<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>prawica - Nowe Kształty</title>
	<atom:link href="https://www.noweksztalty.pl/tag/prawica/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.noweksztalty.pl</link>
	<description>Polityka, cywilizacja, społeczeństwo</description>
	<lastBuildDate>Fri, 03 Jul 2026 14:32:54 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=7.0.2</generator>

<image>
	<url>https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2021/06/cropped-cropped-Nowe-Ksztlty-na-header-strony-1-32x32.png</url>
	<title>prawica - Nowe Kształty</title>
	<link>https://www.noweksztalty.pl</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Schizma, ale czy na pewno? &#8211; rzecz o konsekracjach w Ecône</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/schizma-ale-czy-na-pewno-rzecz-o-konsekracjach-w-econe/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=schizma-ale-czy-na-pewno-rzecz-o-konsekracjach-w-econe</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jakub Prokopski]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 03 Jul 2026 14:32:54 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Cywilizacja]]></category>
		<category><![CDATA[Katolicka Nauka Społeczna]]></category>
		<category><![CDATA[katolicyzm]]></category>
		<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3430</guid>

					<description><![CDATA[<p>Widmo krąży po Europie – widmo schizmy. Parafrazując słowa Marksa, można opisać nastrój wielu, który nastał po 1 lipca 2026. Dzień ten zapisał się w historii Kościoła Katolickiego w sposób bardzo burzliwy. Wisiało to nad Kościołem niczym Miecz Damoklesa. Dnia tego w malowniczych Alpach odbyły się konsekracje biskupie w Bractwie Kapłańskim Świętego Piusa X. Niezależnie [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/schizma-ale-czy-na-pewno-rzecz-o-konsekracjach-w-econe/">Schizma, ale czy na pewno? – rzecz o konsekracjach w Ecône</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<h4 style="text-align: justify;"><b>Widmo krąży po Europie – widmo schizmy.</b><span style="font-weight: 400;"><br />
</span> <span style="font-weight: 400;">Parafrazując słowa Marksa, można opisać nastrój wielu, który nastał po 1 lipca 2026. Dzień ten zapisał się w historii Kościoła Katolickiego w sposób bardzo burzliwy. Wisiało to nad Kościołem niczym Miecz Damoklesa. Dnia tego w malowniczych Alpach odbyły się konsekracje biskupie w Bractwie Kapłańskim Świętego Piusa X. Niezależnie od oceny </span><span style="font-weight: 400;">–</span> <span style="font-weight: 400;">przychylnej czy nie </span><span style="font-weight: 400;">–</span><span style="font-weight: 400;"> wydarzenie to przeszło już do historii jako sytuacja bez precedensu. Choć sakry bez papieskiego mandatu w Bractwie nie są niczym nowym, to cały kontekst tego zdarzenia, a przede wszystkim reakcje na nie czynią to przedsięwzięcie bezprecedensowym. Już dzień po Watykan wydał dokument, który ma być odpowiedzią na działanie biskupów Bractwa. Reakcja jest bardzo jasna i ostra. Watykan jednoznacznie pokazuje, że dla Bractwa nie ma dialogu i tolerancji. Ogłasza także, że doszło do schizmy. Nie ma zatem dla FSSPX &#8211; według Watykańskich duchownych – miejsca w Kościele. Choć w przeciągu ostatnich lat w Kościele było miejsce dla wielu. Papieże spotykali się z protestantami, prawosławnymi, a nawet z niewierzącymi w ogóle w Chrystusa. Leon XIV spotkał się z tzw. Arcybiskupką Canterbury. Nie spotkał się tylko z przełożonym Bractwa. Czy Piusowcy zatem dalej są w Kościele Katolickim? Czy przyszło nam być świadkami wydarzeń historycznych, być może jednych z najważniejszych w całej historii Kościoła? Co dalej z wiernymi, którym przecież grozi ekskomunika? Czy taka deklaracja w ogóle ma moc obowiązującą? </span></h4>
<h4 style="text-align: justify;"><b>Absurdalny werdykt</b><span style="font-weight: 400;"><br />
</span> <span style="font-weight: 400;">Dykasteria nauki wiary ogłosiła, że </span><i><span style="font-weight: 400;">Duchowni należący do Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X znajdują się w schizmie i dlatego należy ich uważać za schizmatyków</span></i><span style="font-weight: 400;">. Ruch taki wobec kapłanów &#8211; nawet jeśli jest nieważny z mocy prawa &#8211; można próbować jakoś zrozumieć, jeśli wczujemy się w skórę ludzi, którzy to ogłosili. Biskupi dokonali konsekracji bez zgody Papieża i pomimo jego apelów, wystosowanych niemalże dwadzieścia cztery godziny przed wydarzeniem. Dużo bardziej kuriozalne jest orzeczenie co do wiernych. Nota dykasterii ogłasza, że za </span><i><span style="font-weight: 400;">schizmatyków i ekskomunikowanych należy uznać tych, którzy formalnie przystępują do Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X. </span></i><span style="font-weight: 400;">Jest to deklaracja bezwzględna, choć bardzo karkołomna. Jej wykładnia będzie koszmarem dla autorów. Kto zatem podlegałby ekskomunice z mocy tego przepisu? Każdy wierny, który uczęszcza na Msze do popularnego </span><i><span style="font-weight: 400;">Garażu?</span></i><span style="font-weight: 400;"> Jeśli tak, to w takim razie po pójściu na Mszę w strukturach diecezjalnych taka ekskomunika przestaje obowiązywać? Jeśli znów pójdzie na Mszę do FSSPX – wraca? Takiemu rozumowaniu można zarzucić, że sprowadza sprawę do absurdu. Do absurdu jednak sprawę tę sprowadzili autorzy tej noty. Po raz kolejny z Watykanu wychodzi dokument, który jest istną katastrofą. Pomijając inne aspekty, do których przejdę w dalszej części, tekst ten jest wytworem tragicznym w swej konstrukcji, co tylko pokazuje skalę kryzysu. Co prawda w tym punkcie Kard. Fernandez powołuje się na Notę z 24 sierpnia 1996. W dokumencie tym stwierdzono, że przynależność do rzekomej schizmy abp Lefebvre’a zachodzi chociażby w przypadku uczestnictwa w aktach Kościelnych sprawowanych w Bractwie. Schizmatyckość ta jest równie ciekawa o czym w dalszej części. Oznaczałoby to, że każdy, kto uczestniczy w nabożeństwach w Bractwie, podlega takiej ekskomunice. Kard. Fernandez zdążył już dokonać wykładni. W artykule z 2 sierpnia 2026, opublikowanym na stronie Vatican News, czytamy, że </span><i><span style="font-weight: 400;">nie należy obarczać winą: świeckich, którzy uczęszczali do Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X wyłącznie z powodów liturgicznych lub duchowych; świeckich, którzy – choć świadomi napięć ze Stolicą Apostolską – nie odrzucają Magisterium ani autorytetu Papieża. </span></i><span style="font-weight: 400;">Co w przypadku wiernego, który do Bractwa nie chodzi i z nim się nie utożsamia, ale jednak podważa takie dokumenty jak </span><i><span style="font-weight: 400;">Amoris laetitia </span></i><span style="font-weight: 400;">czy </span><i><span style="font-weight: 400;">Fiducia supplicans. </span></i><span style="font-weight: 400;">Czy również ekskomunice by podlegał? Chaos wywołany tym dokumentem jest ogromny i nie do uratowania kolejnymi wykładniami. Nie zamierzam specjalnie wchodzić na grunt Prawa Kanonicznego, pozostawiam to zawodowym kanonistom, ich wiedzy i uczciwości. Dość tylko powiedzieć o Kanonach 1323 i 1324, z których wynika norma o nieważności kar nałożonych na kogoś, kto dopuścił się czynu nie wewnętrznie złego, będąc przekonanym o konieczności takiego działania. Konsekracje bez zgody Papieża nie są wewnętrznie czynem złym. Sam sposób ogłoszenia tego dokumentu rodzi jednak inne wątpliwości, wątpliwość co do ważności takiego orzeczenia. W przypadku <a href="https://www.youtube.com/watch?v=_1F8PVLbrDg" target="_blank" rel="noopener">sakr z 1988</a> mieliśmy osobistą odpowiedź ówczesnego papieża, który ogłosił, że Abp Marcel Lefebvre i czterej przez niego konsekrowani biskupi zaciągnęli na siebie ekskomunikę. W przypadku z 2026 mamy wyłącznie orzeczenie Kard. Fernandeza stojącego na czele Dykasterii nauki wiary. Pomijam samą postać tego kardynała i poprzednie jego </span><i><span style="font-weight: 400;">dzieła</span></i><span style="font-weight: 400;">, jak choćby </span><i><span style="font-weight: 400;">Mater populi fidelis.</span></i></h4>
<h4 style="text-align: justify;"><b>Bractwo a prawosławie – fałszywa analogia</b><span style="font-weight: 400;"><br />
</span> <span style="font-weight: 400;">Oprócz zaciągnięcia ekskomuniki latae sententiae, czyli z mocy samego prawa, Dykasteria ogłosiła, iż Bractwo, jego kapłani i wierni są w stanie schizmy. I tu przechodzimy do ciekawego wątku. We wspomnianym wcześniej dokumencie z 1996 czytamy, że Abp Lefebvre i jego Bractwo znalazło się w schizmie. Ta deklaracja również zawiera w sobie masę sprzeczności, co nie jest nowością. Jeśli schizma była już wtedy, to czy może zaistnieć po 1 lipca? Jeśli stan ten trwał od roku 1988, to powinien trwać nadal. Wszak nic się specjalnie nie zmieniło. Watykan jednak ogłasza, że do schizmy doszło po niedawnych konsekracjach. Można więc z tego wywnioskować, że w takim razie schizmy nie było przedtem. Jeśli zatem schizmy nie byłoby przedtem, to dlaczego ma być teraz? Sam czyn z 1988 i 2026 niczym się nie różni. Albo schizma istniała od 1988, albo dopiero teraz. Innej opcji nie ma. To już mamy za sobą. Czy, mimo wszystko, doszło na pewno do schizmy? Schizmatyckość kojarzymy przeważnie z prawosławnymi, z którymi ostatni Papieże bardzo ochoczo się spotykają. W dużym skrócie o tym, co sprawia, że są oni oddzieleni od Kościoła. Prawosławni odrzucają prymat Papieski. Nie są oni mu nieposłuszni w jakiejś pojedynczej kwestii, bo takie coś nie jest schizmą. Prawosławni po prostu odrzucają istnienie papiestwa. Dla nich urzędujący Papież jest, co najwyżej, biskupem Rzymu, ale nie Papieżem &#8211; zwierzchnikiem ziemskim Kościoła. Swoją strukturę uważają za równoprawną Rzymowi. Patriarcha jest ich zwierzchnikiem, a nie Piotr. Bractwo swojego własnego zwierzchnika nie wybiera. Posiadanie przełożonego zgromadzenia jest czymś naturalnym. Nie spełnia to wymogów tworzenia struktury równoległej. Odrzucają także dogmaty o Niepokalanym Poczęciu NMP, Czyśćcu czy </span><i><span style="font-weight: 400;">Filioque, </span></i><span style="font-weight: 400;">czyli kwestię pochodzenia Ducha Świętego od Ojca i Syna w równej mierze, którą to ostatni papieże zwykli pomijać w ekumenicznych spotkaniach z nimi. Który z dogmatów odrzuca Bractwo? Nieposłuszeństwo Papieżowi nie jest naruszeniem Dogmatu o Nieomylności, który to jest Dogmatem zupełnie niezrozumianym. Nieomylność Papieska nie oznacza, iż następca Świętego Piotra ma prawo rządzić jak absolutystyczny tyran. Dogmat ten głosi, iż Ojciec Święty jest nieomylny w kwestiach wiary i moralności, o ile takie nauczanie nie stoi w oczywistej sprzeczności z magisterium poprzednim. Czy zatem setki księży, sześciu Biskupów i dziesiątki tysięcy wiernych, którzy na każdym kroku manifestują przywiązanie do integralnego Katolicyzmu, wyznawanego jeszcze przez naszych przodków, mogą być schizmatykami? Czy księża, którzy w Kanonie Eucharystycznym wymieniają imię aktualnego Papieża, a nawet biskupa miejsca, przejawiają intencję schizmy? Nikt w Bractwie nie przejawia choćby ułamka tej intencji. Ona to bowiem również jest istotna, żeby o zaistnieniu schizmy mówić. Pozostaje sobie tylko życzyć, żeby taką samą odwagę i bezwzględność Dykasteria stosowała wobec konsekracji w Chinach, gdzie Biskupi – de facto – nominowani są przez partię.</span></h4>
<h4 style="text-align: justify;"><b>Obraz innego świata</b><span style="font-weight: 400;"><br />
</span> <span style="font-weight: 400;">Pozostawiając powyższe, pozwolę sobie na odrobinę prywatnych refleksji. Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X postrzegam jako współczesną Arkę Noego dla katolika. Oczywiście, pojawić się może zarzut o tożsamościowe przywiązanie do Bractwa, nie ze względu na wiarę. Panu Bogu zostawmy ocenę sumień biskupów, księży i wiernych. Oglądając zdjęcia z Econe oraz – przede wszystkim – z samych konsekracji i mszy, odniosłem wrażenie, że obserwuję inny świat. Świat jak z baśni, jak z marzeń, marzeń każdego katolika. Widząc tysiące rodzin katolickich, które przybyły z różnych części świata, rzeszę małych dzieci otaczających swoich ojców i matki, księży i wyraźnie przejętych, acz spokojnych biskupów sam ten spokój odczuwałem. Tam czas się zatrzymał. Tam wiara nie została przeorana współczesną rewolucją. Życie katolickie rozwija się tam w najlepsze. Nie ma tam problemu z pustymi seminariami, problemu tak palącego w strukturach diecezjalnych. Działalność Bractwa dziś idealnie komponuje się z dewizą nagrobną założyciela: </span><i><span style="font-weight: 400;">Przekazałem to, co otrzymałem. </span></i><span style="font-weight: 400;">Arcybiskup podkreślał, że nie tworzy własnej wiary, tak jak zrobili to starokatolicy czy mariawici. Zależało mu na przekazaniu tego, w czym został wychowany. Wychowany został w silnej wierze Katolickiej. Katolikowi powinno zatem przede wszystkim zależeć, mimo własnych ułomności i słabości, aby kolejne pokolenia tę wiarę otrzymały. Wielu komentujących zauważyło, że nad Econe w momencie udzielania Komunii Świętej przeszła burza i ulewa. Odebrali to oczywiście jako znak, że Pan Bóg się pogniewał i grzmiał z Nieba. Umyka im jednak fakt, że burza ustąpiła w momencie, w którym wierni zgromadzeni w tym prostym namiocie skończyli odmawiać Różaniec. Zapewne, gdyby konsekracje odbyły się w styczniu i spadłby śnieg, to też niektórzy czytaliby to jako znak Bożego gniewu.</span></h4>
<p><iframe title="Konsekracje biskupie - 1 lipca - Écône" width="640" height="360" src="https://www.youtube.com/embed/71GEuKLdhG8?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture; web-share" referrerpolicy="strict-origin-when-cross-origin" allowfullscreen></iframe></p>
<h4 style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Dziś jesteśmy świadkami wydarzeń historycznych. Ten rozwój wypadków za sto lub dwieście lat będzie postrzegany jako jeden z najważniejszych momentów w dziejach Kościoła. Czas ten jest również bardzo podobny do czasów ariańskich, kiedy niemal cała hierarchia popadła w błąd biskupa Ariusza, a ci którzy z nim walczyli byli karani i wyklinani. Być może po dekadach, a nawet i wiekach Kościół uzna świętość Arcybiskupa i heroiczność jego cnót w walce o zachowanie wiary. Jakże znamienne jest, że obecna hierarchia, która tak ochoczo przeprasza za swoich poprzedników, która odżegnuje się od dawnych, złych czasów, kiedy tylko miotano na lewo i prawo anatemami i płonęły te mityczne stosy, potrafi kar kościelnych używać tylko wobec Katolików Tradycji. Nie słyszymy słów potępienia wobec bluźnierców, heretyków. Politycy, którzy promują aborcję i nazywają się przy tym katolikami, nie są ekskomunikowani. Oni wszyscy podejmowani są przez duchowieństwo z najwyższymi honorami. Potępieni są </span><i><span style="font-weight: 400;">lefebryści</span></i><span style="font-weight: 400;">. I jak duchowni bardzo chętnie głoszą, że w zasadzie piekło jest i będzie puste, tak nie dla Tradycjonalistów. Na sam koniec chciałbym zostawić krótką refleksję dla każdego, kto z zapałem rwie się do potępiania Bractwa. Warto sobie postawić jedno pytanie: czy bardziej nienawidzimy Bractwa czy kochamy Kościół.</span><span style="font-weight: 400;"><br />
</span></h4>
<p>&nbsp;</p>
<h1 class="title single" style="text-align: center;"><a title="Permalink to: Jakiej Konstytucji nam potrzeba? – J. Prokopski" href="https://www.noweksztalty.pl/jakiej-konstytucji-nam-potrzeba-j-prokopski/" target="_blank" rel="noopener">Jakiej Konstytucji nam potrzeba? – J. Prokopski</a></h1><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/schizma-ale-czy-na-pewno-rzecz-o-konsekracjach-w-econe/">Schizma, ale czy na pewno? – rzecz o konsekracjach w Ecône</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jakiej Konstytucji nam potrzeba? &#8211; J. Prokopski</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/jakiej-konstytucji-nam-potrzeba-j-prokopski/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=jakiej-konstytucji-nam-potrzeba-j-prokopski</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jakub Prokopski]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 27 May 2026 18:28:07 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Cywilizacja]]></category>
		<category><![CDATA[Katolicka Nauka Społeczna]]></category>
		<category><![CDATA[konserwatyzm]]></category>
		<category><![CDATA[Konstytucja]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3407</guid>

					<description><![CDATA[<p>Trzeciego maja 2026 roku Prezydent Karol Nawrocki zapowiedział rozpoczęcie prac nad nową konstytucją i powołał w tym celu Radę Nowej Konstytucji. Zapowiedź ta jest głosem długo wyczekiwanym w środowisku szeroko rozumianej prawicy. Jest to bodaj pierwszy tak wyraźny sygnał zmiany i to wychodzący z samego pałacu prezydenckiego. Ogłoszenie takiego zamiaru jest już dużym krokiem ku [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/jakiej-konstytucji-nam-potrzeba-j-prokopski/">Jakiej Konstytucji nam potrzeba? – J. Prokopski</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<h4><span style="font-weight: 400;">Trzeciego maja 2026 roku Prezydent Karol Nawrocki zapowiedział rozpoczęcie prac nad nową konstytucją i powołał w tym celu Radę Nowej Konstytucji. Zapowiedź ta jest głosem długo wyczekiwanym w środowisku szeroko rozumianej prawicy. Jest to bodaj pierwszy tak wyraźny sygnał zmiany i to wychodzący z samego pałacu prezydenckiego. Ogłoszenie takiego zamiaru jest już dużym krokiem ku lepszemu. Nie będzie bowiem łatwo zdekonstruować mit „świętości” aktualnej konstytucji z 1997 roku. Już zresztą odezwały się duchy liberalnego porządku III RP, które jednym głosem bronią obecnej konstytucji jak niepodległości. Jaka zatem powinna być nasza nowa ustawa zasadnicza? Jaki system rządów powinna wprowadzić i z czym na dobre skończyć? Czy w historii polskiej ustrojowości znajdziemy taki akt prawny, który nadawałaby się jako szkic i przyczynek do nowej ustawy zasadniczej?</span><span style="font-weight: 400;"><br />
</span><span style="font-weight: 400;"><br />
</span><b>Prezydencki zwrot Karola Nawrockiego</b></h4>
<p><span style="font-weight: 400;">Istotne dla rozważań nad kształtem nowej konstytucji są poglądy obecnego prezydenta. W audycji na Kanale Zero z 17 kwietnia 2026 roku Karol Nawrocki przyznał, iż opowiada się za modelem prezydenckim. Jest to wypowiedź, która może nam dużo powiedzieć o planach Pana Prezydenta względem konstytucji i ustroju państwa. Jeśli bowiem rzeczywiście jest zwolennikiem takiego rozwiązania, to można przypuszczać, że w takim kierunku będzie chciał pójść. Ustrój prezydencki cechuje się silną pozycją prezydenta oraz skupieniem w jego rękach szerokiej władzy wykonawczej. Jest to raczej powszechnie wiadome. Słychać już lament o zamachu na konstytucję. Oczywiście nie obyło się bez powiązania tego pomysłu z Putinem. Na spazmy demoliberalnej „elity” nie należy jednak zwracać szczególnej uwagi.</span></p>
<h4><b><a href="https://www.prezydent.pl/aktualnosci/rady-przy-prezydencie-rp/rada-nowej-konstytucji" target="_blank" rel="noopener">Rada Nowej Konstytucji</a> i pierwsze kontrowersje</b><span style="font-weight: 400;"><br />
</span><span style="font-weight: 400;"><br />
</span> <span style="font-weight: 400;">Kto natomiast będzie pracować nad projektem konstytucji? Dotychczasowe nominacje nie napawają optymizmem. Obecność w niej prof. Piotrowskiego czy Józefa Zycha uważam za kuriozum. Tym bardziej że ci dwaj z rozbrajającą szczerością oświadczyli, iż w zasadzie Polska nowej konstytucji nie potrzebuje, a wystarczy przestrzegać obecnej. Pozostaje mieć nadzieję, że te nominacje są tylko wstępne i bardziej honorowe W Radzie tej zasiada jednak jeden człowiek, z którego działalnością naukową uważam za atut. Jest nim &#8211; o zgrozo &#8211; Jacek Majchrowski. Oprócz bycia wieloletnim prezydentem Krakowa jest on także historykiem II RP. Jest również autorem publikacji poświęconej Stanisławowi Carowi, czyli autorowi </span><i><span style="font-weight: 400;">Tez konstytucyjnych</span></i><span style="font-weight: 400;"> oraz samej konstytucji z 1935 roku, znanej jako kwietniowa. Znajomość tej ustawy może być wartością nieocenioną w kontekście prac nad nowym ustrojem, o ile nie jest obarczona ideologicznymi naleciałościami.</span><span style="font-weight: 400;"><br />
</span><span style="font-weight: 400;"><br />
</span><b>Konstytucja kwietniowa jako inspiracja</b></h4>
<p><span style="font-weight: 400;">To właśnie dzieło Stanisława Cara może być punktem wyjścia do prac nad nową ustawą zasadniczą Jest to bowiem jedyna nowoczesna polska konstytucja, która wprowadzała system rządów prezydenckich. Nie należy przy tym patrzeć na akty podobnej rangi z czasów</span> <span style="font-weight: 400;">Księstwa Warszawskiego czy Królestwa Polskiego, które – choć cechowały się silną władzą wykonawczą – były uchwalane w zupełnie innych realiach. W świetle z 1935 roku prezydent posiadał bardzo szerokie kompetencje. Już na samym początku akt ten wyrażał, iż </span><i><span style="font-weight: 400;">na czele państwa stoi Prezydent Rzeczypospolitej</span></i><span style="font-weight: 400;">. Również pierwsze artykuły mówiły, że </span><i><span style="font-weight: 400;">Państwo Polskie jest wspólnem dobrem wszystkich obywateli</span></i><span style="font-weight: 400;">.</span> <span style="font-weight: 400;">Był to przejaw naczelnej myśli piłsudczyków tamtego okresu, czylix ideologii państwowej.</span></p>
<h4><span style="font-weight: 400;">Ustawa z 23 kwietnia 1935 roku</span> <span style="font-weight: 400;">zrywała z koncepcją suwerenności narodu, wyrażoną jeszcze w konstytucji marcowej z 1921 roku, czego i nam dzisiaj niezwykle potrzeba. Potrzebujemy jasnego wyrażenia myśli propaństwowej i przywódczej, a nie liberalnej wizji suwerenności narodu. Prezydent był także zwierzchnikiem Rządu, Sejmu, Senatu, sądów i sił zbrojnych. To zaś zrywało z koncepcją trójpodziału władzy. Prezydent cieszył się również tzw. prerogatywami osobistymi, na mocy, których miał prawo wyznaczania swojego następcy, mianowania i odwoływania premiera czy powoływania senatorów. Inne postanowienia konstytucji jeszcze dobitniej gruntowały pozycję prezydenta jako głowy państwa. Szczególna w tym zasługa dekretów z mocą ustawy, które mógł on wydawać bez konieczności uzyskania kontrasygnaty Prezesa Rady Ministrów, a wystarczało jedynie upoważnienie ustawowe. </span><i><span style="font-weight: 400;">W jego osobie skupia się niepodzielna i jednolita władza państwowa. </span></i><span style="font-weight: 400;">Zdanie to, będące cytatem wyjętym z art. 1, dobitnie wyraża </span><i><span style="font-weight: 400;">kwietniową aksjologię</span></i><span style="font-weight: 400;"> co do ustroju państwowego</span><span style="font-weight: 400;"><br />
</span><span style="font-weight: 400;"><br />
</span><b>Jednowładztwo w obliczu zagrożeń epoki</b></h4>
<p><span style="font-weight: 400;">Ustrój ten miał odpowiadać wymaganiom epoki. W latach trzydziestych coraz bardziej widoczna była pogarszająca się sytuacja międzynarodowa Polski. Jeżeli zatem dziś zagrożenie wojenne jest ponoć realne, to powinniśmy pomyśleć o pójściu w podobnym kierunku jak w 1935 roku. Ówczesna konstytucja odchodziła od suwerenności narodu i trójpodziału władzy w stronę jednowładztwa. Była wyrazem myśli państwowej wówczas rządzących.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Polska potrzebuje zatem takiej konstytucji, która wyraźnie zerwie z dotychczasowym systemem, która stanie u fundamentów nowego Państwa Polskiego &#8211; państwa uleczonego z najgorszych liberalno-demokratycznych chorób. Musi ona otworzyć nowy rozdział w naszej historii, w którym na dobre odetniemy się od mitów założycielskich III RP. Potrzebujemy wreszcie silnej i sprawnej władzy wykonawczej skupionej w osobie jednego prezydenta, który jednocześnie będzie charyzmatycznym przywódcą państwa i narodu.</span></p>
<h4><span style="font-weight: 400;">System prezydencki jest jedynym możliwym rozwiązaniem w naszej sytuacji. Obecny system nie spełnił misji, którą przypisywali mu jego autorzy i akolici. Nie można przy tym iść na żaden kompromis z liberalizmem, ponieważ będzie to zgniły kompromis. Takie rozwiązanie okaże się jeszcze gorsze od porażki, gdyż będzie dawać jedynie ułudę częściowego zwycięstwa i upragnionej zmiany, będąc w rzeczywistości powtórzeniem dotychczasowego status quo, czyli pętlą uwiązaną u szyi.</span><span style="font-weight: 400;"><br />
</span><span style="font-weight: 400;"><br />
</span><b>Państwo narodowe i katolickie</b></h4>
<h4><span style="font-weight: 400;">Nowa konstytucja i nowy ustrój muszą jasno stanowić, że nasze państwo jest państwem narodu polskiego i państwem katolickim, odrzucającym wszelkie przeciwieństwa tych idei, tj. multikulturalizm i laickość. Jeśli doradcy Pana Prezydenta chcą szukać inspiracji, powinni w pewnym stopniu wzorować się na ustawie zasadniczej z 1935 roku. Nie jest ona oczywiście idealna. Brakuje w niej bowiem podkreślenia roli wiary katolickiej &#8211; co czyniła konstytucja z 1791 roku &#8211; jako fundamentu relacji społecznych i ekonomicznych w narodzie. Niemniej jednak w zakresie polityczno-ustrojowym jej postanowienia mogą być pewną wskazówką dla autorów projektu.</span><span style="font-weight: 400;"><br />
</span><span style="font-weight: 400;"><br />
</span><b>Czy rok 2026 stanie się nowym otwarciem?</b></h4>
<p><span style="font-weight: 400;">Nie jest obecnie możliwe rozszyfrowanie, w jakim kierunku będą chcieli iść ludzie powołani do tego przez prezydenta. Być może stanie się to jasne przy kolejnych nominacjach do Rady lub następnych zapowiedziach samego Karola Nawrockiego. Miejmy jednak nadzieję, że powołanie takiego ciała będzie początkiem tak upragnionej i tak potrzebnej zmiany w naszej ojczyźnie.</span></p>
<p><a href="https://www.noweksztalty.pl/dlaczego-warto-walczyc-o-cywilizacje/" target="_blank" rel="noopener">Dlaczego warto walczyć o cywilizację?</a></p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/jakiej-konstytucji-nam-potrzeba-j-prokopski/">Jakiej Konstytucji nam potrzeba? – J. Prokopski</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Masowość to przeszłość? &#8211; A. Leszczak</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/masowosc-to-przeszlosc-a-leszczak/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=masowosc-to-przeszlosc-a-leszczak</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Agata Leszczak]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 30 Apr 2026 18:21:37 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[antyliberalizm]]></category>
		<category><![CDATA[ideologia]]></category>
		<category><![CDATA[Cywilizacja]]></category>
		<category><![CDATA[Felietony]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3403</guid>

					<description><![CDATA[<p>Fakt, że przeszłość nie wróci brzmi jak truzim. Jednak w myśleniu o kształcie społeczeństwa często nieświadomie wpadamy w tę pułapkę. Dlaczego jest to problem, jak się z niego wyrwać i co można spróbować zamiast nostalgicznego patrzenia na to, co minęło? Ale to już było Z dużym zainteresowaniem przeczytałam tekst „Bez ofiarności naszych babek i prababek [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/masowosc-to-przeszlosc-a-leszczak/">Masowość to przeszłość? – A. Leszczak</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Fakt, że przeszłość nie wróci brzmi jak truzim. Jednak w myśleniu o kształcie społeczeństwa często nieświadomie wpadamy w tę pułapkę. Dlaczego jest to problem, jak się z niego wyrwać i co można spróbować zamiast nostalgicznego patrzenia na to, co minęło?</p>
<h4 align="justify">Ale to już było</h4>
<p align="justify">Z dużym zainteresowaniem przeczytałam <a href="https://nlad.pl/bez-ofiarnosci-naszych-babek-i-prababek-polski-by-nie-bylo/">tekst</a> „Bez ofiarności naszych babek i prababek Polski by nie było” autorstwa Adama Szabelaka opublikowany na portalu Nowy Ład. To bardzo ciekawa analiza wkładu kobiet w kształtowanie Polski w okresie zaborów, odzyskiwania niepodległości i dwudziestoleciu międzywojennym. Poza przypomnieniem czy dla wielu przedstawieniem zasług Polek na wielu płaszczyznach (politycznej, kulturalnej, sztuki, a przede wszystkim rodziny i wychowania) pokazuje on charakterystyczny dla wielu członków prawicy sposób myślenia. To pewnego rodzaju tęsknota i nostalgia za czasem, gdy środowisko narodowe liczyło tysiące działaczy, miało solidną reprezentację w parlamencie, biznesie, szkolnictwie, sztuce i innych dziedzinach życia. Na podstawowym poziomie nie dziwi takie podejście – kto nie chciałby pochwalić się dokonaniami poprzedników? Problem zaczyna się, gdy na takim niemal rozrzewnieniu się poprzestaje. A to robi zdecydowana większość.</p>
<p align="justify">Postawa taka przenosi myślenie na przeszłość, zamiast na teraźniejszość i przyszłość. Zamyka w wiecznym muzeum, pozwala podziwiać piękne, odnowione eksponaty – ale starannie wybrane (pomija ciemniejsze lub po prostu mniej udane karty dawnej działalności), a przede wszystkim niedostępne. Przypomina zwiedzanie muzeum techniki: można być pełnym podziwu dla przemyślności dawnych wynalazców, jednak próba uruchomienia we współczesnych warunkach zdecydowanej większości maszyn i urządzeń mija się z celem. Są rażąco niedostosowane do dzisiejszych potrzeb i standardów. Historie i wspomnienia więcej wybaczają. Nie są tak namacalne, bezpośrednie. Użycie tej samej nazwy organizacji daje poczucie ciągłości i bycia jednością z tymi, którzy nas poprzedzali – niestety, często bez refleksji o różnicy między ich sytuacją a naszą.</p>
<p align="justify">Fakty są bowiem takie, że obecnie żadna z szeroko pojętych organizacji prawicowych nie ma takiego rozmachu i zasięgu działania, co te z dwudziestolecia międzywojennego czy lat przed odzyskaniem niepodległości. Narodowe, edukacyjne, sportowe, religijne – wszystkie straciły na liczbie członków i znaczeniu. Nawet największa z nich, Kościół katolicki, jest w kryzysie, tracąc wiernych, przede wszystkim młodych; starsi wiekiem wymierają i nie są zastępowani. Inne duże zrzeszenia, jak harcerstwo (kilkadziesiąt lat temu liczące dziesiątki tysięcy członków) albo duże organizacje sportowe (nie ma już „Sokoła”) także się zmniejszyły. Wraz ze skurczeniem się liczebnościowym przyszło zmniejszenie chęci wpływania na kształtowanie rzeczywistości. Grupy te nie pretendują do miana tych, które kształtują państwo, naród, kolejne pokolenia czy jednostki o konkretnym profilu. One co najwyżej dostarczają ciekawych wrażeń i umożliwiają naukę czegoś interesującego. Które z tych zjawisk zaszło jako pierwsze jest tematem na osobny tekst.</p>
<h4 align="justify">Indywidualizujemy się na śmierć</h4>
<p align="justify">Bardzo lubimy czuć się wyjątkowi, a kultura w której żyjemy codziennie utwierdza nas w przekonaniu, że to dobre i konieczne. Chcemy mieć dopasowane wszystko pod siebie, przekonani, że jedynie pójście za własnymi pragnieniami i realizacja tego, co uważa się dla siebie za słuszne przyniesie szczęście. O problemach z indywidualizmem, który od pewnego momentu jest egoizmem napisano wiele. Także o tym, jak wpływa to na narody. Stawiany często w opozycji do mentalności dominującej w Azji dalekowschodniej, gdzie to kolektywizm rządzi umysłami i duszami mas, rzekomo wyzwala do tego, co najlepsze. Jak jednak każdy egoizm, wiąże się z pychą. Pierwszy z grzechów głównych, podstawa wielu innych grzechów, przywar i słabości. Żyjąc zanurzonymi w świecie promującym tak silne skupienie się na sobie, bez nawet wyobrażenia alternatywy, trudno wyjść ponad frustrację.</p>
<p align="justify">Można bowiem zauważyć niezadowolenie z tego, jak wygląda dzisiejsze społeczeństwo. Prymat realizowania się (jakkolwiek by się to rozumiało) powoduje, że rozpadają się więzi społeczne, przyszłość narodów jest niepewna przez zbyt małą liczbę dzieci, powstaje społeczeństwo akceptujące grzeszne życie w imię tolerancji i nie przeszkadzania sobie wzajemnie. Choć pokolenia ludzi młodszych niż starszych właściwie nie znają, nie pamiętają życia nie nastawionego na indywidualizm, pragną, by było inne. Samotność, poczucie oderwania od grupy, braku zakorzenienia, bezcelowości i bezsensowności życia (a także choroby psychiczne i somatyczne z tym związane) nie biorą się znikąd. Funkcjonowanie w systemie będącym zaprzeczeniem tego, do czego człowiek jest przyzwyczajony i wręcz stworzony ewolucyjnie, gdzie zmiana nastąpiła w naprawdę krótkim czasie, degradując szerokie masy ludzkie.</p>
<p align="justify">Rośnie świadomość problemów społecznych, które jednoczą ponad podziałami. O demografii pisze i mówi się coraz więcej – i dobrze. Coraz więcej młodych osób deklaruje pragnienie posiadania większej liczby dzieci, a wielodzietność zaczyna być postrzegana jako cel, nie patologia. Kolejna z przywar narodowych, alkoholizm, wreszcie powszechnie staje się <i>passe</i>, a trzeźwe życie uznawane uznawane jest za normę. Świadomość konieczności mądrej ochrony środowiska, znaczenia jakości powietrza, wód i gleby dla zdrowia (smog, wpływ na uprawy i zwierzęta hodowlane) pcha ku zmianom legislacyjnym i konsumenckim. Społeczeństwo powoli się zmienia, jednocząc się wokół istotnych tematów niezależnie od przekonań politycznych bądź jedynie w luźnym powiązaniu. Wybieramy, co nam się podoba z różnych opcji ideowych, tworząc nierzadko konglomerat poglądów. Zostawiamy fanatyczne przyspawanie do jednej partii boomerom, dosłownie lub w przenośni. Ten efekt dążenia do posiadania swojego zdania w oderwaniu od doktryn to otwarcie na nowe możliwości myślenia o społeczeństwie, jego kształtowaniu i roli w tym procesie.</p>
<h4 align="justify">Wciąż jest nadzieja</h4>
<p align="justify">Nowe czasy wymagają nowych form. Nie zanosi się na to, by ruchy masowe miały powrócić. Przeminęły, a od nas zależy, czy pozostaniemy przy nostalgicznym spojrzeniu w przeszłość, czy dostosujemy sposoby działania do obecnych warunków. Na polskim poletku trudno znaleźć inicjatywy, które okazały się sukcesem (takie jednak istnieją – o tym niżej). Zerknijmy więc do naszych sąsiadów. Włochy są krajem z bogatą tradycją tworzenia lokali będących połączeniem miejsc spotkań towarzystkich, barów (z czego się utrzymują), bibliotek lub księgarń. Okazjonalnie odbywają się tam koncerty, wykłady, spotkania dyskusyjne czy treningi sportowe. Wokół takich miejsc wyrasta społeczność, często bardzo jasno zorientowana ideowo. Konkretne miejsce, urządzone w konkretnym stylu, zapraszające do spędzania w nim czasu, staje się kotwicą. Inną metodą poszli Amerykanie, a za nimi wiele innych krajów (w Europie głównie skandynawskie), tworząc Active Cluby. Nieformalne grupy znajomych skupiające się na treningach głównie siłowych i sztuk walki, czasem także wędrówkach w wymagających warunkach – wszystko spięte ideą siły, zwycięstwa, antyliberalizmu. Nie zapominać należy o licznych portalach, twórcach muzycznych, filmowych, a nawet wydawnictwach, które dopełniają całości potrzeb kultury alternatywnej.</p>
<p align="justify">Rzecz jasna można narzekać, że to duże projekty. Owszem, posiadanie lokalu na własność to ogromny wydatek i ryzyko. Jednak wynajęcie nawet po znajomości miejsca, gdzie regularnie się spotyka na różnych interesujących aktywnościach jest już w zasięgu wielu z nas. Dawni studenci oszczędzający każdy grosz, będący niegdyś podstawą prawicy realnie pragnącej fundamentalnej zmiany dorośli, poszli do pracy i zarabiają. Choć, nie ukrywajmy, jednocześnie mają mniej czasu. Niemniej jednak to stworzenie początkowo niewielkiego miejsca, gdzie dzieją się interesujące rzeczy, odpowiednio rozreklamowane daje nadzieję na to, że przyciągnie innych. Nie będzie masowości, owszem – ale będzie coś. Mówiąc przyziemnie, od czegoś trzeba zacząć. Regularne spotkania z ideą i ludźmi podobnymi nam nie tylko dobrze kształtują, ale tez motywują do dalszego rozwoju, wymiana myśli i doświadczeń jest cenna, a czas spędzony wśród tych, przy których nie trzeba się krygować w drażliwych kwestiach – bezcenny. Zdaje się, że w Polsce dotychczas powstało tylko jedno takie miejsce, jest to warszawska Kuźnia. Jej popularność niesie nadzieję na rozwój i otwarcie podobnych miejsc również w innych miastach.</p>
<p align="justify">Na spotkaniach nie musi się kończyć. Gdy znów spojrzymy na inne kraje europejskie, zobaczymy, że poważne, regularne działanie lubi wchodzić w politykę. Nie na zasadzie podlizywania się konkretnym postaciom czy partiom (choć niestety to też się zdarza). Chodzi o tworzenie włąsnych inicjatyw politycznych bądź kandydowanie w wyborach, szczególnie lokalnych, gdzie głos pojedynczego człowieka ma większe znaczenie. Przykładowo istniejący od kilku miesięcy włoski projekt Remigrazione e Reconquista (Remigracja i Odzyskanie) prowadzi regularne wiece uliczne, spotyka się z politykami, a nawet złożyło propozycję zmiany prawa w kwestii migrantów. Tak poważne, zaawansowane działania nie biorą się znikąd. Są efektem wieloletniej, czasem trwającej dekady ciężkiej pracy, upartości i nadziei. Wspaniałe ruchy nie powstaną same – ktoś musi je stworzyć. Na przykład ty.</p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/masowosc-to-przeszlosc-a-leszczak/">Masowość to przeszłość? – A. Leszczak</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Odbrązowić polskość! Czyli czego mogą nas nauczyć ,,Myśli nowoczesnego Polaka&#8221;.</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/odbrazowic-polskosc-czyli-czego-moga-nas-nauczyc-mysli-nowoczesnego-polaka/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=odbrazowic-polskosc-czyli-czego-moga-nas-nauczyc-mysli-nowoczesnego-polaka</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jakub Nawrot]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 08 Apr 2026 08:33:25 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[antyliberalizm]]></category>
		<category><![CDATA[demografia]]></category>
		<category><![CDATA[demokracja]]></category>
		<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[ideologia]]></category>
		<category><![CDATA[patriotyzm]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3366</guid>

					<description><![CDATA[<p>Debata wokół stosunku do polskości w III RP została zorganizowana przez dwa wielkie obozy polityczno-ideowe. Pierwszy z nich, lewicowo-liberalny, był generalnie krytycznie nastawiony do poczucia przywiązania narodowego. Drugi obóz, w większości związany z prawicą, szukał pozytywnych stron bycia Polakiem i walczył z michnikowską ,,pedagogiką wstydu’’. Ostatnie kilka miesięcy uświadomiło mi jednak, że powinniśmy przekroczyć ten [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/odbrazowic-polskosc-czyli-czego-moga-nas-nauczyc-mysli-nowoczesnego-polaka/">Odbrązowić polskość! Czyli czego mogą nas nauczyć ,,Myśli nowoczesnego Polaka”.</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><b>Debata wokół stosunku do polskości w III RP została zorganizowana przez dwa wielkie obozy polityczno-ideowe. Pierwszy z nich, lewicowo-liberalny, był generalnie krytycznie nastawiony do poczucia przywiązania narodowego. Drugi obóz, w większości związany z prawicą, szukał pozytywnych stron bycia Polakiem i walczył z michnikowską ,,pedagogiką wstydu’’. Ostatnie kilka miesięcy uświadomiło mi jednak, że powinniśmy przekroczyć ten podział. W mojej ocenie to prawica powinna zacząć krytycznie podchodzić do naszego narodu, ale oczywiście inaczej niż robi to ,,uśmiechnięta Polska&#8221;. Wzorem dla nas powinien być Roman Dmowski i jego <a href="https://www.youtube.com/watch?v=fhYpzbZVFDc">,,Myśli</a> nowoczesnego Polaka’’. Jego krytyka bowiem nie wypływała z niechęci wobec własnego narodu, jak wśród współczesnych nam polskich liberałów, ale z dążenia do jego ulepszenia. Właśnie ten sposób myślenia będzie dla mnie wzorem w niniejszym tekście.</b></p>
<h4 style="text-align: justify;"><b>Po owocach ich poznacie</b></h4>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Gdyby chcieć przeanalizować obecną kondycję polskiego społeczeństwa nie musimy pisać długich elaboratów czy setek analiz. Do jej ustalenia wystarczy bowiem jedna liczba: 1,04. Taki był, najprawdopodobniej, współczynnik dzietności w 2025 roku. Przypomnijmy, że żeby kraj w długim terminie zachowywał stabilną liczbę mieszkańców potrzebne jest żeby wspomniany wskaźnik był w okolicach 2,1.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Ktoś kiedyś mądry zauważył, że ,,po owocach ich <a href="https://www.youtube.com/watch?v=gtlzplcG7I4" target="_blank" rel="noopener">poznacie&#8221;.</a> Ta głęboka i ponadczasowa prawda umożliwia nam spojrzenie na współczesną kondycję polskości. Najlepszym do tego papierkiem lakmusowym jest właśnie współczynnik dzietności. Mówi nam on czy dana wspólnota ma w sobie energię i chęć aby trwać. Nasza niestety ją zatraciła.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Społeczeństwo, które nie jest w stanie się biologicznie reprodukować jest skazane po prostu na zniknięcie. Nie ma co szukać winy w innych. To nie żadna zewnętrzna siła zakazała nam posiadania dzieci. Nie zrobił tego Putin, Unia Europejska, Watykan, Trump czy globalny kapitał. My sami sobie taki los wybraliśmy. Dlatego też będziemy gwałtownie starzeć się, wymierać i zanikać. I na to zasługujemy. </span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Gdyby ktoś jednak oponował, że kryzys demograficzny jest doświadczeniem <a href="https://www.youtube.com/watch?v=Rymvs4eixWc&amp;t=154s" target="_blank" rel="noopener">powszechnym</a> i dotyka zdecydowaną większość krajów świata to oczywiście będzie miał rację. Nowoczesność w różnym stopniu i tempie niszczy każdą wspólnotę. Nie zmienia to jednak dwóch podstawowych faktów. Po pierwsze Polska ma jeden z najniższych współczynników dzietności na świecie. Po drugie jest jednak jedno państwo wysoko rozwinięte, które nie ma problemów demograficznych. Jest nim oczywiście <a href="http://google.com/search?q=dlaczego+izrael+jakub+nawrot&amp;sca_esv=1bb468758b87f7dc&amp;hl=pl&amp;sxsrf=ANbL-n5cYq0AG88G5Z3XPNO65kX0sEcL5w%3A1774600697256&amp;ei=-UHGaaypD4PPwPAP1MfssQU&amp;biw=1920&amp;bih=945&amp;ved=0ahUKEwjsibbh1r-TAxWDJxAIHdQjO1YQ4dUDCBE&amp;uact=5&amp;oq=dlaczego+izrael+jakub+nawrot&amp;gs_lp=Egxnd3Mtd2l6LXNlcnAiHGRsYWN6ZWdvIGl6cmFlbCBqYWt1YiBuYXdyb3QyBRAhGKABSNEYUPsJWLoXcAF4AZABAJgBkQGgAcoEqgEDMC41uAEDyAEA-AEBmAIGoALtBMICChAAGEcY1gQYsAPCAg4QABjkAhjWBBiwA9gBAcICFxAuGNwGGLgGGNoGGNgCGMgDGLAD2AEBwgIEECMYJ8ICBRAAGO8FwgIIEAAYgAQYogTCAgcQIRgKGKABmAMAiAYBkAYMugYGCAEQARgJkgcDMS41oAf3D7IHAzAuNbgH5wTCBwUwLjIuNMgHE4AIAQ&amp;sclient=gws-wiz-serp" target="_blank" rel="noopener">Izrael.</a> </span></p>
<h4 style="text-align: justify;"><b>Izrael i cała reszta</b></h4>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Izraelowi udały się bowiem dwie absolutnie fundamentalne rzeczy, które nie udały się nigdzie indziej. Pierwszym było zatrzymanie spadku dzietności- od 50 lat współczynnik dzietności znajduje się tam w okolicach 3. Po drugie, i co o wiele ważniejsze, w Izraelu istnieją istotne politycznie oraz demograficznie, a na dodatek gwałtownie rosnące, grupy religijnych, prawicowych i nacjonalistycznych radykałów, którzy stopniowo <a href="https://myslsuwerenna.pl/izrael-skreca-w-prawo-nie-od-dzisiaj/" target="_blank" rel="noopener">przesuwają</a> Izrael w kierunku turbo żydowskiego państwa wyznaniowego. Przyjrzymy się jednak szerzej temu fenomenowi, aby na jego tle ukazać całą beznadzieję i degenerację Polaków. </span></p>
<h4 style="text-align: justify;"><b><a href="https://www.youtube.com/watch?v=N1KZxexfWjY&amp;t=9s" target="_blank" rel="noopener">Haredi</a> i <a href="https://www.youtube.com/watch?v=k_mm-G09m34&amp;t=15s" target="_blank" rel="noopener">Chardale</a></b></h4>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">System polityczny jest odbiciem społeczeństwa. Ten wydawałoby się oczywisty fakt bardzo często umyka prawicowym komentatorom, którzy zastanawiają się dlaczego takie osoby jak Donald Tusk, Włodzimierz Czarzasty czy Adrian Zandberg mogą pełnić tak ważne funkcje i zdobywać tyle głosów w wyborach. Można sobie oczywiście wmawiać, że rzekomo nie odzwierciedlają oni prawdziwych poglądów Polaków. Rzeczywistość jest jednak odmienna i liberałowie po prostu reprezentują pokaźną część naszego społeczeństwa.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Podobnie jest w przypadku Izraela. Tacy politycy jak <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Itamar_Ben-Gwir" target="_blank" rel="noopener">Itamar</a> Ben Gwir, <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Becalel_Smotricz" target="_blank" rel="noopener">Becalel</a> Smotricz, <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Arje_Deri" target="_blank" rel="noopener">Arje</a> Deri nie powstali w próżni. Są oni efektem tego, że w Izraelu istnieją liczące się grupy społeczne, które składają się z religijnych i/lub nacjonalistycznych radykałów. Właśnie dzięki temu wspomniani politycy mogą być nie tylko posłami, ale nawet ministrami. Dwie przykładowe grupy, które są zapleczem społecznym wspomnianych działaczy, to tzw. Haredi i Chardale. </span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Haredi to grupa ortodoksów religijnych, którzy żyją w separacji od świeckiego społeczeństwa. W 1948 roku, gdy Izrael powstawał, stanowili oni niecałe 3% populacji. Dzięki swojej dynamice demograficznej (przeciętna kobieta rodzi tam szóstkę dzieci) stanowią obecnie 13% społeczeństwa i wszystko wskazuje na to, że będzie ich tylko więcej. Już dziś bowiem wśród noworodków dzieci ultraortodoksów stanowią ponad 33% wszystkich urodzeń. Większość z ortodoksów bierze aktywny udział w życiu politycznym kraju, choć są również tacy, którzy nie identyfikują się z państwem Izrael. Jako odizolowana od reszty społeczeństwa grupa stworzyli oni własne partie polityczne, których głównym zadaniem jest realizowanie ich partykularnych interesów. Dlatego też są one bardzo częstymi uczestnikami koalicji rządowych i jeszcze kilkanaście lat temu byli oni w stanie współtworzyć gabinet nawet z izraelską lewicą. Reprezentują ich politycznie przede wszystkim <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Szas" target="_blank" rel="noopener">Szas</a> i <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Zjednoczony_Judaizm_Tory" target="_blank" rel="noopener">Zjednoczony</a> Judaizm Tory. </span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Drugą grupą społeczną której warto się przyjrzeć są tzw. Chardale. Pokrótce można scharakteryzować ich jako połączenie ortodoksji religijnej z nacjonalizmem żydowskim. Służą w wojsku (odmiennie niż Haredi) i wielu z nich jest częścią tzw. ruchu osadniczego. Żyją oni na terenach Zachodniego Brzegu (albo jak kto woli Judei i Samarii) gdzie mają za zadanie ziemie te, metodą faktów dokonanych, anektować na rzecz Izraela. Stanowią oni obecnie od 1 do 2% obywateli, ale wielu z nich służy w armii i siłach bezpieczeństwa przez co ich wpływy polityczne są o wiele większe niż wskazywałaby na to ich liczebność. Średni TFR w tej grupie to około 4-5, więc jest on ponad dwa razy wyższy niż wśród świeckiej części społeczeństwa. Mają oni oczywiście swoją reprezentację polityczną w postaci partii posługującej się obecnie nazwą <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Unia_Narodowa_(Izrael)" target="_blank" rel="noopener">Religijny</a> Syjonizm, który to w koalicji z innymi partiami skrajnej prawicy w wyborach parlamentarnych w 2022 roku zajął 3 miejsce z wynikiem blisko 11%. </span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Ten dość długi fragment na temat części społeczeństwa Izraela był konieczny żebyśmy mogli uświadomić sobie jak bardzo na prawo przesunięte jest izraelskie społeczeństwo i jak kiepsko na tym tle prezentuje się nasze. W Polsce po prostu nie ma tego typu liczących się grup społecznych. Widać jest jakiś problem w polskości, że nie jesteśmy w stanie wygenerować grup takich jak Haredi czy Chardale pomimo tego, że przecież nie jest to niemożliwe. Uzasadniony jest nawet wniosek dalej idący, że polskość nie jest w stanie się reprodukować i zapewnić przetrwania w dłuższym horyzoncie czasowym.</span></p>
<h4 style="text-align: justify;"><b>Izrael znaczy nadzieja</b></h4>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Przykład Izraela pokazuje nam, że przemiany społecznie nie są deterministyczne, a ludzie nie muszą być tylko coraz bardziej otwarci, liberalni, bezdzietni, ateistyczni i ulegli. Haredi i Chardale pokazują nam, że można żyć inaczej. Polska mogłaby by być zatem skrajnie prawicowa, nacjonalistyczna, religijna, wielodzietna i ksenofobiczna. Ale nie jest i nie będzie. Bo tego niestety nie chcą Polacy. Dlatego też powinniśmy krytykować polskość w jej obecnej formie. Nie jest ona bowiem w stanie zapewnić kwestii tak podstawowej jak biologiczne przetrwanie narodu. Dlatego polskość musi się zmienić albo zaniknie. Kto nie chce bowiem trwać i walczyć o swój byt musi przeminąć. </span><span style="font-weight: 400;">Jak <a href="https://www.noweksztalty.pl/my-nie-jestesmy-elfami-a-numenoryjczykami/" target="_blank" rel="noopener">dinozaury</a> drogi Czytelniku. Jak <a href="https://www.noweksztalty.pl/przemija-bowiem-postac-tego-swiata-demografia-polityka-i-rozpad-liberalnego-swiata/" target="_blank" rel="noopener">dinozaury.</a></span></p>
<p style="text-align: justify;"><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/odbrazowic-polskosc-czyli-czego-moga-nas-nauczyc-mysli-nowoczesnego-polaka/">Odbrązowić polskość! Czyli czego mogą nas nauczyć ,,Myśli nowoczesnego Polaka”.</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Flotylla lekkomyślności, poseł beztroski &#8211; A. Leszczak</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/flotylla-lekkomyslnosci-posel-beztroski-a-leszczak/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=flotylla-lekkomyslnosci-posel-beztroski-a-leszczak</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Agata Leszczak]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 04 Oct 2025 10:37:11 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[antyliberalizm]]></category>
		<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Cywilizacja]]></category>
		<category><![CDATA[Felietony]]></category>
		<category><![CDATA[ideologia]]></category>
		<category><![CDATA[Izrael]]></category>
		<category><![CDATA[patriotyzm]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[zagranica]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3137</guid>

					<description><![CDATA[<p>Tak zwana flotylla wolności nie zdobyła większego zainteresowania w naszym kraju &#8211; aż do czasu, gdy Izrael nielegalnie przejął jej statki na wodach międzynarodowych. Aresztował przy tym polskich obywateli, w tym posła KO Franciszka Sterczewskiego. Dyskusja, która wybucha wokół tego wydarzenia jak w soczewce skupia problem zakresu pomocy międzynarodowej, odpowiedzialności za czyny i tożsamości. &#160; [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/flotylla-lekkomyslnosci-posel-beztroski-a-leszczak/">Flotylla lekkomyślności, poseł beztroski – A. Leszczak</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><span style="font-weight: 400;">Tak zwana flotylla wolności nie zdobyła większego zainteresowania w naszym kraju &#8211; aż do czasu, gdy Izrael nielegalnie przejął jej statki na wodach międzynarodowych. Aresztował przy tym polskich obywateli, w tym posła KO Franciszka Sterczewskiego. Dyskusja, która wybucha wokół tego wydarzenia jak w soczewce skupia problem zakresu pomocy międzynarodowej, odpowiedzialności za czyny i tożsamości.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><b>Skąd te statki?</b></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Czym właściwie jest Global Movement to Gaza i Flotylla Sumud? To inicjatywa stworzona przez aktywistów propalestyńskich z wielu krajów Europy, której celem jest dostarczenie pomocy humanitarnej Palestyńczykom. Nie wojna, a ludobójstwo trwające od 2022 roku, a mające swoje korzenie w momencie powstania państwa Izrael, postawiło mieszkańców Strefy Gazy w absolutnie dramatycznym położeniu. Są oni uzależnieni od dostaw żywności, środków higienicznych, medycznych i innych niezbędnych do przeżycia z zewnątrz. Trwające działania zbrojne skutecznie to uniemożliwiają, sam Izrael nie jest zainteresowany wspomaganiem swoich wrogów, a organizacje pozarządowe regularnie zmuszone są ograniczać swoje działania przez zagrożenie życia swoich działaczy. </span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-weight: 400;">Wody wokół Gazy są w pełni kontrolowane przez wojsko izraelskie, nie przepuszczające żadnych statków uznawane za nieprzyjazne. Próby przełamania tej izolacji drogą lądową w przeszłości podejmowane były wielokrotnie. Nie przebiły się do polskiej świadomości z prostego powodu: były zbyt daleko i mało znaczące. Były to między innymi tegoroczne Konwój Soumoud (samochodowy) czy Światowy Marsz dla Gazy (pieszy) &#8211; oba miały się odbyć w tym roku, zostały rozwiązane, nim spróbowały przekroczyć granicę ze Strefą Gazy. Próby przełamania blokady morskiej trwają od co najmniej 2010 roku, z równą skutecznością &#8211; to jest zerową. Ostatnia głośna miała miejsce kilka tygodni temu, gdy próbowała tego dokonać Greta Thunberg. Kończą się one zawsze tak samo: zatrzymaniem statków, aresztowaniem płynących i deportacją do krajów, skąd przybyli.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><b>Naiwność czy wyrachowanie?</b></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Od początku nic nie wskazywało na to, by los rozwiązanej przed paroma dniami Flotylli Sumud miał być inny. Uczestnicy zadbali przy tym, by rejs odbywał się widowiskowo. Szeroka i dobrze zaplanowana obecność w mediach społecznościowych, relacje kilka razy dziennie, możliwość śledzenia położenia poszczególnych łodzi online z dokładną lokalizacją to tylko wierzchołek góry lodowej. Jedno trzeba oddać ruchowi skrajnie lewicowemu (dlaczego tak go pozycjonuję &#8211; o tym za chwilę): potrafi zorganizować dobry marketing międzynarodowy, angażując przy tym ludzi i grupy zupełnie ze sprawą niepowiązane. Przykładowo przekonali związkowców ze stoczni, transportu publicznego, uczelni i świata sztuki z wielu krajów Europy Zachodniej, by zagrozili strajkiem w razie zatrzymania statków. Z drugiej strony, jak widać na niewiele się to zdało. Ani nie stanęły pociągi czy zajęcia w szkołach (przynajmniej w momencie pisania tego tekstu), ani nikt realnie się tym nie przejął. </span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-weight: 400;">Flotylla od początku miała podejście skrajnie idealistyczne &#8211; czy mówiąc wprost, nierozsądne. Swoje działanie opierała na podejściu zwanym “non-violent activism” &#8211; aktywizmu bezprzemocowego (wyrażenie wciąż mało znane w naszym kraju). Na podobnej zasadzie działały np. propalestyńskie strajki uniwersyteckie czy też Ostatnie Pokolenie. O tym, dlaczego tak naprawdę jest to przemoc, pisałam w </span><a href="https://www.noweksztalty.pl/strajk-okupacyjny-czyli-przemoc-w-bialych-rekawiczkach"><span style="font-weight: 400;">tym </span></a><span style="font-weight: 400;">tekście &#8211; choć minął niemal rok od jego publikacji, nie stracił on na aktualności. Zasady przeprowadzania takich akcji zostały bowiem opisane i dopracowane kilkadziesiąt lat temu. W skrócie zakładają one widowiskową bezbronność, przekonanie o słuszności działań, która miałaby zadziałać niczym magiczna tarcza chroniąca ich przed przeciwnikami i konsekwencjami swoich działań, oraz de facto działania przemocowe, bo niezgodne z prawem, a ignorujące ten fakt. </span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-weight: 400;">Dodajmy do tego ogromne poruszenie w sprawie jednej wojny w momencie, gdy trwa ich na świecie wiele. Nie neguję ogromu tragedii, jaka dotyka Palestyńczyków, zwracam uwagę na to, że jedynie ten konflikt jest brany na sztandary przez lewicę. Ma to długą tradycję, związaną m. in. z postawami antyimperialnymi, przekonaniem o faszystowskim charakterze współczesnego Izraela, rasizmie skierowanym wobec arabskiej większości Palestyńczyków i skupieniu się na uciskanych mniejszościach. Temat nagłaśniany od 2022 roku &#8211; momentu pełnoskalowego, choć krótkotrwałego ataku Hamasu na Izrael &#8211; wydał konkretne owoce. W postaci dość zaskakującej: kilka osób z polskim obywatelstwem stwierdziło, że to, czego potrzebują w życiu, to wsiąść na łódki płynące przez całe Morze Śródziemne, by zawieźć Gazie pomoc humanitarną. O ile na pewien sposób zrozumiała jest tam obecność szefowej grupy promigranckiej czy wiceprzewodniczącego grupy Palestyńczyków Polskich, co rodzi się pytanie: co robi tam polski poseł?</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><b>Ciężkie skutki swawoli</b></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Mowa o pośle KO Franciszku Sterczewskim. Nie wydaje się zbyt aktywny w polityce parlamentarnej, zasłynął natomiast z akcji dokonanej podczas największego nasilenia kryzysu na granicy z Białorusią, kiedy to biegł z pizzą, by dostarczyć ją nielegalnym migrantom, nim zostanie złapany przez naszą Straż Graniczną. Jego rączy bieg został uwieczniony na zdjęciach. Niech Czytelnicy wybaczą tę ironię &#8211; wszak czy przystoi to członkowi polskiego parlamentu? Skoro mamy go ustawionego w tej perspektywie, nieco mniej dziwi tak mocne zaangażowanie w sprawę kraju nienależącego nawet do Europy czy nie dotykającego bezpośrednio Polski. Nieco mniej &#8211; ale nie zupełnie. Jak by nie patrzeć, pełni on funkcję niezwykle ważną społecznie, którego ewentualne zatrzymanie, ranienie, nie mówiąc o zgonie będzie miało daleko większe skutki, niż innego, niejako losowego obywatela Polski. Nie przejmując się swoimi obowiązkami, do pełnienia których został wybrany przez tysiące ludzi, i za które otrzymuje wynagrodzenie &#8211; zdecydował się uczestniczyć w tym od początku przegranym wydarzeniu.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-weight: 400;">Nie dziwi lament lewicy, gdy został aresztowany. Dziwi ta sama reakcja ze strony niektórych członków prawicy. Kwestią jednoznacznie złą i godną potępienia była bezczelność izraelskiego wojska, które przejęcia statków i ludzi dokonało na wodach międzynarodowych &#8211; miejscu, gdzie być ich nie powinno. Niektórzy komentatorzy jednak nie zatrzymali się tylko na tej kwestii. Uznali, że kraj ten nie powinien na żaden sposób ingerować w wolność i działania polskiego posła, bo jest Polakiem. W skrócie: “lewak, ale nasz”. Można przy tym popuścić wodze fantazji i zapytać się, co by były gdyby dotarł jednak do granic Gazy, na tereny obecnie zajmowane przez wojsko izraelskie. Byłoby to przecież nielegalne przekroczenie granicy, przed którym &#8211; słusznie &#8211; ostrzegają i które potępiają ci sami komentatorzy…</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-weight: 400;">Problem pojawia się z określeniem “nasz”. Owszem, ma polskie obywatelstwo, mówi po polsku i nawet pewnie potrafi cytować Sienkiewicza. Czy jednak można uznać, że należy do tej samej wspólnoty kulturowej i narodowej, co my? Nawet jeśli nie wyrażał tego wprost, działał i wciąż działa z grupami, które są nam jednoznacznie przeciwne. Uznają Polskę i polskość za coś godnego potępienia, wyplenienia i zapomnienia w historii. Przeciwników politycznych w wersji łagodnej chcą cenzurować, w wersji mniej &#8211; zamykać w więzieniach, a nawet zabijać (wystarczy spojrzeć na reakcje po śmierci Kirka). Podczas pamiętnego podrzucania pizzy na granicę stanął po stronie białoruskiego reżimu, jednoznacznie nam szkodzącego, wrogiego. Te i inne zachowania stawiają go po jednoznacznej stronie barykady. On i jemu podobni nie chcą naszego dobra, rozwoju, siły. </span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-weight: 400;">On nie jest “naszym lewakiem”. Jest po prostu lewicowcem. Zasady międzynarodowe zobowiązują Polskę do pomocy swoim obywatelom, gdy ci znajdą się w niebezpieczeństwie i działania na ich rzecz są możliwe i rozsądne. Poseł Starczewski perfekcyjnie zignorował wszystkie ostrzeżenia i zdrowy rozsądek. Jednocześnie polskie MSZ zapewnia jemu i innym osobom z polskim obywatelstwem pomoc prawną &#8211; co na ten moment jest przydatne, ponieważ odmówili dobrowolnej deportacji i będą sądzeni przez sąd izraelski. Czy to jednak nie dalsze traktowanie ich niczym dzieci, tyle że na dużo większą skalę i z poważniejszymi konsekwencjami? Zapewne wypada pomóc swoim &#8211; sama bym nie chciała zostać pozbawiona choćby oferty pomocy, gdybym wpadła w tarapaty za granicą, choć nie planuję nawet w połowie tak szalonego działania. </span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-weight: 400;">Jednak stawianie samego faktu wspólnego obywatelstwa ponad codzienne działania danej osoby, która działa jednoznacznie na szkodę ojczyzny jest zjawiskiem mocno niepokojącym. Jako społeczeństwo zaczynamy sobie zdawać sprawę z tego, że nie stanowimy monolitu. Nie tylko chodzi o to, że obywatelstwo polskie uzyskują osoby nie urodzone w naszym kraju, urodzone i często nadal choć częściowo funkcjonujące w innym kręgu kulturowym. Napięcia między przedstawicielami szeroko pojętej prawicy i lewicy, dotyczące obecnego i przyszłego kształtu państwa i narodu, zaostrzają się. Stawianie obywatelstwa jako jedynego warunku wspólnoty, a na skutek tego popieranie działań to droga do przepaści.</span></p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/flotylla-lekkomyslnosci-posel-beztroski-a-leszczak/">Flotylla lekkomyślności, poseł beztroski – A. Leszczak</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Prawica NIE musi bronić ,,januszy&#8221; &#8211; polemika z p. Łukaszem Warzechą</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/prawica-nie-musi-bronic-januszy-polemika-z-p-lukaszem-warzecha/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=prawica-nie-musi-bronic-januszy-polemika-z-p-lukaszem-warzecha</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jakub Nawrot]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 22 Aug 2025 21:57:27 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Ekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[janusze]]></category>
		<category><![CDATA[Katolicka Nauka Społeczna]]></category>
		<category><![CDATA[patriotyzm]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3094</guid>

					<description><![CDATA[<p>Z zaciekawieniem przeczytałem niedawny tekst p. Łukasza Warzechy, opublikowany na łamach Klubu Jagiellońskiego, pod tytułem ,,Prawica musi bronić „januszy”, gdy Jan Śpiewak wspiera globalny kapitał i broni dziedzictwa PRL-u&#8221;. Nie będę polemizował ze wszystkimi tezami tekstu, skupię się na tych najważniejszych. Odbija się w nim bowiem, jak w soczewce, zasadniczy dla współczesnej prawicy problem-co jest [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/prawica-nie-musi-bronic-januszy-polemika-z-p-lukaszem-warzecha/">Prawica NIE musi bronić ,,januszy” – polemika z p. Łukaszem Warzechą</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><b>Z zaciekawieniem przeczytałem niedawny <a href="https://klubjagiellonski.pl/2025/07/21/prawica-musi-bronic-januszy-gdy-jan-spiewak-wspiera-globalny-kapital-i-broni-dziedzictwa-prl-u/">tekst</a> p. Łukasza Warzechy, opublikowany na łamach Klubu Jagiellońskiego, pod tytułem ,,<span style="color: #000000;">Prawica musi bronić „januszy”, gdy Jan Śpiewak wspiera globalny kapitał i broni dziedzictwa PRL-u&#8221;. Nie będę polemizował ze wszystkimi tezami tekstu, skupię się na tych najważniejszych. Odbija się w nim bowiem, jak w soczewce, zasadniczy dla współczesnej prawicy problem-co jest wartością prymarną. Z tekstu oraz z całokształtu publicystyki p. Łukasza Warzechy wynika, że dla niego jest to wolność-wartość </span><span style="color: #000000;"><i>par excellence</i></span><span style="color: #000000;"> liberalna. Dlatego też między nami, a Warzechami tego świata, nigdy nie może dojść do sojuszu innego niż taktyczny. Fundamenty naszego myślenia politycznego są bowiem zupełnie różne. Zanim to jednak wyjaśnię szerzej przyjrzyjmy się kilku tezom z analizowanego tekstu.</span></b></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><b>Bezdroża warzechizmu</b></span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">P. Łukasz Warzecha we wspomnianym tekście pisze chociażby tak: </span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">,,I powinno to być właśnie zadanie konserwatywnej prawicy, jako że bez własności nie ma obywatelskiej świadomości i impulsu do stawiania w obronie ładu, prawa, a nawet samego państwa. Posiadanie, gromadzenie bogactwa, ambicja gospodarcza – to są obywatelskie cnoty ściśle powiązane z prawicowym widzeniem świata. Dzisiaj będące pod ostrzałem egalitarystów i kryptosocjalistów.&#8221; </span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #000000;">Ten cytat zwrócił moją szczególną uwagę ze względu na jego manipulacyjny charakter. Stawia on tezę, że bez własności nikt nie będzie chciał bronić ładu, prawa, a nawet państwa. Przytomny czytelnik zada pytanie czy są jakieś fakty na uzasadnienie tej z gruntu materialistycznej tezy. Przez większość historii zdecydowana większość ludzi nie miała nic lub prawie nic. Pomimo tego walczyli oni w armiach, służyli w organach porządku publicznego czy pracowali w administracji państwowej. Przykładem skrajnym może być </span>Związek Sowiecki oraz inne kraje komunistyczne. Tam bardzo często nie było nawet instytucji własności w naszym rozumieniu tego słowa i jakoś dziesiątki milionów ludzi pracowało i służyło na rzecz tych krajów. Myślę, że gdyby zapytać zdecydowaną większość polskich powstańców, żołnierzy, konspiratorów czy urzędników to zdecydowana większość z nich nie uzasadniałaby swoich działań materialistycznie. Miliony ludzi oddały swoje życie dla samego istnienia Polski, a to jakie będzie w nim prawo własności było dla nich kwestią wtórną. Ci którzy chcą potraktować ojczyznę jako jeden wielki wspólny biznes mają mózg przeżarty kapitalizmem i mieszczańskim sposobem patrzenia na rzeczywistość. To oczywiście nie znaczy, że cnoty takie jak zaradność, oszczędność, zapobiegliwość są złe. Co do zasady nie są. Są jednak trzeciorzędne. I tego nie rozumieją Warzechy i Mentzeny tego świata. Implikacja więc, że to własność jest podstawą istnienia Polski jest z gruntu fałszywa. </span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Kolejnym fundamentalnym błędem p. Łukasz Warzecha jest twierdzenie, że gromadzenie bogactwa i ambicja gospodarcza są obywatelskimi cnotami wprost powiązanymi z prawicową wizją świata. Jest to postawienie konserwatywnego świata na głowie. Autor tekstu stawia bowiem wartości <em>par excellence</em> liberalne, jak właśnie gromadzenie majątku i dorabianie się, na piedestał nie uzasadniając w żaden sposób dlaczego to one miały by być związane z prawicowym sposobem patrzenia na świat. Żyjemy w określonej rzeczywistości i wiemy jak łatwo ,,dorabianie się&#8221; przechodzi w chciwość, ślepą pogoń za zyskiem i skrajnie indywidualistyczny korwinowsko-mentzenowski egoizm. Postawienie wartości materialnych w centrum ,,prawicowego sposobu życia&#8221; jest w mojej ocenie absolutnym zaprzeczeniem dotychczasowego dorobku konserwatyzmu. Zdecydowana większość ruchów i myślicieli prawicowych na pierwszym miejscu stawiała różnego typu wartości niematerialne. Dla jednego najważniejsze będzie służenie państwu, dla drugiego rodzina, trzeci z kolei za prymarny będzie uważał naród, a dla jeszcze innego najistotniejsze będzie zbawienie duszy. To wszystkie wartości mieszczą się spokojnie w prawicowym kanonie choć są one różne. Postawienie w centrum na indywidualny zysk, gromadzenie majątku czy dorabianie się jest arcyliberalne, a to ideologia zasadniczo inna i nie będąca, w mojej ocenie, częścią konserwatyzmu. Wolność i materializm nie powinny być zatem w centrum prawicowego życia. Te wartości i cechy, które przedstawił p. Łukasz mogą być co najwyżej dobrym narzędziem do osiągania innych celów. Pogoń za dobrami materialnymi jest kiepskim panem, ale może być dobrym sługą. Dobrym przykładem jest historia Wielkopolski i Wielkopolan. Każdy kto zna historię naszej walki pod zaborami wie jakimi metodami była prowadzona ta <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Najd%C5%82u%C5%BCsza_wojna_nowoczesnej_Europy">,,najdłuższa</a> wojna nowoczesnej Europy&#8221;. Dorabianie się, edukacja, powiększanie majątku było tylko środkiem do osiągnięcia celu jakim było odzyskanie niepodległości i wejście w skład odrodzonej Rzeczypospolitej. Gdyby nasi przodkowie rozumieli tylko język interesu to pewnie lepiej wyszliby ekonomicznie zostając już na zawsze częścią Niemiec. Ale nie chcieli oni tego. Są bowiem wartości bezcenne za które warto poświęcić wszystkie dobra materialne. Czymś takim było i jest istnienie Polski. </span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">P. Łukasz Warzecha w swoim tekście próbuje zatem dokonać wrogiego przejęcie prawicowości. Jego nowym centrum miałyby być wartości <i>par excellence</i> liberalne. Powinniśmy oczywiście tę wizję odrzucić. Najważniejszą częścią życia nie powinno być dorabianie się i bogactwo. Jak słusznie zauważył p. Robert Winnicki: </span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">,,Sens istnienia państwa polskiego sprowadza się do jednej, jedynej rzeczy: chodzi o to żeby było ono narodowym państwem Polaków. Żadnym innym.</span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Może być większe albo mniejsze, <b>biedniejsze albo bogatsze</b>(podkreślenie autora-J.N.), potężniejsze albo słabsze. Może w nim mieszkać 40, 70 milionów ludzi albo 20 czy 10. Różnie bywało w naszej historii i różnie będzie w przyszłości. Wszystko to są sprawy drugorzędne. Liczy się jedynie to żeby pozostało narodowym państwem Polaków.&#8221;</span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">No właśnie w polityce powinno chodzić przede wszystkim o kwestie przekraczające wymiar jednostki. Tego nie rozumie p. Łukasz, który widzi wszystko <a href="https://teatrnn.pl/para/julian-tuwim-mieszkancy/">osobno.</a> Dla warzechów tego świata podstawowym uzasadnieniem sensu istnienia państwa są indywidualne wolności i interesy. To oczywiście błędny sposób patrzenia na świat. </span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Prawica nie ma również obowiązku bronić wolności z jeszcze jednego fundamentalnego powodu. Ludzie bardzo często źle korzystają ze swojej wolności-szkodzą sobie i innym. Dlatego też państwo powinno być jak Bóg sprawiedliwy-za dobre wynagradzać, za złe karać. Potrzebujemy państwowego interwencjonizmu i walki z tymi którzy szkodzą sobie i nam. Potrzebna jest więc karząca ręka państwa, która surowo, lecz sprawiedliwie powinna oceniać, kontrolować, karać ale też nagradzać obywateli. A liberalizm wyrzućmy do śmietnika historii. Tam gdzie jego miejsce.</span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY">Więcej tekstów tego <a href="https://www.noweksztalty.pl/author/jakub-nawrot/">autora.</a></p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/prawica-nie-musi-bronic-januszy-polemika-z-p-lukaszem-warzecha/">Prawica NIE musi bronić ,,januszy” – polemika z p. Łukaszem Warzechą</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>,,Przemija bowiem postać tego świata&#8221;. Demografia, polityka i rozpad liberalnego świata</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/przemija-bowiem-postac-tego-swiata-demografia-polityka-i-rozpad-liberalnego-swiata/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=przemija-bowiem-postac-tego-swiata-demografia-polityka-i-rozpad-liberalnego-swiata</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jakub Nawrot]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 07 Aug 2025 22:00:21 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[demografia]]></category>
		<category><![CDATA[katolicyzm]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3087</guid>

					<description><![CDATA[<p>Motto: Przyjdą takie czasy, że ludzie będą szaleni i gdy zobaczą kogoś przy zdrowych zmysłach, powstaną przeciw niemu mówiąc: Jesteś szalony, bo nie jesteś do nas podobny. św. Antoni Pustelnik Dokładnie 5 lat temu ukazał się jeden z najważniejszych tekstów publicystycznych opublikowanych w Polsce po transformacji ustrojowej. Chodzi mi o artykuł p. Marcina Kędzierskiego pod [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/przemija-bowiem-postac-tego-swiata-demografia-polityka-i-rozpad-liberalnego-swiata/">,,Przemija bowiem postać tego świata”. Demografia, polityka i rozpad liberalnego świata</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p align="CENTER"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: small;"><i>Motto:</i></span></span></p>
<p align="CENTER"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><em><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: small;"><i>Przyjdą takie czasy, że ludzie będą szaleni i gdy zobaczą kogoś przy zdrowych zmysłach, powstaną przeciw niemu mówiąc: Jesteś szalony, bo nie jesteś do nas podobny.</i></span></span></span></em></span></p>
<p><em><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: small;"><i>św. Antoni Pustelnik</i></span></span></span></em></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><b>Dokładnie 5 lat temu ukazał się jeden z najważniejszych <a href="https://klubjagiellonski.pl/2020/08/08/przemija-bowiem-postac-tego-swiata-lgbt-ordo-iuris-i-rozpad-katolickiego-imaginarium/">tekstów</a> publicystycznych opublikowanych w Polsce po transformacji ustrojowej. Chodzi mi o artykuł p. Marcina Kędzierskiego pod tytułem <span style="color: #000000;">„</span><span style="color: #000000;">Przemija bowiem postać tego świata”. LGBT, Ordo Iuris i rozpad katolickiego imaginarium&#8221;. Okrągła rocznica jego opublikowania skłoniła mnie do pogłębionej refleksji nad jego treścią i przedstawionymi tam tezami. </span></b></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><b>Gwiazdy i łuna miasta</b></span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Przyznam, że gdy pięć lat temu po raz pierwszy czytałem tekst p. Marcina nie podejrzewałem, że będzie on tak długo we mnie rezonował. Jego treść poruszyła mnie do głębi, dlatego też często wracałem do niego nie tylko w moich osobistych rozważaniach, ale również w dyskusjach ze znajomymi. Największą zaletą tekstu jest jego metapolityczność. Cenię sobie osobiście najbardziej właśnie taką publicystykę, która stara się zrozumieć przede wszystkim las, a nie poszczególne drzewa. </span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Zasadniczą tezą tekstu jest to, iż katolicyzm przegrał walkę o język. W optyce p. Marcina społeczne imaginarium jest już po stronie lewicowo-liberalnej. I tutaj pojawia się fundamentalny problem. Nawet jeśli tak było w 2020 roku(a może nawet i tak jest w 2025?) to rzeczywistość społeczno-polityczna nie przypomina zdjęcia, lecz film. Jest ona bowiem niezwykle dynamiczna. Świat się nieustannie zmienia i musimy go analizować nie tylko w perspektywie dnia dzisiejszego czy nawet kilku najbliższych lat, ale dziesięcioleci czy nawet stuleci. Jako publicyści, mamy ten luksus, że horyzontem naszego myślenia nie są najbliższe wybory. Dzięki temu możemy analizować rzeczywistość szerzej, głębiej i dalej. Takiego właśnie spojrzenia w przyszłość zabrakło p. Marcinowi w jego tekście. Spróbuję więc nadrobić ten brak i przyjrzę się jak tezy autora, najprawdopodobniej, zestarzeją się w perspektywie dłuższej niż kilka najbliższych lat. </span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><b>Katolickiego imaginarium już nie ma</b></span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Tak, w społecznej (masowej) świadomości już go nie ma. Religia, rozumiana jako podstawowy sposób uzasadniania sensu życia i narzędzia tłumaczącego działanie świata, zanikła. Oczywiście ostały się jeszcze <a href="https://wiez.pl/2021/06/15/tradycjonalisci-nadzwyczajna-forma-katolicyzmu-czy-jego-odlam/">wyspy</a> prawdziwej religijności. To jednak tylko pozostałości dawnej potęgi. </span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">W tym zakresie rację ma p. Marcin Kędzierski. Nie oznacza to jednak, sugerowanego w tekście automatyzmu, że na płaszczyźnie politycznej, będziemy stale i wyłącznie przegrywać. Prawica, po pewnej korekcie laicyzacyjnej, ma szansę rządzić, gdyż to nie tylko kwestie konfesyjne decydują o preferencjach wyborczych. Dzięki atrakcyjnemu programowi politycznemu, dobrym przywódcom oraz sprawnemu wykorzystaniu narzędzi, które przynosi nowoczesność jesteśmy w stanie sprawować władzę i powstrzymywać <a href="https://wei.org.pl/2021/blogi/panstwo/dariusz-matuszak/szalone-postepy-postepu/">,,postępy</a> postępu&#8221;. Ktoś może jednak oponować, że na dłuższą metę nie możemy tych trendów zatrzymać i jeśli nie przegramy dziś czy jutro, to lewicowo-liberalny walec rozjedzie nas za 10 lat czy 15 lat. Być może. Jak to powiedział <a href="https://businessinsider.com.pl/polityka/donald-tusk-zabiera-glos-w-demokracji-walka-nigdy-sie-nie-konczy/7r36swl">klasyk</a> w demokracji walka nigdy się nie kończy, a nie wszystkie bitwy przegrywa się i wygrywa definitywnie. Jest jeszcze jeden kluczowy <a href="https://nlad.pl/kryzys-demograficzny-cicha-zaglada-polski-czas-na-rewolucje-wartosci/">czynnik-czas.</a> To właśnie nasz niedoceniony sojusznik. Mamy zatem specyficzne ,,koło ratunkowe&#8221; rzucane nam, co paradoksalne, przez naszych wrogów. W długim terminie naszym ratunkiem i sposobem na przejęcie systemu od wewnątrz może być dzietność.</span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><b>Dzieci-nasza broń</b></span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Demografia jest <a href="https://www.youtube.com/watch?v=Cogg2b9LVJw">przyszłością.</a> A czas w tej sprawie, długoterminowo, gra na naszą korzyść. Oczywiście jeśli nie nadleci jakiś ,,czarny łąbędź&#8221; w postaci wojny atomowej tudzież <a href="https://oko.press/sztuczne-macice-i-fabryki-dzieci">sztucznej</a> macicy. Znajdujemy się bowiem w trakcie bezprecedensowego kryzysu demograficznego. Jeśli nic się nie zmieni to za sto lat będzie nas najprawdopodobniej między 5 a 10 milionów. Będziemy w najbliższych dekadach, jako naród, szybko się <a href="https://demagog.org.pl/wypowiedzi/imponderabilia-starzenie-sie-spoleczenstwa-co-czeka-polske-za-5-lat/">starzeć,</a> wymierać i znikać. To oczywiście potężne zagrożenie dla naszej wspólnoty, ale możemy przekuć je w polityczną szansę. Jako prawica mamy unikalną okazję na osiągnięcie długotrwałej hegemonii. Możemy ją osiągnąć poprzez macice naszych kobiet. I tej szansy nie dostrzegł w swoim tekście p. Marcin Kędzierski. </span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Widzimy w <a href="https://ifstudies.org/blog/the-conservative-fertility-advantage?utm_source=chatgpt.com">danych,</a> że świat liberalny się nie <a href="https://www.fatherly.com/health/republicans-have-more-children?utm_source=chatgpt.com">rozmnaża.</a> On po prostu nie chce już dłużej żyć, trwać i samoreprodukować się. Wiemy również, że <a href="https://www.pewresearch.org/religion/2025/02/26/religion-fertility-and-child-rearing/?utm_source=chatgpt.com">osoby</a> religijne mają wyraźnie więcej <a href="https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/19672317/">dzieci.</a> Widać to oczywiście wśród wszystkich społeczeństw, ale najbardziej wśród grup turboreligijnych takich jak ortodoksyjni <a href="https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC6241072/?utm_source=chatgpt.com">żydzi</a> czy <a href="https://www.demographic-research.org/articles/volume/52/26/?utm_source=chatgpt.com">amisze.</a> Kobiety z tych grup rodzą średnio szóstkę dzieci! Wyraźnie niższa dzietność wśród osób o liberalnych i lewicowych poglądach, a wyższa wśród osób religijnych skłania mnie do refleksji, że czas powoli acz nieubłaganie pracuje na nas. W bardzo długim horyzoncie czasowym możemy być ostrożnymi optymistami. Oczywiście poza posiadaniem dzieci, musimy im jeszcze przekazywać nasze idee i wartości. Wiemy jednak z <a href="https://www.cambridge.org/core/journals/american-political-science-review/article/abs/are-political-orientations-genetically-transmitted/C6D3A60FBE6779C8E6E798600785A4C9">międzynarodowych</a> <a href="https://archive.org/details/generationspolit0000jenn?utm_source=chatgpt.com">badań,</a> że dzieci zazwyczaj <a href="https://www.jakebowers.org/PAPERS/JenStokBow2009.pdf?utm_source=chatgpt.com">przejmują</a> poglądy polityczne rodziców. </span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Ten nasz ,,wielki demograficzny marsz&#8221; ma szansę doprowadzić do tego, że za 2-3 pokolenia uda się przejąć system od wewnątrz. Pierwsze oznaki jego rozkładu już widać. W najbliższych latach, najprawdopodobniej, będziemy świadkami <a href="https://wszystkoconajwazniejsze.pl/patrick-j-deneen-wolnosc-po-liberalizmie/">powolnego</a> gnicia świata liberalnego i jednym z kluczowych czynników jego słabości jest to, że zatracił on podstawowy instynkt przetrwania. Musimy pamiętać, że na koniec dnia każdy system tworzą ludzie, a gdy ich zabraknie to system po prostu&#8230;.. nie przetrwa.</span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Kiedyś ,,nową większość&#8221; stworzą osoby religijne i to one wykreują inną rzeczywistość. Będzie to świat zdecydowanie bardziej antyliberalny, prawicowy i religijny. Ten kolaps systemu nie wydarzy się oczywiście za rok, dwa, dziesięć czy pięćdziesiąt lat. Osobiście nie wierzę, że zobaczę na własne oczy jego koniec. To będzie proces, który będzie trwał przez co najmniej 100 lat. </span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">W tym czasie liberalny smok nadal będzie ,,pożerał&#8221; swoje ofiary na przykład w uśmiechniętych obozach zagłady dla zmylenia przeciwnika nazwanych klinikami aborcyjnymi. Ten w gruncie rzeczy szatański system bez wątpienia zabije jeszcze miliony ludzi, ale dla tych którzy go nie są jego zwolennikami, jak ja, mam dobre <a href="https://www.youtube.com/watch?v=3PKU4qMSB6c&amp;list=PL7WyXOpdDbdP_3_HVu9yx3qeIxUt980cW&amp;index=7">wieści-koniec</a> jego nie jest już tak wcale odległy. Będzie on gnił oraz zdychał na naszych oczach i nie zatrzymają tego procesu Tuski, Macrony i Merze tego świata.</span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Drugim argumentem uzasadniającym dlaczego ten system nie może przetrwać jest kwestia bardziej metapolityczna. System ten zbudowany jest bowiem na niewyobrażalnym wprost kłamstwie, że nie wyobrażam sobie jego trwania. Świat gdzie zwykłe zabójstwo nazywa się ,,prawami reprodukcyjnymi kobiet&#8221;, który nazywa ,,prawami człowieka&#8221; wszystkie możliwe szaleństwa, dewiacje i zboczenia nie może się ostać. Jest to system oparty na kłamstwie jawnym, bezczelnym, niemalże sowieckim. To jest właśnie fundament współczesnego liberalnego świata. Nie wierzę, że może on przetrwać dłużej niż krótką chwilę oczywiście z punktu widzenia historii ludzkości.</span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><b>Dał nam przykład Izrael</b></span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Przykładem jak w praktyce może wyglądać proces takiego antyliberalnego przejęcia systemu jest Izrael. Tamtejsza scena polityczna w ciągu ostatnich 20-30 lat <a href="https://myslsuwerenna.pl/izrael-skreca-w-prawo-nie-od-dzisiaj/">przesunęła</a> się bardzo wyraźnie na prawo między innymi dzięki temu, że coraz liczniejsi w społeczeństwie są turboreligijni żydowscy ortodoksi (tzw. haredi), którzy masowo głosują na swoje skrajnie prawicowe partie. Paradoksem tej sytuacji pozostaje fakt, że Izrael został stworzony jako projekt świeckich, liberalnych i lewicowych żydów. Teraz trzeszczy on w szwach pod politycznym i demograficznym naporem ortodoksów. Świeckie żydówki rodzą średnio tylko <a href="https://wei.org.pl/2023/kwerenda/demografia-kwerenda/marta-roels/tajna-bron-izraela/">dwójkę</a> dzieci, a przeciętna ortodoksyjna żydówka około <a href="https://obserwatorgospodarczy.pl/2025/05/07/wskaznik-dzietnosci-na-poziomie-6-ultraortodoksyjni-zydzi-dbaja-o-demografie-izraela/">szóstkę.</a> W Izraelu haredi stanowią 13-14% dorosłego społeczeństwa, ale wśród osób poniżej 18 roku życia już 25%-28%. Jeśli utrzymają dotychczasowe tempo wzrostu demograficznego to, za mniej więcej 50 lat, to oni będą nową większością i nie mam żadnych wątpliwości, że stopniowo przekształcą Izrael w prawicowo-religijną teokrację. Pierwiosnki tej zmiany już są. Radykalnie prawicowi politycy, na których głosują ortodoksi, są bowiem nie tylko posłami do Knesetu, ale także ministrami w najbardziej prawicowym rządzie w historii Izraela. Być może za wiele lat i Polska doczeka się swoich Ben Gwirów i Smotriczów.</span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Przed nami zatem wielka, niemalże dziejowa, misja. Podstawowym obowiązkiem dla nas pozostaje to abyśmy mieli jak najwięcej dzieci i przekazywali im nasze idee i wartości. Z kolei nasi liberalni ,,współrodacy&#8221; muszą mieć ich jak najmniej (przyznam, że wychodzi im to na razie bardzo dobrze). Naszym zadaniem jest również budować wspólnotę, program polityczny oraz kształcić kadry tak aby za wiele lat to nasze wnuki i prawnuki przejęły państwo od wewnątrz. Celem musi być przeprowadzenie konserwatywnej rewolucji jaka nie śniła się liberałom. Choć w sumie oni już tego nie zobaczą. I dobrze.</span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;"><b>Nadzieja</b></span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Pan Marcin Kędzierski na końcu swojego tekstu chce natchnąć czytelników nadzieją. Twierdzi on, że proces ubóstwienia miłości prędzej czy poźniej doprowadzi do samozagłady. I ma rację. Tego nie trzeba nawet uzasadniać religijnie. Wszyscy wiemy, że świat LGBT+, antykoncepcji, aborcji, zmian płci jest dosłownie i w przenośni bezpłodny. W długim horyzoncie czasowym musi on zaniknąć. On po prostu się nie reprodukuje i nic tego nie zmieni niezależnie ile miliardów dolarów zostanie w niego wpompowanych. Dlatego, paradoksalnie, zawsze uśmiecham się jak widzę tęczowe marsze gdyż wiem, że jest to jeszcze jedna dawka trucizny wtłaczana w krwiobieg liberalnego społeczeństwa. Oni, absolutnie nieintencjonalnie,<i> </i>pracują na nasze zwycięstwo. Nawet jeśli te ruchy będą popierać wszystkie potęgi-papież<span style="color: #000000;"> i prezydent USA, Schwab i Macron, francuscy lewicowcy i niemieccy policjanci, to nic nie zmieni tego, że to zmierzch tego świata. A uśmiechnięci panowie i panie tańczący na paradach równości są jak Ci ludzie tańczący na Titanicu. Radują się na swoim własnym pogrzebie. </span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Rację ma zatem p. Marcin że nie musimy lękać się tego co nas czeka. W długim terminie bowiem wygramy. Nie dziś, nie jutro, nie za 50 lat. Pewnie nawet nie my osobiście, ale nasze wnuki, prawnuki czy praprawnuki. Do tego czasu pewnie będziemy w różnoraki sposób prześladowani, ale dopóki wszystkich nas nie pozabijają, a to my będziemy się rozmnażać i przekazywać nasze wartości dzieciom to czas będzie pracował na naszą rzecz. </span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span style="font-size: medium;">Oni mają zegarki, my mamy czas. Oni niech kupują kolejne pigułki antykoncepcyjne, a my kołyski. Przyszłość należy bowiem do tych, którzy w coś wierzą, ale przede wszystkim chcą trwać i walczyć o swój byt. My nadal chcemy, oni nie. I dlatego prędzej czy później zanikną. Jak dinozaury drogi Czytelniku. Jak dinozaury.</span></span></p>
<p align="JUSTIFY">Więcej tekstów tego <a href="https://www.noweksztalty.pl/author/jakub-nawrot/">autora.</a></p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/przemija-bowiem-postac-tego-swiata-demografia-polityka-i-rozpad-liberalnego-swiata/">,,Przemija bowiem postać tego świata”. Demografia, polityka i rozpad liberalnego świata</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Mężczyźni są romantykami &#8211; M. Kmieć</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/mezczyzni-sa-romantykami-m-kmiec/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=mezczyzni-sa-romantykami-m-kmiec</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Michał Kmieć]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 11 Jul 2025 11:43:04 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[antyliberalizm]]></category>
		<category><![CDATA[chrześcijaństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Cywilizacja]]></category>
		<category><![CDATA[Felietony]]></category>
		<category><![CDATA[moralność]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3045</guid>

					<description><![CDATA[<p>Męski romantyzm to rzecz niebezpieczna. Romans jako odwieczny topos w europejskiej literaturze kojarzy się z odrealnieniem, z byciem zaślepionym przez własne uczucia. A jednak jest nieodłączną częścią mężczyzny. Jest także elementem etosu rycerskiego, który jest fundamentalny dla cywilizacji łacińskiej. W rozmowach z wieloma mężczyznami zauważyłem lęk przed zimnym, chłodnym małżeństwem, zawartym „z rozsądku”, choćby dla [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/mezczyzni-sa-romantykami-m-kmiec/">Mężczyźni są romantykami – M. Kmieć</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><b>Męski romantyzm to rzecz niebezpieczna. </b></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL"><b>R</b></span></span></span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><b>omans jako odwieczny topos w europejskiej literaturze kojarzy się </b></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL"><b>z odrealnieniem, z byciem zaślepionym przez własne uczucia</b></span></span></span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><b>. A jednak jest nieodłączną częścią mężczyzny. </b></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><b>Jest także</b></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><b> elementem etosu rycerskiego, który jest fundamentalny dla cywilizacji łacińskiej.</b></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">W rozmowach z wieloma mężczyznami zauważyłem lęk przed zimnym, chłodnym małżeństwem, zawartym „z rozsądku”, </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">choćby </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">dla pieniędzy. Wizja żony zanurzonej w </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><i>praktyce realnego życia</i></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">, poświęcającej się wyłącznie dzieciom i domowi, bez żywego uczucia </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">wobec męża,</span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> jest czymś, czego mężczyźni </span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">nie chcą</span></span></span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">. Brzmi dziwnie? Od dawna słyszę też przekonanie, że mężczyźni są bardziej romantyczni niż kobiety, zakochują się szybciej i poważniej podchodzą do relacji na początkowym etapie. Jest to oczywiście prosta psychologiczna różnica płciowa. Biologicznie i kulturowo to mężczyzna inicjuje relację, więc te procesy naturalnie zachodzą w nim szybciej, ale też jest on istotą bardziej abstrakcyjną i teoretyczną. To, co jest u mężczyzny zdrowe, ten </span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">ów</span></span></span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> początkowy romantyzm, stanowi dla wielu kobiet przestrogę </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">i</span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> obawę przed rzekomą desperacją. Tak może być, ale tak też często nie jest.</span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Zostawmy jednak ten temat. Chciałem jedynie wykazać, że romantyzm męski jest dla kobiet często podejrzany, ale on objawia się bardzo silnie w innych rejonach, mianowicie </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">w wymiarze światopoglądowym i w wymiarze działalności polityczno-społecznej.</span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Zdrowy mężczyzna ma </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><i>swój świat</i></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> i </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><i>swoje zasady</i></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">, które zawsze, w jakimś sensie, są </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><b>przeciwko</b></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> temu światowi, są niezgodną na coś w tym świecie. Mężczyzna staje się wolny, gdy przyjmuje swoje zasady i nie chce za wszelką cenę dopasować się do tego świata, do reguł otaczającej go popkultury choćby. I to jest bardzo ciekawy punkt zwrotny w relacji (już najczęściej małżeńskiej) z kobietą, punkt zapalny, punkt wnoszący do relacji pewien ciekawy </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><i>konflikt</i></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> damsko-męski.</span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Mężczyzna jako </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><i>romantyczny rycerz</i></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> będzie prowadził w swoim życiu jakąś </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><b>walkę</b></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">. Nie całościową, ale taką, która będzie realizacją jego ideałów, jego wizji. Chodzi o te wszystkie potyczki ze światem, o których żona mówi: „i po co ci to? Co z tego masz? Jeno problemy, zmartwienia… spójrz na Janka czy Karola, jak sobie dobrze radzą w życiu”. To pierwszy poziom. Mężczyzna toczy walkę w swoim sercu, czy dopasować się do świata, aby było łatwiej, czy też zachować swoje zasady. One – trzeba to powiedzieć, czasami są do zmiany, czasami są głupie, wynikają z głupich założeń, </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">a</span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">le odsuwając na bok takie walki, wiele z nich moralnie jest dobrych i uzasadnionych. Mam tu na myśli choćby wielu mężczyzn, którzy przed dekady toczyli podziemne podchody z komunizmem w Polsce. Ale żona i matka wspólnych dzieci wyciąga argument istotny: „pomyśl o rodzinie, ona jest na pierwszym miejscu, ona jest najważniejsza, gdybyś odpuścił – </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><i>żyłoby się na lepiej</i></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">”. Nic tak nie rozmiękcza serca męskiego, jak troska o własną rodzinę. A mimo to – nie jest ona wszystkim, nie jest ona absolutna, nie jest najważniejsza w znaczeniu ontologicznym. </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Przypominałoby to raczej układ mafijny z „Ojca chrzestnego”.</span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Jeśli mężczyzna </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><i>odpuści</i></span> <span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">sobie</span></span></span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">, na rzecz rodziny porzuci to, co stanowi o nim samym, o jego tożsamości… odnajdzie siebie w bardzo szybkim czasie albo jako zdziadziałego kanapowca, który dla świętego spokoju, czyni siebie w domu tym drugim, podległym, uległym; albo zostanie pracoholikiem i tak de facto porzuci życie rodzinne; albo zostanie cwaniakiem, który na piedestał wyniesie pieniądz i też w końcu porzuci rodzinę.</span></p>
<p class="western" align="justify"><b><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Dojrzały mężczyzna musi stoczyć walkę z tym światem o swoje zasady. </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">W</span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">alkę beznadziejną, bezsensowną, bezskuteczną. Walkę, o której powie w swoim sercu, że jest „w słusznej sprawie”.</span></b></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">I tu pojawia się męski problem. Mężczyzna ma tendencję do </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><b>ucieczki od realnego życia</b></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">, ma zdolność do poświęcenia się całkowicie swojej wizji, zaprzepaszczając wszystko wokół, przynosząc rodzinie nędzę, swą nieobecność i często nawet nie uświadamia sobie konsekwencji swoich czynów. Kobieta z natury jest o wiele mocniej zanurzona w świat praktyczny. Jej </span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">supermocą</span></span></span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> jest sprowadzanie swojego męża na ziemię, przypominanie mu o hierarchii celów, o życiowych priorytetach, czy &#8211; mówią</span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">c</span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> językiem Tomasza z Akwinu, o </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><i>ordo amoris, </i></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">porządku miłości.</span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Kobieta jednak będzie dążyła do </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><i>okiełznania</i></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> męskiego romantyzmu, </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">a może nawet i </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">do wytępienia go. Gdy to się stanie, gdy mężczyzna „padnie” – straci duszę i przestanie być </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><i>mężczyzną</i></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">, a w konsekwencji sama żona zacznie być nieszczęśliwa.</span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Chodzi zatem o znalezienie słusznej miary. Realizm życia z uwzględnieniem męskiej natury, potrzeby bohaterskiej walki, której często najbliższ</span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">e osoby</span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> mo</span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">gą</span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> nie rozumieć. Bez tego nie byłoby setek bohaterów, którzy nie uginając się po wojnie polskim komunistom, wybieraliby życie rodzinne w spokoju, co samo w sobie nie zasługuje na potępienie. Są żony, które podczas zaborów szły za swoim ukochanym na Sybir, gdy ci byli zesłani za udział w powstaniach. Znam takie kobiety, które suszą głowy swoim mężom za to, co uznają za pozbawione sensu, ale w sercu przyznają, że są dumne, że </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><i>„ich m</i></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><i>ą</i></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><i>ż się nie dał i pozostał sobą”</i></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">, że obronił swoją duszę. </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Także kobieta może wtedy doświadczyć, że naturalna potrzeba poczucia bezpieczeństwa nie stanowi centrum miłości małżeńskiej, nie jest fundamentem miłości.</span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Małżeństwo przypomina sen patriarchy Jakuba o drabinie, po której wstępują i zstępują aniołowie </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">(por. Rdz 28, 10-13)</span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">. Kobieta </span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">chce</span></span></span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> ściągnąć na ziemi</span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">ę</span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> mężczyznę, jeśli jej się to uda całkowicie – stanie się on mężczyzną, o którym wspominałem kilka akapitów wyżej. Mężczyzna zaś będzie chciał przenieść cały świat do swej walki, tak, jakby tej ziemi, na której drabina stoi &#8211; nie było, tak jakby wchodząc po tej drabinie, zapominał o innych i o tym, że może z niej spaść w każdej chwili. Jeśli mężczyźnie uda się namówić do tego kobietę i ona traci duszę, przestaje być </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><i>sercem</i></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> relacji międzyludzkich. Staje się radykalna i w imię idei chce przeprowadzić rewolucję, podpalić świat. Ten obustronny ruch, wzajemne uczenie się, że nie tylko jeden kierunek jest słuszny, ale oba, są piękną szkołą miłości małżeńskiej. </span></p>
<p align="justify"><em>We wspomnienie św. Benedykta z Nursji, opata, patrona Europy</em></p>
<p align="justify">11 lipca 2025 A.D.</p>
<p align="justify"><a href="https://www.noweksztalty.pl/author/michal-kmiec/">Więcej tekstów Autora.</a></p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/mezczyzni-sa-romantykami-m-kmiec/">Mężczyźni są romantykami – M. Kmieć</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Czerwiec, tęcza, polityka &#8211; A. Leszczak</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/czerwiec-tecza-polityka-a-leszczak/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=czerwiec-tecza-polityka-a-leszczak</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Agata Leszczak]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 05 Jun 2025 18:56:13 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[antyliberalizm]]></category>
		<category><![CDATA[Cywilizacja]]></category>
		<category><![CDATA[Felietony]]></category>
		<category><![CDATA[ideologia]]></category>
		<category><![CDATA[ideologia LGBT]]></category>
		<category><![CDATA[imigracja]]></category>
		<category><![CDATA[kapitalizm]]></category>
		<category><![CDATA[nierówności]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3005</guid>

					<description><![CDATA[<p>Z roku na rok coraz liczniejsze firmy – od wielkich korporacji po niewielkie, lokalne przedsiębiorstwa – w szóstym miesiącu roku przystrajały się w tęczowe barwy. Tym razem natężenie tego zjawiska jest znacznie mniejsze. W pierwszym odruchu to niezwykle cieszy: wygraliśmy! Promocja LGBT nie jest modna! Kapitalizm zaczął brać prawicę na poważnie! Głębsza refleksja skłania jednak [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/czerwiec-tecza-polityka-a-leszczak/">Czerwiec, tęcza, polityka – A. Leszczak</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Z roku na rok coraz liczniejsze firmy – od wielkich korporacji po niewielkie, lokalne przedsiębiorstwa – w szóstym miesiącu roku przystrajały się w tęczowe barwy. Tym razem natężenie tego zjawiska jest znacznie mniejsze. W pierwszym odruchu to niezwykle cieszy: wygraliśmy! Promocja LGBT nie jest modna! Kapitalizm zaczął brać prawicę na poważnie! Głębsza refleksja skłania jednak do wniosków znacznie mniej optymistycznych. Czym dla lewicy jest proletariat zastępczy i na co wskazuje odstąpienie od promowania „dumy”?</p>
<p align="justify">
<h4 align="justify"><b>Troska czy chciwość?</b></h4>
<p align="justify">Kwestia zaangażowania politycznego firm, szczególnie dużych korporacji, od dawna rozpalała gorące dyskusje. Nie jest absolutnie niczym nowym – jej historia sięga co najmniej kilkuset lat wstecz. Gdzie wielka polityka, tam wielkie pieniądze, a przedsiębiorcy są graczem znaczącym. Nie tylko z powodu samej możliwości finansowania tej czy innej inicjatywy. Mają również możliwość kształtowania poglądy swoich wiernych konsumentów. Warto przy tym pamiętać, że choć dziś takie firmy kojarzą się przede wszystkim z bardzo progresywną agendą, nie zawsze tak było. Choćby wielkie reżimy XX wieku – nazizm i faszyzm – były związane z wielkimi przedsiębiorstwami. Pieniądze nie mają ideologii w dłuższej perspektywie czasowej, mają kalkulację zysków i strat. Z obecnej kalkulacji im wyszło, że przybranie się w tęczę im się obecnie nie opłaca.</p>
<p align="justify">Powstają dwa pytania: dlaczego wcześniej to robiły i co się zmieniło? Odpowiedź na pierwsze pytanie nie jest wbrew pozorom prosta i jednoznaczna. Jedną z nich jest zwyczajna moda. Do niedawna główny nurt ideologiczny był jednoznacznie i niepodzielnie progresywny. Narastające szczególnie szybko od lat 60 XX wieku (bo rozpoczęły się wcześniej) zmiany obyczajowe i społeczne pokonywały kolejne granice zdrowego rozsądku. Choć w Polsce tego nie odczuwamy, absolutną normą w krajach Zachodu jest wsparcie dla tzw. grup marginalizowanych (o nich za chwilę). Ruch LGBT jest silnie zorganizowany, medialny i skuteczny w przepychaniu swojej agendy. By dostosować się do głośnej mniejszości firmy zaczęły puszczać do nich oko, przybierając ich barwy. Wiedziały, że zyskają w ten sposób ich przychylność, a milcząca większość w większości przypadków nie zareaguje. Dodatkowo kontrowersyjne kampanie lepiej się sprzedają. Kto by się buntował – byłby nazywany homofobem czy dyskryminującym.</p>
<p align="justify">Zjawiskiem u nas nieznanym, a powszechnym w krajach jak Stany Zjednoczone były dekrety i zasady promujące, a praktyce wymuszające „różnorodność”. Oznaczało to konieczność zatrudniania pewnego odsetka osób o orientacji innej niż heteroseksualna, czy kolorze skóry innym, niż biały. Działało to na zasadzie kija i marchewki. Jeśli firma spełniała standardy, otrzymywała certyfikat świadczący, że są miejscem „przyjaznym”. Jeśli odmawiała – stawała się obiektem ataków, a nawet pozwów sądowych. Tak powstawały działy DEI, czyli Divertisty, Equity, Inclusion (różnoroność, równość, inkluzywność). W teorii miały wspierać wymienione wartości, zarówno wewnątrz przedsiębiorstwa jak i na zewnątrz, jednak w praktyce stały się źródłem odwróconej dyskryminacji. Faworyzowały grupy uznane historycznie za pomijane, traktując wszystkich – nomen omen – równo, bez wgłębiania się w realną sytuację. Z definicji zakładały, że kobiety, osoby niebiałe czy osoby nieheteroseksualne mają pod górkę, nawet jeśli nie była to prawda. W praktyce utrudniały zatrudnienie, dostęp do projektów i awanse tym, które uznali za należące do grup opresyjnych.</p>
<p align="justify">
<h4 align="justify"><b>Z obu stron</b></h4>
<p align="justify">Uważny Czytelnik zauważy, że w akapicie o działach DEI zostały użyte czasowniki w formie przeszłej. Nie jest to bynajmniej błąd. W coraz liczniejszych firmach struktury te są likwidowane. Ma to związek z dekretami prezydenta Trumpa ze stycznia tego roku. Rozwiązały te działy w instytucjach państwowych oraz zachęciły do podobnego kroku firmy prywatne. Wprowadziły zasadę, że jedynym czynnikiem, który może być brany pod uwagę przy zatrudnianiu czy awansach są wartości czysto merytoryczne, nie związane z pochodzeniem lub orientacją. Odebrały finansowanie szkoleniom mikroagresji czy nieuświadomionych uprzedzeń, usunęły programy afirmatywne. Wreszcie wprowadziły konieczność wprowadzenia klauzul w umowach, kontraktach i grantach, że żadna strona nie prowadzi polityki DEI.</p>
<p align="justify">Spowodowało to masowe rozwiązywanie wspomnianych działów. Zrezygnowały z nich wielkie firmy jak Meta, Google, Amazon, Walmart, Target (sieci sklepów wielkopowierzchniowych), Uber, Disney czy McDonald’s. To tylko kilka ze znanych u nas firm, efekty są znacznie szerzej zakrojone. Mało która z nich wraz z 1 czerwca przebrała się z kolory tęczy. Niektóre się to zdecydowały – listę hańby znajdziecie <a href="https://www.thepinknews.com/2025/05/29/pride-month-2025-collections-target-converse/#page/3">tu</a>. Choć w żadnym miejscu we wprowadzonym prawie nie istniał zapis zakazujący promowania LGBT, wiele z nich nie poszło tą drogą. Czy to strach przed możliwymi pozwami, czy stwierdzenie, że wieje wiatr zmian i ta strategia się nie opłaca – efekt jest widoczny.</p>
<p align="justify">Co ciekawe, opór wobec strategii promowania mniejszości istnieje również ze strony lewicy, szczególnie skrajnej. Ukuto termin „rainbow washing”, który w wolnym tłumaczeniu oznacza „umycie rąk tęczą”. Ci stojący na gruncie antykapitalistycznym zarzucali przedsiębiorstwom prowadzącym takie kampanie łamanie praw pracowniczych i zarabianie na ideologii (która według nich nie powinna być zmonetyzowana). Zauważali również, że przedmioty w kolorowych barwach są często niskiej jakości, z plastiku, co negatywnie oddziałuje na środowisko, czy są produkowane w Azji, zwiększając dodatkowo tym samym ślad węglowy. Całość sprowadzali do chwilowego zainteresowania i fałszywej troski, która ma nie mieć nic wspólnego z prawdziwym życiem i ciągłą walką mniejszości.</p>
<p align="justify">
<h4 align="justify"><b>Gdy mniejszość już nie ta</b></h4>
<p align="justify">Zasady wprowadzone przez Trumpa jedynie częściowo tłumaczą zwrot w polityce firm. Sama zmiana loga na kolorowe nie wymaga przecież całego działu, a jednego grafika, podobnie jak napisanie posta czy kilku – sprawnego marketingowca. Dodatkowo nie tylko korporacje amerykańskie poszły tą drogą. Zmiana ta może być związana z przeniesieniem obiektu zainteresowania, jakim są grupy szczególnie marginalizowane, oraz modyfikacją proletariatu zastępczego. Określenie to, u nas niemal nieznane, zostało mniej lub bardziej wprost stworzone i wykorzystane przez publicystów prawicowych, jacy jak Kanadyjczyk <span style="color: #202122;"><span style="font-family: Liberation Serif, serif;"><span style="font-size: medium;">Mathieu Bock-Côté</span></span></span> czy Francuz Alain de Benoist.</p>
<p align="justify">Wzięli oni pod lupę maksistowską teorię walki klas, przekładając suchą, ponad stuletnią koncepcję na rzeczywistość powojenną. Zauważyli, że po II wojnie światowej robotnicy zarabiający na życie pracą własnych rąk przestali popierać socjalizm, zwróciwszy się ku partiom prawicowym. Było to związane z polepszeniem stanu ekonomicznego, który już odpowiedział na ich potrzebę stabilności i wzbogacenia się. Zaburzyła się proporcja między „uciskającymi pracodawcami” i „uciskanymi pracownikami”, między innymi – o ironio – dzięki związkom zawodowym, rozpromowanym właśnie przez socjalistów. Sama walka klas jednak nie umarła, ale została przekształcona. Skoro robotnicy zdradzili, zaistniała potrzeba zwrócenia się ku innym grupom, które są uciskane, tak, by doprowadzić do powszechnej równości. Korzystając ze zdobyczy postmodernizmu, feminizmu, antyrasizmu i gender studies, przekierowano uwagę naukowców, polityków i społeczeństwa. Systemowo dyskryminowanymi i potrzebującymi wsparcia, nawet bardzo agresywnego, okazały się różnego rodzaju mniejszości. Nie tylko kobiety, ale właśnie osoby o kolorze skóry innym niż biała, LGBT, migranci czy prostytutki. Co znamienne, nie było wśród nich wyznawców jakiejś religii (ewentualnie wiązano to z inną narodowością i kulturą) – w postępowym świecie wiara nie powinna istnieć.</p>
<p align="justify">Polityka opiera się na kalkulacji zysków i strat. Gdy głośne i poruszające były mniejszości seksualne, to na nich skupiały się światła medialnych i korporacyjnych reflektorów. Od pewnego czasu jednak temat zaczął się wyczerpywać. Nie tylko opatrzyli się, ale również narastające podziały („transkobiety” vs lesbijki) i kontrowersje związane z wymuszaniem zmiany wyglądu na płeć przeciwną również u dzieci spowodowały stopniowe wycofywanie się z tej tematyki. Zbiegło się to czasowo ze wzrostem znaczenia społeczności migrantów. Nie tylko w Stanach Zjednoczonych, które od lat mierzą się z sytuacją podobną do tej na naszej granicy z Białorusią (przy czym granica z Meksykiem jest dużo dłuższa, trudniejsza do strzeżenia, a aktywiści promigranccy mają dość szerokie poparcie społeczne). W krajach jak Wielka Brytania, Szwecja, Francja, Niemcy czy Hiszpania to w praktyce obcokrajowcy, nawet jeśli z obywatelstwem danego kraju, pełnią coraz ważniejsze role. Od odpowiedników prezydentów miast, do premierów.</p>
<p align="justify">Migranci, również ci w drugim i trzecim pokoleniu, stają się coraz liczniejsi przy jednoczesnym spadku liczebności autochtonów. Wraz ze wzrostem istotności rośnie presja na dostosowanie prawa i zwyczajów pod nich. W przeciwieństwie do oryginalnych mieszkańców tych terenów, często wyzutych ze swojej tożsamości, ich jest bardzo silna, a co za tym idzie – równie mocne są przekonania i motywacja do promowania ich. Nie akceptują propagandy ruchów LGBT, zarówno w przestrzeni publicznej i internetowej, jak i urzędach czy placówkach oświatowych, i głośno to wyrażają. Nie znaczy to bynajmniej, że są naszymi strategicznymi sojusznikami. Przypadkiem doszło do zbiegu potrzeb i przekonaniach, opierających się jednak na innych podstawach i dążących do innych celów.</p>
<p align="justify">Paradoksalna dominacja kulturowa grup rzekomo marginalizowanych na naszych oczach się zmienia. Polaryzacja społeczeństwa rośnie, przy jednoczesnym popadaniu w marazm niepokojąco licznej grupie obywateli, którzy nie są w stanie lub nie chcą dostrzec kierunku, w jakim zachodzą te zmiany. Odwrócenie się wielu firm od propagowania tęczy jest symptomem zmian idących w obie strony. Która z nich wygra – czas pokaże.</p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/czerwiec-tecza-polityka-a-leszczak/">Czerwiec, tęcza, polityka – A. Leszczak</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Ile jeszcze wojny płci? &#8211; A. Leszczak</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/ile-jeszcze-wojny-plci-a-leszczak/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=ile-jeszcze-wojny-plci-a-leszczak</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Agata Leszczak]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 28 Jan 2025 19:39:40 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[antyliberalizm]]></category>
		<category><![CDATA[ideologia]]></category>
		<category><![CDATA[Cywilizacja]]></category>
		<category><![CDATA[Katolicka Nauka Społeczna]]></category>
		<category><![CDATA[kobieta]]></category>
		<category><![CDATA[Lifestyle]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=2920</guid>

					<description><![CDATA[<p>Feminizm wciąż silnie trzyma się w mainstreamie. Większość jego postulatów została dawno spełniona, powoli przeistacza się w parodię samego siebie i dzieli coraz silniej. Dla prawicy wojna płci i dyskryminacja kobiet (prawdziwa lub rzekoma) są tematem nieobecnym, egzotycznym, niemal go nie podejmuje. Antyfeminizm nie przebił się do szerzej publiki. Brak jest konkretnej wizji odnośnie relacji [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/ile-jeszcze-wojny-plci-a-leszczak/">Ile jeszcze wojny płci? – A. Leszczak</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Feminizm wciąż silnie trzyma się w mainstreamie. Większość jego postulatów została dawno spełniona, powoli przeistacza się w parodię samego siebie i dzieli coraz silniej. Dla prawicy wojna płci i dyskryminacja kobiet (prawdziwa lub rzekoma) są tematem nieobecnym, egzotycznym, niemal go nie podejmuje. Antyfeminizm nie przebił się do szerzej publiki. Brak jest konkretnej wizji odnośnie relacji między płciami wykraczającej poza ogólnikowe frazesy.</p>
<p>&nbsp;</p>
<h4><b>Rzeczywistość&#8230;</b></h4>
<p>Patrząc historycznie, w Polsce nie występowały tak silne podstawy do rozwoju feminizmu, jak w zachodnich krajach protestanckich. Świeżo odrodzona w 1918 roku Rzeczpospolita nadała prawa wyborcze obu płciom, panie mogły studiować, miały sporą niezależność finansową. Nie ma co porównywać ówczesnej sytuacji do obecnej – na uczelniach wyższych stanowiły mniejszość, niechętnie były zatrudniane na „męskich” intelektualnych stanowiskach, jak kierownicze – jednak wynikało to ze specyfiki epoki. W przeciwieństwie do wymienionych krajów zachodnich, gdzie ograniczenia były znacznie większe i zostały zniesione później. Odmienna sytuacja w Polsce wynika z komunistycznego zrównania płci, na wszystkich biologicznie możliwych polach. Ot, niejako efekt uboczny tego systemu.</p>
<p>Daleka jestem od stwierdzenia, że nie ma żadnego problemu w kwestii traktowania kobiet. Przesunął się on jednak na inny wymiar: nie prawny, a mentalny. Młode kobiety wciąż są traktowane jako potencjalna strata dla firmy, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że urodzą dziecko. Ich nieobecność i komplikacje z tym związane powodują, że są traktowane jako pracownicy drugiej kategorii. Patrząc krótkowzrocznie jest to podejście logiczne, jednak dzietność szorująca po dnie motywuje do zmiany myślenia – jeśli nie w kontekście wymarcia narodu, to chociaż głodowych emerytur, na które nie będzie miał kto pracować.</p>
<p>Kolejnym problematycznym polem jest opieka nad chorymi, niepełnosprawnymi członkami rodziny. Nie chodzi o „pracę nieodpłatną”, motyw tak lansowany przez środowiska lewicowe, a fakt systemowego pozostawienia opiekunów w dużej mierze samym sobie. A taką rolę zazwyczaj zajmują kobiety – z różnych przyczyn. Problem nie wynika z ich płci, mężczyźni zajmujący się potrzebującymi krewnymi nie otrzymują lepszego wsparcia. Opieka społeczna w naszym kraju ogólnie jest na poziomie dalekim od zadowalającego.</p>
<p>&nbsp;</p>
<h4><b>&#8230;wyobrażenia i skutki</b></h4>
<p>Badacze lewicowi tworzą rozległy zestaw pojęć opisujący rzekomo głęboką zakorzenioną nierówność między płciami. Mamy więc wspomnianą wcześniej pracę nieodpłatną – ogół czynności wykonywanych w domu na rzecz rodziny, za którą nie otrzymuje się wynagrodzenia. Sporządza się wykresy, analizy i raporty na temat ucisku kobiet, postulując często przy tym, by były w jakiś sposób dodatkowo wynagradzane. Nieoczywisty skutek kapitalizmu, który postuluje zmonetyzowanie wszystkiego, co się tylko da. Przekonanie o wartości absolutnie każdej pracy weszło w tak głęboki nawyk, że postulaty absurdalny jak ten znajdują zaskakująco szerokie grono zwolenników.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Patriarchat to kolejne określenie systemu, w którym podobno żyjemy, a nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością. Rządy mężczyzn, dziedziczenie wyłącznie w tej linii, brak decyzyjności kobiet odeszły do lamusa i absolutnie nic nie świadczy o tym, by miały wrócić. Nie przeszkadza to jednak marzyć każdej jesieni o „fall of patriarchy” – sprytnej grze słownej, gdzie „fall” oznacza zarówno jesień, jak i upadek. Przy tym ukazuje się w gruncie rzeczy dość zabawna cecha polskiego feminizmu, jakim jest kopiowanie treści od zachodnich koleżanek, bez konfrontacji z polskimi realiami.</p>
<p>Nie możemy zapomnieć również o „kulturze gwałtu”. Mogliście o tym nie słyszeć, bo zdecydowanie nie zdobyło popularności w naszym kraju. W wielu krajach zachodnich natomiast stało się stałą częścią światopoglądu, mającą głębokie konsekwencje. Owa kultura ma być systemem, w którym molestowanie i zgwałcenie jest ignorowane, wręcz popierane, a ofiary nie mogą liczyć się z absolutnie żadną formą pomocy. Ta skierowana wobec ofiar z pewnością jest nie najlepiej zorganizowana. Jednak wynikające z tego przekonanie, że „nie wszyscy mężczyźni, ale każda kobieta” (w domyśle: doświadczyła przemocy ze strony mężczyzny) oraz „martwi mężczyźni nie gwałcą” powoduje stałą i silną lękowość. Wartą zauważenia jest jednostronność: ani słowa o tym, że to obrzydliwe przestępstwo może być dokonane inaczej, niż przez mężczyznę na kobiecie.</p>
<p>Na deser: dyskryminacja. Nie ma sensu rozwodzić się nadmiernie nad samym określeniem – z pewnością jest ono dobrze znane. Niedawno zaczęło być natomiast stosowane w drugą stronę: od mężczyzn w kierunku kobiet. Wielokrotne absurdalne sytuacje, gdzie za fakt bycia kobietą otrzymuje się dodatkowe punkty w postępowaniu konkursowym czy zdecydowaną dysproporcję w wyrokach sądów rodzinnych odnośnie opieki nad dzieckiem znalazło swoje ujście. Powstał Społeczny Rzecznik Praw Mężczyzn, stowarzyszenie posiłkująca się identycznymi argumentami i sposobem myślenia, co feministki. Artykuł na temat ich działalności można przeczytać <a href="https://www.rp.pl/spoleczenstwo/art39951321-mezczyzni-organizuja-swoj-pierwszy-kongres-dosc-lekcewazenia-naszych-spraw">tu</a>.</p>
<p>&nbsp;</p>
<h4><b>Da się inaczej</b></h4>
<p>Feminizm nie ma najlepszej passy. Podzielony coraz bardziej, wzajemnie się wykluczający, idący w stronę praw różnych mniejszości, biorący na sztandary problemy nieprzystające do trosk przeciętnego człowieka, jak aborcja. Szczególnie po czarnych strajkach z 2020 roku feministka kojarzy się z rozkrzyczaną, rozemocjonowaną kobietą, której daleko od bycia poważnym partnerem do rozmowy czy współpracy. Rosnący w siłę ruch MGTOW (men going their own way – mężczyźni idący własną drogą) jest reakcją na między innymi jednoznaczne negatywne nastawienie feminizmu do mężczyzn. Ruch ten promuje ideę braku małżeństwa (które postrzega jako zniewalające i z definicji mające dla mężczyzny negatywne skutki) i dystans wobec kontaktów z kobietami jako ogółem. Do spięć dochodzi po obu stronach. Nawet jeśli nie wprost, wzajemna niechęć rzutuje jednoznacznie negatywnie na społeczeństwo jako całość.</p>
<p>Zupełnie inne podejście do tej problematyki prezentuje katolicka nauka społeczna. Skupia się nie na wzajemnych krzywdach, jak robią to współczesne ruchy. Promuje traktowanie kobiet i mężczyzn jako różnych, ale równych w godności. Nie przypisuje, jak się może wydawać, kobietom roli jedynie wychowującej w domu, a mężczyźnie jedynego żywiciela rodziny. Skupia się na realizacji powołania wynikającego z bycia członkiem danej społeczności, etapu życia, zawodu i innych czynników. Jest to spojrzenie absolutnie odświeżające. Płcie nie są przedstawione jako wrogowie, ale wzajemnie dopełniające się części. Mające inne cechy charakteru, sposoby rozwiązywania problemów, funkcjonowania w grupie, wreszcie możliwości zależne od biologii. Nie jest ona przedstawiona jako wróg człowieka, z którą trzeba walczyć, ale dar, z którego trzeba odpowiednio korzystać.</p>
<p>Przypomina mi się w tym momencie mem znaleziony dawno temu. Górny panel przedstawiał dziewczynę z różowymi włosami i kolczykiem w nosie mówiącą: „wina rodziców, społeczeństwa, sąsiada, pracodawcy, chłopaka”. Dolny – mężczyznę z krzyżykiem na szyi mówiącego: „moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina”. Można obruszyć się na taki dobór płci – obie postawy występują zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn – ale przedstawiają fundamentalnie inne podejście do winy czy konfliktu. Nie chodzi o samobiczowanie i traktowanie siebie jako źródła wszelkiego zła w świecie. Katolickie nauczanie nakazuje rachunek sumienia, rozwój cnót – choć temat ten nie jest niestety obecnie zbyt szeroko promowany. A szkoda, bo wymaganie najpierw od siebie, kształtowanie się dla dobra i zbawienia swojego i innych jest podejściem radykalnie odmiennym od współcześnie dominującego.</p>
<p>I wreszcie: powinności. Temat opisałam w innym tekście na łamach Nowych Kształtów (<a href="https://www.noweksztalty.pl/kobieto-prawicy-ktoredy-a-leszczak/">tutaj</a>). W skrócie jest to traktowanie działania na rzecz innych (w rodzinie, sąsiedztwie, pracy, społeczeństwie) na zasadzie wypełniania zadań wynikających z naszego położenia i możliwości. Każdy daje i bierze od otoczenia tyle, ile potrzebuje, samemu mając wysokie wymagania wobec siebie. Wizja może i idealistyczna, prawdopodobnie nie w pełni impelentowalna – w końcu jesteśmy grzesznikami. Jednak spojrzenie na relacje międzyludzkie nie na zasadzie wiecznej rywalizacji, pretensji i podejrzliwości to coś, czego bardzo dziś potrzebujemy.</p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/ile-jeszcze-wojny-plci-a-leszczak/">Ile jeszcze wojny płci? – A. Leszczak</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
