Ułatwienia dostępu

Trzeciego maja 2026 roku Prezydent Karol Nawrocki zapowiedział rozpoczęcie prac nad nową konstytucją i powołał w tym celu Radę Nowej Konstytucji. Zapowiedź ta jest głosem długo wyczekiwanym w środowisku szeroko rozumianej prawicy. Jest to bodaj pierwszy tak wyraźny sygnał zmiany i to wychodzący z samego pałacu prezydenckiego. Ogłoszenie takiego zamiaru jest już dużym krokiem ku lepszemu. Nie będzie bowiem łatwo zdekonstruować mit „świętości” aktualnej konstytucji z 1997 roku. Już zresztą odezwały się duchy liberalnego porządku III RP, które jednym głosem bronią obecnej konstytucji jak niepodległości. Jaka zatem powinna być nasza nowa ustawa zasadnicza? Jaki system rządów powinna wprowadzić i z czym na dobre skończyć? Czy w historii polskiej ustrojowości znajdziemy taki akt prawny, który nadawałaby się jako szkic i przyczynek do nowej ustawy zasadniczej?

Prezydencki zwrot Karola Nawrockiego

Istotne dla rozważań nad kształtem nowej konstytucji są poglądy obecnego prezydenta. W audycji na Kanale Zero z 17 kwietnia 2026 roku Karol Nawrocki przyznał, iż opowiada się za modelem prezydenckim. Jest to wypowiedź, która może nam dużo powiedzieć o planach Pana Prezydenta względem konstytucji i ustroju państwa. Jeśli bowiem rzeczywiście jest zwolennikiem takiego rozwiązania, to można przypuszczać, że w takim kierunku będzie chciał pójść. Ustrój prezydencki cechuje się silną pozycją prezydenta oraz skupieniem w jego rękach szerokiej władzy wykonawczej. Jest to raczej powszechnie wiadome. Słychać już lament o zamachu na konstytucję. Oczywiście nie obyło się bez powiązania tego pomysłu z Putinem. Na spazmy demoliberalnej „elity” nie należy jednak zwracać szczególnej uwagi.

Rada Nowej Konstytucji i pierwsze kontrowersje

Kto natomiast będzie pracować nad projektem konstytucji? Dotychczasowe nominacje nie napawają optymizmem. Obecność w niej prof. Piotrowskiego czy Józefa Zycha uważam za kuriozum. Tym bardziej że ci dwaj z rozbrajającą szczerością oświadczyli, iż w zasadzie Polska nowej konstytucji nie potrzebuje, a wystarczy przestrzegać obecnej. Pozostaje mieć nadzieję, że te nominacje są tylko wstępne i bardziej honorowe W Radzie tej zasiada jednak jeden człowiek, z którego działalnością naukową uważam za atut. Jest nim – o zgrozo – Jacek Majchrowski. Oprócz bycia wieloletnim prezydentem Krakowa jest on także historykiem II RP. Jest również autorem publikacji poświęconej Stanisławowi Carowi, czyli autorowi Tez konstytucyjnych oraz samej konstytucji z 1935 roku, znanej jako kwietniowa. Znajomość tej ustawy może być wartością nieocenioną w kontekście prac nad nowym ustrojem, o ile nie jest obarczona ideologicznymi naleciałościami.

Przeczytaj: Reprezentacja polityczna i jawność władzy

Konstytucja kwietniowa jako inspiracja

To właśnie dzieło Stanisława Cara może być punktem wyjścia do prac nad nową ustawą zasadniczą Jest to bowiem jedyna nowoczesna polska konstytucja, która wprowadzała system rządów prezydenckich. Nie należy przy tym patrzeć na akty podobnej rangi z czasów Księstwa Warszawskiego czy Królestwa Polskiego, które – choć cechowały się silną władzą wykonawczą – były uchwalane w zupełnie innych realiach. W świetle z 1935 roku prezydent posiadał bardzo szerokie kompetencje. Już na samym początku akt ten wyrażał, iż na czele państwa stoi Prezydent Rzeczypospolitej. Również pierwsze artykuły mówiły, że Państwo Polskie jest wspólnem dobrem wszystkich obywateli. Był to przejaw naczelnej myśli piłsudczyków tamtego okresu, czylix ideologii państwowej.

Ustawa z 23 kwietnia 1935 roku zrywała z koncepcją suwerenności narodu, wyrażoną jeszcze w konstytucji marcowej z 1921 roku, czego i nam dzisiaj niezwykle potrzeba. Potrzebujemy jasnego wyrażenia myśli propaństwowej i przywódczej, a nie liberalnej wizji suwerenności narodu. Prezydent był także zwierzchnikiem Rządu, Sejmu, Senatu, sądów i sił zbrojnych. To zaś zrywało z koncepcją trójpodziału władzy. Prezydent cieszył się również tzw. prerogatywami osobistymi, na mocy, których miał prawo wyznaczania swojego następcy, mianowania i odwoływania premiera czy powoływania senatorów. Inne postanowienia konstytucji jeszcze dobitniej gruntowały pozycję prezydenta jako głowy państwa. Szczególna w tym zasługa dekretów z mocą ustawy, które mógł on wydawać bez konieczności uzyskania kontrasygnaty Prezesa Rady Ministrów, a wystarczało jedynie upoważnienie ustawowe. W jego osobie skupia się niepodzielna i jednolita władza państwowa. Zdanie to, będące cytatem wyjętym z art. 1, dobitnie wyraża kwietniową aksjologię co do ustroju państwowego

Jednowładztwo w obliczu zagrożeń epoki

Ustrój ten miał odpowiadać wymaganiom epoki. W latach trzydziestych coraz bardziej widoczna była pogarszająca się sytuacja międzynarodowa Polski. Jeżeli zatem dziś zagrożenie wojenne jest ponoć realne, to powinniśmy pomyśleć o pójściu w podobnym kierunku jak w 1935 roku. Ówczesna konstytucja odchodziła od suwerenności narodu i trójpodziału władzy w stronę jednowładztwa. Była wyrazem myśli państwowej wówczas rządzących.

Polska potrzebuje zatem takiej konstytucji, która wyraźnie zerwie z dotychczasowym systemem, która stanie u fundamentów nowego Państwa Polskiego – państwa uleczonego z najgorszych liberalno-demokratycznych chorób. Musi ona otworzyć nowy rozdział w naszej historii, w którym na dobre odetniemy się od mitów założycielskich III RP. Potrzebujemy wreszcie silnej i sprawnej władzy wykonawczej skupionej w osobie jednego prezydenta, który jednocześnie będzie charyzmatycznym przywódcą państwa i narodu.

System prezydencki jest jedynym możliwym rozwiązaniem w naszej sytuacji. Obecny system nie spełnił misji, którą przypisywali mu jego autorzy i akolici. Nie można przy tym iść na żaden kompromis z liberalizmem, ponieważ będzie to zgniły kompromis. Takie rozwiązanie okaże się jeszcze gorsze od porażki, gdyż będzie dawać jedynie ułudę częściowego zwycięstwa i upragnionej zmiany, będąc w rzeczywistości powtórzeniem dotychczasowego status quo, czyli pętlą uwiązaną u szyi.

Państwo narodowe i katolickie

Nowa konstytucja i nowy ustrój muszą jasno stanowić, że nasze państwo jest państwem narodu polskiego i państwem katolickim, odrzucającym wszelkie przeciwieństwa tych idei, tj. multikulturalizm i laickość. Jeśli doradcy Pana Prezydenta chcą szukać inspiracji, powinni w pewnym stopniu wzorować się na ustawie zasadniczej z 1935 roku. Nie jest ona oczywiście idealna. Brakuje w niej bowiem podkreślenia roli wiary katolickiej – co czyniła konstytucja z 1791 roku – jako fundamentu relacji społecznych i ekonomicznych w narodzie. Niemniej jednak w zakresie polityczno-ustrojowym jej postanowienia mogą być pewną wskazówką dla autorów projektu.

Czy rok 2026 stanie się nowym otwarciem?

Nie jest obecnie możliwe rozszyfrowanie, w jakim kierunku będą chcieli iść ludzie powołani do tego przez prezydenta. Być może stanie się to jasne przy kolejnych nominacjach do Rady lub następnych zapowiedziach samego Karola Nawrockiego. Miejmy jednak nadzieję, że powołanie takiego ciała będzie początkiem tak upragnionej i tak potrzebnej zmiany w naszej ojczyźnie.

Dlaczego warto walczyć o cywilizację?