Ułatwienia dostępu

Nie ma chyba drugiej grupy społecznej w Polsce, na której wiesza się przysłowiowe psy, obwinia się za każdym problem społeczny (i polityczny) w Polsce, jak mężczyźni. Nie byle jacy, tylko polscy, zwykli, którzy tu na tej ziemi wyrośli i z tej, a nie innej kultury narodowej przyszli. Kilka dni temu zadałem sobie pytanie: za co cenimy polskich mężczyzn? Jasne – nie mam zamiaru lukrować rzeczywistości, przedstawiać Polaków, jako świętych, wspaniałych, bez skaz – broń Boże! – ale przecież, jeśli nie potrafimy dokonać żadnej afirmacji zwykłego Polaka w tajemnicy jego męskości, byłoby to równoznaczne z uznanie istnienia polskiego mężczyzny za zjawisko negatywne co do swej istoty. Wystarczy mieć odrobiny zdrowego rozsądku, by odrzucić taką propozycję intelektualną.

Spróbujmy zatem oddać „polskim mężczyznom to, co do nich należy” – szacunek, wdzięczność i docenienie tego, co na to zasługuje. Historia Polski obfitująca w okresy na granicy egzystencji narodowej, słusznie doceniła etos Matki Polki. Jednakże to, że jako naród istniejemy i że współczesna Polska wygląda tak, a nie inaczej (mam tu na myśli choćby bezpieczeństwo na Polskich ulicach), jest niewątpliwie zasługą także polskich mężczyzn. Ten akurat niedoceniany fakt, ukazuje Polaków w pozytywnym świetle dwojako. A to przez wbudowany zdrowy rozsądek, który z zasady każe Polakom odrzucać skrajne ideologie mieszania się kultur, a to przez samo wychowanie polskich mężczyzn w szacunku do kobiet i słabszych, co z kolei jest niedoceniane. Ba, bywa nawet z pogardą wyśmiane, jako dowód na brak testosteronu wśród Polaków.

Kilka lat temu trafiłem na pewien anglojęzyczny mem, który próbował scharakteryzować różne kultury narodowe. Cel wychowania w przypadku Polaków został opisany jako: szlachetność serca. I ta szlachetność jako serce polskiej kultury narodowej zdaje się również sercem polskiego etosu męskości. Trudno w pełni opisać, czym ono jest, zrazu wydaje się mienić nieco innym blaskiem w przypadku pań (łagodność, delikatność, cierpliwość), innym u panów (wielkoduszność, łaskawość, hojność). Polski mężczyzna, tak jak wychowują nas wielcy pisarze, to ktoś, kto nie ucieka z pola walki, nie tchórzy, nie mści się (jak francuski hrabia Monte Christo… skądinąd piękna chrześcijańska powieść), lecz okazuje łaskawość i szlachetność – w pierwszej kolejności zwyciężonym. Choć nie tylko. Nie jest przypadkiem, że Sienkiewicz w swej powieści „Krzyżacy” umieścił na pograniczu mazowiecko-mazurskim komesa na Spychowie – Juranda – mocarnego i odważnego wojownika, który mówił o sobie: „byłem srogi, ale nie zdradziecki”. Krzyżacy, odebrawszy mu córkę i wtrąciwszy go do więzienia, przed wypuszczeniem obcięli mu prawą rękę, język i wypalili jedyne sprawne oko. A jednak, gdy architekt tej piekielnej historii staje przed nim pokonany, ten uwalnia go i prosi sługi, by odprowadzili go do granicy. Trudno o bardziej spektakularny przykład cudu męskiej szlachetności. Trudno nie wzruszyć się na widok tej sceny, a przecież tak męskiej. Oto mężczyzna, który przeżył kilka lat w otchłani, w piekle, okazuje łaskę temu, kto przyprawił go o śmierć duchową, który swoimi czynami „mógł zabrać Boga z serca”. Twardy gość – ale nie o twardym sercu.

Szlachetność ta uzyskała odcień w powieściach tego pisarza, o którym słusznie mówi się, jakoby dokończył proces narodowotwórczy, w zupełnie innym kontekście – w szacunku okazywanym wobec kobietom, co stanowi w dzisiejszej popkulturze, być może najtrudniejszy punkt zachwytu nad etosem Polaka. W świecie, w którym to właśnie kobiety królują w obrażaniu polskich mężczyzn (zarzucając im wszystko, co najgorsze – brak ambicji, brak dbania o siebie… wszak od lat portale karmią nas tyradami o „zakolakach cebulakach”, którzy przez sam fakt bycia Polakiem, zasługują na pogardę…), chciałem przypomnieć postać pułkownika Wołodyjowskiego, który usłyszawszy o tym, iż zaręczona z nim panna Krystyna obdarzyła uczuciem jego najlepszego przyjaciela, ruszył za Szkotem Kettlingiem, owszem – w ferworze gniewu, by jednak ostatecznie sprowadzić go z powrotem, życzyć mu szczęścia ze swą niedoszłą małżonką i wypowiadając przy tym znamienne słowa: „wolę, abyście mnie błogosławili, niż przeklinali”. Sienkiewicz, z niesamowitą intuicją, obdarza go zresztą chwilę później kobietą, którą naprawdę poślubi, oddaną mu Basią. Szlachetność bywa bowiem wynagradzana w najmniej spodziewanym momencie. Jednak nie mamy tu do czynienia z historią „nice guy’a, który chcąc się przypodobać kobiecie, zrobi dla niej wszystko”. Mamy do czynienia z mężczyzną, który wartości narodowe i religijne, głęboko wpojone za młodu, dopełnił stałą i zdecydowaną siłą woli – największym symbolem męskiej autonomii; bycia sobą – dlatego mógł okazywać „miłość” tym, komu chciał, będąc wolny od własnego osobistego cierpienia. To siła męskości, która nie znajduje podobnych obrazów w literaturze innych narodów. Zabrzmi to zbyt banalnie, gdy bowiem, iż to oznaka wielkiej siły mężczyzny, lecz zabrzmi może niewiarygodnie, gdy dodam, iż znam mężczyzn-Polaków o takiej szlachetności serca.

Ten wątek stosunku do kobiet chciałbym jeszcze rozwinąć o aspekt ojcostwa. Badania pokazują, że polscy mężczyźni chcą szybciej założyć rodzinę niż kobiety, co więcej, mężczyźni statystycznie pragną więcej dzieci, niż ich wybranki. Jasne, dokonuję tu pewnej generalizacji. Od lat panuje przekonanie, że polscy ojcowie są apodyktyczni, nie dbają o siebie, o swoje rodziny, a zwłaszcza o córki. Myślę, że większość Polaków byłaby w stanie podpisać się pod takim stwierdzeniem, ale z pewnym „ale”. Pamiętam rozmowy toczone z młodymi kobietami przy okazji „czarnych protestów”. Nie raz mogłem usłyszeć, że gniew kobiet skierowany jest wobec mężczyzn, którzy są tacy… a tacy. Pytałem z zaskoczeniem wtedy: a twój ojciec? Twój brat? – Ach, nie…. – słyszałem w odpowiedzi. – Oni są inni… Czasami mam poczucie, że polskie społeczeństwo padło łupem wykreowanych medialnie faktów, które mijają się z rzeczywistością. Większość młodych osób, mają bardzo dobre relacje ze swoimi ojcami. Polski ojciec jawi mi się raczej nie jako ktoś, kto jest uosobieniem purytańskiego kalwina z dziewiętnastego wieku, a raczej ktoś, kto wciąż ma w sobie duszę kowboja z Dzikiego Zachodu, który pozwala swoim dzieciom na zbyt dużo (wierząc w ich mądrość, a kształtując ich wolność i odpowiedzialność, która się z nią wiąże). Córki zaś rozpieszcza, okazując im serce, gdyż jako Polak, ma głęboką nadzieję, iż ona okaże je swojej przyszłej rodzinie, od przyszłego męża poczynając. Nadzieja ta bywa czasem płonna, gdyż polskie kobiety narażone na zachodnie trendy żyją marzeniem bycia silną, niezależną, asertywną liderką, która „wszystkim pokaże”…, ale w sercu, myślę, nauka ta wydaje owoce i wciąż zachęca Polki do przestawienia swojej drabiny wartości, nie do porzucania swoich marzeń, lecz do realizacji siebie, jako kobiety pełnej szlachetności, zwłaszcza wobec najbliższych.

Ta szlachetność męska jest oczywiście głęboko osadzona w religii katolickiej. I choć mówi się o tym, że polski Kościół jest żeńsko-katolicki, to od kilku lat, mam wrażenie, wyraźnie się to zmienia. Wielu młodych mężczyzn w Polsce jest głęboko wierząca i szczerze mówiąc – szacunek! – obracając się w takim towarzystwie i znając wielu młodych katolików, uczciwie powiem, iż wiara ta jest głęboko poruszająca i zawstydzająca, co przyznaje coraz śmielej wielu księży na ambonie. Młodzi polscy mężczyźni w swej masie, nawet jeśli są prostego ducha, są głęboko uduchowieni, a ich wiara i nadzieja w tych trudach, które noszą na swoich barkach codziennego dnia, jest naprawdę, powtórzę to, gdyż chciałbym, aby to wybrzmiało – głęboko zawstydzająca. Wiara przenosi góry, a polskich mężczyzn uzdalnia do podejmowania rzeczy niemieszczących się w ludzkim poznaniu. Nieprzypadkowo od lat polscy wierni modlą się o beatyfikację rotmistrza Pileckiego. Mnie jednak przyszła na myśl zupełnie inna postać, również z Trylogii Sienkiewicza – Longinusa Podbipięty, poczciwego osiłka, który ofiarował się na misję przedarcia się do króla przez kozackie tabory. Na stwierdzenie, że przez nie nawet ptak nie przeleci. Filmowy Longinus wypowiada słowa, które stanowią istotę wiary polskich mężczyzn: „jak Bóg zechce, to przeleci, a jak nie – to w niebie wynagrodzi”.

Zupełnie inną cechą polskich mężczyzn jest to (a przynajmniej takie jest moje doświadczenie), wbrew temu, co znów, obiegowo panuje w mediach, iż są to osoby wykształcone, bardzo oczytane, mające wiele pasji intelektualnych, bardzo nietypowych, nadto dowcipnie bystrych. W ogóle jakąś cechą narodową Polaków, zapewne opartą na historii naszego narodu, jest „bycie filozofem z samego faktu bycia Polakiem”. My filozofujemy, chcemy zrozumieć rzeczywistość, nasze życie, nasz trud i nasze radości. Polscy mężczyźni są znakomitymi rozmówcami, którzy wbrew pozorom, wcale nie spędzają wielu godzin na rozmowach o grach komputerowych, piwie, piłce nożnej i samochodach. Są oczytani nie tylko w kwestiach naukowych, ale mają równie często obycie w literaturze wysokiej, w powieściach, polskich i zagranicznych. To właśnie polski mężczyzna przekaże zamiłowanie do polskich dzieł Sienkiewicza, Mickiewicza, czy Kochanowskiego. Kobiety kochają poznawać nowe kultury. Dziedzictwo przekazywane jest głównie w linii męskiej. Polscy mężczyźni mają w sobie zdrowy rozsądek polityczny, mają zbawienny konserwatyzm, który zgodnie z ludzką naturą, każe człowiekowi umiłować to, co najbliżej, to, co jego, ale bez zamykania się na to, co inne.

Polscy mężczyźni są wielkimi patriotami. Chociaż i oni uwielbiają narzekać na Polaków, to przecież większość z nich nigdy by Ojczyzny nie porzuciła. Czyż nie jest to jeden z istotnych powodów, dla których nasz naród wciąż istnieje? W etos polskiego mężczyzny głęboko wpisany jest honor, Ojczyzna i rodzina. A nad tym wszystkim góruje On – Stwórca. Co tak kapitalnie ukazał swej ukochanej wspomniany Michał Jerzy Wołodyjowski, gdy na szańcu w Kamieńcu Podolskim, pomimo swej gorącej miłości do żony, waleczności i właściwie życia, które spędził na stałej służbie Rzeczypospolitej, mówi pogodnie: „nic to!”. „Jest coś więcej, jest życie po śmierci, dzięki tym miłościom, zmierzam tam drogą pewną i niezłomną”.

Stąd wydaje mi się, że polski mężczyzna jest z punktu widzenia współczesności bardzo niemodny. Choć mówi się o nim co do zasady jako o człowieku zaradnym, to dzięki umiłowaniu rodziny, Ojczyzny, dzięki cnotom, które pragnie w sobie kształtować, zdaje się antymaterialny. Ba, z doświadczenia powiem, że nic chyba tak nie wścieka młodych Polaków jak kobiecy materializm i chyba najsłabszych mężczyzn, jakich poznałem w Polsce, charakteryzowała żądza pieniądza. Jest w tym coś głębszego – męska siła. Być sobą, na przekór tego świata, żyć swoimi zasadami, nie dać sobie wejść na głowę, godzić się na śmiałe ryzyko, na trud w życiu, w imię tego, co najważniejsze. Może się mylę, ale żadna kultura narodowa wobec mężczyzn nie jest tak przepełniona tym, co wyższe, jak nasza. Jest to dziś atakowane, ale nie trzeba chyba tłumaczyć, iż są to ataki barbarzyńców. W XIX wieku polskie arystokratki godziły się na kilkuletni wyjazd na Sybir za mężem, by być przy swoich ukochanych-bohaterach. Czy współcześnie mamy w sobie jeszcze taką siłę woli i szlachetność serca? Moim zdaniem, jako Polacy i Polki – tak.

Mają też polscy mężczyźni cechę nazywaną „ułańską fantazją”. Doprawdy, nie znam ani jednego mężczyzny, który by jej nie objawił na jakimś etapie swego życia, nawet jeśli innym wydaje się, że Polacy to mężczyźni bez ikry, bez ognia, bez odwagi. Jasne – nie ma możliwości, by jak Andrzej Kmicic porwać swoją ukochaną, gdyż, jak tłumaczył: „ona mnie nie chciała, więc co miałbym niby zrobić?”. Ta fantazja, pomysłowość, nieszablonowość objawia się w polskich mężczyznach. Najlepsze oczywiście jest to, że większość nie ma o tym pojęcia. Codziennie przemykamy obok mężczyzn bardzo szlachetnych, może bohaterskich, w każdym razie niesztampowych, tylko o tym nie wiemy, bo inną polską cechą narodową, jest brak samochwalstwa. Wobec tego pruskiego ordnungu, jaki nam wszędzie się chce zaserwować, polscy mężczyźni wciąż gonią za wolnością, za byciem sobą, za byciem mężczyzną, który świadomie i dobrowolnie ogranicza siebie tylko z miłości do rodziny, Ojczyzny i Boga. Cała reszta co do zasady jest jego światem, nad którym panuje, jak dobry ojciec. Może zabrzmi to dziwacznie, ale nawet kapela z tak innego świata, jak Myslovitz śpiewała przed laty: „i nawet kiedy będę sam, nie zmienię się, to nie mój świat”1.

Ta krótka afirmacja napisana z pewnym uśmiechem, miała być w swoim założeniu elementarnym oddaniem szacunku polskim mężczyznom, którzy na to zasługują. Idą czasy trudne, złe, wojenne, może braku koniunktury ekonomicznej. Kto będzie bronił Ojczyzny? Kto na swoje barki weźmie wysiłek polskiej gospodarki w przemyśle i rolnictwie? Nie niszczmy jako Naród tkanki społecznej. Jesteśmy w momencie, a piszę to również jako wykładowca akademicki, w którym wielu młodych polskich mężczyzn w siebie nie wierzy, chciałaby się zmienić z dnia na dzień, by stać się bardziej modnym, ale jednak coś w ich sercu wciąż sprowadza ich na ożywcze drogi etosu polskości – etosu szlachetności. Poza tym poznałem w swoim życiu wspaniałych mężczyzn – Polaków, głęboko zanurzonych w polskość i chrześcijaństwo, którzy swoją męskość realizowali także, a może przede wszystkim „po polsku”. Są to panowie i starsi ode mnie, ale też i młodsi. Nierzadko jako przyjaciele, koledzy, znajomi, nauczyciele, przewodnicy, jako ojciec i brat – wpłynęli na moje życie, pokazali mi inne oblicze Ojczyzny i chciałbym im powiedzieć zasłużone: dziękuję!

23 czerwca 2025 A.D. – w Dzień Ojca

W Wigilię uroczystości narodzenia św. Jana Chrzciciela, patrona mężczyzn

1 Myslovitz, Długość dźwięku samotności, w: „Miłość w światach popkultury” (album), 1999, z: https://www.youtube.com/watch?v=qCIyK3ec4kE.

Więcej tekstów autora