Ułatwienia dostępu

Męski romantyzm w istocie niepokoi często płeć piękną. Odwrotnie w drugą stronę. Mężczyźni w pewnym sensie poszukują kobiet romantycznych. Ich niepokój wzbudza raczej brak tej cechy. To wszystko napotyka na nieporozumienia, gdyż romantyzm kobiet a mężczyzn się różni.

Trudno mężczyźnie uchwycić w pełni naturę kobiecego romantyzmu i nie jest to moim zadaniem. Dopuszczam się jedynie niewybaczalnego grzechu, jakim jest próba zrozumienia „tajemnicy kobiecości”. Już dawno porzuciłem ułudę serwowaną nam z wielu stron, iż o danej płci mogą się wypowiadać jedynie jej przedstawiciele. Prawda, że oni „wiedzą więcej”, ale spojrzenie drugiej płci może być niezwykle ciekawe. Kobiety potrafią wyzwolić u mężczyzn wiele pokładów osobowości, o których nie mieli pojęcia. Także i mężczyźni, jak sądzę, mają coś ważnego do powiedzenia kobietom o nich samych.

Kobiecy romantyzm „po męsku” rozbiłbym na kilka poszczególnych składowych. Pierwszym moim skojarzeniem jest wyrażenie: dziać się. Romantycznie znaczy: „coś się wydarzy”, znikąd, ot tak. To „coś” to oczywiście „pragnienia serca”, a w relacji pragnienie „bycia panią serca” ukochanego, który podejmuje próby „zdobycia jej serca”, tak przed, jak i po ślubie. Postawa bierności wobec rzeczywistości bywa przypisywana kobietom niestety w sposób negatywny, a oczekiwanie miłości bywa trudniejsze niż okazywanie miłości. Aktywność jest cechą ludzkiej woli, bierność – przede wszystkim uczuć, które pojawiają się i znikają, rosną i umacniają się, więdną i upadają, jeśli tylko człowiek nie włączy się z własną decyzyjnością. Mają nadto prawo żądać miejsca pierwszego w sercu człowieka, roszcząc sobie prawo do wypełnienia istoty naszego życia. To wszystko pokusy zwykłego życia, bez względu na płeć. Postawa oczekiwania na to, że wydarzy się to, co w sercu pragnę, przeczuwam, często zespolona z wiarą w Boga, przyjmuje postawę pewnej pokory. „Pragnę tego i tego”… oznacza u wierzącej kobiety wyraz zaufania Stwórcy, iż „On wie lepiej”, rozjaśni i naprostuje te chropowatości w sercu, które rozeznało słuszny kierunek – „Bożą obietnicę”, ale przez słabości ludzkiej natury w pewnych kwestiach musi oczekiwać także Łaski oczyszczającej z ułudy, marzeń, snów…

Z pragnieniem kobiecego serca wiąże się charakterystyczne zniecierpliwienie– oczekiwanie spełnienia na „tu i teraz” i to w taki sposób, „w jaki sobie wyśniłam, czy wymarzyłam”. Jeśli taka postawa jest absolutna, nie dopuszcza żadnych alternatyw, jest jakąś oznaką niedojrzałości. Dochodzi tu do wspaniałych nieporozumień w relacjach damsko-męskich. Panowie inaczej rozumują i też posiadają własne zranienia, które nie muszą świadczyć o niedojrzałości, czy sławnej desperacji. Mężczyźni zakochujący się szybciej, przy zupełnie innej komunikacji ze strony wybranki serca, przegapią z pewnością moment pojawienia się uczuć z jej strony i nie będą tak elastyczni w zmianie swoich słów, postaw czy gestów, wraz ze zmieniającym się sercem kobiety. Kobiety w oczekiwaniu mogą jednak okazać działanie, doceniając i odpowiadając na zaangażowanie ze strony mężczyzny. Nieprzypadkowo św. Paweł pisze także: „mężowie miłujcie żony” (Ef 5, 25). Postawa pewnej bierności, świadomej zgody na oczekiwanie miłości, pozwala mężczyźnie wzrastać w jego męskości, pozwala mu wzrastać przede wszystkim jako Opiekun, troszczący się o rodzinę. Jasne, nie chodzi tu o to, że kobieta nic nie musi, czy nawet nie może, a mężczyzna ma czynić wszystko. Myślę jednak, że temat ten możemy zostawić na progu rozważań, gdyż większość dojrzałych małżeństw doskonale rozumie, w czym rzecz i na przestrzeni lat wypracowuje swój model miłości małżeńskiej, który wszystko w miłości integruje.

Trzecim, może najbardziej istotnym elementem kobiecego romantyzmu jest oczekiwanie porwania serca przez uczucie, rzecz jasna czyste, stałe i wierne (bo opisujemy tu rzeczywistość ludzką, ale piękną, bez nadmiernego pochylania się nad wypaczeniami). To pragnienie zawładnięcia serca przez „miłość”, która „sama wzrasta”, „wychodzi poza szarą codzienność”, „ożywia zwyczajność” nadając wszystkiemu koloryt niezwykłej przygody. Nawiasem mówiąc, to także miejsce, którego mężczyźni szczególnie się lękają, gdyż w męskim świecie to oznaka lekkoduchostwa. Niedojrzałe panny padają często wtedy łupem ułudy, nie widząc rzeczywistości takiej, jaka jest, bądź też uciekają i zostawiają dobre relacje na rzecz „tego czegoś”, słynnych „motylków”. Sama w sobie postawa nie jest jednak godna potępienia. Ma swoje naturalne miejsce nawet w małżeństwie. Sam prorok Jeremiasz rzekł: „Uwiodłeś mnie Panie miłością, a ja dałem się uwieść” (Jr 20, 7).

A co, gdy się to nie dzieje? Trwa oczekiwanie. Czwartym elementem, być może najbardziej kojarzonym z romantyzmem w ogóle, jest swoiste „zawieszenie życia”, postawa tęsknoty i oczekiwania, mówiąc językiem wierzących kobiet, na Boże Dary z nieba, na to, że ktoś kiedyś dostrzeże w niej ukryte piękno, które co do zasady ma pozostać ukryte do czasu, aż zostanie podarowane właściwej (wybranej) osobie. To kobiety, które dostrzegają piękno codzienności i najmniejszych rzeczy, rozglądając się podczas spacerów, delektowania się kawą czy czytania książek. Owe rozmarzone oczy mają w sobie szczególne piękno wtedy, gdy tęsknota zakorzeniona jest w Bogu. Rodzące się wtedy na mocy wiary zaufanie Stwórcy poprzez burzliwe rozczarowanie życiem, zmienia się często w cud pogodnego i radosnego oczekiwania. Chciałoby się rzec – Adwent i nie będzie ttu przesadą przywołanie sceny Zwiastowania i Maryjnego fiat.

Ludzka natura zraniona w Raju ma oczywiście tendencje do sprowadzania na manowce różnych Bożych darów. Kobieta, która odrzuca romantyzm, pragnie wyzwolić się z postawy oczekiwania na rzecz (a… użyjmy tych słów) kobiety silnej i niezależnej, panującej w pełni nad swoim życiem, staje się popularną zosią-samosią. Aktywizm życia, brak nudy (bardzo potrzebnej do wzrostu szlachetności serca tak męskiego, jak i kobiecego), branie wszystkiego „w swoje ręce” to obraz kobiety niezdolnej do założenia rodziny. Bywają także kobiety na pozór chłodne, czy niedostępne, choć to raczej „zabezpieczenie serca” przed zranieniem uczuć, które łatwo sponiewierać. Działanie to jest wypadkową złych doświadczeń, jednakże niektóre negatywne zjawiska mogą być przyjęte rozumowo przez błędne wzorce kulturowe promowane w filmach, serialach, na portalach kobiecych. 

Romantyzm nie jest fundamentem miłości, nie jest istotą małżeństwa. Piękno oczekiwania na to, co się wydarzy, nie świadczy też o kobiecie jako takiej. Kobieta nie jest osobą bez właściwości. A właściwym dla każdego człowieka jest w pierwszej kolejności życie rozumne, podejmowanie refleksji nad sobą samym, ciągłe nawracanie się (to jest zmiana myślenia), rozeznawanie znaków czasu danych przez Boga, poznawanie siebie i trzeźwy osąd rzeczywistości, który dokonuje się w ciszy, by rzecz nawet – w nudzie, a nie w tańcu życia. Dzięki temu człowiek jako, że posiada wolną wolę, podejmuje decyzje, czasem słuszne, czasem nie, jednak bez względu na to, co się w życiu „przydarza”, musi odpowiedzieć na rzeczywistość, podjąć decyzję i to właśnie nazywamy „odpowiedzialnością” (przypisywaną głównie mężczyznom, chociaż dziś przede wszystkim jako krytyka ich nieodpowiedzialności). Nawet najbardziej romantyczne życie doprowadzi kobietę do momentu wolnego wyboru, który będzie musiała dokonać. Nie ma na tym świecie takiej miłości, która w sercu kobiety wydarzyłaby się z pominięciem tego, „stała się sama przez się”. Taka sytuacja świadczyłaby raczej o porwaniu przez uczucie zaślepiające. Wolny wybór każdego człowieka ma w sobie ten majestat daru wolności, który przy punkcie granicznym pozostaje nagi, człowiek mierzy się sam ze sobą. Każda refleksja ludzka, prosty rachunek zysków i strat, czy też rozpoznanie drugiego w świetle własnych wartości i jego cnót, i tak ostatecznie spotka się z pytaniem: „czego chcę?”, „co zrobię?”, „jaką podejmę decyzję?”. W tym także tkwi siła kobiet – zakorzenione w Bogu mogą powierzyć serce Jego Planom, oddać swoje uczucie Jego Mądrości. Rzecz jasna ucieczka w tym przypadku też jest decyzją. W zdrowych relacjach, gdzie to mężczyzna przejawia inicjatywę, nie ma miejsca na całkowitą bierność kobiety. To wszystko jest oczywiście banalne. Kobiety mają swój głęboki wewnętrzny świat, świat uczuć, ale i wewnętrznych zmagań z samą sobą i Bogiem, świat decyzji trafnych i nietrafnych, świat lęków i nadziei, refleksji i zadumy. Obrażający płeć piękną jest ten zalew różnych memów i filmików, na których udowadnia się, że kobieta nie przeprasza, nie naprawia tego, co obiektywnie sama zepsuła, nie odzywa się do mężczyzny po ciosach odrzucenia, jakie mu zadała, oczekując z jego strony ruchu, którego pragnie (a o którym rzecz jasna on nie wie). Mężczyzna może spokojnie je przyjąć, jednak sytuacja: „rozpocząć na nowo”, to bardziej dar zaangażowania i przebaczenia, niż usunięcia przeszłości. To wszystko nie przeczy pięknu kobiecego romantyzmu. Są po prostu pewne granice, które rozumnie każda może rozeznać, a dochodząc do niej, niejako ten romantyzm „romantycznie” zawiesić na rzecz „dzielnej niewiasty”, o której tak pięknie pisze Księga Przysłów (31, 10-31). Nie ma sprzeczności w oczekiwaniu i działaniu, a miłość romantyczna nie musi przeczyć cnocie miłości.

Nasz świat nieodpowiedzialnych chłopców, jest też światem wielu nieodpowiedzialnych dziewcząt. Kobiety powinny bardziej sobie ufać. Zaufanie sobie (w pokorze) otwiera serce na zaufanie mężczyźnie. Kobiety mogą też bardziej uszanować swoją wolność. Odpowiedzialność za oczekiwanie na to, co się wydarzy, wiąże się często z wyborem miejsc, do których się uczęszcza, ze stylem życia, który się wiedzie, a przede wszystkim z ustaleniem hierarchii priorytetów, która jasno a nie mgliście umie postawić na rodzinę, zamiast na przygodę (a życie wymaga by momentami uznać, że te dwa aspekty się ze sobą nie łączą).

Kobieca dusza pragnie bliskości i chce obdarzać ciepłem swego serca tych, których kocha. Romantyzm kobiecy rozwija mężczyznę „w miłości”, ale kobieta jest odpowiedzialna za to, komu swoje silne uczucie i własne serce powierzy. Jacek Pulikowski podsumowuje to (w nieco chropowatych słowach) w następujący sposób: „prawdą jest, że każda kobieta czasem pragnie stracić głowę i oddać się uczuciom, bez kontroli rozumu i woli. Jest to możliwe i nawet da się zrealizować całkiem bezpiecznie. Wystarczy, że wcześniej znajdzie mężczyznę, który obejmie pieczę nad nią w chwili, gdy ona odda się całkowicie uczuciom. Szczęśliwa żona, która może bezpiecznie powierzyć siebie rozumowi, miłości i odpowiedzialności męża! I szczęśliwy mąż, który ma żonę, która w pełni mu się powierzyła”! 

Kiedy czas odłożyć na bok uczucia? – gdy chodzi o rzeczy najważniejsze, „rzeczy pierwsze”, Boże obietnice. Zaufać, zawierzyć – tam można odnaleźć romantyzm najwyższej próby!

We wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel

16 lipca Roku Pańskiego 2025

Więcej tekstów Autora.