Ułatwienia dostępu

Początek roku to dla wielu osób czas postanowień. Często krążą one wokół szeroko pojętego zdrowia: rozpoczęcie albo zintensyfikowanie treningów, zmiana diety czy zapisanie się na badania profilaktyczne. Fenomen ten doczekał się wielu analiz, pod różnymi kątami. Ta będzie inna – bo z perspektywy katolickiej. Co Kościół mówi na temat dbania o zdrowie? Wbrew pozorom trochę się uzbiera, z drugiej strony tematyka ta wydaje się postawiona na boczny tor.

Nie tak monotematycznie

Zagadnienie zdrowia w kontekście katolicyzmu niemal odruchowo kojarzy się z jego przeciwieństwem: chorobą i śmiercią. Szczególnie w Polsce, gdzie – chcąc nie chcąc – dziedzictwo nauczania Jana Pawła II jest nadal silne. Nawet wśród młodych, którzy nie pamiętają jego życia, kwestie dotyczące tego obszaru życia zostały zdominowane przez jego pontyfikat i dziedzictwo. Niekoniecznie przez samą jego postać, a przez to, że zarówno wśród polskich biskupów, jak i z Watykanu usłyszeć możemy przede wszystkim o chorobie, cierpieniu, towarzyszeniu w nich, godności i śmierci. Nic dziwnego, papież-Polak uczynił z tej problematyki niemal sedno swojego nauczania w ostatnich latach życia, a cały świat towarzyszył mu w cierpieniu i umieraniu. To, co najbardziej wstrząsa, najbardziej zostaje w pamięci. Głośne przeciwstawianie się eutanazji, wołanie o zapewnienie chorym godności opieki, ustanowienie Światowego Dnia Chorego – to właśnie zapamiętaliśmy z jego nauczania.

Nauczanie Kościoła nie zamyka się jednak tylko w tych ramach. Choć temat zdrowia jest poruszany znacznie rzadziej, nie został zupełnie pominięty. Katechizm Kościoła Katolickiego naucza, że życie i zdrowie fizyczne są dobrami powierzonymi nam przez Boga. Nie mają jednak wartości absolutnej, przestrzega przed wyłącznym skupieniem się na tych wartościach, co może skutkować zaburzeniem relacji międzyludzkich. Przestrzega przed naużywaniem alkoholu, papierosów, leków i pożywienia, krytykuje upodobanie do nadmiernej prędkości, odrzuca całkowicie używanie narkotyków. Postrzega zdrowie i życie jako dobro nie tylko jednostkowe, ale także wspólnotowe, wymieniając pożywienie, ubranie, mieszkanie, świadczenia zdrowotne, zatrudnienie, wykształcenie i pomoc społeczną.

Papieże również poruszali te zagadnienia. Stało się to dopiero po drugiej wojnie światowej, na fali zainteresowania społecznego tą tematyką i poszerzeniem definicji zdrowia. WHO w 1948 określiło je nie tylko jako brak choroby, ale również jako całkowity dobrostan fizyczny, psychiczny i społeczny (definicja do dziś krytykowana jest jako niemożliwa do spełnienia i idąca zbyt daleko). Rok później papież Pius XII powtórzył tę definicję, kładąc dodatkowo nacisk na strefę duchową i religijną. Jan Paweł II z kolei w przemówieniu do lekarzy katolickich wygłoszonym w 2000 roku powiązał rozwój medycyny z etyką i prawami człowieka, zwrócił uwagę na współczesnej zagrożenia jak aborcja i eutanazja, a także wezwał do udzielania pomocy szczególnie ubogim i samotnym. Zwrócił także uwagę na zagrożenia dla zdrowia publicznego, jakim są choroby zakaźne: zakażenie wirusem HIV i AIDS w jego konsekwencji, malaria i leptospiroza (choroba odzwierzęca, częsta szczególnie w klimacie tropikalnym).

Niezasypana luka

Choć Kościół nie pozostawił tematyki zdrowia zupełnie samej sobie, to dysproporcja między ilością nauczania na ten temat oraz o chorobie, cierpieniu i śmierci jest bardzo duża. Tymczasem stan względnego zdrowia jest właśnie tym, który jest codziennością większości wierzących. Dodatkowo już dekady temu przestano stawiać grubą kreskę między brakiem choroby a jej obecnością, traktując jako dwa odrębne stany, a nią samą jako coś, co się czasem po prostu przydarza. Rola szeroko pojętej profilaktyki nieustannie rośnie od XIX wieku. Początkowo była skierowana wobec konkretnych jednostek chorobowych, przede wszystkim chorób zakaźnych, obecnie traktowana jest jako część zdrowego stylu życia. Nie można mieć za złe Kościołowi, że potraktował zdrowie komplementarnie dopiero w latach 40, po ogłoszeniu wspomnianej wcześniej nowej definicji przez WHO – zajmuje się w końcu doprowadzaniem ludzi do zbawienia, a nie zdrowiem publicznym.

Wygląda jednak na to, że temat zdrowia od niemal 80 lat nie był za bardzo w katolicyzmie rozwijany, za wyjątkiem jednostkowych przypadków. Wiedza, nauka, zrozumienie organizmu zarówno w kontekście jednostkowym, jak i społecznym poszło od tego czasu daleko do przodu. KKK wyraźnie podkreśla, że zdrowie jest darem od Boga, a niszczenie go to złamanie piątego przykazania. Wskazówki dotyczące zachowania go (ograniczenie palenia tytoniu, spożycia alkoholu czy przepisowe poruszanie się pojazdami) to zdecydowanie zbyt mało w stosunku do obecnej wiedzy.

Polska na pewien sposób pozytywnie odróżnia się od innych krajów poprzez istnienie Krucjaty Wyzwolenia Człowieka – programu życia w abstynencji alkoholowej, zapoczątkowanej przez ks. Blachnickiego i Ruch Światło-Życie. Traktuje alkoholizm jako chorobę nie tylko jednej osoby, ale całego systemu społecznego, przeciwstawiając się społecznemu przymusowi picia alkoholu i promując godność ludzką. Coroczne wezwanie biskupów polskich do trzeźwości/abstynencji w sierpniu co roku wyzwala na nowo dyskusję na temat sensowności takich wezwań – czy to w tym czasie, tradycyjnie spędzanych na imprezach, czy w ogólności. Co interesujące, od pewnego czasu wezwanie to spotyka się z coraz większym zrozumieniem ze strony młodych ludzi, co wiąże się między innymi z faktem spadku ogólnego spożycia alkoholu. Jak jednak jednak widać, promocja zdrowia jest jednoaspektowa. Nie można zaprzeczyć, że alkohol i uzależnienie od niego jest wciąż palącym problemem, również duchowym – jednak na nim się nie kończy i kończyć nie powinno.

Nowe spojrzenie

Kościół od dawna wypowiada się nie tylko na tematy związane bezpośrednio ze zbawieniem człowieka, ale także na te bardziej przyziemne. Katolicka Nauka Społeczna funkcjonuje formalnie od XIX wieku, nie znaczy to jednak, że wcześniejsze okresy pozbawione były wskazówek dotyczących postępowania w codziennym życiu wierzących. Ta ważna dziedzina jego nauczania jest nieustannie rozwijana i – przynajmniej w teorii – ma odpowiadać na bieżące potrzeby i wyzwania wynikające ze zmieniającego się świata. W teorii – dlatego, że wiele tematów jest pomijanych, niektóre podejmowane ze znacznym opóźnieniem, z kolei inne traktowane wręcz po macoszemu. Przykładem może być rozwój najnowszej nauki, transhumanizm czy sztuczna inteligencja, wraz z majaczącą na horyzoncie osobliwością (pisał o niej Łukasz Burzyński), a poza kilkoma frazesami nie doczekaliśmy się jasnego stanowiska Kościoła.

Tym bardziej kwestia zdrowia, jego ochrony i rozwoju, tak dobrze znana od setek lat, a rozwijana od dziesiątek, została zepchnięta na boczny tor. Dlaczego? Powodów jest wiele. Wciąż pokutuje przekonanie, że to ból, cierpienie i śmierć powinny być tymi, które przede wszystkim interesują katolika. Im więcej treści na te tematy, tym większe zainteresowanie i powielanie – koło się zamyka. Kościół stoi (a przynajmniej stać powinien) w opozycji do tendencji światowych, a kult zdrowia, piękna i wiecznej młodości dominował przez długi czas. Teologowie jak się wydaje obawiali się stanąć po podobnej stronie, a nie odnosząc się do tych tematów jako czegoś pozytywnego wylali dziecko z kąpielą.

Zdrowe, sprawnie działające ciało jest bowiem wielkim darem Bożym. Wiedzą o tym nie tylko ci, którym coś nie domaga – kto nie wspominał z nostalgią czasu bez przeziębienia, kiedy zaatakuje podstępny wirus czy bakteria… A to jedynie bardzo podstawowy wymiar, wymiar braku choroby. Zdrowie jest nam potrzebne do wypełniania naszego powołania, czy to życia konsekrowanego, czy małżeńskiego, bądź też czasu przygotowania do nich. Zniedołężniały przez swoją winę człowiek nie poniesie pomocy potrzebującemu, nie wysiedzi wielu godzin w konfesjonale, nie będzie w stanie dać dobrych wzorców swoim dzieciom, aktywnie uczestnicząc w ich wychowaniu. Kult zdrowia promowany przez główny nurt jest zresztą bardzo płytki, sprowadzający się do spełnienia jakiś kanonów „piękna”, które z prawdziwym pięknem z triady wraz z dobrem i prawdą nie ma wiele wspólnego. KKK przestrzegający przez nadmiernym skupieniem się na ciele jawi się raczej jako strachliwie spoglądający na możliwość wypaczenia, niż afirmacji tego, co otrzymaliśmy.

Za wyjątkiem okresowych wezwań do trzeźwości lub abstynencji trudno szukać w Kościele wezwań do troski o zdrowie. Tymczasem do wielka odpowiedzialność i wyraz dojrzałości. Można złośliwie powiedzieć, że księża, którzy stereotypowo nie prowadzą najzdrowszego trybu życia nie byliby przekonujący w swoim głoszeniu… Jednak nie powinno stać się to hamulcem, a odwrotnie: motorem zmian. Kościół nie jest wspólnotą chorych, zniedołężniałych starców jedynie z perspektywą cierpienia i marzeniami rychłej śmierci. Powinien być pełen ducha młodości, świeżości, radości życia, korzystania w pełni darów Bożych – niezależnie od wieku metrykalnego. Doceńmy i zatroszczmy się o to, co dane jest nam z góry, za co jesteśmy odpowiedzialni i służyć ma nie karmieniu pychy, a służbie bliźnim.

Agata Leszczak

By Agata Leszczak

Lekarz medycyny, miłośniczka gór, kolarstwa i literatury, szczególnie historycznej