narzekać na to, że Polacy narzekają. A narzekanie wydaje się  takim owocem jednej z największych map mentalnych – przekonania, że Polska nosi w sobie coś niedobrego.</p>
<p style="text-align: justify;">Demonizowanie polityków jest szczytem zakompleksienia Polaków. Oczywiście, kompleks ten nie dotyka wszystkich, a tych, w których umysłach panuje, czyni to w nierówny sposób. To jednak zakompleksienie Polaków nadal jest ogromne. Przyczyny mogą być różne. Między innymi uczenie się historii napisanej przez dawnych zaborców i ich optyką (a raczej propagandą), ale także nieznajomość świata. Najbardziej za Europą płaczą bowiem ci Polacy, którzy nigdy tam nie byli, lub znają ją jedynie przez pryzmat turystyki. A przecież dziś Polska jest naprawdę świetnym miejscem do życia.</p>
<p style="text-align: justify;">Z tego kompleksu bierze się przekonanie, że Polska jest wiecznie ciemna i zacofana, wiecznie kilka długości za liderami postępu. A na dodatek wiecznie nosząca jakieś pierwiastki, których należałoby się wstydzić. Oczywiście, tutaj lewica powie, że w polskim genie jest jakiś rasizm, ksenofobia, antysemityzm, nacjonalizm, czy jakkolwiek to nazwiemy (stąd dźgają nas widelcem jak kurczaka na rożnie, sprawdzając co jakiś czas, czy jesteśmy już gotowi do porzucenia własnych tradycji). I nawet jeśli większość Polaków uzna to za przesadę, to przy byle jakim obcokrajowcu, wstydzi się choćby swojej wiary. Ba, iluż „postępowych katolików” powie, że katolicyzm jest wspaniały, poza tą polską, dziwaczną odmianą… A ilu młodych ludzi, którzy przyjeżdżają do wielkich miast, wstydzi się, że pochodzi z konkretnej wsi albo miasteczka (ten problem jest szczególnie widoczny wśród młodych kobiet). Przez gardło nie przejdzie nazwa miejsca, skąd pochodzą, za to chętnie i od razu pozytywnie patrzą na osoby z innego kraju (w większości przecież też pochodzących z prowincji). W rezultacie dochodzi do piramidalnych pomyłek. Spotkani na uczelni Portugalczycy z programu Erasmus wyrażali swój zachwyt nad obecnością krzyży w miejscach publicznych, jako wyraz silnej tożsamości Polaków, nieznanej w ich kraju (tam zieje pustką). My zaś chcemy to ukryć, myśląc, że właśnie tego Zachód nie lubi, a tak postępują ludzie z kompleksami.</p>
<p style="text-align: justify;">Dochodzi do tego zatem również przekonanie o fatalizmie historycznym narodu Polskiego, który jakoby przez wieki zawsze wybierał źle, zachowywał się źle, zawsze przegrywał, zawsze był ogrywany i zawsze miał w nim panować duch romantycznego marzycielstwa. Co oczywiście nie jest prawdą, a jest raczej nieznajomością historii naszego kraju. Kompleks ten każe nam wyprzeć się kultu martyrologii, tylko na rzecz czego? Lukrowego orła? A przecież konsekwencją tej martyrologii jest zarówno odzyskanie niepodległości w 1918 roku, jak i zrzucenie jarzma komunizmu w 1989 roku.</p>
<p style="text-align: justify;">Kompleks najbardziej przejawia się w powszechnym demonizowaniu polskich polityków. Wydaje się, że dla przeciętnego Polaka polski polityk jest uosobieniem wszystkich wad i oczywiście w przeciwieństwie do polityków wszystkich właściwie innych nacji, amerykańskich, brytyjskich, francuskich, niemieckich, ale nawet i arabskich czy południowoamerykańskich, jest głupi, ciemny, chciwy i zupełnie niekompetentny. Nie mam zamiaru w żaden sposób pisać apologii polskich polityków, gdyż nie zasługują na nią. Jednak demonizowanie jest zdecydowanie przesadzone. Polscy politycy są tacy jak wszędzie. Są mądrzejsi i uczciwsi, bywają i tacy, których nazwalibyśmy nikczemnymi i leniwymi. Tak jak wszędzie.</p>
<p style="text-align: justify;">Osobny problem polega na pewnej ich mentalności co do zasad gry politycznej w Polsce, która rzeczywiście powinna być zmieniona. Polski polityk, nawet jak chce dobrze, często wchodzi do polityki bez kapitału własnego i szybko podejmuje grę dotyczącą pieniędzy. Chce być skuteczny, nawet chce coś dobrego zdziałać na rzecz innych. Szuka wtedy patrona, bierze udział w grach o finanse publiczne, ogrywa innych, lub bywa ogrywany, bierze udział w walkach na dworze swoich liderów. To rzeczywiście trzeba zmienić. Polityk, który chce być sprawczy wszędzie tam, gdzie nie powinien, jest obciążeniem dla Polski. Wielu z nich nigdy do tego momentu autorefleksji nie dojdzie.</p>
<p style="text-align: justify;">Twierdzenie, że polscy politycy są najgorsi, że to chodzący romantycy i nic nie potrafią, jest nieprawdą. Szkoda, że wśród tych, którzy mogliby mieć jakiś wpływ na polityków, przejawia się swoiste biczowanie ich. Dziś biczowanie polityków jest w modzie. Znacznie więcej by osiągnęli, gdyby idąc do tego czy innego polityka, powiedzieli mu, że „akurat z nim to uda się zrobić to i to”. Bo polityk – istota ludzka. Nikt nie lubi być tylko połajany, a nieco posłodzony, zdolny jest do tego, czy owego. Problem tkwi też w kompleksie naszych elit, które mają problem ze zdobyciem się na samodzielność. Nasze elity są przekonane, że to one sterują obywatelami i niestety, w prostej rozmowie, nie przekona się ich do tego, że tak nie jest. Samo wywoływanie emocji, nawet silnych, nie można uznać za „posiadanie sterowników do narodu”.</p>
<p style="text-align: justify;">Daleki jestem od afirmacji dla afirmacji. Człowiek rzeczywiście ma wpisane zachowanie akcentowania tego, czego w debacie nie widzi. Znacznie lepsze jest zachowywanie harmonii, afirmacja polskości, niepozbawiona obiektywnej krytyki. Patrząc jednak na to, co mówi się o Polsce, czysta afirmacja też nie byłaby zła. Polacy są do niej nieprzygotowani. Gdy powie się jedno dobre zdanie o Polsce (i nienoszące żadnej przesady), zaraz słyszy się, że nie można zapominać o wadach, że rzeczywistość nie jest taka słodka, że Polacy mają swoje przywary. Dobrze, nie odrzucam tego, ale jedno dobre zdanie też tego nie znosi – nie można nam tego przyjąć po prostu? I ten kompleks jest zarówno na lewicy, jak i prawicy. Prawica też wychowała się na pismach inteligencji, która biczowała polski naród, a poza tym tak łatwo sprowadzić Polaków do ludu głupków… skoro nie widzą rzeczywistości, takiej&#8230; jak ja… prawda? Nie dostrzegając jednak żadnych pozytywów w polskości, stajemy się niewolnikami samych siebie. Polska kultura jest jedną z najbardziej rozwiniętych w historii świata. Jest kulturą całościową, to znaczy, człowiek może w niej rozwinąć wszystkie pokłady człowieczeństwa. Jest też wspaniała swoją unikalnością. Miejmy odwagę afirmować polskość, Polskę i Polaków; nasze codzienne życie, którego wielu nam zazdrości.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Najwyższe dobro – jedność narodowa</strong></p>
<p style="text-align: justify;">W przekonaniu większości Polaków politycy powinni się ze sobą dogadać i nigdy się nie kłócić. Polacy rzekomo jednoczą się tylko w obliczu zagrożenia, a w czasie pokoju, „gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta”. Ta próba upolitycznienia Polaków trochę się powiodła.</p>
<p style="text-align: justify;">Politycy wywołują emocje, które można uznać, że są na granicy zdrowego rozsądku. Niektórzy z nich, jak sądzę, od dwudziestu lat nie znają innej metody uprawiania polityki i nie widzą, że pewne granice są przekroczone. Bo taka emocjonalna nienawiść wśród niektórych rzeczywiście przerosła pewien stan funkcjonowania zdrowej demokracji. Trzeba nam powiedzieć, że debata sejmowa nie służy wbrew pozorom jedności narodowej. W ogóle czynnik demokratyczny jej nie służy. Parlamenty świata są narzędziem do realizacji interesów poszczególnych grup społecznych, które reprezentują dane partie polityczne, I to jest dobre, zdrowe. U nas, z powodu mitu wiary w budowanie jedności narodowej, główne partie chcą być ogólnonarodowe, chcą obsługiwać wszystkie interesy, co oczywiście jest niemożliwe. Stąd mają narracje dotyczące spraw najważniejszych, metapolitycznych, które do żywej kości mogą poruszyć niektórych obywateli. Ale jeśli nawet po Schmitteańsku przyjmiemy, że politycy dzielą Polaków, gdyż taka jest ich metoda rządzenia i jest ona skuteczna, to bądźmy Polakami bez kompleksów. Dlaczego temu ulegamy? Nie wystarczy powiedzieć, że politycy dzielą Polaków. Jako obywatele postawmy temu tamę, bądźmy bardziej odporni na propagandę, żyjmy w jakimś sensie obok polityków. Oni, ze względu na to, że polskość jest kulturą na wskroś republikańską (w przeciwieństwie na przykład do niemieckiej), zrozumieją to prędzej czy później (raczej później) i będą chcieli uzyskać głosy, dostosowując się do nowego modelu funkcjonowania obywatelskiego. Nawiasem mówiąc strach jest silnym motorem emocji politycznych, ale nadzieja jest większa.</p>
<p style="text-align: justify;">Zgoda narodowa też tkwi głęboko w sercach Polaków. Silna debata sejmowa jej nigdy nie wytworzy i do tego nie służy. Trzeba też powiedzieć, że Polaków nie zjednoczy też Konstytucja. Zawiera ona tyle artykułów technicznych, będących wynikiem politycznej umowy, że nie przejawia wartości dla większości obywateli. A wmawia nam się w mediach (i na lekcjach Wiedzy o społeczeństwie), że nowoczesna demokracja spaja ludzi poprzez konstytucję. Może tak…, ale nasza jest tak nienowoczesna, że trudno domagać się od Polaków, aby popierali każdą literkę tego aktu. Konstytucje spajające naród zostały uchwalone dawno temu, są krótkie i treściwe. Nasza jest polityczną umową. Artykuły choćby o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji nigdy nie będą spajać Polaków w jedną całość. Budowanie jedności narodowej wokół tego aktu jest pomyłką. Przeciwnie, raczej należałoby spajać Polaków poprzez ukazywanie potrzeby przyjęcia nowej konstytucji, odpowiadającej polskiemu narodowi, a nie polskim politykom. Moim zdaniem jesteśmy już w takim momencie, że powinniśmy ten postulat głośno podnosić.</p>
<p style="text-align: justify;">Brakuje jednak staropolskiej instytucji Zgody. Ta była utożsamiana z izbą Senatu, która była izbą arystokratyczną. Za jedność narodową powinna odpowiadać współczesna arystokracja, oczywiście nie w znaczeniu rodów i związków krwi. Brakuje nam instytucji mądrości i cnoty, która z założenia działałaby na rzecz jedności narodowej, która mediowałaby między zwaśnionymi stronami. Trudno nam przyjąć to w erze demokratyzacji. Rozumiemy zabezpieczenie wolności przez demokrację. Rozumiemy nawet silną władzę wykonawczą, która cieszy się uznaniem zawsze, gdy jest skuteczna. Ale nasza Rzeczpospolita (republika) choruje na brak zinstytucjonalizowanej nowoczesnej arystokracji, to jest elity, opartej na cnocie i działającej na rzecz zgody. Polacy chcą nowej arystokracji, bo to pragnienie można zamknąć w zdaniu: chcemy by polska elita i polscy politycy byli ludźmi najbardziej kompetentnymi i uczciwymi. Taka instytucja mogłaby też odpolitycznić to, co spaja Polaków, a co przez brak takiej instytucji, jest łupem sporów partyjnych: edukację, naukę i kulturę.</p>
<p style="text-align: justify;">Wprowadzono na wzór innych państw władzę sądowniczą, która miała strzec procedur, ram mających spajać Polskę… na wieczność? Przecież życie społeczno-polityczne jest elastyczne i dynamiczne. Każde procedury zawsze po jakimś czasie domagają się odnowy, jeśli nie zmiany. Wiedzieli to ojcowie Konstytucji 3 maja, którzy zapisali obowiązek przeglądu konstytucji pod kątem aktualności co dwadzieścia pięć lat. A nasi sędziowie bredzą o tym, że jak się ich ruszy, to padnie demokracja. Nawet jeśli galimatiasu jest trochę w Polsce dziś nieco więcej, to jakieś zmiany zachodzą. Może u niektórych utrwali się słuszne przekonanie, że prostego powrotu, do tego, co było osiem lat temu już nie będzie.</p>
<p style="text-align: justify;">Polacy są o wiele bardziej samodzielni w myśleniu niż się to politykom i intelektualistom wydaje. Oni po prostu karmią się stereotypami, nie znają Polaków. Słyszy się czasami: „Polacy na prowincji słuchają się we wszystkim księdza, który na ambonie poucza ich także w sprawach polityki”. Ilu jest duchownych, który porusza wątki polityki partyjnej na ambonie? To mit. „<em>Polak wsłuchany w księdza jak w wyrocznię</em>” &#8211; to może powiedzieć wyłącznie ktoś, kto Polaków nie zna.</p>
<p style="text-align: justify;">Potrzeba zmiany mentalności, jeśli mamy budować piękną Polskę. Politycy lubią nas dzielić, ale przecież większość z nas żyje w środowiskach, gdzie otaczają nas ludzie o różnych poglądach politycznych, pracuje w miejscach pracy, gdzie to zróżnicowanie jest jeszcze większe, a nawet żyje w rodzinach, które też się różnicują pod tym kątem. I nikt się nie zabija i nie jest prawdą, że to tylko kwestia czasu. Przeciwnie. Polityka wcale nie jest centrum naszego życia. Potrzeba zmiany mentalności – patrzenia na wyborców innej partii bez wyższości, wrogości i kompleksów. Nie chodzi wcale o obudowanie jakiejś mitycznej jedności na takim, sentymentalnym słodkim gadaniu o pokojowym współżyciu i kochaniu się wzajemnym wszystkich. Chodzi o bycie wolnym obywatelem bez kompleksów. Człowiek godny jest normalnej rozmowy, dyskusji i wypicia piwa. Czemu mamy ulegać tym przesądom, że jest kimś gorszym, bo głosuje na taką, czy inną partię.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>*</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Mapy mentalne Polaków – wielkie i rozległe jak w każdym narodzie. Nie jesteśmy tu wyjątkiem. Niewielu intelektualistów też pomaga w zmianach, gdyż, jak się często słyszy: „polska polityka jest tak nieprzewidywalna, że się nią nie zajmuję…”. A szkoda, bo, raz, że dla Polski, by coś zrobić wypadało, dwa, nieprzewidywalność może być akurat naszym atutem, a nie obciążeniem, trzy – nie ma co tchórzyć przed polskimi wyzwaniami i karmić się takim wspólnotowym stereotypem, że jak ktoś jest przeciwko polskim politykom, to jest normalny. Podchodźmy do tego zagadnienia właśnie w sposób zwyczajny, bez zacietrzewienia, bez kompleksów i bez tchórzostwa!</p>
<p style="text-align: justify;">Potrzeba nowego rozdania, potrzeba instytucjonalnego nowego rozdania. Można wybrać taktykę na przeczekanie, to jest „jak to pokolenie przeminie”, będziemy mogli zmienić Polskę. Sądzę jednak, że to taktyka błędna, w czasach pokoju za dużo jest dziedziczenia światopoglądu, a przede wszystkim za dużo ludzi, by traciło na odejściu niektórych polityków czy formacji.</p>
<p style="text-align: justify;">Potrzeba dwóch rzeczy. Przywrócenia elementarnej sprawiedliwości w kontekście potępienia komunizmu, co jest dziś podważane. Osoby wychowane na antyklerykalizmie Jerzego Urbana i na socjalnych zabawach Edwarda Gierka dziś stoją wyprostowani, sądząc, że reprezentują jakieś szczególne dobro i wielu Polaków ma pewien dysonans poznawczy (niestety, zbywa to często stwierdzeniem, że „smarkacze nie znają historii”). A przede wszystkim trzeba budować narodowe poparcie dla zmiany Konstytucji, bo to ona może wcielić w sposób widoczny zmianę mentalną. To wokół tej idei, jako wcielenia zmiany mentalnej, jako odnowa Polskiego Państwa, powinniśmy dziś jednoczyć naród.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="https://www.noweksztalty.pl/author/michal-kmiec/">Więcej tekstów autora znajdziesz pod linkiem.</a></p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/zlamac-mapy-mentalnej-polskiej-polityki/">Złamać mapy mentalnej polskiej polityki</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Umiłowanie cierpienia, czyli Polska w roli aksolotla</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/umilowanie-cierpienia-czyli-polska-w-roli-aksolotla/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=umilowanie-cierpienia-czyli-polska-w-roli-aksolotla</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Łukasz Burzyński]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 13 Feb 2022 22:58:28 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Cywilizacja]]></category>
		<category><![CDATA[edukacja]]></category>
		<category><![CDATA[ideologia]]></category>
		<category><![CDATA[mit]]></category>
		<category><![CDATA[nacjonalizm]]></category>
		<category><![CDATA[patriotyzm]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=1385</guid>

					<description><![CDATA[<p>Choć powinien prowadzić tryb wodno-lądowy, aksolotl meksykański zatrzymuje się w fazie larwalnej i na ląd nie wychodzi. Naukowcy przypuszczają, że jest to winą wady tarczycy u wszystkich przedstawicieli tego gatunku. Dowodem, że problem leży w niedojrzałości płaza jest to, że daje się go obejść w laboratoryjnych warunkach, gdzie za sprawą terapii hormonalnej aksolotl zrzuca płetwę [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/umilowanie-cierpienia-czyli-polska-w-roli-aksolotla/">Umiłowanie cierpienia, czyli Polska w roli aksolotla</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Choć powinien prowadzić tryb wodno-lądowy, aksolotl meksykański zatrzymuje się w fazie larwalnej i na ląd nie wychodzi. Naukowcy przypuszczają, że jest to winą wady tarczycy u wszystkich przedstawicieli tego gatunku. Dowodem, że problem leży w niedojrzałości płaza jest to, że daje się go obejść w laboratoryjnych warunkach, gdzie za sprawą terapii hormonalnej aksolotl zrzuca płetwę i przeobraża się w dojrzalszą formę zwierzęcia.</p>
<p>Nie jest to jednak artykuł traktujący o ciekawostce ze świata przyrody, ale o… Polsce i jej mentalności. Nierzadko bowiem to Polskę nazywa się aksolotlem przez jej dziecięcą niedojrzałość, czy też określając to nieco konkretniej, miękkość polityczną.</p>
<p><strong>Na czym polega niedojrzałość?</strong></p>
<p>Naiwnie utrzymujemy, że słuszność moralna na arenie międzynarodowej jest najistotniejszą zaletą naszego narodowego ducha. Także na potrzeby wewnętrzne, na przykład polityki historycznej, promowany jest nierzadko obraz eksponowania swojej słabości jako cnoty, którą powinni wszyscy przyjmować z uznaniem. Już w rzeczywistości politycznej dwudziestolecia międzywojennego Roman Dmowski w „<a href="https://lubimyczytac.pl/cytaty/49829/ksiazka/mysli-nowoczesnego-polaka">Myślach nowoczesnego Polaka</a>” pisał o narodowej teorii, w której wymyśliliśmy sobie, że rola pobitych jest piękniejsza od roli zwycięzców, nawiązując w ten sposób do stworzenia krystalicznego mitu powstania styczniowego.</p>
<p>Dzisiejsza rzeczywistość kroczy podobną ścieżką. Dobrze to widać w świecie polskiej kultury, gdzie od lat narzeka się, że producenci i twórcy nie potrafią się przebić z naszym dziedzictwem kulturowym i dyskursem historycznym do szerszej widowni, ani odcisnąć swojego wpływu w popkulturze. Kwestia nieporadności jest oczywiście wielowarstwowa, jednak najbardziej fundamentalnym problemem jest sposób myślenia Polaków a nasza kultura umysłowa jest pochodną ścieżki historycznej.</p>
<p>Można powiedzieć, że dzieje się tak, bo zamiast rzeczowej analizy i stworzenia jasnego mitu, który przyprawia nas o wielkość, częściej popadamy w romantyczną uczuciowość, poryw emocji i idealizowanie wydarzeń historycznych związanych z porażkami. W praktyce, dziecięctwo Polaków objawia się przede wszystkim w ukazaniu cierpienia jako naszej najbardziej okazałej cnoty.</p>
<p>Prawdziwa dojrzałość polega na połączeniu trudnych momentów w historii z nadziejami i szansami, jakie tkwią w młodym pokoleniu. Istnieje jednak wspomniana teoria, z pewnością nie odbiegająca daleko od prawdy, że Polacy mają tożsamość opartą o syndrom ofiary i poczucie krzywdy, co ma swoje następstwo w idealizowaniu walki o wolność, prawdę tudzież sprawiedliwość. Otwartym wydaje się więc pytanie, w jaki sposób można osiągnąć naszą dorosłość? W jaki sposób możemy przezwyciężyć tę emocjonalną niemoc? I czy tak naprawdę… powinniśmy iść w tę stronę.</p>
<p><a href="https://www.noweksztalty.pl/category/cywilizacja/"><strong>Kreowanie mitów</strong></a></p>
<p>Prostą odpowiedzią wydawać by się mogło odwołanie do wielkiego mitu z przeszłości, co postuluje wiele środowisk intelektualnych. Hipoteza ta ma swoje wzorce w krajach Zachodu, lecz wydaje się ona zupełnie nie nadawać na grunt polski. Z podobnymi mitami już eksperymentowano w naszej najbliższej historii i objawiały się one w kultywowaniu wzorca zwycięskiej husarii, walecznych, nieustraszonych rycerzy będących postrachem dla wrogów w Europie i poza nią. Ten mit nawet współgrał z realnymi problemami społecznymi, takimi jak kryzys migracyjny z krajów arabskich. Etniczność przybyszy pasowała do narracji o zwycięskiej Bitwie pod Chocimiem czy Wiktorii Wiedeńskiej. Mity te jednak były krótkotrwałe i stały się obiektem szyderczych memów a moda szybko zanikła stając się pośmiewiskiem wśród młodych.</p>
<p>Stworzony husaryjny obraz nie miał w sobie nic złego a nawet trafił na swoje „pięć minut” w dogodnych warunkach politycznych, lecz problem leżał dużo głębiej. Zgryzotą nie jest treść mitu, czy to niosącego ze sobą zwycięsko kroczącą husarię, czy kultywowanie przegranych powstań.</p>
<p><strong>Trzeba przełamać pełną kompleksów mentalność</strong></p>
<p>Pozwólmy sobie, na potrzeby analizy, zastanowić się co jest jądrem problemu. Czy rzeczywiście jest nią porażka sama w sobie? Czy człowiek nie jest ukształtowany tak, żeby na błędach i porażkach się uczyć? Jeśli przyjmiemy hipotezę, że społeczeństwo jest tylko uśrednionym statystycznie organizmem ludzkim, pytaniem będącym podstawą ułatwiającą dalsze rozważanie jest<strong>: dlaczego nie uczymy się na własnych błędach? </strong>Czy są one już z definicji problemem, którego powinniśmy się wstydzić, o którym powinniśmy mówić z niesmakiem lub przekłamaniem? Czy potraktować go jak budującą przeszłość? Bolączką jest fakt, że Polacy są skłonni do pieszczenia swoich porażek, zamiast wyciągać z nich wnioski.</p>
<p>Najlepiej to widać na przykładzie Powstania Warszawskiego, które stało się lontem odpalającym, z dwóch różnych perspektyw, tę samą złą w skutkach narrację. Pierwszą jest wspomniane karmienie się cierpieniem, łzawe pieszczenie swoich ran, szukanie dramaturgii i bohaterstwa za cenę jakąkolwiek, byle ukazać siebie jako przegranych lecz krystalicznie czystych. Przeciwna frakcja stoi na stanowisku, że walkę z Niemcami w 1944 roku należałoby ukazać jako wielką katastrofę, do której nie możemy więcej dopuścić.</p>
<p>Obie postawy budzą sprzeciw. O wadach niedojrzałego spojrzenia na własną historię można napisać całą książkę, z kolei odradzanie się i transformowanie społeczności może się dokonać tylko poprzez prawdę, a nie przez jej pominięcie, zakłamanie czy lekceważenie.</p>
<p>Powstanie Warszawskie było poważnym ciosem uderzającym w Polskę, ale też i istotną nauką, bez której nie moglibyśmy dojrzale spojrzeć w przyszłość. Narody, które chcą rozwijać i umacniać swoją tożsamość muszą pokonać przeszkody i tak umieć doznawać ciosy, jak i ranić. To właśnie nasze cierpienie powinno być zapalnikiem uruchamiającym zaangażowanie w wewnętrzną politykę. To na tym właśnie, jak i na podobnych mitach, potrafiono budować silną narrację tożsamościową.</p>
<p>Można i trzeba z perspektywy czasu surowo oceniać przeszłość, wszak przedwcześnie zakończyło życie wielu niewinnych, młodych ludzi. Z drugiej strony, patrząc koniunkturalnie, było to dla nas niezwykle ważne i narodowotwórcze wydarzenie. Dało nam doświadczenie, które może pozwolić spojrzeć w przyszłość szerzej, zdjąć płachtę aksolotla przez autopsję, że w ostatecznym rozrachunku zostaniemy sami i nikt naszego cierpienia nie doceni. Pozbywając się kompleksów i patrząc dumnie w przyszłość jesteśmy w stanie kreować rzeczywistość na nowych mitach, jak choćby tym popularnym w niektórych kręgach &#8211;<strong> Polski będącej ostatnim bastionem Europy, walczącej z siłami zdegenerowanego Zachodu</strong>. Te powszechne i sztampowe legendy, które nierzadko nie znajdują poklasku w gronie intelektualistów, mają przede wszystkim jeden ważny czynnik, który ma swoją niezwykle istotną wartość – zakres oddziaływania jest masowy. Wiara w te miejskie legendy przepełnia serca głównie prostych, nie interesujących się dogłębnie polityką ludzi, którzy stanowią zdecydowaną większość. Dlatego i my, ludzie intelektu i sprawnego pióra, powinniśmy w nie tym bardziej uwierzyć.</p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/umilowanie-cierpienia-czyli-polska-w-roli-aksolotla/">Umiłowanie cierpienia, czyli Polska w roli aksolotla</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
