Ułatwienia dostępu

Z pewnym smutkiem, a nawet niepokojem przeczytałam tekst Ludwika Pędzioła „Młoda prawica bez Boga” opublikowany na portalu pch24.pl. Autor stawia w tekście tezę, że najmłodsze pokolenie, dorastające w Polsce postkomunistycznej, a więc kapitalistycznej i liberalnej, nie ma w sobie poczucia transcendencji, religijność przestała być istotna, co nieuchronnie prowadzi do szeregu negatywnych skutków. Jako przedstawicielka tej grupy wiekowej poczułam się niejako wywołana do zabrania głosu. Jesteśmy zbiorem zbyt różnorodnym, by łatwo było nas zaszufladkować, religijność wciąż stanowi istotną wartość, choć manifestowaną w inny sposób. Coraz większym problemem jest również sam podział prawica-lewica.

Zarzuty dużego kalibru

Nie sposób się nie zgodzić, iż kryzys na prawicy istnieje. Funkcjonujemy w świecie postmodernistycznym, odrzucającym Tradycję i tradycję, nastawionym na poszukiwanie indywidualistycznie rozumianego szczęścia i przedkładającym go nad wszystko inne. Lewa, postępowa nieźle się w tej rzeczywistości odnajduje, mogąc wybierać spośród szybszego lub wolniejszego, ale wciąż „postępu” – rozumianego jako coraz większe swobody dla coraz większych dziwactw. Ci, którzy reprezentują poglądy konserwatywne, narodowe, monarchistyczne i podobne są w wiecznej defensywie, pragnąć świata, który nie istnieje. Droga do zrealizowania tego marzenia jest niejasna, różne opcje ideowe proponują różne rozwiązania, jednak żadne z nich na dłuższą metę zdaje się nie zdawać egzaminu. Wywołuje to zrozumiałą frustrację. Sami prawicowcy nie pozostają bez wpływu społeczeństwa, w którym żyją. Jednak uczynienie z nich grupy różniącej się jedynie przedziałem wiekowym, a jednolitą wewnątrz jest zbytnim uproszczeniem.

P. Pędzioł dokonał umownego podziału między prawicę „starą” (wychowaną w pełni w czasach PRL), „średnią” (dorastającą w czasach transformacji) i „nową” (znającą już tylko III RP). Nakreśla przy tym jednoznacznie negatywny obraz najmłodszej grupy wiekowej, za wyjątkiem drobnych pochwał odnoszących się do znajomości technologii czy dbania o jakość przekazu. Co istotne, w jego wizji zbiorowość ta jest jednolita. Ma ją cechować odrzucenie metafizyki, głębszej moralności, brak poszukiwania obiektywnej prawdy. Z kolei to, co rzekomo różni ją od lewicy, to jedynie fakt zakazywania prywatnych przyjemności, jak mięso, użycie plastiku czy kupno alkoholu. Czysty liberalizm, zero cnoty. Nie mówiąc o porzuceniu Boga (znaczący spadek religijności), a także honoru i ojczyzny (niechęć do bronienia kraju w razie wojny wyrażony w badaniach ankietowych). Co więcej, gdyby lewica przestała stawiać takie ograniczenia, jakie stawia obecnie, „młoda prawica” zaczęłaby widzieć w niej sojusznika i ochoczo przeszła na jej stronę.

Oś, kompas, trójkąt?

Obraz nakreślony przez autora wzmiankowanego tekstu jest problematyczny na kilku poziomach. Jak wspomniałam, przedstawia on de facto dwa pokolenia (Y, tzw. milenialsi, i Z, „zetki”), zróżnicowanych wewnętrznie, w gruncie rzeczy jednolitą masę. Tymczasem różnice są znaczne: zarówno między wymienionymi pokoleniami, jak i wewnątrz nich. Prawica to nie tylko liberałowie, dla których to wolność (rozumiana do tego egoistycznie, jako możliwość egzekwowania swoich praw wynikających z indywidualistycznych pobudek) jest kwestią nadrzędną. Dyskusje o zakresie ideowym prawicy trwają od co najmniej wieku, są równie zawiłe co system władzy w Unii Europejskiej, nie jest to więc miejsce na przytaczanie ich. W skrócie w tym worku mieszczą się zarówno wspomnieni liberałowie gospodarczy, jak i konserwatyści (w tym socjalni i liberalni), chadecy, monarchiści, nacjonaliści (nie wszyscy utożsamiają się z prawicą), reakcjoniści, kontrrewolucjoniści, populiści czy wreszcie ruchy spod znaku Nowej Prawicy.

Jak widać, rozpiętość jest szeroka, poszczególne nurty nie tylko znacząco różnią się między sobą, ale wręcz w wielu kwestiach sobie przeczą. Zamiast próbować ustalić poglądy na tradycyjnej, jednak zbyt uproszczonej osi prawica-lewica próbuje się innych, bardziej wielowymiarowych modeli. Do najpopularniejszych należą kompas polityczny (oś ekonomicznej prawica i lewica oraz oś autorytaryzmu i libertarianizmu), trójkąt ideologiczny (liberalizm – socjalizm – konserwatyzm), czy wreszcie zestawienia stworzone np. przez projekt MyPolitics (ocena w siedmiu kategoriach ideologicznych). Wszystkie z nich są krytykowane za niedokładność, brak wystandaryzownia czy problematyczność przedstawienia ideologii bardziej niestandardowych. Nie powstał system nawet zbliżony do idealnego, odzwierciedlający różnorodność prądów myślowych. Przedstawienie więc prawicy jako jednoznacznie liberalnej jest zbyt daleko idącym uproszczeniem.

Szczególnie, że prawica młodego pokolenia jest bardzo różnorodna, w dobrym tego słowa znaczeniu. Jesteśmy pierwszymi pokoleniami wychowanymi nie na opozycji wobec komunizmu (a mimo to poglądy antykomunistyczne są w nas mocne), ale eksplorującym śmiało prądy myślowe z Polski, jak i zagranicy – przeszłe i teraźniejsze. Czasem efekt jest zabawny, bardziej funkcjonujący w kategorii mema niż zasługujący na poważne traktowanie (szestnastolatek rozprawiający o prawie Burbonów do tronu i mówiący „niewiasta” zamiast „kobieta”), jednak to owa śmiałość jest powiewem świeżego powietrza w dotychczas raczej zatęchłych kręgach jednoznacznie konserwatywnych. Tendencja jest jednoznaczna, zawód dotychczasowymi, niewystarczającymi i skazanymi na porażkę formami nakazuje zwrot ku nowemu.

Z Bogiem, obok, rzadko przeciw

Co ważniejsze, prawica młodego pokolenia nie wyzbywa się ona Boga, a na pewno nie cała. Choć religijność (uczestnictwo w nabożeństwach, deklarowane przywiązanie do zasad katolicyzmu) istotnie spada, nie jest to po prostu ubytek wiernych. Po dziesiątkach lat wiary kulturowej zastępuje samookreślenie się – w jedną lub drugą stronę. Jedni młodzi ochoczo zamieszkują ze sobą przed ślubem, czy nawet nie planują go zawierać, inni są dużo bardziej świadomi i zaangażowani we życie religijne. Znakiem są choćby powiększające się rzesze wiernych uczęszczających do kaplic FSSPX, który choć stojący na marginesie Kościoła, swoim radykalizmem przyciągają. Liczne są także wspólnoty Domowego Kościoła, pojawiają się duszpasterstwa postakademickie, czy inicjatywy stricte od świeckich dla świeckich. Katolicyzm coraz bardziej wychodzi poza mury świątyń, stając się częścią życia wiernych. Jednocześnie świadomość bycia w mniejszości na jednych działa motywująco, na innych wręcz przeciwnie – jednak to ci pierwsi stanowić będą awangardę.

Nie można zapomnieć, że – jak to zostało stwierdzone na wstępie – obracamy się w świecie delikatnie rzecz ujmując niechętnemu wierze i szeroko pojętym tradycyjnym wartościom. To powoduje, że bez silnego oparcia w religii łatwo można przejść na pozycje areligijne, a w konsekwencji (choć nie od razu) oparte na moralności „co mi się wydaje”. A jednocześnie utożsamiać się z prawicą, w efekcie zupełnie bezobjawową. Takie jednostki się zdarzają, szczęśliwie same się prędzej czy później odcinając od tego nurtu. Szkoda jedynie ludzi, którzy widząc w nich autorytet za nimi idą. Jawne przeciwstawianie się religii chrześcijańskiej zachodzi bardzo rzadko. To absolutny margines – nacjonalistyczny Niklot odwołujący się do rodzimowierstwa, francuska Nowa Prawica zarzucająca katolicyzmowi bycie podstawą liberalizmu nie są znane szerzej niż wąskiemu gronu fascynatów.

Nie mogę sobie odmówić w tym miejscu drobnego przytyku. Żyjemy w takich a nie innych warunkach, nastroju politycznym nie dzięki nam samym. Ktoś ten świat stworzył i nam dał – właśnie starsze pokolenia. Nie zmywam winy z młodych, nie pragnących dążenia do poznania Prawdy, opadających w oślizgłe macki wygodnictwa. Jednak to z wychowania bierze się znacząca część charakteru i podejmowanych decyzji. Plagą był brak miłości w rodzinach, rozwody, zdrady, przekonanie o tym, że dziecko jest jedynie przeszkodą do kariery i własnego szczęścia (badania demograficzne jasno to potwierdzają). Nie mówiąc o nałogach, jak alkoholizm – młodzi coraz rzadziej sięgają po tę używkę. Problemy są nie tylko sumą kłopotów jednostkowych, ale również klimatu społecznego. Weszliśmy w III RP bez większego planu innego niż stricte gospodarczy. Miało być nowocześnie, zachodnio i bogato. Sprowadzało się to do rosnących wskaźników ekonomicznych, bez oglądania się na koszty społeczne – o skutkach takiego myślenia pisze choćby małżeństwo Okrasków. Zachłyśnięcie się Zachodem, który odrzucił trwałe ideały już dawno, bez próby określenia nowej, postkomunistycznej, polskiej duszy wyprało nas z głębszych ideałów. Powoli dryfujemy w stronę postępu, jednak z silnymi oporami. Nie udało się ani przepchnięcie aborcji na życzenie, ani związków homoseksualnych, gender również nie zagrzał na dłużej miejsca. Nie jest dobrze – jest absolutnie nijako.

Nieznana alternatywa

Młoda prawica żyje w świecie przepełnionym niepewnością. Dopiero wchodząca na rynek pracy i matrymonialny lub będący na nim od niedawna, dopiero gruntująca swoją pozycję. Przyszłość jawi się w barwach bądź ciemnych, bądź „jedynie” niepewnych. Na pierwszy plan wysuwają się zmiany ideologiczne, których na dłuższą metę nie jesteśmy w stanie zatrzymać – nieważne, ile napiszemy artykułów, nagramy podcastów, zorganizujemy pikiet. Poszukujemy coraz to nowych dróg działania, których efekty nie są znane, bo zależą od zbyt wielu czynników, w tym od nas niezależnych. Kto wie, czy pierwszy upadnie system liberalny, czy Polska jaką znamy? Zmiany demograficzne stawiają pod znakiem zapytania zabezpieczenie bytu na starość – szczęśliwie coraz więcej młodych zaczyna o tym myśleć szybciej, niż w wieku 50 lat. Masowe ściąganie migrantów zarobkowych i tolerancja wobec tych nielegalnych, połączona ze świadomością skutków – widzimy, co dzieje się na Zachodzie, szczególnie w kontekście tego, po czyjej stronie w razie konfliktu staje państwo – nie napawa optymizmem, nie zwiększa poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji.

Żyjemy w czasie przełomu. Nie za bardzo wiemy, kim jesteśmy, co tak naprawdę kryje się pod byciem Polakiem – z pewnością więcej, niż segregowanie śmieci i głosowanie w wyborach. Musimy niejako wymyślić sami siebie, nadać kierunek i tor działania. W tak rozdrobnionej prawicy jaka funkcjonuje obecnie będzie to zadanie niezwykle trudne. Polaryzacja polityczna się zwiększa, nie tylko w kontekście partii, ale wizji Polski. Nie jest to wezwanie do Hołownianego podania sobie rąk w imię fałszywego pokoju, lecz głębokiego przemyślenia swojej tożsamości. Nie w bieżących kontekstach jak stosunek do Unii Europejskiej czy wysokości podatków, ale ze wzrokiem skierowanym w przyszłość. Za pewien czas to my będziemy tymi starszymi i odpowiedzialnymi za kształt świata, w którym będą żyć kolejne pokolenia.

Agata Leszczak

By Agata Leszczak

Lekarz medycyny, miłośniczka gór, kolarstwa i literatury, szczególnie historycznej