Ułatwienia dostępu

Jest w Księdze Daniela „mocna” opowieść o trzech młodzieńcach w piecu ognistym, którym zawdzięczamy pieśń uwielbienia. Adwent jest okresem głęboko liturgicznym, który obfituje w różne postaci, niosące ze sobą ogromne znaczenie dla życia każdego wierzącego mężczyzny. Adwent jest czasem przygotowania siebie na przyjście Pana. Lubię myśleć o tym okresie jako o „ogarnięciu tego, co najbliższe”. I tu zjawia się kolejna refleksja nad męskością w planie Bożym. Zachęcam do adwentowej refleksji nad pięknem i bogactwem duchowym „Trzech Młodzieńców”, trzech „wielkich męskich wzorców” i chyba trzech największych świętych w Kościele.

Niebiański Wojownik

W Adwent wprowadza nas listopad, rozpoczynający się Uroczystością Wszystkich Świętych. Listopad swoją zadumą nad śmiercią i niebem wprowadza nas także w temat aniołów, którzy gremialnie pojawiają się pod koniec Adwentu i na początku okresu Narodzenia Pańskiego. Niebo – tam zmierzamy, a wojsku niebiańskiemu przewodzi św. Michał Archanioł, który nota bene pojawia się w Księdze Daniela. Michał – Któż jak Bóg! – który w ostatnich latach zdobywa, jak prawdziwy wojownik, serca wiernych w naszej Ojczyźnie.

Polskie pieśni adwentowe obfitują w temat grzechu pierworodnego w raju. Po wygnaniu z niego ludzi postawił Bóg przy wejściu anioła, który miał go strzec. Bóg wyznaczył granice. Czy był to Michał? Raczej nie, ale właśnie Michał symbolizuje mężczyznę, który stawia jasne granice, a właściwie przypomina te granice: Któż jak Bóg? Oto prawda, której będę strzegł. Taka postawa mężczyzny jest niezwykle potrzebna – bronić porządku stworzonego przez Króla królów.

Michał przewodzi niebiańskiemu „komunikowi”, jak mówił pułkownik Wołodyjowski, gdyż – jak tradycyjnie wierzymy – pierwszy z aniołów sprzeciwił się ojcu kłamstwa, jasno stając po stronie Boga Ojca. Ujmuje w nim to, że z diabłem się nie dyskutuje. Z nim nie wchodzi się w spory. Naszym zadaniem jest jasno stanąć po stronie Stwórcy. Tu jest prawda. Tu jest granica między dobrem i złem. Ja nie muszę się tłumaczyć, bo ona nie ode mnie pochodzi. Ja jestem powołany do tego, by strzec dobra. Boży wojownik nie skupia się na złu, ale właśnie na dobru.

Potrzeba do tego aspektu Adwentu, z którym spotykamy się na jego początku: pokuty, oczyszczenia, walki z grzechem, a celem jest czyste serce. Takie serce staje się mężne, nie boi się straty w imię prawdy.

A jednak Michał, pomimo wielu majestatycznych wizerunków, pozbawiony jest teatralności. Jest cichy, ukryty.

Ma też jeszcze jedną cechę. Św. Michał to jasna i konsekwentna decyzja, nieugiętość, brak wahania. To wszystko jest ludzkie, jednakże my, katolicy, wierzymy, że relacja ze świętymi upodabnia nas do nich dzięki Bożej łasce. Poznanie świętego to nie tylko zrozumienie, jakie dary i cnoty mu przynależą. Relacja ze świętym to obdarowanie Nim – my te cnoty otrzymujemy, one w nas rosną. Św. Michał może uczyć mężczyzn decyzyjności, ale też jasności w decyzjach i – o ile są one realizacją Bożej woli – łagodnej siły, by się z nich nie tłumaczyć. Z dobra nie trzeba się tłumaczyć. „Mądrość usprawiedliwiona jest przez swoje czyny”.

Miarą Bożego wojownika na wzór św. Michała nie jest eskalacja konfliktu, ale trzymanie jasnej pozycji. W jakimś sensie św. Jan Paweł II opisał ten archetyp poprzez swoje odwołanie do symbolu Westerplatte. Parafrazując je, możemy dziś przypomnieć, że każdy mężczyzna ma zadania, od których nie może uciec, ma obowiązki, od których nie może zdezerterować, ma zestaw prawd i wartości, które musi utrzymać i obronić. Jest to dane z Góry jako wielkie zadanie miłości dla naszej wolności. Św. Michał Archanioł wyprasza nam umocnienie naszej wolnej woli. To początek rycerskiej drogi.

Prorok Sensu

Jest w Adwencie Ktoś, kogo każdy zna, lecz jest to postać z jakiegoś powodu zapomniana, ukryta – przynajmniej na razie. Pojawia się on w Adwencie i poraża swoją męskością, która pociągała zarówno wtedy, gdy żył, jak i dziś. Mowa oczywiście o wspaniałym św. Janie Chrzcicielu. Ten ostatni prorok Starego Testamentu, największy z narodzonych z niewiasty, był niewątpliwie prorokiem pełnym mocy. Mówił z mocą. Mówił prosto, a przez to dla osób pogubionych wydawał się być może osobą cechującą się zbytnią surowością, chociaż to właśnie j3go klarowność i jednoznaczność przyciągały tłumy.

Wyobrażam sobie Jana jako mężczyznę pełnego gorliwości, który w swym ludzkim obliczu potrafi powiedzieć coś za mocno, nie wyjaśnić dostatecznie, może nawet kogoś nieświadomie urazić, ale świadom swego miejsca (wszak mówi wyraźnie, iż nie jest Mesjaszem) nie załamywał się pod wpływem swoich braków. Szedł dalej – jasno, pewnie, odważnie.

Jan nauczał na pustyni. Tym samym zapraszał ludzi do tego, aby wyszli szukać Boga. Nie obiecywał im ciepłych kapci, ale nie był też postacią pozbawioną dla ludzi miłych słów. Jan nadawał sens życiu, przywracał smak rzeczy pierwszych. Przypominał najprostsze prawdy. Odkrywał tożsamość tych, którzy do niego przychodzą. Uderzał prosto w serce, pokazując, że życie bez sensu nie jest życiem, do którego Bóg powołał człowieka.

Nadto był dzieckiem obietnicy. Historia jego ojca, Zachariasza, jasno wskazuje, że Bóg wysłuchuje wszystkich naszych modlitw – wszystkich. Być może ta świadomość, opowiadana przez przodków, była dla niego pewną skałą, na której postawił swoje publiczne życie.

Jan miał w sobie pewną męską cechę, której współczesny świat nie kształtuje. Nie był butny, ale potrafił przedstawić Boże widzenie w sposób nieco zuchwały, bez absolutyzowania ludzkich emocji. Nie był na nie ślepy, ale pokazywał, że to nie one stanowią drogę do naszego zbawienia, lecz Ten, ,,któremu nie jest godzien odwiązać rzemyka u sandału”.

Mężczyzna potrzebuje sensu. Potrzebuje jasno uporządkować swój świat wartości, bo dzięki temu może wejść w świat serca.

Czułość wierności

Czy jest miejsce w Adwencie na św. Józefa? Niewątpliwie tak. To okres maryjny, a Oblubieniec jest zawsze obok swej Oblubienicy. Józef pojawia się w tym czasie i – jak zwykle – niesie ze sobą głębokie prawdy o męskości, bardzo nieatrakcyjne dla współczesnej kultury. Józef to Opiekun. Powołany jest do życia małżeńskiego i rodzinnego. Pokazuje tym samym, że Boży Wojownik i Boży Prorok nie oddają w pełni głębi tych najbliższych dla każdego zdrowego mężczyzny relacji.

Józef to stabilność. Józef to wierność. Józef to bezpieczeństwo. Ale Józef jest nazywany przede wszystkim „mężem sprawiedliwym”. Pojawia się przecież ta cudowna Ewangelia, w której ów mąż chce oddalić swą małżonkę, ale po śnie z aniołem wstaje i bierze ją do siebie. Nie wypowiada ani jednego słowa w Ewangelii. To zdanie może wydawać się banałem, wciąż powtarzanym w homiliach okolicznościowych.

Józef uczy nas cichości. On nie jest głośny. Współczesny typ samca alfa jest hałaśliwy, uporczywy i wytrwały w sposób efektowny. Józef ma tak głęboką i silną osobowość, zakorzenioną w Bogu, iż jest pełen milczenia – ale to milczenie jest pełne sprawczości, pełne obecności. Są tacy mężczyźni, którzy wchodzą, patrzą, milczą, a my wiemy, że oni są. Czujemy ich wewnętrznie, czujemy ich głębię i siłę.

Józef dba o dobro wspólne swojej rodziny. Jest w stanie schować swoją dumę (uciekając do Egiptu). Stabilizuje rzeczywistość. Jest w tym sensie dosłownie królem – jest z rodu królewskiego. Nie krzyczy, nie wywyższa się, nie jest fircykiem. Zarządza, widzi, panuje – nie nad żoną, ale nad sobą, jako wzorzec męskiej czystości (widzenia rzeczywistości i ludzi Bożymi oczyma). Panuje też nad sytuacją, nad życiem. To cicha, a przecież tak silna opieka!

To mężczyzna, który usuwa chaos z życia, z otoczenia, spośród swoich bliskich. Mocny Bogiem mówi: „będzie tak”, bo słucha Tego, Który Wszystko Wie. Fascynujące jest w nim to, jak swojej mocy nie demonstruje. Nie przyciąga uwagi. Ba – nawet nie rywalizuje z innymi. Ta jego pozorna bierność nie jest żadnym wyrazem słabości, ale właśnie męskiej siły. „Ja nie muszę brać udziału, udowadniać czegoś sobie i innym”. Jest Bożym Mężem z nadania Boga – nic więcej nie potrzebuje.

Jakże potrzebujemy takich mężczyzn, którzy panują nad swoją prawdziwą (nie udawaną) siłą, kształtując w sobie serce czułe, łagodne, delikatne, wręcz subtelne. „Zbyt miły”, „za bezpieczny”, „nudny” – to tylko niektóre określenia, które św. Józef mógłby usłyszeć od dzisiejszej popkultury. A przecież, by przyjąć mężczyznę pełnego silnej, cichej obecności, potrzeba serca dojrzałego, gotowego unieść tak głęboki wewnętrzny świat – świat niewątpliwie męski.

*

Oczywiście te trzy krótkie opisy są tylko zaproszeniem do adwentowej refleksji nad bogactwem duchowym tych wielkich świętych i nad własną męskością: postawić granice i zdecydować się, by odważnie ich bronić; uporządkować swój wewnętrzny świat i nazywać sens życia w rozmowach z tymi, których Pan stawia na naszych ścieżkach; wreszcie – być ciepłym opiekunem najbliższych: żony, dzieci, przyjaciół. Człowiekiem mocnym obecnością, która niedojrzałych przytłacza, dezorientuje, onieśmiela i wystrasza, ale osoby pełne Maryjnej skromności i radości zaprasza i przyjmuje.

Wszystkie trzy postaci odgrywają i będą odgrywać coraz większą rolę w życiu wewnętrznym Kościoła. Jako współcześni mężczyźni nie tylko rozważajmy ich cnoty, ale poprzez relację upodabniajmy się do nich, przygotowując świat na ostateczne przyjście Króla królów.

Bez św. Michała Archanioła mężczyzna nie potrafi znaleźć w swej empatii jednoznaczności w poglądach, tłumaczy się ze wszystkiego – także z dobra, które czyni – i nawiązuje relacje na poziomie nastoletnim. Bez św. Jana Chrzciciela mężczyzna żyje cudzymi oczekiwaniami, nie wie, kim jest, jaką ma tożsamość, gubi kierunek w relacjach, jest niezdecydowany, nie wie, czego chce. Bez św. Józefa mężczyzna jest dobry, ale nie jest oparciem dla ludzi, nie znajduje w sobie odpowiedzialności, jest grzecznym chłopcem szukającym akceptacji.

Ze św. Michałem Archaniołem mężczyzna nie negocjuje ze złem, stawia granice bez gniewu, panując nad tą męską pokusą, zostaje w prawdzie kosztem straty. Ze św. Janem Chrzcicielem mężczyzna „lubi siebie”, tętni swoimi talentami i cnotami, widzi sens w rzeczywistości i ukazuje go innym, nie sprzedaje się za akceptację. Ze św. Józefem mężczyzna bierze odpowiedzialność, harmonizuje relacje swoją milczącą, ale silną obecnością, bez hałasu opiekuje się darem życia tych, którzy są mu powierzeni.

Łącząc te trzy archetypy, mężczyzna nie gra. Jego jasność w intencjach przeraża niektórych ludzi, onieśmiela, wydaje się mało ciekawa. Ale taki mężczyzna jest przejrzysty, przezroczysty, silny sercem i głębią. Ludzie czystego serca to widzą, czują i szanują. Taki mężczyzna wykazuje się wiernością, stałością i stabilnością, którą dzisiejszy świat nazwałby zdrowiem psychicznym. Mało w nim chaosu – co nie oznacza braku spontaniczności, bo Bóg często zaskakuje, a pełniąc Jego wolę, trzeba pozostać otwartym na Jego wołanie. Taki mężczyzna nie wybucha, nie pokazuje siły tam, gdzie nie trzeba, nie znika, nawet gdy ktoś naruszy jego granice. Trzyma pozycję.

Oto lekcja Benedykta XVI o męskości: prawda z miłością, miłość z prawdą. Czułość, która ma głęboki sens. Prawda, która nikogo nie atakuje. Miłość, która nie uzależnia, lecz umacnia i chroni wolność innych. Nikogo nie potrzebuje – i dzięki temu może się podarować i być z innymi i dla innych.

Więcej tekstów Autora.