Ułatwienia dostępu

W polskim Internecie wybuchła wrzawa, gdy okazało się, ze polska aktorka – Katarzyna Smutniak – mająca wcielić się w rolę Bogurodzicy w kontynuacji Pasji poparła niesławne Strajki Kobiet. Naturalnie wywołało to oburzenie wśród katolików, oraz konserwatywnych internautów, którzy głośno wyrazili swoje oburzenie. Pojawiła się także petycja do Mela Gibsona, reżysera filmu, o zmianę odtwórczyni roli Niepokalanej. Akcja ta spotkała się z reakcją „drugiej strony”, która odczytała ją jako okazję do ataku na „nietolerancyjną” prawicę i jej cenzorskie zapędy. Osobiście jako katolik uważam, że pani Smutniak poparłszy publicznie z gruntu antykatolickie marsze nie zasługuje na zaszczyt by odegrać rolę tak znaczącej dla Kościoła i świata osoby. Sprawa ta ma jednak drugie, polityczne dno, którego nie można lekceważyć, choć nie jest najistotniejsza.

Maryja – rola nie do obsadzenia?

Liberałowie i lewica, tak definiuję identyfikację obrońców angażu pani Smutniak, z właściwą sobie kpiną z ciemnego ludu prawicowego przypominają, że aktor to tylko aktor i jedynie odgrywa postać i się nią staje. I rzeczywiście, jest to obserwacja zgodna z prawdą. Nikt nie oczekuje od Henry’ego Cavilla umiejętności lotu by mógł odegrać rolę Supermana, ani nikt nie myśli, że odtwórca roli psychopatycznego mordercy przetrzymuje w domu rozczłonkowane zwłoki swoich ofiar. Jednakże oczekujemy od obsady filmu czy serialu osadzonego na faktach jak najlepszego zrozumienia postaci, by mógł następnie oddać wiernie emocje i charakter danego człowieka na wielkim ekranie. Ba! Nie rzadko wybuchają gorące dyskusje na temat tego, że postać z książki, która została przeniesiona na inne medium nie odzwierciedla swojego literackiego opisu, co rozczarowuje wiernych fanów. Maryja jest postacią wyjątkową, z jednej bowiem strony jest osobą z krwi i kości, wielu ludzi poczuwa się do bycia Jej przybranymi dziećmi. Jest także panną Niepokalanie Poczętą, co znaczy: „Że N. Panna od pierwszej chwili poczęcia dla zasług Jezusa Chrystusa była wolną od grzechu pierworodnego, jest artykułem wiary [dogmatem – przyp. mój], przez Piusa IX uroczyście orzeczonym”. Oznacza to, że jest Ona wolną od wszelkiego grzechu. Historia zbawienia zna tylko dwie takie osoby, gdzie pierwszą jest Jej Syn, a drugą Ona sama. Można by było zatem powiedzieć, że nie można dobrze obsadzić ani roli Jezusa i Maryi bo nie ma aktora, który by był wolny choćby od grzechu lekkiego. To by jednak oznaczało, że katolicyzm całkiem powinien odpuścić sobie kinematografię, a przecież to byłoby nieroztropne. Z drugiej strony, niekiedy aktor tak bardzo zostaje scalony ze swoją rolą, że później patrząc na przykład na Daniela Radcliffa najpierw widzimy w nim Harry’ego Pottera, a dopiero potem właściwą osobę. Stąd wydaje się czymś wyjątkowo niesmacznym by pani, która wypowiedziała wojnę (przypominam, że hasłem Strajku Kobiet było m.in. zawołanie „To jest wojna”) katolickiej moralności i wyraziła swoje wsparcie dla protestów, które maszerowały na kościoły w próbach ataków, miałaby teraz odegrać rolę Maryi Panny. Jest to czymś absurdalnym. Niektórzy katolicy wyrażają nadzieję, że być może udział w projekcie Gibsona stanie się przyczynkiem do nawrócenia pani Smutniak, jak miało to miejsce z jednym z aktorów grających w pierwszej części filmu.

Niewątpliwie taka nadzieja jest jak najbardziej katolicka i należy otoczyć aktorkę modlitwą w intencji nawrócenia. Niemniej, jest w tym coś z wystawiania Pana Boga na próbę, albo zaszantażowania Go. Tak jakbyśmy mówili „no, Panie Boże, mamy tu taką aktorkę, no jest jaka jest, ale masz okazję się popisać przed światem i ją nawrócić”. Stworzenie nie powinno stawiać Stwórcy żądań czy wyzwań. Bardzo bym chciał, żeby Pani Smutniak publicznie wyraziła skruchę za publiczne zgorszenie, jakiego dopuściła się przed laty i żeby nie było to na pokaz. Na razie jednak, zgodnie z moją wiedzą, nie zrobiła niczego takiego i chyba liczy na wyciszenie medialnego harmidru. Uważam, że katolicki sprzeciw wobec obsadzenia jej w tak doniosłej roli jest wyrazem działającego jeszcze, pomimo kryzysu Kościoła, zmysłu wiary i twardo powinniśmy stać na swoim stanowisku. Mamy takie prawo, a nawet obowiązek, by domagać się poszanowania czci naszej duchowej Matki. 

My, Oni i Kto Kogo.

Wyżej wspomniałem, że sprawa ta ma także drugie, polityczne, dno i zamierzam się teraz do niego odnieść. W poprzednich latach, gdy lewica i liberałowie byli zdecydowanie na fali wznoszącej mogliśmy usłyszeć i ujrzeć działanie cancel culture. Ilekroć ktokolwiek wyraził opinię sprzeczną z lewicowo-liberalnym nurtem mógł spodziewać się konsekwencji. Przykładem niech będzie tutaj Gina Carano straciła rolę w serialu Disneya „The Mandalorian” za swoje wypowiedzi, które uznano za transfobiczne i podważające wiarę w pandemię Covid-19. Na polskim podwórku można wspomnieć o tym jak o ostracyzm otarła się Beata Lubecka, która prowadziła wywiad z awanturnikiem Michałem Sz. Ps. Margot, po którym została oskarżona o homofobię i straciła nominację do nagrody Grand Press. Przemysław Babiarz został zawieszony przez Telewizję Polską komentując ceremonię otwarcia letnich Igrzysk Olimpijskich 2024 w Paryżu w związku z jego słowami nt. piosenki Lennona.

 

Są to przykłady, które potrafię przywołać najszybciej, choć zapewne gdybym dłużej pomyślał nad tym zagadnieniem, znalazłbym inne, podobne historie. W każdej z nich mamy do czynienia z represjami wobec osób, które ośmieliły się na najmniejszy choćby akt herezji wobec liberalnego świata. Za swój sprzeciw, sceptycyzm, czy choćby krzywe spojrzenie tracili pracę, tracili możliwość na rozwój i liczyli się na infamię społeczeństwa. Wtedy prawica głośno wyrażała swoje oburzenie, bo nic więcej nie mogła. Dzisiaj, choć żadna kontrrewolucja się nie dokonała, kierunek w którym wieje wiatr wydaje się przesuwać na naszą korzyść. Prawica jest już mniej na cenzurowanym, a nawet zbiera się w sobie na odwagę, by samemu sięgać po narzędzie ostracyzmu. Wszystkim znane są słowa przypisane Wolterowi: „nie zgadzam się z tym co mówisz ale oddam życie abyś miał prawo to powiedzieć”. Ta fraza jest pomnikiem prawdziwej naiwności, częstokroć niebezpiecznej i kończącej się w przykry sposób. Sam ich rzekomy autor nijak by się do nich nie stosował, gdyż z prawdziwą namiętnością prześladował i pisał donosy na swojego przeciwnika, który podważał to co ten sofista głosił. Ludzie przekonani o słuszności swoich poglądów, ba, o ich prawości dość naturalnie będą zwalczać stanowiska przeciwne. Dla liberała czy lewicowca walka z tym co jakkolwiek przypomina prawicową opinię czy narrację jest dosłownie walką z odrodzonym faszyzmem. Nas ma nie być i trzeba zdusić w zarodku możliwość reprezentacji. Zaś osoby które są podejrzane o podzielanie poglądów nieprawomyślnych, mają być upokorzone a następnie mają się ukorzyć. 

Na swój sposób jest to jakaś parodia zdrowej reakcji organizmu. Element obcy trzeba otoczyć, by nie zainfekował całego ustroju. Piszę o tym jako o parodii, bo uważam, że wartości jakie broni „druga strona” są właśnie tym, z czym powinno się walczyć. I tak, pogląd o wolności człowieka do zabijania dzieci nienarodzonych powinien być postrzegany, zgodnie z prawdą, jako coś złego i jako coś co powinno wykluczać z udziału w politycznym dyskursie.

Niezależnie od tego czy petycja o odwołanie pani Smutniak z roli Niepokalanej, chcę w ostatnich słowach gorąco poprosić o modlitwę za aktorkę. Wierzę, że każdy człowiek ma szansę odpowiedzieć pozytywnie na łaskę, której Bóg udziela.

Inne teksty autora.