wtorek, 6 października 2026

Nowe Kształty

Polityka · cywilizacja · społeczeństwo

Pismo o rzeczach fundamentalnych — cywilizacja, wiara, prawo.

Waga sprawiedliwości w pustej, mrocznej sali sądowej jako symbol debaty o karze śmierci

Podtrzymuję – mamy prawo karać śmiercią

Autor broni kary śmierci, wskazując, że za jej okrucieństwo w USA odpowiadają death row i spartaczone egzekucje, nie sama kara.

Nieudana egzekucja Christy Pike wywołała globalną debatę nad karą śmierci. Ponieważ stosunkowo niedawno na łamach „Nowych Kształtów” wypowiadałem się na ten temat, podtrzymuję – tak, mamy prawo karać śmiercią.

Naczelni intelektualiści liberalnego salonu pokroju Tomasza Terlikowskiego zaczęli podkreślać „niehumanitarny” charakter kary śmierci, podkreślać, iż kara ta winna być ostatecznie wyeliminowana z prawa karnego, a wręcz kreować skazaną za brutalne zabójstwo na pokrzywdzoną przez amerykański wymiar sprawiedliwości. Są to głosy, niestety, wręcz oderwane od rzeczywistości – uważam, że jeśli jest prawdą, że żyjemy w czasach „przedwojennych”, to raczej musimy być gotowi do dyskusji, ale nad powrotem do kary śmierci, podobnie jak do rozmów o ewentualnym poborze. W pełni podtrzymuję też to, co napisałem wcześniej – kara śmierci nie jest atakiem na ludzką godność, jest dokładnie odwrotnie, jest ona owej godności potwierdzeniem.

Co napisałem wcześniej

W lipcowym tekście napisałem natomiast, że:

Zauważmy zresztą, że w całym cywilizowanym świecie dąży się do tego, by była ona egzekwowana w sposób maksymalnie humanitarny – Amerykanie zresztą w pogoni za tym celem poszli zbyt daleko, wymyślając zastrzyk trucizny, który, wbrew intencjom, okazuje się być karą niezwykle okrutną (dlatego dziś skazańcy, gdy tylko mają taką możliwość, wnioskują o alternatywną metodę egzekucji, choćby o krzesło elektryczne).

I to właśnie specyficzne podejście Amerykanów do prawa sprawiło, iż wszystko tu poszło nie tak.

Death row, czyli kolejka do śmierci

Po pierwsze, w Stanach Zjednoczonych istnieje praktyka określana mianem death row, czyli kolejki do śmierci – nim wszystkie możliwe instancje rozpatrzą wszystkie możliwe odwołania, a wymiar sprawiedliwości upewni się, iż skazany faktycznie jest winien i zasługuje na śmierć, potrafi upłynąć 20, 25 czy nawet (jak w tym przypadku) 30 lat. Oczywiście, z racji na fakt, że kara śmierci ma charakter nieodwracalny, toteż wykonywanie jej dzień po zasądzeniu byłoby więcej niż nierozsądne – gdybyśmy, teoretycznie, rozważali przywrócenie tej kary w Polsce, kluczowe byłoby ukształtowanie procedury w taki sposób, by przed egzekucją obowiązywał odpowiednio długi (na przykład 10-letni) okres, w którym możliwe jest dalsze zbieranie dowodów świadczących o niewinności skazanego przez obronę, a przed wykonaniem wyroku sąd powinien ponownie zapoznać się z materiałem dowodowym. Praktyka amerykańska doprowadziła jednak do czegoś zgoła innego – mówimy tu o de facto psychicznym torturowaniu skazanych, a swego czasu Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził, iż nie powinno się wydawać Amerykanom w ramach procedury ekstradycji osób, którym grozi wyrok śmierci, ale nie dlatego, iż sama kara śmierci miałaby być nieakceptowalna, ale dlatego, iż death row jest, według Trybunału, formą torturowania i nieludzkiego karania skazanych.

Spartaczone egzekucje

Po drugie, na co już zwróciłem uwagę poprzednim razem, Amerykanie, chcąc stworzyć maksymalnie humanitarne metody egzekucji, doprowadzili do czegoś zgoła odwrotnego. Pierwszym pomysłem na stosunkowo bezbolesne egzekucje miało być krzesło elektryczne – z wielu powodów (choćby z racji na dzieła kultury takie jak „Zielona mila”) metoda ta kojarzy się dość makabrycznie, ale intencją jej twórców nie było stworzenie okrutnej metody wymierzania sprawiedliwości, lecz znalezienie alternatywy dla rozstrzelania czy powieszenia. Podobnie rzecz ma się z zastrzykiem trucizny – jestem przekonany, że u większości czytelników budził on skojarzenia z bezbolesnym odbieraniem życia. Rzeczywistość jest zgoła inna – spartaczonych egzekucji było już wiele. Przykłady?

  • Romell Broom – podczas egzekucji w 2009 roku doszło do 18 prób wbicia igły w żyłę skazanego; sytuacja była na tyle stresująca dla skazanego, że ten, nie mogąc już doczekać się końca, zaczął pomagać (!) swoim własnym katom w poszukiwaniu żyły, w którą można będzie wkłuć śmiertelny zastrzyk. Po 2 godzinach i psychicznym załamaniu nerwowym, którego doznał Broom, egzekucję wstrzymano. Ostatecznie stracono go 28 grudnia 2020 roku.
  • Joseph Clark – umierał przez 40 minut (uważa się, że egzekucja powinna trwać ok. 8 minut), krzycząc, że trucizna, którą mu podano, nie działa (przypomnijmy, że skazaniec powinien być w czasie egzekucji nieprzytomny).
  • Joseph Wood, Clayton Lockett – dwa głośne przypadki śmierci w trakcie egzekucji, która jednak nastąpiła w sposób nieprzewidziany przez procedurę i standardowe działanie środków, czyli w wyniku zawałów serca.
  • Christopher Newton – egzekucja trwała tak długo, że skazanemu w międzyczasie pozwolono w końcu… wyjść do toalety.

Jeszcze bardziej spektakularne przykłady „spartaczonych” egzekucji dostarczają egzekucje na krześle elektrycznym – przykładowo podczas egzekucji Allena Lee Davisa doszło do obfitych krwotoków z nosa, a będący świadkiem wykonania kary sędzia stwierdził, że skazanego „zatorturowano na śmierć”.

Wnioski – wzorujmy się na Europie, nie na Ameryce

Znacznie mniej problemów dostarczają więc inne, bardziej „tradycyjne” metody egzekucji, jak choćby prawidłowo przeprowadzona egzekucja poprzez powieszenie czy rozstrzelanie. Pozostaję więc zwolennikiem kary głównej, istnieje też wiele państw (bardzo dobrym przykładem pozostaje tu, rzecz jasna, Japonia), w których kara ta jest wykonywana i nie wiąże się to z sytuacjami podobnymi do tej, do jakiej ostatnio doszło za Atlantykiem. Spartaczone egzekucje, podobnie jak wyroki więzienia liczone w tysiącach lat czy specyficzne fantazje nad, o ironio, przesadną humanitaryzacją prawa karnego (dość przywołać rozważania Alana Dershowitza nad tym, czy służby specjalne są w stanie torturować w sposób humanitarny i pod kontrolą sądu) pozostają jeszcze jednym specyficznym elementem amerykańskiej kultury prawnej, liczącej sobie znacznie mniej niż kultura prawna Starego Kontynentu… i właśnie dlatego, rozważając kiedykolwiek przywrócenie kary śmierci (czego, podkreślę, pozostaję zwolennikiem), spoglądajmy raczej do podręczników historii europejskiego prawa karnego, a niekoniecznie wzorujmy się na specyficznych praktykach Amerykanów.