<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Tomasz Orfin - Nowe Kształty</title>
	<atom:link href="https://www.noweksztalty.pl/author/tomasz-orfin/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.noweksztalty.pl</link>
	<description>Polityka, cywilizacja, społeczeństwo</description>
	<lastBuildDate>Wed, 25 Mar 2026 13:55:36 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=7.0.1</generator>

<image>
	<url>https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2021/06/cropped-cropped-Nowe-Ksztlty-na-header-strony-1-32x32.png</url>
	<title>Tomasz Orfin - Nowe Kształty</title>
	<link>https://www.noweksztalty.pl</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Dlaczego Tolkien &#8211; Tomasz Orfin</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/dlaczego-tolkien-tomasz-orfin/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=dlaczego-tolkien-tomasz-orfin</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Orfin]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 25 Mar 2026 13:54:12 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3360</guid>

					<description><![CDATA[<p>Są pisarze, których czyta się przez czas jakiś, a potem odkłada na półkę jak rzecz należącą do minionej mody. Są i tacy, których sława trwa, lecz jedynie z przyzwyczajenia epoki, z nawyku szkolnych spisów, z przymusu kulturalnego decorum. Są pisarze, których lektura porusza i wzrusza, ale następnego poranka nasze życie znowu wraca do normy. Lecz [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/dlaczego-tolkien-tomasz-orfin/">Dlaczego Tolkien – Tomasz Orfin</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Są pisarze, których czyta się przez czas jakiś, a potem odkłada na półkę jak rzecz należącą do minionej mody. Są i tacy, których sława trwa, lecz jedynie z przyzwyczajenia epoki, z nawyku szkolnych spisów, z przymusu kulturalnego decorum. Są pisarze, których lektura porusza i wzrusza, ale następnego poranka nasze życie znowu wraca do normy. Lecz są również autorzy rzadszego rodzaju: ci, którzy nie przemijają, bo dotknęli najczulszych strun ludzkiej duszy. Przebili się przez  gust publiki, sezon i okoliczność. Są pisarze, których lektura wstrząsa do samych trzewi i pozostawia pytania, które trwają i trwają. Do tego właśnie grona należy niepozorny John Ronald Reuel <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/J.R.R._Tolkien">Tolkien</a>.</strong></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Ilekroć wspominam jego nazwisko, tylekroć powraca zaraz obraz Amanu i  Śródziemia; Beleriandu, Eriadoru i Rhovanionu; Gór Mglistych i straszliwych lasów szemrzących dawną mową, dróg wijących się ku przygodzie, królestw chylących się ku upadkowi i małych istot, na barkach których spoczywa los świata. Lecz Tolkien nie jest wielki dlatego jedynie, że stworzył świat rozległy, misterny i pełen cudowności. Wielki jest dlatego, że pod osłoną baśni powiedział prawdę o człowieku. A prawda ta brzmi dziś może jeszcze donośniej niż w czasie, gdy jego księgi po raz pierwszy ujrzały światło dzienne.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Dlaczego więc Tolkien? Dlaczego właśnie do niego wracają ludzie zmęczeni hałasem współczesności, jałowością bieżących sporów, duchową mizerią świata, czy jazgotem ludzi, którzy który zbyt wiele umieją, a zbyt mało rozumieją? Tolkien jest naszym Homerem, to on niesie nadzieję oddzielając światło od mroku. Mocuje się z brzemieniem nowoczesności i na kartach swych dzieł krzyczy „nie przejdziesz” i wreszcie mierzy się niezwykłą powagą z tajemnicą dobra i zła, prawdy i fałszu, piękna i brzydoty. On zwraca nam nasze dziedzictwo i pokazując, że jest wciąż żywe.</span></p>
<h4><b>Tolkien Homerem</b></h4>
<p><span style="font-weight: 400;">Nie jest przesadą nazwać Tolkiena współczesnym Homerem. W istocie rzeczy istnieje między nimi pokrewieństwo głębsze aniżeli zewnętrzne podobieństwo wielkiej opowieści. Homer nie był przecie jedynie bajarzem o wojnie pod Troją i o tułaczce Odyseusza. Był pieśniarzem świata Greków, w którym człowiek staje wobec losu, chwały, klęski, wierności i śmierci. Wreszcie był nauczycielem starożytnych. Podobnie Tolkien &#8211; on również nie pisał tylko o smokach, pierścieniach i bitwach. Pisał o tym, co dzieje się z duszą ludzką, gdy zostaje wezwana do próby i to w sposób najpiękniejszy i najbardziej subtelny.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Jak u Homera, tak i u Tolkiena czuć oddech dawnych wieków. Jest tam pamięć rodów, majestat imion, wzniosłość przysięgi, ciężar dziedzictwa. Przeszłość nie jest ozdobą, igraszką rozumu czy wiatrem &#8211; lecz przestrogą, brzemieniem i w pewnym sensie losem. Człowiek Tolkienowski nie rodzi się na pustkowiu czasu; wchodzi w dzieje już rozpoczęte, w świat, który istniał przed nim i będzie trwał po nim. We Władcy Pierścieni wizyta Bractwa Pierścienia w Lothlórien pokazuje ciężar przeszłości. To bardzo wielka nauka dla wieku naszego, tak często zakochanego w złudzeniu, iż każda generacja może zacząć wszystko od nowa, jakby nie miała ojców, mistrzów ni ruin po dawnych błędach. Przemierzając w trzeciej erze drogę z Shire do Amon Amarth towarzyszy nam melancholia i czujemy pustkę wraz z odkrywaniem śladów minionych wieków. </span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">A jednak Tolkien idzie dalej niż Homer. W jego epopei centrum świata nie zajmuje heros o spiżowym ramieniu, lecz istota mała, niepozorna, niemal śmieszna w oczach możnych. Hobbit — miłujący spokój, prosty posiłek i zacisze własnego domu — okazuje się zdolny unieść ciężar, pod którym załamałby się niejeden wielki pan. Oto jedna z najpiękniejszych intuicji Tolkiena: historia świata zależy nie tylko od potężnych, lecz i od cichych; nie tylko od wielkich wodzów, lecz i od tych, którzy nigdy nie marzyli o sławie.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">W tym sensie Tolkien jest Homerem dla czasu po wielkich imperiach, dla epoki nieufnej wobec pychy triumfatorów. Śpiewa o wielkości, ale wielkość tę odnajduje nie wyłącznie w koronie i mieczu, lecz także w cierpliwości, litości i wierności. W tym sensie Tolkien jest Homerem czasów chrześcijańskich.</span></p>
<h4><b>Niosący nadzieję</b></h4>
<p><span style="font-weight: 400;">Jeśli jednak cokolwiek sprawia, że Tolkien pozostaje pisarzem tak potrzebnym, to nie sam rozmach jego wyobraźni, lecz szczególny rodzaj nadziei, jaki niesie. Nie jest to nadzieja tania, nie jest to uśmiech pocieszyciela, który obiecuje, iż wszystko samo się ułoży. Tolkien nie karmi czytelnika dziecięcą iluzją, że świat jest w gruncie rzeczy bezpieczny i łagodny. Przeciwnie — jego świat jest naznaczony stratą, bólem, wojną, pokusą, rozłąką i nieodwracalnością niektórych ran.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">A przecież właśnie pośród tej ciemności rozbłyskuje światło najczystsze. Tak jak blask Eärendila, który w najczarniejszym momencie Wojny Gniewu pojawił się na niebie i strącił Ancalagona Czarnego. Nadzieja u Tolkiena nie rodzi się z łatwości, lecz z wierności. Jest cnotą, nie nastrojem. Jest decyzją duszy, aby nie zdradzić dobra nawet wówczas, gdy rozum nie umie już dowieść, że dobro zwycięży. Sam nie wie, czy doczeka szczęśliwego końca, ale idzie. Frodo nie ma pewności, że dotrze do kresu drogi, lecz niesie swój ciężar. Aragorn długo trwa w cieniu, nie wiedząc, czy jego dziedzictwo oznacza triumf, czy raczej służbę i ból. Nadzieja Tolkienowska nie jest ślepym optymizmem; jest męstwem serca, lekcją pokory dla możnych i zachętą dla małych.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">W tym tkwi wielkość nadziei. Świat współczesny nauczył się dwóch rzeczy nader skutecznie: zwątpienia i ironii. Umie podważyć niemal każdą wartość, wyszydzić każdą wzniosłość, rozbroić każdą powagę. A jednak człowiek nie może żyć samą drwiną. Dusza, choćby najbardziej nowoczesna, pragnie sensu, który nie rozpada się pod naciskiem pierwszego cierpienia. Tolkien ten sens przywraca. Mówi nam, że nawet w epoce mroku dobro nie staje się głupotą, a wierność nie bywa daremna tylko dlatego, że jest kosztowna.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">W jego dziełach szczególnie przejmujące jest to, iż zwycięstwo nigdy nie bywa pełne w sposób dziecinny. Po ocaleniu przychodzi smutek, po końcu wojny — płacz, po triumfie — cisza, w której mocniej słychać to, co utracone. I właśnie dlatego nadzieja Tolkiena jest wiarygodna. Nie udaje, że zło nic nie znaczyło i nie wpaja w dziecinnego optymizmu. Pokazuje raczej, że zło nie jest ostatnim słowem dziejów.</span></p>
<h4><b>Tolkien i brzemię współczesności</b></h4>
<p><span style="font-weight: 400;">Nieraz sądzi się pochopnie, iż Tolkien był tylko piewcą przeszłości, nieprzystającym do świata maszyn, przemysłu, przyspieszenia i wielkich kataklizmów XX wieku. To niesprawiedliwość. Tolkien nie odwracał oczu od współczesności; przeciwnie, nosił ją w sobie jak ranę. Widział wojnę i śmierć. Znał doświadczenie świata, który utracił niewinność. I dlatego właśnie umiał tak przenikliwie opisać niebezpieczeństwa nowoczesnego ducha.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Jednym z nich jest pokusa skuteczności oderwanej od mądrości. Saruman nie jest przecie zwykłym złoczyńcą z melodramatu. To człowiek wielce uzdolniony, rozumny, wykształcony, obdarzony potężnym umysłem — i właśnie dlatego jego upadek jest tak straszny. Nie niszczy go głupota, lecz pycha rozumu, który chciałby panować nad światem, nie klękając przed żadnym ładem wyższym od siebie. Saruman wierzy w organizację, w technikę, w siłę narzędzia. Przestaje wierzyć w świętość istnienia. Czyż nie jest to postać osobliwie nam bliska?</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Także Jedyny Pierścień wyrasta ponad ramy baśniowego rekwizytu. Jest obrazem tej pokusy, która nawiedza wszystkie czasy, lecz w naszych zdaje się szczególnie żywa: pragnienia władzy absolutnej, przekonania, że istnieje środek, dzięki któremu można raz na zawsze narzucić światu porządek. Tolkien wiedział, że taka żądza, choćby zrodziła się pod pozorem dobrych intencji, prowadzi do skażenia duszy. Nie da się ocalić świata przy pomocy narzędzia, które zatruwa tego, kto po nie sięga.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Nie znaczy to wszakże, że Tolkien był prostym wrogiem nowoczesności. Nie chodziło mu o tani lament nad przeszłością ani o sentymentalne marzenie, by czas zatrzymał się wśród wiejskich wzgórz. Jego przestroga jest subtelniejsza i bardziej surowa: postęp, który nie zna miary moralnej, staje się biegiem ku przepaści. Człowiek może coraz sprawniej kształtować materię świata, a równocześnie coraz mniej panować nad własnym sercem. Może budować potężne królestwa z żelaza i szkła, a utracić zdolność rozpoznawania dobra.</span></p>
<p><iframe title="Polityka w Śródziemiu: Upadek Zachodu, kryzys elit i totalitaryzm Mordoru | Robert Winnicki" width="640" height="360" src="https://www.youtube.com/embed/RLz0y4xbr1M?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture; web-share" referrerpolicy="strict-origin-when-cross-origin" allowfullscreen></iframe></p>
<h4><b>Tolkien i zło</b></h4>
<p><span style="font-weight: 400;">Wreszcie Tolkien jako filozof. Nie filozof szkolny, nie budowniczy systemów, lecz myśliciel prawdziwy, bo pytający o rzeczy ostateczne. Niewielu pisarzy nowoczesnych tak poważnie potraktowało problem zła.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">U Tolkiena zło nie jest równorzędną siłą twórczą, stojącą naprzeciw dobra jak drugi bóg. Zło nie stwarza, lecz psuje. Nie rodzi bytu, lecz go kaleczy. Pasożytuje na rzeczywistości, jest karykaturą ładu, cieniem rzucanym na to, co pierwotnie dobre. Dlatego właśnie świat mroku w jego dziełach jest tak jałowy, tak pozbawiony prawdziwej płodności i piękna. Zło może zagarnąć, spalić, zbezcześcić, zniewolić — lecz nie może dać istnieniu pełni.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">To myśl wielkiej wagi, albowiem odrzuca zarówno tani dualizm, nieznośny realizm, jak i naiwną pobłażliwość. Tolkien nie mówi: zło jest złudzeniem. Bynajmniej! Zło jest prawdziwe i potężne w swoim niszczeniu. Rani duszę, deformuje wolę, zakaża pragnienia. Lecz jego moc nie jest mocą twórczą, tylko niszczącą. Mordor jest dlatego tak straszliwy, że stanowi parodię królestwa. Orkowie są straszliwi, bo są karykaturą stworzenia. Sauron jest potężny, lecz jego potęga jest bezpłodna.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Najcenniejsze bodaj jest jednak to, iż Tolkien nie umieszcza zła wyłącznie na zewnątrz człowieka. Ono przechodzi przez serce. Boromir upada nie dlatego, że jest potworem, lecz dlatego, że chce dobra zbyt gwałtownie, zbyt po ludzku, zbyt pysznie. Gollum zaś pozostaje jednym z najbardziej przejmujących obrazów istoty zniszczonej przez grzech, a zarazem nie do końca pozbawionej śladu dawnego człowieczeństwa. Właśnie dlatego budzi grozę i litość zarazem. Saruman upadł, bo chciał potęgi – a nie jemu była ona pisana. Sauron – jeszcze jako Mairon, chciał planować i ulepszać świat – chciał ładu, gdy zaś Morgoth go zdeprawował i stał się Sauronem – pragnął gwałtem swe plany wcielić w życie, chciał aby świat nagiął się do jego woli, stał się tyranem doskonałym. Wreszcie najpotworniejsze i najtragiczniejsze zło – Morgoth pełen pychy, zazdrości wobec Ilúvatara oraz pragnienia metafizycznej władzy i możliwości tworzenia swojego świata. Jako najpotężniejszy z Ainurów, nie zniósł podporządkowania się i znienawidził piękna Ainulindalë. Nawet po swym buncie nie był w stanie nic stworzyć jeno wypaczać i plugawić, przeto zapragnął unicestwić byt jako taki. Czemu zatem Morgoth jest taki potworny, bo to najmroczniejsza część naszej duszy…</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Jednak nade wszystko Tolkien podkreśla rolę miłosierdzia. To jedna z najgłębszych lekcji jego dzieła. Sprawiedliwość sama nie wystarcza, aby ocalić świat. Są chwile, w których o losie wszystkich rozstrzyga akt litości okazanej temu, kto na nią zdaje się nie zasługiwać. Gdyby nie oszczędzono Golluma, dzieje Śródziemia mogłyby zakończyć się inaczej. Jest w tym myśl bardzo głęboka: człowiek nie panuje nad historią wyłącznie mocą własnej cnoty; czasem największą siłą okazuje się to, co świat uważa za słabość.<br />
</span></p>
<h4><b>Dlaczego więc Tolkien?</b></h4>
<p><span style="font-weight: 400;">Dlatego, że przypomina prawdziwą miarę rzeczy. Dlatego, że mówi o honorze bez śmieszności, o cnocie bez moralizatorstwa, o nadziei bez ckliwości, o złu bez taniej rozpaczy. Dlatego, że w czasach rozproszenia przywraca skupienie, w czasach ironii — powagę, w czasach duchowej ciasnoty — oddech wielkiej opowieści.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Czy jest staroświecki? Owszem — i nie ma w tym nic uwłaczającego. Są bowiem staroświeckości nikczemne i martwe, ale jest też staroświeckość szlachetna: taka, która nie pozwala szydzić z rzeczy wielkich tylko dlatego, że są wielkie. Tolkien należy do tej drugiej. Nie wstydzi się mówić o męstwie, wierności, królewskości duszy, o obowiązku i łasce. A współczesny czytelnik, choć nie zawsze chce się do tego przyznać, łaknie właśnie takich słów. W czasach małości i pospolitości – potrzebujemy tych, którzy nas wydźwigną ku gwiazdom.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Tolkien nie jest pisarzem ucieczki. Jest pisarzem powrotu — powrotu do źródeł ludzkości: prawdy i dobra; powrotu do pytań zasadniczych. Kim jest człowiek? Czym jest dobro? Dlaczego zło kusi? Co ocala świat? Skąd bierze się nadzieja, skoro wszystko wokół zdaje się chylić ku zmierzchowi?</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Dlatego Tolkien. Bo ma odwagę przypominać, że nawet najmniejszy człowiek może unieść ciężar epoki i świata. Że miłosierdzie bywa słuszniejsze niż gniew, że zło jest straszliwe, lecz nie ostateczne. Pośród ciemności, jeśli tylko nie zdradzi się dobra, może jeszcze zapłonąć światło. A światło to, choćby nie było wielkie, wystarcza nieraz, by człowiek nie zabłądził! Kochać świat i człowieka, dźwigać ciężar przeszłości i składać głos ku pieśni wieczności…</span></p>
<p style="text-align: center;"><strong>DLATEGO TOLKIEN</p>
<p>Więcej tekstów autora znajdziesz <a href="https://www.noweksztalty.pl/author/tomasz-orfin/">tutaj</a>.</strong></p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/dlaczego-tolkien-tomasz-orfin/">Dlaczego Tolkien – Tomasz Orfin</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Pozy i postawy &#8211; stosunek filozofa do świata spektaklu</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/pozy-i-postawy-stosunek-filozofa-do-swiata-spektaklu-t-orfin/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=pozy-i-postawy-stosunek-filozofa-do-swiata-spektaklu-t-orfin</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Orfin]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 15 May 2024 21:55:01 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Cywilizacja]]></category>
		<category><![CDATA[spektakl]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=2661</guid>

					<description><![CDATA[<p>Współczesny świat jest pełen „nauczycieli mądrości”, którzy kuszą jednostki sukcesem, prawdą, wiedzą, nauką życia i cnotą – w ten sposób żerują na pięknych potrzebach każdego z nas. Takie zjawisko nie jest jednak jakimś błędem naszej cywilizacji, pomyłką procesu dziejowego czy niegroźną aberracją. Choć oczywiście posiadacze „wiedzy tajemnej” – gwarantującej szczęście w życiu doczesnym, przewijali się [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/pozy-i-postawy-stosunek-filozofa-do-swiata-spektaklu-t-orfin/">Pozy i postawy – stosunek filozofa do świata spektaklu</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Współczesny świat jest pełen „<em>nauczycieli mądrości</em>”, którzy kuszą jednostki sukcesem, prawdą, wiedzą, nauką życia i cnotą – w ten sposób żerują na pięknych potrzebach każdego z nas. Takie zjawisko nie jest jednak jakimś błędem naszej cywilizacji, pomyłką procesu dziejowego czy niegroźną aberracją. Choć oczywiście posiadacze „wiedzy tajemnej” – gwarantującej szczęście w życiu doczesnym, przewijali się na wszystkich etapach dziejów, to  zaryzykuję stwierdzenie, że mimo wszystko „kołcz” jest fenomenem czasów późnej nowożytności. Pod wpływem przemian społecznych i intelektualnych naszej cywilizacji człowiek współczesny – w sferze deklaratywnej – odszedł od postawy żywej afirmacji mądrości, prawdy i wiedzy na rzecz pozy mędrka i eksperta. Od postawy aktywnej nakierowanej na poszukiwanie prawdy i swojego miejsca w kosmosie, człowiek współczesny stał się bierny i przyjął jedynie pozór zgłębiania się w rzeczywistości. Co dobrze widać w dziełach kultury, zwłaszcza porównując starsze z młodszymi. W ten sposób jako ludzkość niejako powróciliśmy do dawnego konfliktu sofistów z filozofami, aczkolwiek współczesny spór pomiędzy postawą a pozą, w mojej opinii, ma charakter znacznie bardziej złożony.</p>
<h4 style="text-align: justify;">Społeczeństwo późnej nowożytności jako Spektakl</h4>
<p style="text-align: justify;">Złożoność tego konfliktu na jednej z płaszczyzn bardzo dobrze opisuje Guy Debord. Wyzwanie, przed jakim staje filozof, można umieścić w kontekście Społeczeństwa Spektaklu. <strong>W najogólniejszym ujęciu, Spektakl to nic innego jak iluzja życia która w dobie nowoczesności zaczęła przejmować rzeczywistość. Iluzja ta rości sobie prawa do autentyczności prawdziwości, jednocześnie kształtując stosunki społeczne w oparciu o alienację</strong> <strong> i kreowanie nierzeczywistego świata pochłaniającego znane nam społeczeństwo.</strong> <strong>Kierując tym samym ludzi w nim uczestniczącym ku konsumpcji i podporządkowaniu się prostym przekazom medialnym. </strong>W konsekwencji Spektakl tworzy nowy typ człowieka, który przyjmuje postawę pasywną wobec rzeczywistości, by tę rzeczywistość całkowicie odrzucić na rzecz iluzyjnych tworów Spektaklu.</p>
<p style="text-align: justify;">Debord zauważa , że po II wojnie światowej nastąpił wielki proces odrealnienia, czyli zastąpienia realnej rzeczywistości obrazem, a bycia w konkretnym miejscu i czasie – reprezentacją. W uproszczeniu – odwołując się do metafory jaskini Platona – można powiedzieć, że odrealnienie polega na zasypaniu wejścia do jaskini i życie w przeświadczeniu, że to cała rzeczywistość, a cienie tej jaskini, to reprezentacja, która jest brana za realny byt. Charakterystyczne dla Społeczeństwa Spektaklu jest relatywizacja prawdy na wszelkich poziomach życia społecznego i jej permanentna wymienność z kłamstwem – a co się z tym wiąże, także zanik pamięci zbiorowej i jednostkowej związany z destrukcją historii. Pozostawienie człowieka w „wielkim dziś” bez odniesienia do tego, co minęło i tego, co minie prowadzi do jego odosobnienia, a w końcu do alienacji i totalnej bierności. W takim stanie rzeczy wszystko jest towarem czymś co służy napędzaniu „wielkiego dziś” dostarczaniu pociechy, podniety i zaspokojenia. Wszelka działalność ludzka i jej efekty to towary. W ten sposób życie realne zastępuje się pozorem życia w świecie obrazów co jest faktycznym morderstwem wspólnoty. Luminarze Spektaklu stają naprzeciw ludzkości i mówią: <em>jakże możecie kwestionować prawdziwość tego co jest – tego co się dzieje? Czy wasze pragnienia nie są realne? Czy nie żyjecie, nie doświadczacie, nie śmiejecie się i nie pragniecie? </em>Na takie <em>dictum </em>niewielu znajdzie odpowiedź, bowiem faktycznie biorąc udział w Spektaklu wciąż czuję, wciąż żyję, ale to tylko pozór.</p>
<p style="text-align: justify;">U Deborda, Spektakl jawi się jako „odwrócenie życia, autonomiczny ruch nieżycia”; to także „narzędzie zjednoczenia” odosobnionych przez ten Spektakl jednostek trwających w świecie nierzeczywistych obrazów. Ważne jest zrozumienie tego, że w ujęciu Deborda zanim Spektakl zacznie „jednoczyć”, musi dokonać alienacji jednostki. W ten sposób jest to idea, która jawi się jako siła władcza nad życiem i śmiercią. Jednakże co najistotniejsze spektakl przenika życie społeczne, jest przestrzenią i mechanizmem tworzenia iluzji, którymi karmią się miliardy – Spektakl usuwa wielkie narracje i mity; ten system eliminuje z życia ludzkiego bezpośrednie przeżywanie, na rzecz ciągłego przedstawienie i sprawia, że w miejsce doświadczania rzeczywistości pojawiają się jej fragmentaryczne iluzje-obrazy, przedstawiające jej wyreżyserowane fragmenty. Debord pisał, że „Spektakl jest nieprzerwanym dyskursem, który obecny system prowadzi na swój temat – jest jego samochwalczym monologiem”. W rezultacie zastąpienia realnego świata jego obrazami i Spektaklami, te drugie jawią się ludziom jako bardziej autentyczne, niż realność – w ten sposób urealnienie obrazów-iluzji Spektaklu odrealnienia rzeczywistość, bowiem dochodzi do jej stopniowej degradacji.</p>
<p style="text-align: justify;">Spektakl afirmuje życie społeczne jako formę pozoru – jako odgrywanie pewnych ról i oglądanie jak inni odgrywają swoje. Spektakl wartościuje rzeczywistość, przemieniając ją w obrazy. <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Guy_Debord" target="_blank" rel="noopener">Debord</a> pisał, że „Spektakl jawi się jako ogromna pozytywność nieosiągalna i niepodważalna. Mówi on jedynie, że to, co się pojawia, jest dobre, a co jest dobre, pojawia się. Można uznać, że <strong>Spektakl to stosunki społeczne oparte zapośredniczone w obrazach rzeczywistości</strong>. Spektakl dominuje nad ludźmi oraz pogłębia ich odosobnienie, bo jest w stanie dostarczyć pozornie znaczenie ciekawszą i nasyconą rzeczywistość pełną pozornych doświadczeń, które podtrzymują nasze wyobcowanie. Według Deborda Spektakl jest tak skuteczny, bo oprócz dostarczania nam więcej wrażeń, pochłania zasadniczą część czasu przeżywanego poza systemem nowoczesnej produkcji. W miejsce autentycznych przeżyć i poszukiwania prawdy proponuje się nam pseudorzeczywistoć prostszą w odbiorze, zasobniejszą i ciekawszą.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Spektakl w takim ujęciu jest źródłem zniewolenia jednostki i masy.</strong> Jak to zazwyczaj bywa fascynuje, a jednocześnie przeraża, bo z niezwykłą łatwością ogranicza wolność życia społecznego poprzez tworzenie iluzji. Jak pisał Debord, „Spektakl jest złym snem zniewolonego nowoczesnego społeczeństwa, wyrażającym jedynie jego pragnienie snu. Spektakl jest tego snu strażnikiem”.</p>
<h4 style="text-align: justify;">Filozof w świecie Spektaklu</h4>
<p style="text-align: justify;">Naprzeciwko mędrka, „nauczyciela mądrości” staje mędrzec. Filozof jest naturalnym wrogiem Spektaklu, dąży bowiem do prawdy i rzeczywistości w ich najczystszych formach. Postawa filozofa to odpowiedź na głęboką ludzką potrzebę prawdziwej autentyczności, poznania prawdy i zadziwienia się nad nią. Choć nie każdy przekuwa tę potrzebę w pełną świadomą postawę życiową, to w każdym ona drzemie. Uprawianie filozofii wymaga autentycznej wewnętrznej wolności, bez której cała ta aktywność jest nędzną paplaniną.</p>
<p style="text-align: justify;">Spektakl choćby chciał nie jest w stanie pozwolić się rozwinąć tej wewnętrznej potrzebie człowieka, ani nie jest w stanie dać filozofowi materiału niezbędnego do prowadzenia swojej aktywności stąd traktowany jest z podejrzliwością i wrogością. W warunkach nierzeczywistości Społeczeństwa Spektaklu system może wykreować jedynie mędrków, kołczy i mądrali – którzy są odpowiedzią na wykreowaną przez ten Spektakl potrzebę poczucia głębi i autentyczności połączonej z pragnieniem po posiadania – znów jedynie – poczucia zrozumienia świata i siebie. Jednak jest to tylko erzac prawdziwej mądrości i głębi, której poszukuje filozof. Spektakl ratuje się tym, że ludziom wystarcza często jedynie iluzja, bo jak pisałem wcześniej, nie każdy jest w stanie przełożyć pierwotną potrzebę na świadomą postawę życiową. Z tego względu w Społeczeństwie Spektaklu tj. społeczeństwie kreowanym przez media i twórców treści – powstała cała rzesza mędrków i mądral, którzy tę piękną potrzebę człowieka starają się obudować różnymi pozami i nadać im pozór wiedzy prawdziwej. W Internecie jest mnóstwo filmików pod tytułem: „Stoicyzm – idea w 2 minuty”, „Jak odnaleźć siebie”, „Kim jestem, dokąd zmierzam”, „10 wysokopłatnych umiejętności, które odmienią twoje życie”. Za tymi treściami stoją współcześni sofiści, którzy w ramach Spektaklu przekonują każdego, że posiedli wiedzę o świecie i są gotowi się nią podzielić – każdy może wybrać swoje zbawienie czy to przez ekonomię/inwestowanie, naukę o klimacie, psychologię, retorykę etc.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>W ostatecznym rozrachunku prawda mędrków, tych <em>public intellectuals </em>przysparza więcej cierpienia niż pożytku</strong>. Ich rady i pozy, których uczą postronnych, działają na krótką chwilę i nie są wstanie zwyciężyć z naturą człowieka i jej problemami. Gdy przyjdzie rozczarowanie konkretnym kołczem pojawia się pustka, która zostanie załatana innym mędrkiem i tak dalej, aż do momentu, kiedy już nic z tego szlachetnego pędu ku prawdzie nie zostanie. Tak dochodzimy do konstatacji, że Społeczeństwo Spektaklu karmiąc się pragnieniami, niszczy człowieka lub przynajmniej poważnie go zubaża. Filozof w stosunku do mędrka bardzo często skrywa swą prawdę, wewnętrzne sumienie – daimōn – ucisza i nierzadko zmusza do wyznania „nie wiem” – czym naraża się na wzgardę tłumu, tak jak to miało miejsce w przypadku Sokratesa. Ostatecznie w ramach Spektaklu filozof jest wyrzutkiem, którego chłoszcze się śmiechem i zimnym szyderstwem, ale może on żyć i zajmować się prawdą, bo ostatecznie nie jest on w stanie zakończyć Spektaklu. <strong>Prawda filozofa nie jest dla każdego</strong> – wypracowanie świadomej postawy życiowej filozofa jest bardzo żmudne i trudne, nawet przy pomocy dobrego nauczyciela. Z drugiej zaś strony przyjęcie postawy filozofa będzie wiązać się z zamknięciem sobie wielu dróg rozwoju i działania, co nie każdy jest w stanie przyjąć.</p>
<p style="text-align: justify;">Więcej artykułów Tomasza Orfina znajdziecie pod <a href="https://www.noweksztalty.pl/author/tomasz-orfin/">linkiem</a>.</p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/pozy-i-postawy-stosunek-filozofa-do-swiata-spektaklu-t-orfin/">Pozy i postawy – stosunek filozofa do świata spektaklu</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Hartując stal. O korzeniach, kapitalizmie i figurze mnicha</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/hartujac-stal-o-korzeniach-kapitalizmie-i-figurze-mnicha/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=hartujac-stal-o-korzeniach-kapitalizmie-i-figurze-mnicha</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Orfin]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 09 Mar 2024 15:33:42 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Cywilizacja]]></category>
		<category><![CDATA[Felietony]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=2580</guid>

					<description><![CDATA[<p>Artykuł jest polemiką z tekstem Jakuba Nawrota pt. Czy prawica powinna wskrzesić średniowiecznego mnicha? Człowiek pozbawiony praw politycznych a wolny gospodarczo jest metojkiem. Człowiek wolny politycznie a zniewolony ekonomicznie jest niczym więcej niż proletariuszem, zaś ten co nie ma żadnych praw i nie może posiadać majątku jest niewolnikiem. Żyjąc w świecie neoliberalnym zbyt często cieszymy [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/hartujac-stal-o-korzeniach-kapitalizmie-i-figurze-mnicha/">Hartując stal. O korzeniach, kapitalizmie i figurze mnicha</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;" align="JUSTIFY"><span style="color: #222222;"><span style="font-family: Aptos, serif;"><span style="font-size: medium;"><b>Artykuł jest polemiką z tekstem Jakuba Nawrota pt. <a href="https://www.noweksztalty.pl/czy-prawica-powinna-wskrzesic-sredniowiecznego-mnicha/">Czy prawica powinna wskrzesić średniowiecznego mnicha?</a><br />
</b></span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #222222;"><span style="font-family: Aptos, serif;"><span style="font-size: medium;"><b>Człowiek pozbawiony praw politycznych a wolny gospodarczo jest metojkiem. Człowiek wolny politycznie a zniewolony ekonomicznie jest niczym więcej niż proletariuszem, zaś ten co nie ma żadnych praw i nie może posiadać majątku jest niewolnikiem. Żyjąc w świecie neoliberalnym zbyt często cieszymy się coraz szybciej powiększającym się katalogiem praw, ale paradoksalnie pomimo wzrostu zamożności posiadamy coraz mniej. </b></span></span></span><span style="color: #222222;"><span style="font-family: Aptos, serif;"><span style="font-size: medium;">Prawdziwym celem prawicy winno być przede wszystkim wyzwolenie człowieka i zwrócenie go ku jego prawdziwemu powołaniu, które jak wierzymy zawarte niezatartych literach prawa naturalnego wyrytych w duszy, sercu i umyśle każdego z nas.</span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #222222;"><span style="font-family: Aptos, serif;"><span style="font-size: medium;">Gdy proletariat staje się główną grupą we wspólnocie tj. gdy istnieje tak duża liczba obywateli wyzutych z elementarnej ilości majątku gwarantujących wolność i godność, wtedy mamy do czynienia ze społeczeństwem kapitalistycznym. Oczywiście można dyskutować na ile takie ujęcie kapitalizmu jest sensowne, ale nie znajduję właściwszego słowa na ten stan rzeczy. Nie kwestionuję tego, że bez kapitału nie może być mowy o tworzeniu bogactwa wspólnoty; w tym sensie każde społeczeństwo, które wyewoluowało ponad poziom plemienny jest kapitalistyczne. Nie próbuję także twierdzić, że kapitalizm ma jasne konotacje ideowe, tak bowiem nie jest. Popierając tezę Fanfaniego należy zauważyć, że </span></span></span><span style="color: #222222;"><span style="font-family: Aptos, serif;"><span style="font-size: medium;">i</span></span></span><span style="color: #222222;"><span style="font-family: Aptos, serif;"><span style="font-size: medium;">stota kapitalizmu zależy od środowiska społecznego w której system ten wyrasta. Nie wolno nam też tracić z oczu, że kapitalizm jako system oparty o prywatną własność ruchomości i nieruchomości stanowi jedno z elementarnych praw ludzkich i pragnień jednostki. Clou dyskusji dotyczy tego kto powinien kontrolować kapitał, a nie czy kapitalizm powinien istnieć. </span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #222222;"><span style="font-family: Aptos, serif;"><span style="font-size: medium;">Tak więc określenie społeczeństwa kapitalistycznego czy kapitalizmu stanowi w tych rozważaniach jedynie skrót myślowy mający opisać stan społeczny, w którym mniejszość kontroluje środki produkcji, </span></span></span><span style="color: #222222;"><span style="font-family: Aptos, serif;"><span style="font-size: medium;">a lwia część &#8211;</span></span></span><span style="color: #222222;"><span style="font-family: Aptos, serif;"><span style="font-size: medium;"> czyli proletariat, żyje w zależności od łaski posiadających, samemu posiadając kapitał niepozwalający na zabezpieczenie swojej wolności. Być może to zbyt śmiała teza, ale uważam, że większa część zachodu (a Polska w szczególności) jest kapitalistyczna w tym właśnie </span></span></span><span style="color: #222222;"><span style="font-family: Aptos, serif;"><span style="font-size: medium;">negatywnym</span></span></span><span style="color: #222222;"><span style="font-family: Aptos, serif;"><span style="font-size: medium;"> sensie. Niemniej próba połączenia wolności politycznej z brakiem wolności gospodarczej nie jest możliwa i zawsze będzie prowadzić do buntu, bowiem w sytuacji, gdy teoretycznie wolni ludzie zmuszani są gwałtem, głodem lub podstępem do podporządkowania się woli innych równych sobie obywateli wprost lub ukrytych pod płaszczykiem państwa bądź kapitału – nie rodzi się wtedy między ludźmi żadna głębsza więź obowiązku, która pojawia się wraz ze statusem, nie ma zobowiązania do lojalności, ani żadnej wzajemności. Człowiek, który nie ma nic lub ma na tyle mało, że i tak jest zależny od innych zmuszony pracować dla człowieka, który posiada towary, a jako że obaj są całkowicie wolni, człowiek, który nie ma nic może zgodnie z prawem zostać w dowolnej chwili pozbawiony źródeł utrzymania, przez tego który kapitałem dysponuje. Przypadki materialnego zła, które towarzyszą temu złu etycznemu tj. poniżającemu podporządkowaniu, pozbawione są prawdziwej sankcji moralnej, które mogłaby je legitymizować i usprawiedliwiać; są jedynie dojmującą miarą ubóstwa znacznej części społeczeństwa. Jednocześnie ten stan rzeczy tworzy dziwny konflikt interesów między tymi obywatelami, którzy posiadając niewiele faktycznie tworzą bogactwo – dzięki któremu są wstanie utrzymać się na powierzchni, a tymi obywatelami, którzy kontrolują produkcję tego bogactwa a tym samym jego producentów.</span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #222222;"><span style="font-family: Aptos, serif;"><span style="font-size: medium;">Dopóki ten stan rzeczy ograniczony był do stosunkowo znikomej części wspólnoty, mógł funkcjonować, choć i tak trudno go było usprawiedliwić; gdy jednak to zjawisko przybrało na sile o ile zarobkujący pozostaną wolni politycznie, to w końcu się zbuntują. System liberalny wraz z zarysowanym ustrojem kilka akapitów wcześniej ustrojem kapitalistycznym wypracował szereg rozwiązań służących ochronie przed buntem i jego konsekwencjami. Za pomocą środków przekazu wytworzono w ludziach potrzeby posiadania przeróżnych rzeczy obiektywnie niezbyt potrzebnych lub zgoła wcale nieprzydatnych. Fakt posiadania takich wyznaczać ma status, styl czy “drogę życia” jednostki. W efekcie ludzie żyjąc w fałszywym przekonaniu, że mają wiele nie posiadają prawie nic, co mogłoby zagwarantować ich wolność. Z drugiej zaś strony w systemie demoliberalnym obrzydza i utrudnia się ludziom posiadanie tych dóbr, które faktycznie mogą wzmagać ich wolność tak potrzebną do realizacji jednostkowego dobra i </span></span></span><span style="color: #222222;"><span style="font-family: Aptos, serif;"><span style="font-size: medium;">entelechii. W niektórych krajach zachodu proces ten postępuje znacznie, kolejnym pokoleniom tłumaczy się, że posiadanie ziemi czy ogólnie majątku &#8211; wiąże się z wieloma trudnościami, a lepiej nie mieć nic i być szczęśliwym bez żadnych zobowiązań. Coraz częściej za tą miękką perswazją idą także środki znacznie bardziej radykalne, które prawnie ograniczają czy utrudniają dostęp do posiadania określonych kategorii dóbr. Posiadamy coraz więcej i żyje nam się coraz wygodniej, lecz nie oznacza to wzrostu naszej wolności.</span></span></span></p>
<p><iframe title="Żadnego końca kapitalizmu nie będzie - rozmowa z Rafałem Wosiem" width="640" height="360" src="https://www.youtube.com/embed/l-x3sP7-grg?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture; web-share" referrerpolicy="strict-origin-when-cross-origin" allowfullscreen></iframe></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #222222;"><span style="font-family: Aptos, serif;"><span style="font-size: medium;">Postawa mnicha choć szlachetna i zacna, ma coraz mniejsze szanse na realizację, a nawet może być szkodliwa. Z jednej strony jest obrazoburczo wulgaryzowana przez posiadaczy kapitału, którzy pod pozorem troski o środowisko i drugiego człowiek starają się narzucić <a href="https://mfiles.pl/pl/index.php/Proletariat">proletariackim masom</a> szereg wyrzeczeń. O ile mnich przyjmował postawę rezygnacji, wycofania się ze świata by oddać szczególny hołd Bogu i stać się jego bojownikiem, uciekającym od świata ku metafizycznej głębi i doświadczenia nieskończonej miłości wynikającej z bliskości Boga. O tyle współczesny aktywista oddaje się ascezie, by urzeczywistnić marksowe królestwo wolności, by immanentyzować eschaton czyli być duchem tego świata. Ta zamiana znaczeń całkowicie wypacza i odwraca sens mnisiej ascezy. Z drugiej zaś strony, człowiek współczesny en masse nie jest ani intelektualnie, ani emocjonalnie w stanie podjąć figury mnicha na serio jako autentycznego wyboru. Figura ta choć piękna, należy już do świata królestwa bez kresów, a nie do świata tu i teraz &#8211; dostępna jest ona nielicznym. Ludzkość tak mocno wyćwiczyła się w produkcji i gospodarowaniu, że nawet istota polityczności we współczesnych czasach nieodzownie związana jest z produkcją i dobrobytem materialnym rozumianym jako posiadanie więcej, niż to konieczne i ciągłe powiększanie bogactwa i dobrobytu materialnego opartego o dane statystyczne, ale i zamożność. A z drugiej strony jako cywilizacja odeszliśmy od powszechnej kontemplacji transcendencji i odarliśmy z niej świat tak mocno, że figura ta w odniesieniu do współczesnego człowieka staje się obca wręcz zgrzytliwa.</span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #222222;"><span style="font-family: Aptos, serif;"><span style="font-size: medium;">O ile prawdą jest, że odrzucenie konsumpcjonizmu stanowi pierwszy krok ku odejściu od dyktatu współczesnego świata, to jednak prawica musi wytworzyć nową figurę, nowy model funkcjonowania, który odpowie na wyzwania i problemy tego świata. Vita contemplativa, na którym zasadza się figura mnicha – jest niemożliwa do przyjęcia dla większości ludzi. Prawica powinna w oparciu i model życia czynnego tworzyć ludzi zdolnych do działania &#8211; z drugim człowiekiem. Działanie tak rozumiane stanowić powinno zbiór czynności mających charakter autoteliczny. W starożytnej Grecji było ono właściwe światu polityki. Działanie stanowi domenę wolności ludzkiej i w takim rozumieniu nakierowane jest na drugiego człowieka i wspólnotę, stanowiąc najwyższe dobro i najwyższą formę aktywności ludzkiej. Obecnie działanie i polityka &#8211; podporządkowane zostały pracy, wytwarzaniu i kapitałowi. Prawica tworząc nową figurę, która byłaby odniesieniem dla człowieka powinna walczyć o zmianę tego stanu rzeczy, o wychowanie pokolenia ludzi politycznych – w tym najczystszym klasycznym rozumieniu.</span></span></span></p>
<p align="JUSTIFY">
<p align="JUSTIFY"><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/hartujac-stal-o-korzeniach-kapitalizmie-i-figurze-mnicha/">Hartując stal. O korzeniach, kapitalizmie i figurze mnicha</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>W kręgu demoliberalnych mitów &#8211; T. Orfin</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/w-kregu-demoliberalnych-mitow-t-orfin/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=w-kregu-demoliberalnych-mitow-t-orfin</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Orfin]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 21 Dec 2023 09:27:47 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Felietony]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[TVP]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=2490</guid>

					<description><![CDATA[<p>Nie będę bronił TVP czasów Kurskiego i Matyszkowicza, ale nie będę cieszył się także z nowej demokratycznej TVP. W tej sprawie oburzające jest nie to, że Platforma pozwoliła sobie na ten zamach, ale że w ogóle PiS do takiego rozwoju wypadków dopuścił – pomimo 8 lat u władzy, nie było nikogo, kto mógłby przewidzieć taki [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/w-kregu-demoliberalnych-mitow-t-orfin/">W kręgu demoliberalnych mitów – T. Orfin</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Nie będę bronił TVP czasów Kurskiego i Matyszkowicza, ale nie będę cieszył się także z nowej demokratycznej TVP. W tej sprawie oburzające jest nie to, że Platforma pozwoliła sobie na ten zamach, ale że w ogóle PiS do takiego rozwoju wypadków dopuścił – pomimo 8 lat u władzy, nie było nikogo, kto mógłby przewidzieć taki rozwój wypadków. Pytanie jakie się powinno nasunąć każdemu obserwatorowi życia politycznego, brzmi tak: Dlaczego w ogóle do tego doszło i dlaczego w taki sposób?</p>
<p>Uczciwie przyznam, że nie spodziewałem się takiego obrotu wypadków, raczej sądziłem, że media publiczne pod zarządem prezesa Matyszkowicza będą dezawuowane, a pozostałe czynniki władzy będą aktywnie utrudniać im funkcjonowanie upokarzając je na każdym kroku. Okazało się jednak, że „wściekły” Donald Tusk zarządził marsz na instytucje, co dokonało się za sprawą pułkownika Bartłomieja Sienkiewicza. Na nic zdały się protesty posłów PiS i przyjazd na Woronicza Jarosława Kaczyńskiego, w asyście policji TVP została „odbita”, tylko właściwe czemu w taki sposób? Przyznam, że nie trafia do mnie narracja szeroko pojętej prawicy. Po pierwsze trudno mi uwierzyć, że przejęcie TVP miałoby być centrum kolejnej wrzutki. Chociaż na pewno uzgodnienia dotyczące paktu migracyjnego zostały przykryte, tak samo jak zostanie tym przykryte całe multum innych spraw – to jednak nie jest to clou. Nie trafia do mnie też wytłumaczenie, które w PiS wydaje się dosyć popularne – mianowicie, że Tusk i cała reszta jego kamratów, to źli ludzie. Gwoli uczciwości trzeba dodać, że PiS również stosował nieczyste chwyty, choć w porównaniu do „opozycji demokratycznej” nie złamał konstytucji i nie atakował tak brutalnie.</p>
<h3>W liberalnym imaginarium</h3>
<p>Żeby odpowiedzieć na pytanie, dlaczego, trzeba najpierw zrozumieć liberalne imaginarium, w którym funkcjonują politycy PO, Trzeciej Drogi ich poplecznicy oraz funkcjonariusze medialni, którzy im usługują. Rządy PiS wtłoczono w ramy populistycznych rewolucji, jakie miały miejsce na zachodzie od połowy zeszłej dekady. Oczywiście w bieżącej walce politycznej oraz masowej kulturze kwestię „populizmów” mocno rozdęto i liberałowie utożsamiali je głównie z siłami prawicowymi. Więc należy z dystansem podchodzić do szufladkowania Prawa i Sprawiedliwości jako partii populistycznej. Niemniej liberałowie na gruncie polskim mocno utożsamili PiS z populizmem. Dlaczego zatem populiści wygrali?</p>
<p>W optyce liberalnego establishmentu przyczyny są dwie: kłamstwo oraz wewnętrzne zło i prymitywizm wyborców. Bardzo silna była narracja o klęskach demokracji liberalnej spowodowanej rzekomym fałszowaniem rzeczywistości i działaniem graczy mających omamić ludzi, aby ci oddali swój głos na populistów. Tak w USA po wygranej Trumpa (i po jego przegranej w 2020 r.) – publicznie stawiano tezy, że zwycięstwo z 2016 związane było z pomocą Rosji tzw. słynne Russian Collusion. W UK z kolei lewica podtrzymywała, że Brexit doszedł do skutku nie w wyniku oddolnego buntu Brytyjczyków uważających, że UE zbyt mocno ingeruje w ich odrębność kulturową i prawną, a dlatego że strona „leave” manipulowała wyborcami dzięki Cambridge Analytica. We Francji i w Niemczech Zjednoczenie Narodowe czy Alternatywa dla Niemiec też miały uzyskiwać tak dobre wyniki tylko poprzez wsparcie z Rosji. W Polsce z kolei zwycięstwo PiS przegrany obóz liberalno-lewicowy tłumaczył sobie nielegalnymi podsłuchami, które przedstawiono tak, aby przedstawić skrajnie niekorzystny i fałszywy obraz ówczesnej władzy i jej środowiska.</p>
<p>Jak wspomniałem, drugą kategorią, którą tłumaczono sobie zwycięstwa populistów było odwołanie się do rzekomego wewnętrznego zła, które kryło się w sercach i umysłach wyborców partii populistycznych. W Polsce oczywiście dominowała opozycyjna narracja o „hołocie przekupionej za 500 plus” o gówniarzach, którzy przejęli Polskę, o starych, gorzej wykształconych z małych miejscowości czy o tych co nie poradzili sobie w transformacji. W USA na Trumpa głosowali głównie przedstawiciele spauperyzowanej dawnej białej klasy średniej i robotniczej mieszkającej głównie na prowincji tj. redneki tzw. white trash. W Wielkiej Brytanii za Brexitem mieli opowiadać się przede wszystkim ci najgorzej wykształceni Brytyjczycy o poglądach ksenofobicznych i rasistowskich. AfD z kolei ma napędzać rzesza Niemców pochodzących z dawnego NRD i ci Niemcy z zachodu, którzy na skutek przemian gospodarczych stracili grunt pod nogami i o swoje niepowodzenia obwiniają imigrantów i dominujące siły polityczne w Bundestagu.</p>
<p>Zasadniczo w narracji demoliberalnej spora część ludzi ulega złu, nie potrafi bądź nie chce się dostosować do świata w jakim przyszło im żyć a swoje kompleksy życiowe frustracje i niepowodzenia leczy poprzez kontestowanie demokracji liberalnej – ulegając tym samym najmroczniejszym zakamarkom własnych serc i umysłów. Theodor Adorno tłumacząc fenomen nazizmu ukuł pojęcie osobowości autorytarnej, które choć w dyskursie naukowym zostało wiele razy podważone, to w pop psychologii liberalnej ma się bardzo dobrze, bo jest stosowana do opisu zwolenników populizmów. W największym skrócie, osobowość autorytarna to zespół cech u człowieka, które skłaniają jednostkę do odrzucenia założeń demokracji na rzecz autorytaryzmu i totalitaryzmu, rezygnacji z własnej oceny zjawisk społecznych i politycznych na rzecz przyjęcia stanowisk zewnętrznych autorytetów. Osobowość autorytarna miała kształtować się poprzez silne uzależnienie dziecka od władzy ojcowskiej, mocne przywiązanie do tradycji, przesądność i religijność, wychowanie do agresji czy wychowanie do zadaniowego postrzegania swojego istnienia bez pobudzania potrzeby do prowadzenia pogłębionej refleksji wewnętrznej. W ten sposób liberałowie patrzyli na wyborców Trumpa, zwolenników Brexitu czy w końcu wyborców AfD, RN i PiS w Polsce. <strong>Innymi słowy wyborca mający inne zdanie od establishmentu liberalnej demokracji może być albo głupi, albo zły. </strong></p>
<p>W przypadku dezinformacji i kłamstw demoliberalizm chce odpowiadać poprzez wzmocnioną walkę z fake newsami oraz forsowaniem agresywnej wersji poprawności politycznej (w tym także terroryzowanie oponentów pozwami i innymi sankcjami). Z kolei w kwestii walki z „zepsutą naturą ludzką” sprawa jest znacznie bardziej złożona. Najoczywistszym pomysłem jest możliwość dania awansu społecznego. Jednakże w sytuacji, w którym wszyscy byliby elitą nikt by nią nie był – zawsze ktoś musi być na niższym stopniu hierarchii społecznej (co jest szczególnie widoczne w Polsce). Rękami i nogami obóz demoliberalny będzie bronić swojej pozycji. Innym z rozwiązań – tych groteskowych – jest reedukacja nieprawomyślnych współobywateli. Z Ameryki na nasz rodzimy grunt tę ideę niedawno przeszczepiła Eliza Michalik, która w filmiku dotyczącym Grzegorza Brauna i incydentu z gaśnicą, wskazała, że prawdziwym problemem są ludzie, którzy Brauna i prawicę popierają i to ich należy za państwowe pieniądze reedukować. Jeszcze innym – najbardziej szkodliwym pomysłem jest dezintegracja tej części społeczeństwa, która nie chce się wpisać (bądź której wpisać nie można) w narrację demoliberalną. Dezintegracja jest tu najbardziej brutalnym rozwiązaniem polega ona pauperyzacji poszczególnych grup społecznych. W Polsce do tej pory działo się to za pomocną metod gospodarczych i technicznych, a na za chodzie częściej odwoływano się do środków miękkich tj. kultury – w tym także poprzez wykorzystywanie migracji. W każdym razie stronnictwo demoliberalne, które obecnie w Polsce reprezentuje „opozycja demokratyczna” nie ma realnej recepty na stworzenie realnego ładu społecznego. Nie ma znaczenia jak dużo o tolerancji i łączeniu będzie mówił Donald Tusk czy Szymon Hołownia. Konflikt będzie musiał trwać.</p>
<p><strong>Liberałowie żyli w przekonaniu, że globalizacja, rozwój naukowo-techniczny będzie wspierał na zachodzie merytokrację, w której tylko ci najlepiej przygotowani i wykształceni będą rządzić i organizować życie społeczne ogółu.</strong> Michael Sandel trafnie opisał jak uprzywilejowani, posuwali się do absurdu, aby zapewnić swoim dzieciom wykształcenie na uniwersytetach z Ivy League, aby mogły dołączyć do bramińskiej kasty merytokratów. W Polsce szczególnie dobrze widać jak od 1989 r. akceptacją cieszyli się ci, którzy „coś osiągnęli”. To „coś” mogło mieć różne wymiary przede wszystko fetyszyzowano ukończenie studiów oraz prowadzenie własnego biznesu. Jednak przede wszystkim koniecznym było zaakceptowanie konieczności dziejowej zrealizowania w Polsce idei demokracji liberalnej i „doszlusowania” do państw zachodu nawet nie tylko pod względem bogactwa, ale przede wszystkim pod względem mentalności i zachowania. W tym swoistym credo zawierały się także odpowiednie przekonania co do poszczególnych sił politycznych, środowisk towarzyskich i stylu życia. Tak więc od 1989 wielu grupom społecznym wtłaczano, że są elitą – pomimo braku jakichkolwiek podstaw materialnych jak i intelektualnych. Z drugiej strony nieustannie wtłaczano Polakom przekonanie o rzekomej pośledniości prowincji, braku wyższego wykształcenia, głosowaniu na nieodpowiednich polityków i głoszenia niewłaściwych poglądów – to zjawisko bodajże Bronisław Wildstein zgrabnie określił mianem pedagogiki wstydu.</p>
<h3>TVP jako raj utracony</h3>
<p>Dominującą rolę w tej tresurze odgrywali dziennikarze i generalnie pracownicy mediów oraz szeroko rozumianej kultury. Co istotne cała ta grupa społeczna ze względu na genezę tego środowiska i jego specyficzne cechy osobowościowe – generalnie śpiewała jednym głosem. Marginalizując dziennikarzy prawicowych i konserwatywnych doprowadzono do przejęcia mediów przez środowiska o podobnym światopoglądzie. Stąd też w III RP nie powstał zcentralizowany system medialny, po prostu nie było takiej konieczności. W 2015, gdy obóz prawicowy przejął władzę i przystąpił do zabezpieczania narracji tj. do przejęcia mediów publicznych, pojawił się duży zgrzyt w rzeczywistości demoliberałów. Okazało się bowiem, że z tego systemu medialnego zaczął się wyłamywać publiczny nadawca. Wtedy rozpętało się piekło, bo przez 8 lat rządów PiS TVP była tą instytucją, którą zalała największa fala nienawiści – a media publiczne wciąż podsycały agresję zwolenników opozycji. Z przyzwoitości pominę epitety jakimi raczono nazywać telewizję publiczną, pominę także to jak zachowywano się wobec pracowników TVP. Niemniej uczciwie trzeba powiedzieć, że i 8 lat temu jak i dzisiaj media tradycyjne nie są już tak potężne jak jeszcze w latach 90, to wciąż stanowią ważny symbol. <strong>Telewizja czy radio nie mają mocy, aby zmienić i zakrzywić rzeczywistość na dłużej, mogą jedynie mobilizować poszczególne elektoraty, lecz i to nie zawsze</strong>.</p>
<p>Pomimo tego w głowach decydentów poszczególnych stronnictw politycznych media tradycyjne wprowadzają bezpieczną przestrzeń narracyjną, umożliwiającą spokojne funkcjonowanie władzy i prowadzenie polityki partyjnej. Stąd też w optyce polityków przejęcie mediów publicznych będzie kluczowe do przejęcia rządu dusz nad Polakami. Podobną narrację powtarzają prawicowi publicyści mówiąc o domykaniu systemu medialnego w Polsce i likwidowaniu wolności słowa. Z punktu widzenia interesu szeroko pojętej prawicy takie postawienie sprawy jest bardzo szkodliwe. Zamiast zająć się tworzeniem narracji i wykorzystywaniem dostępnych kanałów do jej dystrybucji – polska prawica uwięziona w beznadziejnej walce o „niedomknięcie systemu skaże sama siebie na porażkę – nie sposób będzie wygrać z pałkami policji i wyrokami sądów. Aby pokazać, że absurdem jest wdawanie się w walkę o wolne TVP i uczynienie z tego oś sporu politycznego – w sytuacji, gdy faktycznie media te zostały przejęte bezprawnie przez nową władzę – chcę zauważyć jedną rzecz. W 2015 prawica wygrała nie z pomocą TVP i TVN a wbrew nim, a według badań m.in. IBRISu wyborcy prawicy mają tendencje do oglądania różnych mediów, także tych spoza prawicowej bańki medialnej.</p>
<p>Jak wspomniałem wyżej, w imaginarium demoliberałów osoba głosująca na populistów, jest albo oszukana, albo zła z natury. Dla środowiska przegranego po 2015, to właśnie TVP stała się symbolem ogłupiania Polaków, stała się swojego rodzaju jądrem ciemności, które miało zaćmić umysły ludzi na kolejne 8 lat. Odbicie mediów publicznych ma na celu ochronić tożsamość środowiska demoliberalnego i zdeklasowanych pseudoelit III RP, którym wmówiono, że są elitami. Przejęcie mediów publicznych przez PO i jej sojuszników ma na nowo naprawić pęknięty w 2015 demoliberalny świat, w którym na populistów można głosować tylko jeśli jest się oszukanym. Głupotą ze strony zwolenników „opozycji demokratycznej” będzie wiara, że świat, którego nigdy nie było – może wrócić, bo przejęte zostały media publiczne, ale słuchając jej przedstawicieli widać, że bardzo mocno w to wierzą. W Polsce istnieli i istnieją ludzie, którzy byli odbiorcami przekazu mediów publicznych z czasów PiS, nie tylko tego propagandowego, ale także kulturowego. Przy całej pozorności siły i potęgi mediów tradycyjnych po 2015 dokonała się drobna korekta świata mediów. Czy dokonała się w sposób właściwy, to inne pytanie. Niemniej obecnie usunięcie dotychczasowego przekazu nie spowoduje, że znikną ludzie, którzy tej narracji potrzebowali – czego chyba nie rozumie znakomita większość opozycji.</p>
<p>Nie winię przez to większości sejmowej za uchwałę o „restytucji” ładu medialnego w Polsce ani Donalda Tuska i Bartłomieja Sienkiewicza, za wdrożenie w życie tej uchwały. <strong>W istocie przejęcie TVP to z jednej strony kwestia tożsamościowa dla środowisk liberalnych, a z drugiej strony zapewnienie sobie bezpieczeństwa narracyjnego przez nową władzę – nawet tylko pozornego.</strong> Natomiast powtórzę, że błędem prawicy będzie wdawanie się w taką wojnę, bo na dłuższą metę jest niemożliwa do wygrania, oprócz przewagi instytucjonalnej państwa polskiego, które posiadają demoliberałowie pojawia się innym problem. Nie można zwyciężyć z przeciwnikiem walcząc na jego zasadach i na jego narracji. Mam wrażenie, że prawica o tym zapomina.</p>
<p>Przede wszystkim TVP to bolesna lekcja dla PiS i szerzej obozu prawicowego, trzeba się szykować na chude lata – czego jak się zdaje Prawo i Sprawiedliwość nie przewidziało. Po drugie, przede wszystkim prawica musi wypracować nową narrację, która ponownie przekona nowych wyborców i umocni obecnych. Oczywiście walka o poszczególne instytucje będzie trwać, ale nie można ona zastąpić tworzenia nowej narracji na prawicy. Po zapowiedziach nowej władzy oraz ich pierwszych działaniach widać, że przez te 8 lat ich świat tak mocno pękł, że odwet i próby jego poskładania będą realizowane naprawdę bardzo brutalnie i agresywnie. Niewątpliwie wielu porządnych ludzi po jednej jak i drugiej stronie padnie ofiarą tego procesu, ale to też nadzieja na nowy początek i oczyszczenie się szeregów obozu konserwatywnego z karierowiczów i fałszywych przyjaciół.</p>
<p>&nbsp;</p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/w-kregu-demoliberalnych-mitow-t-orfin/">W kręgu demoliberalnych mitów – T. Orfin</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Bezdroża idei postępu, a pyszałkowatość ulicznych handlarzy strachem &#8211; T. Orfin</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/bezdroza-idei-postepu-a-pyszalkowatosc-ulicznych-handlarzy-strachem-t-orfin/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=bezdroza-idei-postepu-a-pyszalkowatosc-ulicznych-handlarzy-strachem-t-orfin</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Orfin]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 24 Jul 2023 20:35:59 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Cywilizacja]]></category>
		<category><![CDATA[Felietony]]></category>
		<category><![CDATA[filozofia]]></category>
		<category><![CDATA[idea]]></category>
		<category><![CDATA[rozum]]></category>
		<category><![CDATA[Sokrates]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=2279</guid>

					<description><![CDATA[<p>Od czasów oświecenia, ludzie zachodu nabyli masowej – dosyć osobliwej – skłonności do zestawiania tego co przeszłe z tym co obecne i tym co ma nastąpić. Co w tym niezwykłego? Okazało się, że dla człowieka nowożytnego przeważnie czasy minione są gorsze, aniżeli teraźniejszość, a w każdym wypadku gorsze aniżeli przyszłość. Nie mogę zaprzeczyć, że pewnego [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/bezdroza-idei-postepu-a-pyszalkowatosc-ulicznych-handlarzy-strachem-t-orfin/">Bezdroża idei postępu, a pyszałkowatość ulicznych handlarzy strachem – T. Orfin</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Od czasów oświecenia, ludzie zachodu nabyli masowej – dosyć osobliwej – skłonności do zestawiania tego co przeszłe z tym co obecne i tym co ma nastąpić. Co w tym niezwykłego? Okazało się, że dla człowieka nowożytnego przeważnie czasy minione są gorsze, aniżeli teraźniejszość, a w każdym wypadku gorsze aniżeli przyszłość. Nie mogę zaprzeczyć, że pewnego rodzaju pozytywne myślenie o przyszłości, nadzieja o lepszym jutrze jest inspiracją dla milionów, o ile czymś innym jest naturalna skłonność ludzi do poprawiania swojego stanu, o tyle schematy myślenia ludzi nowożytnych wykraczają dalece poza ten naturalny proces i przenoszą go na grunt świadomości zbiorowej, gdzie teraźniejszość musi zostać zanegowana i przezwyciężona, aby mogło nastąpić zbawienie społeczeństwa. Ten rewolucyjny sposób myślenia o rzeczywistości, społeczeństwie, prawie czy moralności zdominował nasze postrzeganie świata i choć XX wiek doprowadził do licznych pęknięć w takim oglądzie rzeczywistości, to wciąż  taka perspektywa wiedzie prym w umyśle człowieka zachodu.</p>
<p style="text-align: justify;">Ostatnio zrządzeniem algorytmów mediów społecznościowych przeczytałem kilka artykułów o tym jak to wielkie filmy oraz popularne powieści lat 90 i początku XXI wieku źle się zestarzały. Standardowo w takich tekstach dominowały oskarżenia o mizoginię, bodyshaming, homofobię czy  transfobię. W jednych tekstach ta krytyka była ostrzejsza w innych wykazywano więcej pobłażliwości dla błędów i wypaczeń minionych dekad, ale zasadniczo wszystkie zarzuty oparte były na dosyć prostym schemacie, który przedstawia się tak: kiedyś ludzie nie byli świadomi pewnych rzeczy, nie wiedzieli tyle ile my wiemy dziś i zachowywali się w sposób niewłaściwy. Co znamienne autorzy tych tekstów nie dodawali, że przeszłe pokolenia zachowywały się niewłaściwe z naszego punku widzenia, nie oni zachowywali się niewłaściwie w sensie ogólnym, w sensie absolutnym, bowiem to współczesność miałaby być miarą wszechrzeczy. To swoiste Wielkie Unieważnienie przeszłości, to tylko jeden ze sposobów współczesnej awangardy zmian, na wcielanie swoich pomysłów w ducha wspólnoty. Fundamentem Wielkiego Unieważnienia jest wiara w oświeceniową <a href="https://www.noweksztalty.pl/pawel-leszczak-luddyzm-wczoraj-i-dzis/">ideę postępu</a>, który dokonywać będzie się w sposób ciągły i za każdym razem będzie wznosił ludzkość coraz wyżej.   Pomimo, że idea postępu została podważona i zanegowana pod Sommą i Verdun z jednej strony oraz na norymberskich partaitagach i komorach gazowych obozów koncentracyjnych z drugiej, to jednak wciąż jest obecna. Paradoksalnym jest jawne désintéressement otwartym uprawianiem filozofii dziejów w sposób oświeceniowy oraz zbywanie naiwnego dziewiętnastowiecznego scjentyzmu jako pociesznej idei przeszłości – przy nawet niezbyt uświadomionym posługiwaniem się w naszej codzienności ideą postępu w sposób najzupełniej swobodny. Dla jasności chciałbym zaznaczyć, że nie mam na myśli młodzieńczego besserwisserstwa połączonego z ignorancją i elementarnym brakiem wyobraźni, bo to tylko choroba wieku, która musi przeminąć. Mowa o czymś dalece bardziej niebezpiecznym, a na co chciałbym wskazać w tym tekście.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Korzenie</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Na początku wspomniałem, że idea postępu swoimi korzeniami sięga oświecenia. Oczywiście to pewne nadużycie, ale po kolei. Postęp zawsze odnosi się do historii, ale w jej bardzo specyficznej odmianie, mianowicie przedstawiającej dzieje jako jedność, jako pewną zamkniętą całość. W tradycji zachodniej panuje rozgardiasz w kwestii podzielenia historii na pomniejsze epoki. Na potrzeby tego tekstu wyodrębnijmy trzy wielkie okresy: starożytność, średniowiecze i nowożytność<u>.</u> Pierwszy z nich cechował się dominacją myśli greckiej i rzymskiej, drugi to spojrzenie chrześcijańskie, zaś trzeci okres to wszystko to, co nastąpiło po średniowieczu – co rozwinę nieco później.</p>
<p style="text-align: justify;" data-wp-editing="1"><img fetchpriority="high" decoding="async" class="alignleft wp-image-2284" src="https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2023/07/karl-lowith-225x300.webp" alt="" width="240" height="319" srcset="https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2023/07/karl-lowith-225x300.webp 225w, https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2023/07/karl-lowith.webp 239w" sizes="(max-width: 240px) 100vw, 240px" />Grecy i Rzymianie nie znali i nie uprawiali historii w taki sposób jak człowiek współczesny. Co więcej, <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Karl_L%C3%B6with">Karl Löwith</a> słusznie wskazywał, że Grecy nie rozumowali w kategoriach współczesnych nauk przyrodniczych ujętych w język matematyczno-fizycznych ciągów przyczyn i skutków, co nie oznacza, że kwestionowali przyczynowość. Grecy także, nie myśleli o świecie w kategoriach pewnego procesu dziejów – mającego zaprowadzić ludzkość (tego pojęcia też nie znano) w jakieś określone miejsce. Świat helleński historię pojmował jako zbiór opowieści, które koncentrowały się na jakimś wydarzeniu politycznym uosabianym we wspólnocie polis czy czynach wielkich ludzi czy to w formie cykli czy tylko rozbłysków różnych historii. Oczywiście nie próbuję dowodzić, że Grecy nie znali zjawiska postępu rozumianego jako powolnej, stopniowej i kumulatywnej zmiany w czasie, ale o tym później. Z kolei chrześcijaństwo wyszło daleko poza horyzont Greków i Rzymian, <u>ojcowie i doktorzy kościoła jako pierwsi napisali</u> ponadhistoryczną uniwersalną narrację opartą o stworzenie, wcielenie, śmierć na krzyżu, sąd ostateczny i ostateczne zbawienie jako końcu, a wszystko to miało być przepasane wolą i opatrznością bożą. Dodatkowo chrześcijaństwo niejako nadało czasowi wymiar etyczny. Studiowanie objawienia bożego w świecie, w czynach świętych, życiu Chrystusa i żywotach apostołów miało pomóc człowiekowi osiągnąć zbawienie, a dopiero pod koniec czasu w formie sądu ostatecznego miała się ujawnić prawdziwa wartość etyczna działań ludzkich. W ten sposób istotność historii jako rezerwuar obecności Boga w świecie uległa wydatnemu wzmocnieniu.</p>
<p style="text-align: justify;">Jednakże to właśnie nieoczywista synteza postawy antycznej i chrześcijańskiej stworzyła historię – a właściwie coś co można nazwać filozofią dziejów, jaką znamy dziś. Od Greków i Rzymian przejęta została koncepcja rozumu – co prawda w mocno zmienionej formie, ale zagadnienie rozumu w antyku i nowożytności dla jasności tego wywodu nie będę teraz rozważał. Nous ze swoim teoretycznym nastawieniem do rzeczywistości dał podwaliny pod nowożytny rozwój nauki i techniki oraz wyobrażenie o postępie jako takim. Z kolei chrześcijaństwo z liniową koncepcją czasu i ponadhistoryczną opowieścią, która ma jeden początek i jeden koniec, dało człowiekowi koncepcję kroczenia przez dzieje oraz pewnej jedności ludzkiej historii. O ile w opowieści chrześcijańskiej czas jest czymś co trzeba przekroczyć, aby można było dotrzeć do Boga, o tyle w opowieści człowieka czas jest wszystkim, bo tylko w nim wybrzmiewa ludzka świadomość i poznanie. Tak więc chrześcijaństwo dało nowożytnej historii i idei postępu koncepcje zmierzania ku pewnemu celowi, uniwersalną jedność oraz nadało dziejom głęboki sens etyczny. Jednakże trudno mi zaakceptować stanowisko niektórych, widzących w nowożytnej filozofii dziejów syntezę antyku i średniowiecza. Choć nowożytność w tej materii czerpie z poprzednich okresów naszej cywilizacji, to jednak w tym całym nowożytnym zeitgeiście jest coś radykalnie sprzecznego z chrześcijańską i antyczną wizją historii.</p>
<p style="text-align: justify;">Człowiek doby nowożytności dokonał dwóch doniosłych zmian w świecie. Po pierwsze, zsekularyzował rzeczywistości usuwając bożą opatrzność i wolę jako główną siłę spajającą rzeczywistość historyczną i nadającą sens dziejom. Po drugie, człowiek wyrwał się z antycznego przekonania o swoistej obcości i wieczności świata jako czegoś nie w pełni dostępnego jednostce. W konsekwencji ponadhistoryczny sens dziejów został wtłoczony w trzewia samej historii, a świat stał się dla umysłu tym czym jest plastelina dla dziecka. Innym doniosłym skutkiem takiego przewrotu stało się niejako usunięcie grzechu pierworodnego z horyzontu ludzkiej świadomości jak wskazywał John Bury z punktu widzenia nowożytności doktryna grzechu pierworodnego była barierą dla moralnego rozwoju ludzkości. Jeśli bowiem człowiek rodzi się zły – skażony przez coś z czym nie jest sam sobie wstanie poradzić wciąż będzie nikim. W nowych czasach zło drzemiące w człowieku – jeśli w ogóle istnieje – wiązać się ma z nieprzyjazną nam naturą, kulturą, błędną akumulacją kapitału, przygodnymi okolicznościami etc. to jest tym wszystkim tym co drzemie w historii i z czym człowiek w teorii może sobie poradzić. W pewnym uproszczeniu można zauważyć, że człowiek jako źródło zła zniknął z widnokręgu historii, zamiast niego głównymi oskarżonymi są albo podmioty zbiorowe albo podmioty tak nieokreślone i nieostre, że aż abstrakcyjne. Jeden z moich przyjaciół celnie zauważył, że dziś mamy nadreprezentację grzechów społecznych, a o osobistych już się nie mówi. Osobiste mogą być tylko traumy, zranienia i kompleksy.</p>
<p style="text-align: justify;">Pierwotnie postęp najłatwiej było zauważyć na polu nauki i techniki. W XVIII wieku wysyp nowych teorii, wynalazków i odkryć był oczywisty, tylko głupcy mogliby zakwestionować ideę postępu technicznego. Ówcześni filozofowie zachłyśnięci możliwościami ludzkiego umysłu bardzo łatwo uznali, że za postępem nauki/poznania musi iść postęp moralny. W sytuacji gdy problem zła został ulokowany w rzeczywistości historycznej nauka mogłaby sobie z nim poradzić bez większego trudu. Poprawa warunków życia, zwiększanie dobrobytu materialnego, pogłębianie wiedzy o świecie, lepsze rozumienie rzeczywistości  &#8211; miało pomóc wyzwolić człowieka ze zła. <em>Notabene </em>te oświeceniowe koncepcje nie są czymś nowym – a stanowią trawestację idei minionych czasów. W konsekwencji jednak człowiek zaczął etykę i moralność opierać o jakąś formę rozumu, a złem stało się to co rozumowi się wymykało – tak więc obyczaje, tradycje, religie, przesądy, namiętności o ile nie przeszły surowego testu rozumu i nie uzyskały swoistego <em>nihl obstatu</em>, to  były jednoznacznie złe. Tym bardziej, że nie da się ich kontrolować.</p>
<p style="text-align: justify;">Wspomniałem wcześniej, że w porównaniu do antyku człowiek nowożytny „wyrwał” się ze świata jako miejsca, które tylko w minimalnym stopniu jest jego udziałem. Umysł miał zacząć świat przetwarzać, a co za tym idzie człowieka również. Z jednej strony zaczęliśmy osuszać bagna, zmieniać biegi rzek, zwalczać choroby, które dziesiątkowały tysiące ludzi każdego roku i wciąż poprawiać nasz dobrobyt. Z drugiej strony przekonanie, że tak jak zmienia się rzeczywistość fizyczną można zmienić rzeczywistość społeczną według prawideł rozumu,  konsensusu ekspertów czy paradygmatu, wydawało się prawdziwe jak nigdy dotąd. To właśnie poprzez walkę z wrogą nam naturą i walkę z nieujętą w karby rozumu rzeczywistość ducha mieliśmy się wyzwolić od zła. O ile w pierwszym przypadku do pewnego stopnia faktycznie się to udało, o tyle w przypadku inżynierii społecznej sukces jest raczej wątpliwy. Chociaż jak powszechnie sądzono, że rozwój nauki będzie napędzał rozwój ducha. Dopiero wielka wojna na szerszą skalę pokazała jak naiwne było wyobrażenie człowieka o prostej zależności postępu społecznego od postępu technicznego. Takie ujęcie problemu zła i cierpienia jest też unikalne dla nowożytności, bowiem nigdy dotąd nie uważano, że można skutecznie usunąć zło ze świata. W tym kontekście chciałbym poczynić jeszcze jedno spostrzeżenie. Kilka lat temu podczas barowej rozmowy toczonej z pewnym profesorem zasłyszałem cytat, który na tyle poraził mnie swoją trafnością, że pamiętam go do dziś. Autorem ma być wspomniany wcześniej Karl Löwith, mianowicie: „<em>Nowożytny człowiek w coraz mniejszym stopniu egzystuje w obrębie natury, a coraz mocniej zagnieżdża się w horyzoncie historii”. </em>Antyczne wyobraźnie o świecie jako o czymś zewnętrznym wobec człowieka cechującym się swoistą wiecznością, w zmodyfikowanej formie pogląd ten przeniknął do chrześcijaństwa, ale to dopiero Kartezjusz jako pierwszy tak kategorycznie oddzielił człowieka od przyrody, po nim kolejni dokonywali tego samego podziału coraz skutecznie deprecjonując naturę na jej miejsce podstawiając historię jako horyzont w którym rozgrywa się życie człowieka. To kolejne nowożytne wzmocnienie historii przydało człowiekowi i jego dziejom jeszcze więcej znaczenia i pozwoliło na jeszcze skuteczniejsze wybicie się człowieka od tego co go otacza do tego co w nim jest.</p>
<figure id="attachment_2296" aria-describedby="caption-attachment-2296" style="width: 640px" class="wp-caption alignleft"><img loading="lazy" decoding="async" class="wp-image-2296 size-large" src="https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2023/07/socrates-7738773-1024x683.jpg" alt="" width="640" height="427" srcset="https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2023/07/socrates-7738773-1024x683.jpg 1024w, https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2023/07/socrates-7738773-300x200.jpg 300w, https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2023/07/socrates-7738773-768x512.jpg 768w, https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2023/07/socrates-7738773-1536x1024.jpg 1536w, https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2023/07/socrates-7738773-2048x1365.jpg 2048w" sizes="auto, (max-width: 640px) 100vw, 640px" /><figcaption id="caption-attachment-2296" class="wp-caption-text">Rzeźba Sokratesa | źródło: pixabay.com</figcaption></figure>
<p style="text-align: justify;"><strong>Dwie figury</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Jedną z konsekwencji tych procesów nowożytności jest mocne zarysowanie się dwóch przeciwstawnych sobie typów ludzkich. Pierwszy będzie mocno przesiąknięty duchem antycznym i średniowiecznego chrześcijaństwa – dla prostoty wywodu pozwolę go sobie nazwać postawą sokratejską. Jest to typ filozofa i poszukiwacza, ale także człowieka dokonującego afirmacji świata takiego jakim jest. Drugi typ ludzki, będzie naznaczony wielką nowożytną historiozofią i systemami odziedziczonymi po de Condorcecie, Heglu, Marksie, Chamberlainie, Teilhardzie de Chardin, Næssie czy Schwabie. Postawę taką z braku lepszego określenia nazwę <u>immanentarystyczną</u>, ale najlepiej scharakteryzuje ją figura działacz i krzyżowiec. Typ sokratejski zdaje sobie sprawę z faktu, że nie każdy kto posiada wiedzę, bądź obdarzony został łaską wiary – będzie dążył do szczęścia i będzie szczęśliwy. Filozof zdaje sobie sprawę, że spora część ludzi, uzna za radość i szczęście najwyższe, to co jest ich największym przekleństwem – ignorancję, zniewolenie, dominację czy tyranię. To wywołuje zdziwienie prowadzące filozofa do poczucia dystansu i ironii. Filozof będzie dążył do poznania siebie oraz zewnętrznej wobec niego rzeczywistości, której on jest tylko drobnym elementem.</p>
<p style="text-align: justify;">Z tym, że dystans i ironia o której tu mowa nie ma nic wspólnego z potocznym rozumieniem tych terminów. Bynajmniej filozof nie ucieka od świata, nie poddaje się nie zbywa chłodną ironią cierpienia czy zła. Człowiek &#8211; naznaczony jest rozdarciem między ideałem moralnym czy może tylko jakąś doskonałością a grzechem i własną ułomnością. Tu postać Sokratesa pasuje idealnie –  wiedział, że ideał mądrości, którego poszukuje jest niedościgły, grał mędrca – ironicznie zachowując dystans względem swojego własnego ideału. U świadomych tego przykrego położenia jedynie ironia jest w stanie  utrzymać to rozdarcie we względnej równowadze, dzięki której nasz sokratejski filozof zachowuje dystans zarówno względem ideału, jak i własnej niedoskonałości (grzeszności). To właśnie dzięki ironii i dystansowi filozof nie załamuje się pod ciężarem własnej ułomności oraz nie popada w idolatrię. Postawa ta jest pełna miłości, zrozumienia i pogody ducha – choć często pod marsową miną.</p>
<figure id="attachment_2303" aria-describedby="caption-attachment-2303" style="width: 739px" class="wp-caption alignright"><img loading="lazy" decoding="async" class="wp-image-2303 " src="https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2023/07/lenin.jpg" alt="" width="739" height="420" srcset="https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2023/07/lenin.jpg 887w, https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2023/07/lenin-300x170.jpg 300w, https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2023/07/lenin-768x436.jpg 768w" sizes="auto, (max-width: 739px) 100vw, 739px" /><figcaption id="caption-attachment-2303" class="wp-caption-text">Włodzimierz Lenin | źródło: tohistoria.pl</figcaption></figure>
<p style="text-align: justify;">Z kolei postawa immantarystyczna tak dobrze reprezentowana przez krzyżowca i działacza przyjęła, iż szczęśliwy będzie każdy, wynika to bowiem z nieubłaganej logiki dziejów. Działacz musi jedynie dążyć do jak najszybszej i jak najpełniejszej aktualizacji rzeczywistości– tak, aby stan zbawienia całej ludzkości i świata miał możliwość zrealizowania się tu i teraz. W tym miejscu pojawia się pytanie, skoro skutkiem rozeznania rzeczywistości przez sokratejskiego filozofa jest stan głębokiej ironii i autentycznego dystansu do świat i drugiego człowieka, to co zatem będzie udziałem działacza? Odpowiedź wydaje się prosta: fanatyzm i absolutne zanurzenie się w samym sobie i świecie historii jako pochodnym od umysłu. Ta postawa pełna jest pasji, żarliwości oraz pewnej czystości – działacz przypomina Ikara,  szwoleżer spod Somosierry czy chłopca, który po raz pierwszy doświadcza pełnego zbliżenia z kobietą. Nie chcę oceniać tych dwóch postaw, bowiem obie są od siebie tak dalekie, że byłoby osobliwym wyzwaniem. Co więcej oba te typy mogą zwieść swoich adeptów na manowce. Jak wskazywałem wcześniej te dwie postawy chociaż krytycznie ze sobą zantagonizowane, chociażby przez ideę postępu, to są ze sobą związane. Tylko pod wpływem nowożytnej idei postępu mógł narodzić się działacz, którego rację bytu kapitalnie oddał Marks w 11 tezie o Feuerbachu, bowiem zamiast opisywać, interpretować i dziwić się współczesny człowiek miał zacząć zmieniać rzeczywistość. To ludzki rozum jako światło prawdy zdolny jest w historii odnaleźć absolutny ład, uchwycić dzieje określając ich cel i przedsięwziąć środki, za pomocą których można byłoby owe cele zrealizować.</p>
<p style="text-align: justify;">Tak jak pisałem na początku, chociaż idea postępu została podważona w szaleństwach XX wieku, to zakorzeniła się w naszym myśleniu o świecie i nic nie zapowiada, aby miało się to zmienić. Z tego względu przez palce spoglądam na ludzi, opowiadających o dziejowej konieczności porzucenia mięsa, wprowadzenia trzeciej płci, powszechnego pokoju, ładu opartego o jeden uniwersalistyczny organizm państwowy czy też o setki państw narodowych. To całe wielkie zadęcie, wszystkie wielkie słowa w obronie wielkich idei wpisanych w logikę dziejów – to wyjątkowo męczące. A w sytuacji, gdy do tego wszystkiego dojdzie leninowskie przekonanie, że „nam wszystko wolno, ponieważ jako pierwsi na świecie wyciągamy miecz nie w celu zniewolenia, lecz w imię wolności i wyzwolenia spod ucisku” – to jest po prostu niebezpieczne. W najlepszym razie nowożytny człowiek skończy tylko jako nawóz historii, a w najgorszym zostanie zapomniany… A zakończyć trzeba cytując Pope:</p>
<p style="text-align: center;"><em>W nim myśl z namiętnościami ciągły zamęt wznieca,</em></p>
<p style="text-align: center;"><em>On sam się zawsze zwodzi i sam się oświeca.</em></p>
<p style="text-align: center;"><em>Każde w nim uniesienie jest upadku bliskiem,</em></p>
<p style="text-align: center;"><em>Pan możny wszystkich rzeczy, sam wszystkich igrzyskiem;</em></p>
<p style="text-align: center;"><em>Jedyny sędzia prawdy, błądzi do ostatka,</em></p>
<p style="text-align: center;"><em>świata tego ozdoba, igraszka, zagadka.</em></p>
<p style="text-align: justify;"><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/bezdroza-idei-postepu-a-pyszalkowatosc-ulicznych-handlarzy-strachem-t-orfin/">Bezdroża idei postępu, a pyszałkowatość ulicznych handlarzy strachem – T. Orfin</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
