Ułatwienia dostępu

Wolność słowa i pluralizm światopoglądowy na polskich uczelniach – czy coś z niego zostało?

Politycy Prawa i Sprawiedliwości w osobach Przemysława Czarnka, Patryka Jakiego oraz Tobiasza Bocheńskiego jeżdżą po Polsce i realizują, wzorowany na słynnym „Turning Point” Charliego Kirka format o nazwie „Zmień nasze zdanie”, w ramach którego chcą wchodzić w dyskusję z polskimi studentami. Nie zawsze odbywa się to bezproblemowo, jednak historia wokół UJ sprawiła, iż postanowiłem napisać do niej krótki komentarz.

Sprawa ta mnie bowiem dotyka z kilku powodów – po pierwsze dlatego, że sam jestem absolwentem Uniwersytetu Jagiellońskiego i jestem dumny z wielowiekowych tradycji UJ. Sprawia to, że martwi mnie fakt, iż od wielu lat uczelnia ta, zamiast być swoistym wzorcem i miejscem dialogu, przoduje raczej w liczbie zablokowanych przez władze uczelni bądź radykalnie lewicową część studentów wydarzeń. Czytelnik z łatwością może, posługując się wyszukiwarką, odszukać kolejne przypadki spotkań, które nie odbyły się gdyż były sprzeczne z politycznymi sympatiami osób kierujących najstarszą polską uczelnią. Po drugie, niemal dekadę temu (w 2017 roku), wraz z kolegami z Koła Naukowego Prawa Kanonicznego TBSP UJ chcieliśmy zaprosić na uczelnię prawniczkę pro-life Rebeccę Kiessling – nie wdając się w tym miejscu w niepotrzebne szczegóły (Czytelnik też może sięgnąć do wyszukiwarki, prześledzić bieg wydarzeń i samodzielnie dopowiedzieć sobie szczegóły) odnotujmy jedynie, iż finalnie spotkanie odbyło się, ale po sąsiedzku, na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II.

Czego uczy nas ta sytuacja? Otóż – przegraliśmy. Wszyscy.

Po pierwsze, nie da się ukryć, swoistą porażkę ponieśli politycy Prawa i Sprawiedliwości. Nie udało im się zrealizować tego spotkania – oczywiście, problemy spotykały ich także w innych miejscach (przykładowo – w Warszawie spotkanie odbyło się na Krakowskim Przedmieściu pod bramą Uniwersytetu Warszawskiego), ale porażka w Krakowie była najbardziej dotkliwa. Przyznam się szczerze, że nieco nie rozumiem polityków PiS – już więcej jak dekadę temu prawicowym studentom udawało się zapraszać prawicowych (nie tylko związanych z PiS, ale też np. Ruchem Narodowym) polityków czy dziennikarzy. W szczególności propisowscy studenci opanowali tę umiejętność, tworzą zrzeszające studentów organizacje takie jak Młodzi dla Polski czy Studenci dla Rzeczypospolitej – doskonale pamiętam jak MdP zapraszało na UJ osoby związane z PiS-em. Tym razem politycy największej prawicowej partii zdecydowali się na bardziej „toporny” mechanizm – po obecnym na roll-upach logotypie wnioskuję, iż organizatorem kolejnych spotkań są Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, a zatem grupa partyjna w Parlamencie Europejskim. Politycy PiS nie starają się zachować pozorów – organizują wydarzenie typowo partyjne na terenie uczelni. Czy to im się podoba czy nie, ale inne spotkania – z politykami choćby partii rządzącej – organizowane są zazwyczaj w formie czy to debaty, czy wykładu, zazwyczaj z inicjatywy środowiska studenckiego, za to nigdy jako typowo partyjne wydarzenie.

To sprawia, że przegranymi, paradoksalnie, mogą być aktywni społecznie studenci o konserwatywnych poglądach – można (a wręcz trzeba) oburzać się na niesprawiedliwe, nierówne traktowanie inicjatyw studenckich i preferowanie tych o lewicowym światopoglądzie, trzeba próbować podejmować kolejne inicjatywy mające przełamywać monopol środowisk progresywnych na uczelniach, natomiast warto też robić to w sposób, który nie będzie szkodził najbardziej zainteresowanym. Jeśli są środowiska konserwatywne na UJ (a są) i realizują one swoje działania w ramach aktywności stricte studenckiej (a realizują), to konserwatywni politycy tego typu zachowaniami nie ułatwiają im działalności, a wręcz przeciwnie, dają argumenty by inicjatywy konserwatywne w przestrzeni akademickiej sprowadzić do politycznej agitacji.

Po trzecie, sytuacja ta pokazuje, iż przygotowany kilka lat temu przez ówczesnego ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka Pakiet wolności akademickiej jedynie częściowo uregulował problem ograniczania pluralizmu światopoglądowego na uczelniach. Nie mówię to po to by krytykować Czarnka – wręcz przeciwnie, potrafię pozytywnie ocenić fakt, iż starał się on przeciwdziałać działaniom ograniczającym wolność słowa i badań naukowych na polskich uczelniach. Niestety, Pakiet zawierał jedynie kilka przepisów – warto byłoby sięgnąć do, chociażby, przepisów brytyjskich, wszak polityka tzw. no-platform tj. cenzurowania prawicowych poglądów w środowisku akademickim pochodzi właśnie z Wielkiej Brytanii.

Największymi zaś przegranymi są, oczywiście, przedstawiciele krakowskiej wspólnoty akademickiej – władze UJ oraz studenci. Założeniem uniwersytetu jest wszak wymiana myśli, a nie jej ograniczanie. Jestem przekonany, iż wielu (nastawionych krytycznie do PiS) studentów z łatwością mogłoby udowodnić takiemu Patrykowi Jakiemu, iż nie jest on tytanem intelektu – pokonując go na argumenty. Wybrano inną drogę i choć domyślam się, iż w krakowskich lokalach przy Gołębiej czy Straszewskiego niejeden student radośnie celebrował wraz ze swymi towarzyszami „zwycięstwo” nad politykami Prawa i Sprawiedliwości – to jest to zwycięstwo jedynie pozorne. Jest to porażka nie tylko ideałów uniwersyteckich oraz (nie pierwsze już) zbrukanie motta UJ Plus ratio quam vis („Więcej znaczy rozum niż siła”), to klęska progresywistów przyznających, iż nie potrafią stanąć w intelektualne szranki (nawet z Patrykiem Jakim) i muszą ratować się działami sprzecznymi nie tylko z demokracją, ale z całą wielowiekową tradycją uniwersytecką.

Inny tekst autora.