Ułatwienia dostępu

Męski romantyzm to rzecz niebezpieczna. Romans jako odwieczny topos w europejskiej literaturze kojarzy się z odrealnieniem, z byciem zaślepionym przez własne uczucia. A jednak jest nieodłączną częścią mężczyzny. Jest także elementem etosu rycerskiego, który jest fundamentalny dla cywilizacji łacińskiej.

W rozmowach z wieloma mężczyznami zauważyłem lęk przed zimnym, chłodnym małżeństwem, zawartym „z rozsądku”, choćby dla pieniędzy. Wizja żony zanurzonej w praktyce realnego życia, poświęcającej się wyłącznie dzieciom i domowi, bez żywego uczucia wobec męża, jest czymś, czego mężczyźni nie chcą. Brzmi dziwnie? Od dawna słyszę też przekonanie, że mężczyźni są bardziej romantyczni niż kobiety, zakochują się szybciej i poważniej podchodzą do relacji na początkowym etapie. Jest to oczywiście prosta psychologiczna różnica płciowa. Biologicznie i kulturowo to mężczyzna inicjuje relację, więc te procesy naturalnie zachodzą w nim szybciej, ale też jest on istotą bardziej abstrakcyjną i teoretyczną. To, co jest u mężczyzny zdrowe, ten ów początkowy romantyzm, stanowi dla wielu kobiet przestrogę i obawę przed rzekomą desperacją. Tak może być, ale tak też często nie jest.

Zostawmy jednak ten temat. Chciałem jedynie wykazać, że romantyzm męski jest dla kobiet często podejrzany, ale on objawia się bardzo silnie w innych rejonach, mianowicie w wymiarze światopoglądowym i w wymiarze działalności polityczno-społecznej.

Zdrowy mężczyzna ma swój świat i swoje zasady, które zawsze, w jakimś sensie, są przeciwko temu światowi, są niezgodną na coś w tym świecie. Mężczyzna staje się wolny, gdy przyjmuje swoje zasady i nie chce za wszelką cenę dopasować się do tego świata, do reguł otaczającej go popkultury choćby. I to jest bardzo ciekawy punkt zwrotny w relacji (już najczęściej małżeńskiej) z kobietą, punkt zapalny, punkt wnoszący do relacji pewien ciekawy konflikt damsko-męski.

Mężczyzna jako romantyczny rycerz będzie prowadził w swoim życiu jakąś walkę. Nie całościową, ale taką, która będzie realizacją jego ideałów, jego wizji. Chodzi o te wszystkie potyczki ze światem, o których żona mówi: „i po co ci to? Co z tego masz? Jeno problemy, zmartwienia… spójrz na Janka czy Karola, jak sobie dobrze radzą w życiu”. To pierwszy poziom. Mężczyzna toczy walkę w swoim sercu, czy dopasować się do świata, aby było łatwiej, czy też zachować swoje zasady. One – trzeba to powiedzieć, czasami są do zmiany, czasami są głupie, wynikają z głupich założeń, ale odsuwając na bok takie walki, wiele z nich moralnie jest dobrych i uzasadnionych. Mam tu na myśli choćby wielu mężczyzn, którzy przed dekady toczyli podziemne podchody z komunizmem w Polsce. Ale żona i matka wspólnych dzieci wyciąga argument istotny: „pomyśl o rodzinie, ona jest na pierwszym miejscu, ona jest najważniejsza, gdybyś odpuścił – żyłoby się na lepiej”. Nic tak nie rozmiękcza serca męskiego, jak troska o własną rodzinę. A mimo to – nie jest ona wszystkim, nie jest ona absolutna, nie jest najważniejsza w znaczeniu ontologicznym. Przypominałoby to raczej układ mafijny z „Ojca chrzestnego”.

Jeśli mężczyzna odpuści sobie, na rzecz rodziny porzuci to, co stanowi o nim samym, o jego tożsamości… odnajdzie siebie w bardzo szybkim czasie albo jako zdziadziałego kanapowca, który dla świętego spokoju, czyni siebie w domu tym drugim, podległym, uległym; albo zostanie pracoholikiem i tak de facto porzuci życie rodzinne; albo zostanie cwaniakiem, który na piedestał wyniesie pieniądz i też w końcu porzuci rodzinę.

Dojrzały mężczyzna musi stoczyć walkę z tym światem o swoje zasady. Walkę beznadziejną, bezsensowną, bezskuteczną. Walkę, o której powie w swoim sercu, że jest „w słusznej sprawie”.

I tu pojawia się męski problem. Mężczyzna ma tendencję do ucieczki od realnego życia, ma zdolność do poświęcenia się całkowicie swojej wizji, zaprzepaszczając wszystko wokół, przynosząc rodzinie nędzę, swą nieobecność i często nawet nie uświadamia sobie konsekwencji swoich czynów. Kobieta z natury jest o wiele mocniej zanurzona w świat praktyczny. Jej supermocą jest sprowadzanie swojego męża na ziemię, przypominanie mu o hierarchii celów, o życiowych priorytetach, czy – mówiąc językiem Tomasza z Akwinu, o ordo amoris, porządku miłości.

Kobieta jednak będzie dążyła do okiełznania męskiego romantyzmu, a może nawet i do wytępienia go. Gdy to się stanie, gdy mężczyzna „padnie” – straci duszę i przestanie być mężczyzną, a w konsekwencji sama żona zacznie być nieszczęśliwa.

Chodzi zatem o znalezienie słusznej miary. Realizm życia z uwzględnieniem męskiej natury, potrzeby bohaterskiej walki, której często najbliższe osoby mo nie rozumieć. Bez tego nie byłoby setek bohaterów, którzy nie uginając się po wojnie polskim komunistom, wybieraliby życie rodzinne w spokoju, co samo w sobie nie zasługuje na potępienie. Są żony, które podczas zaborów szły za swoim ukochanym na Sybir, gdy ci byli zesłani za udział w powstaniach. Znam takie kobiety, które suszą głowy swoim mężom za to, co uznają za pozbawione sensu, ale w sercu przyznają, że są dumne, że „ich mąż się nie dał i pozostał sobą”, że obronił swoją duszę. Także kobieta może wtedy doświadczyć, że naturalna potrzeba poczucia bezpieczeństwa nie stanowi centrum miłości małżeńskiej, nie jest fundamentem miłości.

Małżeństwo przypomina sen patriarchy Jakuba o drabinie, po której wstępują i zstępują aniołowie (por. Rdz 28, 10-13). Kobieta chce ściągnąć na ziemię mężczyznę, jeśli jej się to uda całkowicie – stanie się on mężczyzną, o którym wspominałem kilka akapitów wyżej. Mężczyzna zaś będzie chciał przenieść cały świat do swej walki, tak, jakby tej ziemi, na której drabina stoi – nie było, tak jakby wchodząc po tej drabinie, zapominał o innych i o tym, że może z niej spaść w każdej chwili. Jeśli mężczyźnie uda się namówić do tego kobietę i ona traci duszę, przestaje być sercem relacji międzyludzkich. Staje się radykalna i w imię idei chce przeprowadzić rewolucję, podpalić świat. Ten obustronny ruch, wzajemne uczenie się, że nie tylko jeden kierunek jest słuszny, ale oba, są piękną szkołą miłości małżeńskiej.

We wspomnienie św. Benedykta z Nursji, opata, patrona Europy

11 lipca 2025 A.D.

Więcej tekstów Autora.