Ułatwienia dostępu

Debata wokół stosunku do polskości w III RP została zorganizowana przez dwa wielkie obozy polityczno-ideowe. Pierwszy z nich, lewicowo-liberalny, był generalnie krytycznie nastawiony do poczucia przywiązania narodowego. Drugi obóz, w większości związany z prawicą, szukał pozytywnych stron bycia Polakiem i walczył z michnikowską ,,pedagogiką wstydu’’. Ostatnie kilka miesięcy uświadomiło mi jednak, że powinniśmy przekroczyć ten podział. W mojej ocenie prawica powinna zacząć krytycznie podchodzić do naszego narodu, ale oczywiście inaczej niż ,,uśmiechnięta Polska”. Wzorem dla nas powinien być Roman Dmowski i jego ,,Myśli nowoczesnego Polaka’’. Co najważniejsze w naszej analizie jego krytyka nie wypływała z niechęci wobec własnego narodu, jak wśród współczesnych nam polskich liberałów, ale z dążenia do jego ulepszenia. Właśnie ten sposób myślenia będzie dla mnie wzorem w niniejszym tekście.

Po owocach ich poznacie

Gdyby chcieć przeanalizować obecną kondycję polskiego społeczeństwa nie musimy pisać długich elaboratów czy setek analiz. Do jej ustalenia wystarczy bowiem jedna liczba: 1,04. Taki był, najprawdopodobniej, współczynnik dzietności w ubiegłym roku. Przypomnijmy, że żeby kraj w długim terminie zachowywał stabilną liczbę mieszkańców potrzebne jest żeby wspomniany wskaźnik był w okolicach 2,1.

Ktoś kiedyś mądry zauważył, że ,,po owocach ich poznacie”. Ta głęboka i ponadczasowa prawda umożliwia nam spojrzenie na współczesną kondycję polskości. Najlepszym do tego papierkiem lakmusowym jest właśnie współczynnik dzietności. Mówi nam on czy dana wspólnota ma w sobie energię i chęć aby trwać. Nasza niestety ją zatraciła.

Społeczeństwo, które nie jest w stanie się biologicznie reprodukować jest skazane po prostu na zniknięcie. Nie ma co szukać winy w innych. To nie żadna zewnętrzna siła zakazała nam posiadania dzieci. Nie zrobił tego Putin, Unia Europejska, Watykan, Trump czy globalny kapitał. My sami sobie taki los wybraliśmy. Dlatego też będziemy gwałtownie starzeć się, wymierać i zanikać. I na to po prostu zasługujemy.

Gdyby ktoś jednak oponował, że kryzys demograficzny jest doświadczeniem powszechnym i dotyka zdecydowaną większość krajów świata to oczywiście będzie miał rację. Nowoczesność w różnym stopniu i tempie niszczy każdą wspólnotę. Nie zmienia to jednak dwóch podstawowych faktów. Po pierwsze Polska ma jeden z najniższych współczynników dzietności na świecie. Po drugie jest jednak jedno państwo wysoko rozwinięte, które nie ma problemów demograficznych. Jest nim oczywiście Izrael. 

Izrael i cała reszta

Izraelowi udały się bowiem dwie absolutnie fundamentalne rzeczy, które nie udały się nigdzie indziej. Pierwszym było zatrzymanie spadku dzietności- od 50 lat wskaźnik TFR (total fertility rate) znajduje się tam w okolicach 3. Po drugie, i co jest o wiele ważniejsze, w Izraelu istnieją istotne polityczne oraz demograficznie, a na dodatek gwałtownie rosnące grupy religijnych, prawicowych i nacjonalistycznych radykałów, którzy stopniowo przesuwają Izrael w kierunku turbo żydowskiego państwa wyznaniowego. Przyjrzymy się jednak szerzej temu fenomenowi, aby na jego tle ukazać całą beznadzieję i degenerację Polski i Polaków. 

Haredi i Chardale

System polityczny jest odbiciem społeczeństwa. Ten wydawałoby się oczywisty fakt bardzo często umyka prawicowym komentatorom, którzy zastanawiają się dlaczego takie osoby jak Donald Tusk, Włodzimierz Czarzasty czy Adrian Zandberg mogą pełnić tak ważne funkcje i zdobywać tyle głosów w wyborach. Można sobie oczywiście wmawiać, że rzekomo nie odzwierciedlają oni prawdziwych poglądów Polaków. Rzeczywistość jest jednak odmienna i liberałowie po prostu reprezentują pokaźną część naszego społeczeństwa.

Podobnie jest w przypadku Izraela. Tacy politycy jak Itamar Ben Gwir, Becalel Smotricz, Arje Deri nie powstali w próżni. Są oni efektem tego, że w Izraelu istnieją liczące się grupy społeczne, które składają się z religijnych i/lub nacjonalistycznych radykałów. Właśnie dzięki temu wspomniani politycy mogą być nie tylko posłami, ale nawet ministrami. Dwie przykładowe grupy, które są zapleczem społecznym wspomnianych działaczy to tzw. Haredi i Chardale. 

Haredi to grupa ortodoksów religijnych, którzy żyją w separacji od świeckiego społeczeństwa. W 1948 roku, gdy Izrael powstawał, stanowili oni niecałe 3% populacji. Dzięki swojej dynamice demograficznej (przeciętna kobieta rodzi tam szóstkę dzieci) stanowią obecnie 13% społeczeństwa i wszystko wskazuje na to, że będzie ich tylko więcej. Już dziś bowiem wśród noworodków dzieci ultraortodoksów stanowią ponad 33% całości. Większość z Haredi bierze aktywny udział w życiu politycznym kraju, choć są również tacy, którzy nie identyfikują się z państwem Izrael. Jako odizolowana od reszty społeczeństwa grupa stworzyli oni własne partie polityczne, których głównym zadaniem jest realizowanie ich partykularnych interesów. Dlatego też są one bardzo częstymi uczestnikami koalicji rządowych i jeszcze kilkanaście lat temu byli oni w stanie dogadać się nawet z izraelską lewicą. Reprezentują ich politycznie przede wszystkim Szas i Zjednoczony Judaizm Tory. 

Drugą grupą społeczną której warto się przyjrzeć są tzw. Chardale. Pokrótce można scharakteryzować ich jako połączenie ortodoksji religijnej z nacjonalizmem żydowskim. Służą w wojsku (odmiennie niż Haredi) i wielu z nich jest częścią tzw. ruchu osadniczego. Żyją oni na terenach Zachodniego Brzegu (albo jak kto woli Judei i Samarii) gdzie mają za zadanie ziemie te, metodą faktów dokonanych, anektować na rzecz Izraela. Stanowią oni obecnie od 1 do 2% obywateli, ale wielu z nich służy w armii i siłach bezpieczeństwa przez co ich wpływy polityczne są o wiele większe niż wskazywałaby na to ich liczebność. Średni TFR w tej grupie to około 4-5, więc jest on ponad dwa razy wyższy niż wśród świeckiej części społeczeństwa. Mają oni oczywiście swoją reprezentację polityczną w postaci partii posługującej się nazwą Religijny Syjonizm, który to w koalicji z innymi partiami skrajnej prawicy w wyborach w 2022 roku zajął 3 miejsce z wynikiem blisko 11%. 

Ten dość długi fragment na temat części społeczeństwa Izraela był konieczny żeby uświadomić sobie jak bardzo na prawo przesunięte jest izraelskie społeczeństwo i jak kiepsko na tym tle prezentuje się nasze. W Polsce po prostu nie ma tego typu liczących się grup społecznych. Widać jest jakiś problem w polskości, że nie jesteśmy w stanie wygenerować grup takich jak Haredi czy Chardale pomimo tego, że przecież nie jest to niemożliwe.

Izrael znaczy nadzieja

Przykład Izraela pokazuje nam, że przemiany społecznie nie są deterministyczne, a ludzie nie muszą być coraz bardziej otwarci, liberalni, bezdzietni, ateistyczni i ulegli. Haredi i Chardale pokazują nam, że można żyć inaczej. Polska mogłaby by być zatem skrajnie prawicowa, nacjonalistyczna, religijna, wielodzietna i ksenofobiczna. Ale nie jest i nie będzie. Bo tego niestety nie chcą Polacy. Dlatego też powinniśmy krytykować polskość w jej obecnej formie. Nie jest ona w stanie zapewnić kwestii tak podstawowej jak biologiczne przetrwanie narodu. Dlatego polskość musi się zmienić albo zaniknie. Kto nie chce bowiem trwać i walczyć o swój byt musi przeminąć. Jak dinozaury drogi Czytelniku. Jak dinozaury.