<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Piotr Góral - Nowe Kształty</title>
	<atom:link href="https://www.noweksztalty.pl/author/piotr-gorny/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.noweksztalty.pl</link>
	<description>Polityka, cywilizacja, społeczeństwo</description>
	<lastBuildDate>Tue, 04 Aug 2026 13:38:20 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=7.1</generator>

<image>
	<url>https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2021/06/cropped-cropped-Nowe-Ksztlty-na-header-strony-1-32x32.png</url>
	<title>Piotr Góral - Nowe Kształty</title>
	<link>https://www.noweksztalty.pl</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Wszechwładza zgrozy i obłędu – recenzja Terroru T. Jeske-Choińskiego</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/wszechwladza-zgrozy-i-obledu-recenzja-terroru-t-jeske-choinskiego/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=wszechwladza-zgrozy-i-obledu-recenzja-terroru-t-jeske-choinskiego</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Piotr Góral]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 04 Aug 2026 13:38:20 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Cywilizacja]]></category>
		<category><![CDATA[religia]]></category>
		<category><![CDATA[chrześcijaństwo]]></category>
		<category><![CDATA[demokracja]]></category>
		<category><![CDATA[ideologia]]></category>
		<category><![CDATA[kapitalizm]]></category>
		<category><![CDATA[katolicyzm]]></category>
		<category><![CDATA[moralność]]></category>
		<category><![CDATA[zagranica]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3482</guid>

					<description><![CDATA[<p>Przelano morze bratniej krwi. Oczyszczono ziemię z wrogów ludu, a króla despotę” pobawiono głowy ku uciesze ludu. Mogłoby się wydawać, że żądze jakobińskie zostały nasycone, a jednak podejrzenie zdrady i spisku szerzy się wśród „cnotliwych patriotów”. Gdzie leży granica ludzkiej nienawiści? Jak rewolucja pożera swe potomstwo? Czy krwawy przewrót może być początkiem złotego wieku? Zapraszam [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/wszechwladza-zgrozy-i-obledu-recenzja-terroru-t-jeske-choinskiego/">Wszechwładza zgrozy i obłędu – recenzja Terroru T. Jeske-Choińskiego</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><b>Przelano morze bratniej krwi. Oczyszczono ziemię z wrogów ludu, a króla despotę” pobawiono głowy ku uciesze ludu. Mogłoby się wydawać, że żądze jakobińskie zostały nasycone, a jednak podejrzenie zdrady i spisku szerzy się wśród „cnotliwych patriotów”. Gdzie leży granica ludzkiej nienawiści? Jak rewolucja pożera swe potomstwo? Czy krwawy przewrót może być początkiem złotego wieku? Zapraszam do lektury recenzji </b><b><i>Terroru</i></b><b> by wspólnie z autorem pogłowić się nad tymi pytaniami.</b></p>
<p><b>Nowi kierownicy rewolucji</b><span style="font-weight: 400;"> </span></p>
<p><i><span style="font-weight: 400;">Terror </span></i><span style="font-weight: 400;">domyka cykl powieści poświęconych rewolucji francuskiej, rozpoczęty przez </span><i><span style="font-weight: 400;">Błyskawice</span></i><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Poprzedzający go </span><a href="https://www.noweksztalty.pl/furia-i-pozoga-recenzja-jakobinow-jeske-choinskiego/" target="_blank" rel="noopener"><i><span style="font-weight: 400;">Jakobini </span></i></a><span style="font-weight: 400;">zostawiają nas ze zwycięskim stronnictwem żyrondystów, którzy w rzeziach wrześniowych rozprawili się z niedobitkami rojalistów w Zgromadzeniu Narodowym.</span><span style="font-weight: 400;"> Mogłoby się wydawać, że rewolucjoniści osiągnęli czego pragnęli. Francji Burbonów już nie ma. Jest Francja należąca do ludu, który kieruje nią poprzez swoich przedstawicieli, oświeconych światłem myśli Jakuba Jana Rousseau. A jednak jest wręcz przeciwnie. Przelana krew ludzi naznaczonych jako wrogowie nie ugasiła ognia rewolucji, lecz go podsyciła. Terror użyty raz jako narzędzie polityczne nie znikł, brzytwa gilotyny ciągle łapczywie wgryzała się w rzucane jej chętnie mięso.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Powieść zaczynamy od scenki na jednej z paryskich uliczek, gdzie zniecierpliwieni ludzie stoją w kolejce do piekarni. Niezadowolenie tłumu popędza piekarza i jego rodzinę, którzy uwijają się jak w ukropie sprzedając głodnym chleb. Między ludźmi rozchodzi się szmer. Pada przeraźliwe oskarżenie pod adresem sprzedawcy o arystokratyzm. Ów podejrzany nazywa się Paweł Leroi i jest przekonanym jakobinem. Lecz to w co wierzy bądź nie, niewiele obchodzi głodnego suwerena, którego filozofia nauczyła, że to czego pragnie staje się prawem. Przez pana Leroi czytelnicy poznają dwoje wykreowanych na potrzeby tej książki bohaterów. Córkę Leroia – Cecylię i jego czeladnika, a później szefa tajnej policji – Karola Chevala. </span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Podobnie jak w poprzednich dwóch książkach parę łączy uczucie, a na jego przeszkodzie staje polityka i odmienne zapatrywania. Karol jest zwolennikiem sankiulotów, radykalnej i najuboższej warstwy mieszkańców Paryża, wierzy w ich sprawę, zaś Cecylia, za przyczyną matki, jest zagorzałą rojalistką i katoliczką. </span><span style="font-weight: 400;">W swoich recenzjach </span><a href="https://pch24.pl/opinie/gdy-gromy-grzmia-w-oddali-o-blyskawicach-teodora-jeske-choinskiego-slow-kilka,719170"><i><span style="font-weight: 400;">Błyskawic</span></i></a><i><span style="font-weight: 400;"> i </span></i><a href="https://www.noweksztalty.pl/furia-i-pozoga-recenzja-jakobinow-jeske-choinskiego/"><i><span style="font-weight: 400;">Jakobinów</span></i></a><span style="font-weight: 400;"> podkreślałem, że te wykreowane przez Choińskiego pary nie są najmocniejszą stroną powieści.</span><span style="font-weight: 400;"> Za każdym razem miałem wrażenie ich jednowymiarowości i braku psychologicznej głębi. Owszem, możemy powiedzieć, że mają jakieś poglądy, coś wiemy o ich charakterach, ale nie udają dość dobrze pełnoprawnych postaci literackich. Niemniej, pomimo tej krytyki oddam, że polubiłem Chevala i pannę Leroi. On choć jest rewolucjonistą, zachował kręgosłup moralny i nie jest w stanie poddać się politycznym namiętnościom. Widząc niesprawiedliwość nazywa ją po imieniu, chcąc ochronić to co dla niego cenne ani nie boi podjąć się ryzyka. Cecylia z kolei, jest pobożną katoliczką i śmiałą dziewczyną. Kilkukrotnie naraża się na niebezpieczeństwo, nie mogąc stać bezczynnie wobec rewolucji. </span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Historia tej pary pojawia się i znika w trakcie trwania powieści, będąc dopowiedzeniem tragicznych dziejów. Główną osią fabuły jest tytułowy terror, postępujący wraz z kolejnymi rozgrywkami politycznymi. Nie zamierzam streszczać książki, gdyż jest ona warta samodzielnej lektury, krótko jednak przedstawię wydarzenia, których jesteśmy świadkami. Przez Karola Chevala zostaje nam przedstawiony Marat, który w tym momencie święci tryumfy polityczne i dominuje w sercach sankiulotów. Dla nich jest ojcem ojczyzny, szczerze miłującym lud i wiedzącym najlepiej czego mu potrzeba. Jest w jawnej opozycji do żyrondystów, umiarkowanych jakobinów, którzy w poprzedniej książce, noszącej po nich imię, doprowadzili do ostatecznego zdeptania dawnej Francji i zgilotynowania Ludwika XVI. W ogóle </span><i><span style="font-weight: 400;">Terror</span></i><span style="font-weight: 400;"> jest dobrym zobrazowaniem znanego powiedzenia o rewolucji pożerającej własne potomstwo. Żyrondyści nie zawahali się natchnąć lud do krwawych masakr arystokracji i duchowieństwa. Wykorzystali bierność już i tak zniewolonego i słabego monarchy, by w pełni zająć jego miejsce jako rządcy kraju. Teraz to ich pozycja jest podkopywana. To na nich kieruje się oskarżycielskie spojrzenie ludu, któremu rewolucja obiecała wolność, suwerenność, a przede wszystkim podniesienie statusu majątkowego i napełnienie brzuchów. Jednak te obietnice nie zostają zrealizowane. </span><span style="font-weight: 400;">Zamiast tego Francja toczy wojnę (sprokurowaną przez żyrondystów, o czym ponownie możemy przeczytać w </span><i><span style="font-weight: 400;">Jakobinach</span></i><span style="font-weight: 400;">), dodatkowo obciążając swój budżet, a wśród przelanych rzek krwi znalazły się życia ludzi majętnych i doświadczonych w kierowaniu państwem.</span><span style="font-weight: 400;"> Na przestrzeni opowieści obserwujemy jak wyniesieni do godności sędziowskich, prokuratorskich i innych zostają ludzie przypadkowi. Tacy, którzy nie mają ani odpowiedniego wykształcenia ani doświadczenia by wykonywać powierzone im zadania. Wystarczy jednak by byli zaprzyjaźnieni z odpowiednimi ludźmi, jadowicie pluli na ołtarz wiary katolickiej i obaloną monarchię. W połowie powieści Marat zostaje zasztyletowany przez żyrondystkę, a jego miejsce zajmuje Maksymilian Robespierre.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Jest to kolejna postać historyczna, odtworzona w powieści przez naszego pisarza. Choiński portretuje go jako śledziennika, to jest człowieka drażliwego, hipochondryka, skorego do zazdroszczenia innym ich sukcesów i splendoru. Oddaje mu jego pracowitość, podkreśla, że to dzięki tej cesze Robespierre doszedł do swojej pozycji, wytrwale wygłaszając przeciętne mowy, zapisując się w pamięci ludzi i nie schodząc im z oczu. Nie jest to człowiek błyskotliwej inteligencji, całą swoją wiedzę o świecie czerpie z prac Rousseau, które powtarza bezrefleksyjnie, znajdując w nich swoją mądrość życiową. Wydaje mi się, że najlepiej obrazuje to scena, w której Robespierre próbuje wprowadzić kult Istoty Najwyższej (bóstwa/jakiegoś daleki od świata boski rozum) wzorując się na myśli genewskiego sofisty. To co w jego oczach jest podniosłą ceremonią quasi-religijną, dla samych kolegów-jakobinów Maksymiliana jest farsą. Gdy ten odwraca od nich wzrok drwiący uśmiech wykrzywia ich oblicza. Ostatecznie pierwszy uczeń Jana Jakuba ginie z rąk pozostałych rewolucjonistów, mających dość terroru, denuncjacji i krwi bryzgającej z gilotyny.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Książki składające się na trylogię o rewolucji łączą pojawiające się w nich postaci ideowych ojców (i matek) przewrotu, jak i rodziny królewskiej. </span><span style="font-weight: 400;">Ta ostatnia pojawia się w </span><i><span style="font-weight: 400;">Terrorze</span></i><span style="font-weight: 400;"> epizodycznie, gdy młody królewicz został odebrany matce i oddany pod opiekę szewca-pijaka.</span><span style="font-weight: 400;"> Jest to scena zdolna poruszyć czytelnika swoim okrucieństwem i tragizmem, które niestety nie są owocem wyobraźni pisarza. Powracającymi bohaterami, jakkolwiek dziwnie używa się tego słowa w kontekście czynów pierwowzorów, są Jerzy Danton i jego przyjaciel Kamil Desmoulins. Można powiedzieć, że ten pierwszy wysunął się w </span><i><span style="font-weight: 400;">Terrorze </span></i><span style="font-weight: 400;">jako jedna z centralnych postaci powieści. Spotykamy go tutaj na cmentarzu, gdzie opłakuje śmierć swojej żony, rojalistki i katoliczki, dla której udział męża w straceniu króla był ciosem w serce, kosztującym ją zdrowie. Danton konsekwentnie był nam przedstawiany jako wprawny psycholog społeczny, zarazem leń i rozpustnik, jednak szczerze kochający swoją żonę. Choiński potrafi to docenić, ukazując bardziej ludzką twarz tego gwałtownego człowieka. Dla czytelnika, który zna poprzednie części trylogii jest to okazja do zastanowienia się nad tajemniczymi sprzecznościami jakie mogą zaistnieć w sercu człowieka. „Prokurator latarni” pojawia się relatywnie rzadko w tej części, właściwie będąc tą samą postacią co w </span><i><span style="font-weight: 400;">Jakobinach</span></i><span style="font-weight: 400;">. Być może był najciekawszy wtedy, gdy został już skazany przez Robespierre’a na ścięcie. Kiedy czekał na wykonanie wyroku, rzucając się po celi, tęsknił do żony, tęsknił do Boga, ukazując wrażliwą część swej duszy, utopioną zazwyczaj w żółci. Sądzę, że te portrety psychologiczne są dowodem na rzetelność Choińskiego, jako pisarza. Nienawidził rewolucji, to prawda, pokazał jej okrucieństwo i grozę, ale też uwzględnił złożoność ludzkiej duszy. </span></p>
<p><i><span style="font-weight: 400;">Terror</span></i><span style="font-weight: 400;"> tak jak cała trylogia, jest przede wszystkim, historią rewolucji francuskiej i stojących za nią sił. W mojej skromnej ocenie nie potrzebowała ona tych dodatkowych postaci, które wymieniłem wyżej i mogła skupić się w zupełności na fabularyzacji wydarzeń historycznych. Choiński sprawnie i wiarygodnie kreśli portrety psychologiczne rewolucjonistów. W niebezpiecznym połączeniu wywrotowych, utopijnych, filozofii i wad moralnych dopatruje się źródła ich działań. Pogoń za zaszczytami, niezaspokojone ambicje i nienawiść do wartości Francji Burbonów pchnęły ich najpierw do przewrotu, a potem przemocy politycznej, która ostatecznie pochłonęła ich samych.  </span></p>
<p><b>Wszechwładza namiętności</b></p>
<p><span style="font-weight: 400;">W klasycznej antropologii możemy znaleźć koncepcję trójpodziału władzy duszy. Najczystszą i najlepszą częścią jest władza rozumna niższą od niej jest władza emocjonalna a na samym dnie znajdują się namiętności. </span><span style="font-weight: 400;">Platon w </span><i><span style="font-weight: 400;">Państwie </span></i><span style="font-weight: 400;">marzył o rządach filozofów, ludzi uosabiających rozum, emocje czy też żądza sławy były cechą nieco mniej czczoną, lecz wciąż pożądaną przynajmniej u obrońców polis.</span><span style="font-weight: 400;"> Żądze jednak, nieokrzesane i najniżej położone w tej hierarchii, utożsamiają to co najgorsze w człowieku. Są oddalone od rozumu, mówiąc obrazowo, tak jak głowa od lędźwi. Filozofia klasyczna postawiła sobie za zadanie wychować człowieka tak, by raczej kierował się głosem racjonalnego daimona, niźli podszeptów ciała. Religia katolicka dodała do tego naukę o nabytej wskutek grzechu prarodziców ułomności i konieczności oparcia się na łasce bożej by móc żyć godnie. Przyjmując, że państwo, Naród, to człowiek w powiększeniu, by dobrze funkcjonować potrzebuje odpowiedniej formacji i działania nadprzyrodzonego. Francja opisana w </span><i><span style="font-weight: 400;">Terrorze</span></i><span style="font-weight: 400;"> przypomina człowieka, który całkiem odstąpił od tego wychowania. Przewrót, który miał ją uzdrowić, pogrążył ją w zgrozie i ciągłej politycznej walce. Usunięcie dawnych struktur społecznych, które wzrastały wraz z całym państwem nie rozwiązało, realnie istniejących, problemów, a zrodziło nowe. Dzisiaj mówimy o problemach epoki postmodernistycznej, o świecie pozbawionym formy. I tym właśnie jest Francja jakobinów. Jest człowiekiem, który zatracił swoją tożsamość i atakuje bezmyślnie własną przeszłość. </span></p>
<p><b>Teodor Jeske-Choiński i jego Europa</b></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Jako że jest to ostatnia część cyklu o rewolucji francuskiej wypadałoby, ażebym zebrał moje rozproszone przemyślenia o tworzących go książkach. W </span><i><span style="font-weight: 400;">Błyskawicach</span></i><span style="font-weight: 400;"> znajduje się niewielki biogram dedykowany autorowi. Możemy tam przeczytać, że tak jak Sienkiewicz pisał ku pokrzepieniu serc polskich, tak Choiński patrzył szerzej, obejmując swym wzrokiem całość kultury europejskiej, jak to się ostatnio modnie mówi cywilizacji łacińskiej. I to zdecydowanie jest widoczne w jego prozie. Nie gloryfikuje rewolucji ani stojących za nią idei. Przedstawia ją jako wybuch gwałtu, szaleńczy zryw Francuzów przeciwko samym sobie. Zarazem rewolucja jest też u niego w jakimś sensie dopustem bożym, karą za grzechy arystokratów, za bolączki systemu monarchii absolutnej. Gaston de Clarac, fikcyjna postać z pierwszej części trylogii, jest zwolennikiem korony i sceptycznie spogląda na wygłaszane przez jego braci i siostry w szlachectwie rewolucyjne hasła. Zarazem nie broni ślepo istniejących stosunków społecznych, sam jest zwolennikiem miękkich reform. Czy jest czymś złym życzenie Armanda Grandjeana z </span><i><span style="font-weight: 400;">Jakobinów </span></i><span style="font-weight: 400;">by podnieść poziom życia ubogich ludzi? Ciężko tak to nazwać. Wreszcie, czy sam Ludwik XVI, człowiek o gołębim sercu, sam nie ponosi odpowiedzialności za rozrost rewolucji? W pierwszych dwóch książkach, w których pojawia się król, całkiem wyraźnie widzimy, że jego słabość i spolegliwość rozochociły rewolucjonistów i umożliwiły im przewrót w ogóle. Nie bez znaczenia jest też przedstawiona rola masonerii. Choiński nie waha się mówić o tym, że za tymi dziejami stali ludzie z lóż masońskich, w tym niesławnego Wielkiego Wschodu. Czy jednak, ktoś może zapytać, nie są to wydarzenia przeszłe, obejmujące tylko jedną Francję?</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Europa stanowi kulturową całość, idee krążą między państwami nie mniej jak towary i ludzie. Rewolucja francuska jest często wskazywana jako matka rewolucji bolszewickiej. I czytając </span><i><span style="font-weight: 400;">Jakobinów </span></i><span style="font-weight: 400;">a potem </span><i><span style="font-weight: 400;">Terror</span></i><span style="font-weight: 400;"> łatwo jest dostrzec, podobieństwa. Jednym są podobieństwa ideologiczne, nienawiść do ołtarza, dawnej hierarchii społecznej, wyniesienie ludu na piedestał przy jednoczesnej kontroli tegoż ludu. A nadto jest ta szczególna atmosfera zagrożenia i niepewności. Nikt nie może czuć się wystarczająco bezpiecznie i pewnie, gdyż w każdej chwili może zostać zadenuncjowany przez nieżyczliwego sąsiada, konkurenta, albo zawistnika. Policja myśli, która czuwa nad obywatelami dla ich dobra, także zdaje się brzmieć znajomo. </span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Tak więc </span><i><span style="font-weight: 400;">Terror</span></i><span style="font-weight: 400;"> zamyka trzyczęściową opowieść o rewolucji (anty)francuskiej. Osobiście zakończyłem tę lekturę z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony towarzyszyło mi zadowolenie po przeczytaniu dobrej książki, z którą spędziłem miło i owocnie czas. Z drugiej zaś strony towarzyszył mi smutek. Nie jest bowiem łatwo czytać o profanacjach świątyń i tego co należy do znaków wiary katolickiej. Duże wrażenie niewątpliwie wywierają opisy męczeństwa Ludwika XVII, zaś opisy paranoi władzy, wszechobecnego donosicielstwa kierują myśli Polaka ku czasom, gdy Polska była zniewolona przez komunistów. Mówi się, że dobra sztuka porusza swojego odbiorcę i jeśli jest to prawda, </span><i><span style="font-weight: 400;">Terror</span></i><span style="font-weight: 400;"> wywiązuje się z tego zadania. Dodam też, że nie zostawia nas tylko z rozedrganym sercem, ale prowokuje do przemyśleń. A jakich? To już, drogi Czytelniku, musisz sprawdzić sam.</span></p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/wszechwladza-zgrozy-i-obledu-recenzja-terroru-t-jeske-choinskiego/">Wszechwładza zgrozy i obłędu – recenzja Terroru T. Jeske-Choińskiego</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Furia i pożoga – recenzja Jakobinów Jeske-Choińskiego</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/furia-i-pozoga-recenzja-jakobinow-jeske-choinskiego/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=furia-i-pozoga-recenzja-jakobinow-jeske-choinskiego</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Piotr Góral]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 12 Jun 2026 08:36:02 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[chrześcijaństwo]]></category>
		<category><![CDATA[ideologia]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzja]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3415</guid>

					<description><![CDATA[<p>Dawna Francja została obalona, władza królewska okrojona Konstytucją i osaczona bagnetami przestała straszyć niczym widmo po nocach dzieci Oświecenia. Mogłoby się wydawać, że po pierwszym wybuchu przemocy i pożogi nadszedł czas na dzielenie zdobyczy rewolucji i układanie kraju, wprowadzanie go na bezpieczne i pewne szlaki. A jednak namiętności lewicowych radykałów nie pozostały zaspokojone. Upiór mistrza [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/furia-i-pozoga-recenzja-jakobinow-jeske-choinskiego/">Furia i pożoga – recenzja Jakobinów Jeske-Choińskiego</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><b>Dawna Francja została obalona, władza królewska okrojona Konstytucją i osaczona bagnetami przestała straszyć niczym widmo po nocach dzieci Oświecenia. Mogłoby się wydawać, że po pierwszym wybuchu przemocy i pożogi nadszedł czas na dzielenie zdobyczy rewolucji i układanie kraju, wprowadzanie go na bezpieczne i pewne szlaki. A jednak namiętności lewicowych radykałów nie pozostały zaspokojone. Upiór mistrza Rousseau prześladuje ich i nawiedza, rozgniewany niedoprowadzeniem rewolucji do końca. Co o dalszych losach rewolucji francuskiej, politycznych intrygach i ludzkiej namiętności opowiada Teodor Jeske-Choiński? Zapraszam do lektury recenzji </b><b><i>Jakobinów</i></b><a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4879090/jakobini" target="_blank" rel="noopener"><b>.</b></a></p>
<h4><b>Nowi ludzie – nowy świat.</b></h4>
<p><span style="font-weight: 400;">Powieść zaczyna się od przedstawienia dwojga młodych ludzi. Panny Ireny Legrand, córki zamożnego właściciela winnic i kawalera Armando Grandjeana, jakobina-idealisty, który szczerze wierzy w utopijną wizję Rousseau i marzy o jej urzeczywistnieniu. Podobnie jak w pierwszej części trylogii o rewolucji, </span><i><span style="font-weight: 400;">Błyskawicach</span></i><span style="font-weight: 400;">, między młodymi wisi miłość, której losy przeplatają się z wydarzeniami dziejowymi. Lecz o tym będzie w dalszym miejscu recenzji. Oboje są nowymi ludźmi, to znaczy beneficjentami awansu społecznego po obaleniu feudalnych struktur, żyjącymi we wciąż tlących się żarach zawieruchy, jaka przeszła przez Francję.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Świat, który Choiński zarysował w poprzedniej powieści bezpowrotnie zniknął. Miejsce salonów francuskich, gdzie zblazowana szlachta bawiła się (na własną zgubę) w filozofów zajęły wiece jakobinów, ich wieczorne spotkania w opuszczonych domostwach, kościele, czy nowych salonach. Zarazem nie można powiedzieć, by nowa rzeczywistość znacząco odbiegała od starej, w dalszej części powieści czytamy o tym jak jakobini świętujący sukcesy polityczne rekonstruują zachowania śmietanki towarzyskiej, którą zepchnęli ze świecznika. Szalejący lud, podburzany przez demagogów i opłacanych klakierów wciąż złowrogo krąży ulicami Paryża, już nie głodny chleba a samych igrzysk. Król Ludwik XVI także jest już innym człowiekiem. Wciąż tak samo słabym, lecz naznaczonym krzyżem upokorzenia, dźwigającym ciężary i troski na plecach. Przez całą powieść właściwie śledzimy go w uwięzieniu, gdzie wraz z rodziną wyczekuje na rozstrzygnięcie swej doli. Czytelnicy już ją znają – jest ona, wszakże niezmiennym punktem historii – literacka wersja rodziny królewskiej przeczuwa jej widmo, co widzimy raz po raz. </span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Należałoby powiedzieć, że nieliczni odnaleźli szczęście w świecie post rewolucyjnym. Rojaliści są zahukani i strwożeni, moderaci (umiarkowani przedstawiciele Zgromadzenia Narodowego) i jakobini (lewica umiarkowana, uczniowie Jakuba Jana Rousseau) przeczuwają na karkach pocałunek gilotyny, zlecony przez Górę (radykalną lewicę). Interesująco ukazał nasz autor naród francuski, to znaczy jego niższe warstwy. Rzemieślnicy i biedota mieli być beneficjentami rewolucji. Zgodnie z myślą Rousseau należała im się wszechwładza, realizowana przez przedstawicieli w Zgromadzeniu, ale dość szybko okazało się, że idea nie chce stać się ciałem. Choiński obrazuje lud jako żywioł, siłę, którą łatwo jest podjudzić (co chętnie czynią jakobini), ale gdy ta się rozrusza staje się jak wieloręka i wielogłowa bestia, żądna krwi. Jego rozpędzona masa przewala się z siłą żywiołu, pobudzona polityczną agitacją. Bo należy zaznaczyć, że autor rysując psychologię tłumu dostrzega rolę politycznej propagandy, która podjudza go do działania, nie mogąc później nad nim zapanować.</span></p>
<h4><b>Miłość w czasie niepokoju</b></h4>
<p><span style="font-weight: 400;">Przywołani wyżej Armando i Irena to już druga fikcyjna para, stworzona przez Choińskiego, na potrzeby cyklu o rewolucji francuskiej. Można powiedzieć, że jest to klasyczna historia miłosna – młodzi zakochani, ojciec niechętny amantowi i zabraniający córce kontaktu z nim, a w tle wiekopomne wydarzenia historyczne. A jednak jest to najsłabszy element dobrej w powieści. Dlaczego?</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Przede wszystkim wydaje się, że sam autor nie do końca wiedział co zrobić z tymi postaciami. Owszem, Armando jako poseł jakobiński, dostarcza nam wgląd w to jak wyglądały procesy polityczne. Jest takim „jakobinem z ludzką twarzą” który nie jest fanatykiem swojej ideologii i istotnie ma szlachetne serce. Widząc jak dalece rewolucja zabrnęła i jakie nowe horyzonty przemocy otwiera przed Francją, on odwraca się od swoich kamratów. Sądzę, że to byłby bardzo ciekawy wątek do śledzenia, zwłaszcza że ten bohater zdradza zalążki intersującej postaci. Kocha czysto, potrafi sarkastycznie opisać otaczającą go rzeczywistość, przemawia z pasją i ma odwagę działać, gdy jest to potrzebne. Tyle, że Armanda i jego damy serca jest w całej powieści niewiele. Pojawiają się sporadycznie, jakby autorowi nagle się przypomniało, że takie dwie postacie skonstruował i wypadałoby pokazać co u nich. W pewnym miejscu powieści, mniej więcej w jej środku, zostaje opisany publiczny lincz urządzony na księdzu. Grupa „patriotek” w skład której wchodziły kurtyzany, rzuca się na przemykającego ulicą kapłana katolickiego. W jego obronie stają kobiety przywiązane do korony i ołtarza, żadne arystokratki, lecz mieszczanki. Po czasie do kotłowaniny włączają się mężowie, bracia i synowie tych drugich, a w obronie nierządnic stają opłacani klakierzy. I nagle z tego całego zamieszania wyłania się Armando. Mężczyzna biegnie do klasztoru, w którym została umieszczona dla ochrony Irena, chcąc ostrzec ją i siostry zakonne przed zmierzającym ku nim motłochem. Wyglądało to tak, jak gdyby został „wypluty” przez narrację i miało wręcz komiczny efekt. </span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Irena z kolei jest postacią nawet mniej niż sam Armando. Istnieje tylko po to by być kochaną przez młodego jakobina trzeźwiejącego ze swoich politycznych przekonań, ale sama ma niewiele do zaoferowania w narracji. Można określić ją jako głupiutką dziewczynę, która stroi się w barwy narodowe, bo taka jest moda, ale jej zrozumienie sytuacji politycznej jest płytkie. Jednocześnie zachowuje przywiązanie do religii, co można by potraktować jako oznaki przynależności do stronnictwa moderatów i to właściwie wszystko co można o niej powiedzieć z przekonaniem.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Uważam, że o wiele większy potencjał na wątek romantyczny miała para królewska. Choć pojawiają niewiele częściej niż wspomniani wyżej młodzi, są obecni w tej historii i jednocześnie są o też wyrazistymi charakterami. Możemy czuć niechęć do Ludwika XVI za jego słabość i współczuć mu upokorzenia, którym został napojony przez lud francuski. Możemy też zrozumieć cierpienie Marii Antoniny, która nie jest tylko małżonką wzgardzonego króla, ale też – może przede wszystkim – matką, która trwoży się o los swoich dzieci. Jako że znamy te postaci już od </span><i><span style="font-weight: 400;">Błyskawic</span></i><span style="font-weight: 400;"> łatwiej jest nam je odczytywać, dostrzec drogę, którą przeszły i zwyczajnie zaangażować się w ich losy. Stąd uważam, że ich małżeństwo sprawdziłoby się lepiej w roli, w którą Choiński osadził Armanda i Irenę. Zarazem rodzi się inne pytanie, czy w ogóle ta powieść musiała mieć konkretnego bohatera?</span></p>
<h4><b>Jakobini i inni bohaterowie zbiorowi.</b></h4>
<p><span style="font-weight: 400;">Ta część trylogii o rewolucji francuskiej ma bohatera zbiorowego i są nim jakobini. To poczynania ich ruchu politycznego są centralną osią wydarzeń. Intrygi Dantona, paszkwile Desmounulinsa, przemowy Marata itd., napędzają fabułę i kierują losami wydarzeń. Z lektury książki Choińskiego możemy wiele się dowiedzieć o tych ludziach, bardziej niż o wyznawanych ideach, poznajemy ich psychikę. I wydaje się, że to dobry kierunek. Bowiem autor konsekwentnie obrazuje rewolucję jako wybuch namiętności, urażonych ambicji, rozbuchanej miłości własnej, które razem zebrały się w sobie i w przebraniu idei oświecenia postanowiły zburzyć świat, który nie dawał im nasycenia. Utopijne idee Rousseau, a wcześniej zburzenie pomnika religii przez Woltera i Condorceta, były zaczynem, na którym wyrosła rewolucja. Co gorsza, jej przywódcy byli święcie przekonani o słuszności swoich racji.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Zaryzykuję i dodam, że prócz jakobinów w tej książce jest też inny bohater zbiorowy – lud. Nazywam go bohaterem zbiorowym w pewnym sensie, bo i ciężko nadać mu jakiś konkretny kształt, imię czy twarz, co do której czytelnik mógłby wykształcić jakąś emocjonalną więź. Jak już pisałem, motłoch często przybierał w tej powieści postać wielorękiej masy, która dopuszczała się najgorszych zbrodni – co jest niestety faktem historycznym – i poiła się przemocą. Czasami ten dziki tłum miał własną, odrębną wolę. Nie posłuchał się za pierwszym razem, gdy jakobini poszczuli go na uwięzionego Ludwika XVI i jego rodzinę. Ale też chętnie dał się prowadzić agitatorom, którzy kierowali jego gniew tam, gdzie chcieli politycy. Później, w końcowej części książki, motłoch był już ciężki do kontrolowania i rzucał się na każdego podejrzanego o bycie rojalistą, chętny jego krwi. W pewien makabryczny sposób tak spełniły się marzenia Jana Jakuba o wszechwładztwie ludu.</span></p>
<h4><b><i>Jakobini </i></b><b>– konserwatywny manifest antyrewolucyjny i analiza psychologii rewolucjonistów.</b></h4>
<p><span style="font-weight: 400;">Wypadałoby na koniec tekstu zebrać swoje przemyślenia i podzielić się wnioskami końcowymi. Mogę zatem powiedzieć, że pozostaję wielkim entuzjastą prozy Teodora Jeske-Choińskiego. </span><i><span style="font-weight: 400;">Jakobini </span></i><span style="font-weight: 400;">mają swoje problemy, na pewno nie są prozą idealną czy arcydzielną, ale nie ujmuje to im wartości literackiej i filozoficznej. Niewątpliwie autor napisał ją jako konserwatysta, krytycznie nastwiony do tych wydarzeń. Czytelnik podzielający jego poglądy będzie zatem zadowolony, czy to samo można powiedzieć o entuzjaście rewolucji? Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Możliwe, że czytelnik spojrzy na jakobinizm jak Armando, możliwe też, że przyklaśnie Dantonowi czy innemu aktorowi tych wydarzeń. Uważam, że Choiński rzetelnie przedstawił te wydarzenia. Uważam, że czytając o fali przemocy, która faktycznie przetoczyła się wówczas przez Francję ciężko przyklaskiwać jej prowodyrom, świadomie podgrzewającym nastroje społeczne kłamstwami i manipulacjami. Jednak ostatecznie, to każdy z nas z osobna musi podjąć decyzję czy przekreśli swój cały dotychczasowy światopogląd czy pozostanie mu wierny na przekór wszystkiemu. Bardzo cenną jest ta pozycja z kolei dla ludzi nie zaznajomionych dobrze z historią, dla których rewolucja francuska jest jednym z wydarzeń opowiedzianych w szkole i zapomnianych wraz z zaliczeniem sprawdzianu z historii. Niezależnie od naszego stosunku i stanu świadomości co do dziejów osiemnastowiecznej Francji, lektura omawianej pozycji nie będzie ciężarem. Autor umiejętnie operuje słowem i w przystępny sposób kreuje narrację.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Warto podkreślić, że </span><i><span style="font-weight: 400;">Jakobini </span></i><span style="font-weight: 400;">są świetnym przyczynkiem do studium nad psychologią rewolucji. Choiński fantastycznie szkicuje ludzkie charaktery i motywacje, które kierują aktorami wydarzeń. Przekonująco kreśli też psychikę tłumu, to jak ciężko nad nim zapanować, a jednostki go tworzące czują się zwolnione z indywidualnej odpowiedzialności, dorzucając swoje trzy grosze do ogólnej orgii przemocy i gwałtu. </span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Wskazuje się często, że rewolucja francuska była matką dla rewolucji bolszewickiej. Czytając </span><i><span style="font-weight: 400;">Jakobinów</span></i><span style="font-weight: 400;"> czytelnik nie raz będzie miał wrażenie, że skądś kojarzy opisane zachowania czy metodologię działań. „Komisarze ludowi”, rewizje poszukujące kontrrewolucyjnego mienia (które zostaje zagrabione), strach i nieufność pleniące się także wśród „patriotów” – to wszystko pojawia się w tej książce i echa tego znamy z historii niedawnej. Niekiedy, czytając odezwę jednej z kurtyzan będących żeńskimi przywódcami zrywu, ciężko będzie nie znaleźć rezonujących elementów ze współcześnie głoszonymi hasłami. Autor raczej nie dysponował darem jasnowidzenia, a jednak zaskakuje aktualnością w opisie ludzkich zachowań, czy może raczej my jako dziedzice dziejów widzimy skutki przeszłych wydarzeń i zachodzące między nimi pokrewieństwo.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Nieszczęsny, niedopracowany, Armando nie wywiązał się ze swoich zadań jako pełnoprawna postać literacka – a szkoda. Bowiem w tych rzadkich momentach, gdy czytamy jego przemówienia do towarzyszy jakobinów albo gdy wchodzimy w jego monolog wewnętrzny widzimy rozum, który próbuje przemówić do oszalałych emocji &#8211; tłumu. Teodor Jeske-Chiński zostawia nas z przestrogą przed namiętnościami, które łatwo wzbudzić a ciężej kontrolować i przed daniem wiary utopijnym ideom, obiecującym ludziom rajską dziedzinę ułudy.</p>
<p>Inne teksty <a href="https://www.noweksztalty.pl/author/piotr-gorny/">autora</a>.</span></p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/furia-i-pozoga-recenzja-jakobinow-jeske-choinskiego/">Furia i pożoga – recenzja Jakobinów Jeske-Choińskiego</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Walc stulecia – recenzja książki Rafała Ziemkiewicza</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/walc-stulecia-recenzja-ksiazki-rafala-ziemkiewicza/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=walc-stulecia-recenzja-ksiazki-rafala-ziemkiewicza</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Piotr Góral]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 20 Apr 2026 18:46:11 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Cywilizacja]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3397</guid>

					<description><![CDATA[<p>Skończyłem czytać książkę Rafała Ziemkiewicza Walc stulecia. Nie pierwszy raz miałem w ręku dzieło podpisane tym nazwiskiem, jednak po raz pierwszy spotkałem się z piórem Rafała Ziemkiewicza – pisarza, a nie publicysty. Zapraszam do lektury mojej recenzji, spisu myśli i uwag dotyczących tejże książki. Zaczynając od zalet Walca napiszę, że lektura zajęła mi tydzień. Nie [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/walc-stulecia-recenzja-ksiazki-rafala-ziemkiewicza/">Walc stulecia – recenzja książki Rafała Ziemkiewicza</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><b>Skończyłem czytać książkę Rafała Ziemkiewicza </b><a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5209286/walc-stulecia" target="_blank" rel="noopener"><b><i>Walc stulecia</i></b></a><b>. Nie pierwszy raz miałem w ręku dzieło podpisane tym nazwiskiem, jednak po raz pierwszy spotkałem się z piórem Rafała Ziemkiewicza – pisarza, a nie publicysty. Zapraszam do lektury mojej recenzji, spisu myśli i uwag dotyczących tejże książki.</b></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Zaczynając od zalet </span><i><span style="font-weight: 400;">Walca </span></i><span style="font-weight: 400;">napiszę, że lektura zajęła mi tydzień. Nie dlatego, żebym specjalnie szybko czytał, albo żeby ta pozycja była krótka. </span><i><span style="font-weight: 400;">Walc </span></i><span style="font-weight: 400;">po prostu mnie wciągnął. Jest dobrze napisaną prozą, od strony technicznej. Zdania nie męczą swoją długością czy zbędnym skomplikowaniem, ani też nie są prostackie. Dialogi bohaterów wypadają naturalnie, a także angażują czytelnika i co ważne – mówią coś o postaci, która je wypowiada. A o czym mówią ludzie wykreowani przez Ziemkiewicza i o czym mówi narrator?</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Fabuła powieści rozgrywa się w świecie przyszłości, być może jest to schyłek XXI wieku, być może druga połowa jego trwania. Autor tego nie precyzuje i w zasadzie nie musi. Nie jest to istotne z punktu widzenia historii. Możemy domniemywać, że jest to przyszłość na podstawie kilku czynników. Wysoka technologia, neuralinki charakterystyczne dla cyberpunkowego science-fiction i rozkład tradycyjnych struktur społecznych, które rozpuściły się w progresywnej masie. Zastanawiałem się jak zarysować to o czym opowiada </span><i><span style="font-weight: 400;">Walc</span></i><span style="font-weight: 400;">, jaka jest historia, którą poznajemy i doszedłem do ściany. Otóż, w moim subiektywnym odczuciu, fabuła </span><i><span style="font-weight: 400;">Walca </span></i><span style="font-weight: 400;">to pretekst. Na początku powieści poznajemy bohatera, któremu jak się wydaje będziemy towarzyszyć – Orina Bethlena. Orin jest twórcą systemów gier komputerowych, które dzięki technologii są właściwie doskonałymi RPGami. Gracz poprzez połączenie komputer-mózg, może bezpośrednio wcielić się w zaprojektowaną postać i odgrywać scenariusz, doświadczając wszystkich sensorycznych sensacji, które doświadcza jego awatar. Na podjęte przez gracza decyzje reaguje z kolei zaprojektowana przez Orina matryca, która wytycza konsekwencje akcji w świecie gry. Najnowszym dziełem Bethlena jest </span><i><span style="font-weight: 400;">Walc stulecia</span></i><span style="font-weight: 400;">, gra próbująca odpowiedzieć na pytanie „co(kto) doprowadziło do wybuchu I wojny światowej?”. Można by powiedzieć, że perypetie związane z tą grą, problemy z jej sprzedaniem wydawcy, rozwój poszczególnych aktów, cały proces twórczy Orina jest główną osią fabularną. Jednak mam problem z tym stwierdzeniem. Choć większa część książki skupia się na tym co wymieniłem, w tle autor wplata inne wątki. Na przykład gdzieś w tle mamy historię tajemniczego morderstwa, o którym Orin dowiaduje się od żony, zaś później spotykamy młodego policjanta, który w kostnicy stoi przy ciele ofiary. Jego wątek dorzuca nam do stworzonego przez Ziemkiewicza świata „sektę” jessenistów – tradycyjnych katolików, którzy zachowali swoją wiarę i Mszę Wszechczasów nienaruszonymi w świecie postępu, ekumenicznie rozchlapciałego „oficjalnego” Kościoła i ogólnie fasadowej religijności. Do tego jest też trzeci wątek rosyjskich oligarchów, czy też korpokratów, którzy zlecają potomkowi jednego ze swoich byłych wspólników rozpracowanie żony Orina, która prowadzi kampanię PRową jakiegoś polityka. Niemniej wszystkie te wątki, jak uważam, gubią się przyćmione innymi elementami książki.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Paradoksalnie Ziemkiewicz stworzył bardzo dobrze zarysowane postaci, ale nie dał im za bardzo historii, którą mogliby dla nas – czytelników odegrać. Mogę powiedzieć, że znielubiłem Orina, który okazał się dość męczącym typem artysty-egocentryka, mężczyzną słabym, który trwoni posiadany talent i wyniszcza swoje małżeństwo. Z policjantem Schidem odczuwam pewną nić sympatii. Jest to młody człowiek, który nie odnalazł się w bylejakości świata, w jakim przyszło mu żyć i dopiero wiara pozbawiona kompromisów ze współczesnością pomogła mu znaleźć upragniony porządek i sens życia. Żałuję, że było go tak niewiele, bo z ciekawością przeczytałbym jego przemyślenia i poznał go lepiej. Trzeciego z bohaterów – Wiktora Prepostvarego – umieściłbym chyba gdzieś po środku skali „lubię – nie lubię”. Jest on korpodziedzicem (termin własny, nie książkowy), który dostał zadanie od przełożonego jako szansę na przepustkę do wyższych szczebli organizacji. Prepostvary to cynik, kojarzący się z drapieżnikiem, który czając się ukryciu zimnym okiem analizuje i profiluje swoją ofiarę. Odstręcza, to fakt, jednak w porównaniu z niezdecydowanym i rozmemłanym Orinem, przynajmniej jest jakiś. Tak jak mówię, bohaterowie to niewątpliwie bardzo mocny element tej powieści. </span></p>
<p style="text-align: justify;"><i><span style="font-weight: 400;">Walc stulecia</span></i><span style="font-weight: 400;">, niewątpliwie skojarzy się czytelnikowi z innymi, dystopijnymi powieściami, które opisują świat, w jakim nie chcieliby żyć. W odróżnieniu od </span><i><span style="font-weight: 400;">Nowego wspaniałego świata</span></i><span style="font-weight: 400;">, </span><i><span style="font-weight: 400;">451 stopni Fahrenheita </span></i><span style="font-weight: 400;">albo innej tego typu książki, ciężko jednak znaleźć jakąś konkretną nić fabuły, którą czytelnik może podążać. Postacie </span><i><span style="font-weight: 400;">coś </span></i><span style="font-weight: 400;">robią. Bethlen pracuje nad grą, wdaje się w romans, rozważa losy wybuchu I wojny światowej, wreszcie staje się ofiarą kafkowego procesu. Schid zajmuje się wspomnianym morderstwem, by potem na polecenie przełożonych (a raczej organizacji rosyjskich korpo-oligarchów) zająć się Orinem, gdy ten zostaje niesłusznie oskarżony i wtrącony do aresztu. Rosjanin Wiktor, mający najmniej „czasu ekranowego” profiluje żonę Orina, by ją psychicznie rozbroić, a wraz z tym zniszczyć kampanię, która ona prowadzi. Można powiedzieć, że to on jest architektem przykrego losu Bethlena, przez którego postanawia uderzyć w nią. Wszystko to co wymieniłem jest jak rozsypane puzzle albo koła zębate, które częściowo się ze sobą stykają, a kawałki układanki wskakują na swoje miejsce. A jednak maszyna nie rusza z pełną parą, zaś obraz nie zostaje ukończony.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Sądzę, że jest to skutkiem rozłożenia akcentów. Gdyż lwią część narracji zajmuje komentarz narratora, wypowiadany głosem danej postaci poprzez jej monolog wewnętrzny. Jest to zazwyczaj jakiś komentarz, mini-felieton o historii, psychice ludzkiej czy stanie społeczeństwa. I uważam te ściany tekstu za naprawdę dobre. To kolejna, sycąca czytelnika warstwa książki. Każdy z tych, jak to nazwałem, mini-felietonów, czyta się dobrze i z pasją. Można z nimi polemizować albo się zgodzić, ale nie żałuję poświęconego czasu na ich lekturę. Być może zawodzi mnie pamięć, ale wydaje mi się, że w jakimś miejscu Rafał Ziemkiewicz sam stwierdził, że dobrowolnie odłożył pióro prozaika na półkę. Gdy zacząłem lekturę </span><i><span style="font-weight: 400;">Walca</span></i><span style="font-weight: 400;"> nie rozumiałem tej samokrytyki. Teraz, gdy mam już książkę za sobą, zrozumiałem. Autora ściąga grawitacja tekstów publicystycznych, przygniatając swoim ciężarem inne aspekty prozy. Pokuszę się nawet i napiszę, że fabuła była tu pretekstem do wyrażenia różnorakich przemyśleń autora. </span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Nie chciałbym zakończyć tej recenzji z wrażeniem, że krytykuję </span><i><span style="font-weight: 400;">Walc stulecia</span></i><span style="font-weight: 400;">. Wręcz przeciwnie. Z czystym sumieniem zachęcam do wzięcia tej książki do ręki i samodzielnej lektury. W tych aspektach, w których ją pochwalam – naprawdę błyszczy. Warto tu zaznaczyć, że omawiana pozycja została wydana w 1998. Podkreślam to, gdyż autor całkiem trafnie przewidział dalsze gnicie cywilizacji zachodniej. Współczesne problemy z jakimi mierzy się prawica: państwa narodowe w stanie zaniku, infantylizacja i rozmycie wiary katolickiej, oraz istniejąca w kontrze do niej wspólnota katolików wiernych Tradycji, inkluzywny język, urzędnicze absurdy, czy etniczne sub-społeczności żyjące wewnątrz organizmu społecznego. To wszystko co dzisiaj jest treścią naszej debaty politycznej i kulturowej Ziemkiewicz całkiem trafnie opisał w swojej książce niemal już 30 lat temu. I za to należy się mu podziw.</span></p>
<p>Inne teksty <a href="https://www.noweksztalty.pl/author/piotr-gorny/">autora</a>.</p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/walc-stulecia-recenzja-ksiazki-rafala-ziemkiewicza/">Walc stulecia – recenzja książki Rafała Ziemkiewicza</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>K. Smutniak nie powinna odgrywać roli Maryi</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/k-smutniak-nie-powinna-odgrywac-roli-maryi/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=k-smutniak-nie-powinna-odgrywac-roli-maryi</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Piotr Góral]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 09 Nov 2025 21:20:20 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[aborcja]]></category>
		<category><![CDATA[chrześcijaństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Cywilizacja]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[moralność]]></category>
		<category><![CDATA[ProLife]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[życie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3164</guid>

					<description><![CDATA[<p>W polskim Internecie wybuchła wrzawa, gdy okazało się, ze polska aktorka – Katarzyna Smutniak – mająca wcielić się w rolę Bogurodzicy w kontynuacji Pasji poparła niesławne Strajki Kobiet. Naturalnie wywołało to oburzenie wśród katolików, oraz konserwatywnych internautów, którzy głośno wyrazili swoje oburzenie. Pojawiła się także petycja do Mela Gibsona, reżysera filmu, o zmianę odtwórczyni roli [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/k-smutniak-nie-powinna-odgrywac-roli-maryi/">K. Smutniak nie powinna odgrywać roli Maryi</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">W polskim Internecie wybuchła wrzawa, gdy okazało się, ze polska aktorka – Katarzyna Smutniak – mająca wcielić się w rolę Bogurodzicy w kontynuacji </span><i><span style="font-weight: 400;">Pasji</span></i><span style="font-weight: 400;"> poparła niesławne Strajki Kobiet. Naturalnie wywołało to oburzenie wśród katolików, oraz konserwatywnych internautów, którzy głośno wyrazili swoje oburzenie. Pojawiła się także </span><a href="https://maryjaniepopieralaaborcji.pl/pl/?fbclid=IwY2xjawN0vVdleHRuA2FlbQIxMQABHtWGX_D3baDDacCWeE3lmfqTYgp85zZZMZBkylrtTSDC75z5L8hr38JaOXmF_aem_-INIWNEoYysMThj9xyTrog"><span style="font-weight: 400;">petycja</span></a><span style="font-weight: 400;"> do Mela Gibsona, reżysera filmu, o zmianę odtwórczyni roli Niepokalanej. Akcja ta spotkała się z reakcją „drugiej strony”, która odczytała ją jako okazję do ataku na „nietolerancyjną” prawicę i jej cenzorskie zapędy. Osobiście jako katolik uważam, że pani Smutniak poparłszy publicznie z gruntu antykatolickie marsze nie zasługuje na zaszczyt by odegrać rolę tak znaczącej dla Kościoła i świata osoby. Sprawa ta ma jednak drugie, polityczne dno, którego nie można lekceważyć, choć nie jest najistotniejsza.</span></p>
<h4 style="text-align: justify;"><b>Maryja – rola nie do obsadzenia?</b></h4>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Liberałowie i lewica, tak definiuję identyfikację obrońców angażu pani Smutniak, z właściwą sobie kpiną z ciemnego ludu prawicowego przypominają, że aktor to tylko aktor i jedynie odgrywa postać i się nią staje. I rzeczywiście, jest to obserwacja zgodna z prawdą. Nikt nie oczekuje od Henry’ego Cavilla umiejętności lotu by mógł odegrać rolę Supermana, ani nikt nie myśli, że odtwórca roli psychopatycznego mordercy przetrzymuje w domu rozczłonkowane zwłoki swoich ofiar. Jednakże oczekujemy od obsady filmu czy serialu osadzonego na faktach jak najlepszego zrozumienia postaci, by mógł następnie oddać wiernie emocje i charakter danego człowieka na wielkim ekranie. Ba! Nie rzadko wybuchają gorące dyskusje na temat tego, że postać z książki, która została przeniesiona na inne medium nie odzwierciedla swojego literackiego opisu, co rozczarowuje wiernych fanów. Maryja jest postacią wyjątkową, z jednej bowiem strony jest osobą z krwi i kości, wielu ludzi poczuwa się do bycia Jej przybranymi dziećmi. Jest także panną Niepokalanie Poczętą, co znaczy: „Że N. Panna od pierwszej chwili poczęcia dla zasług Jezusa Chrystusa była wolną od grzechu pierworodnego, jest artykułem wiary [dogmatem – przyp. mój], przez Piusa IX uroczyście orzeczonym”</span><span style="font-weight: 400;">. Oznacza to, że jest Ona wolną od wszelkiego grzechu. Historia zbawienia zna tylko dwie takie osoby, gdzie pierwszą jest Jej Syn, a drugą Ona sama. Można by było zatem powiedzieć, że nie można dobrze obsadzić ani roli Jezusa i Maryi bo nie ma aktora, który by był wolny choćby od grzechu lekkiego. To by jednak oznaczało, że katolicyzm całkiem powinien odpuścić sobie kinematografię, a przecież to byłoby nieroztropne. Z drugiej strony, niekiedy aktor tak bardzo zostaje scalony ze swoją rolą, że później patrząc na przykład na Daniela Radcliffa najpierw widzimy w nim Harry’ego Pottera, a dopiero potem właściwą osobę. Stąd wydaje się czymś wyjątkowo niesmacznym by pani, która wypowiedziała wojnę (przypominam, że hasłem Strajku Kobiet było m.in. zawołanie „To jest wojna”) katolickiej moralności i wyraziła swoje wsparcie dla protestów, które maszerowały na kościoły w próbach ataków, miałaby teraz odegrać rolę Maryi Panny. Jest to czymś absurdalnym. Niektórzy katolicy wyrażają nadzieję, że być może udział w projekcie Gibsona stanie się przyczynkiem do nawrócenia pani Smutniak, jak miało to miejsce z jednym z aktorów grających w pierwszej części filmu.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;"> Niewątpliwie taka nadzieja jest jak najbardziej katolicka i należy otoczyć aktorkę modlitwą w intencji nawrócenia. Niemniej, jest w tym coś z wystawiania Pana Boga na próbę, albo zaszantażowania Go. Tak jakbyśmy mówili „no, Panie Boże, mamy tu taką aktorkę, no jest jaka jest, ale masz okazję się popisać przed światem i ją nawrócić”. Stworzenie nie powinno stawiać Stwórcy żądań czy wyzwań. Bardzo bym chciał, żeby Pani Smutniak publicznie wyraziła skruchę za publiczne zgorszenie, jakiego dopuściła się przed laty i żeby nie było to na pokaz. Na razie jednak, zgodnie z moją wiedzą, nie zrobiła niczego takiego i chyba liczy na wyciszenie medialnego harmidru. Uważam, że katolicki sprzeciw wobec obsadzenia jej w tak doniosłej roli jest wyrazem działającego jeszcze, pomimo kryzysu Kościoła, zmysłu wiary i twardo powinniśmy stać na swoim stanowisku. Mamy takie prawo, a nawet obowiązek, by domagać się poszanowania czci naszej duchowej Matki. </span></p>
<h4 style="text-align: justify;"><b>My, Oni i Kto Kogo.</b></h4>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Wyżej wspomniałem, że sprawa ta ma także drugie, polityczne, dno i zamierzam się teraz do niego odnieść. W poprzednich latach, gdy lewica i liberałowie byli zdecydowanie na fali wznoszącej mogliśmy usłyszeć i ujrzeć działanie cancel culture. Ilekroć ktokolwiek wyraził opinię sprzeczną z lewicowo-liberalnym nurtem mógł spodziewać się konsekwencji. Przykładem niech będzie tutaj Gina Carano straciła rolę w serialu Disneya „The Mandalorian” za swoje wypowiedzi, które uznano za transfobiczne i podważające wiarę w pandemię Covid-19. Na polskim podwórku można wspomnieć o tym jak o ostracyzm otarła się Beata Lubecka, która prowadziła wywiad z awanturnikiem Michałem Sz. Ps. Margot, po którym została </span><a href="https://wpolityce.pl/polityka/561888-margot-znika-z-pieniedzmi-kto-bronil-dzialaczy-lgbt"><span style="font-weight: 400;">oskarżona</span></a><span style="font-weight: 400;"> o homofobię i straciła nominację do nagrody Grand Press. Przemysław Babiarz został zawieszony przez Telewizję Polską </span><a href="https://polskieradio24.pl/artykul/3407952,paryz-2024-tvp-przemyslaw-babiarz-zawieszony-nie-bedzie-komentowal-igrzysk"><span style="font-weight: 400;">komentując</span></a><span style="font-weight: 400;"> ceremonię otwarcia letnich Igrzysk Olimpijskich 2024 w Paryżu w związku z jego słowami nt. piosenki Lennona.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><iframe title="Przemysław Babiarz o piosence &#039;Imagine&#039; podczas ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich." width="640" height="360" src="https://www.youtube.com/embed/1WnbZcGt6nc?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture; web-share" referrerpolicy="strict-origin-when-cross-origin" allowfullscreen></iframe></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;"> Są to przykłady, które potrafię przywołać najszybciej, choć zapewne gdybym dłużej pomyślał nad tym zagadnieniem, znalazłbym inne, podobne historie. W każdej z nich mamy do czynienia z represjami wobec osób, które ośmieliły się na najmniejszy choćby akt herezji wobec liberalnego świata. Za swój sprzeciw, sceptycyzm, czy choćby krzywe spojrzenie tracili pracę, tracili możliwość na rozwój i liczyli się na infamię społeczeństwa. Wtedy prawica głośno wyrażała swoje oburzenie, bo nic więcej nie mogła. Dzisiaj, choć żadna kontrrewolucja się nie dokonała, kierunek w którym wieje wiatr wydaje się przesuwać na naszą korzyść. Prawica jest już mniej na cenzurowanym, a nawet zbiera się w sobie na odwagę, by samemu sięgać po narzędzie ostracyzmu. Wszystkim znane są słowa przypisane Wolterowi: „nie zgadzam się z tym co mówisz ale oddam życie abyś miał prawo to powiedzieć”. Ta fraza jest pomnikiem prawdziwej naiwności, częstokroć niebezpiecznej i kończącej się w przykry sposób. Sam ich rzekomy autor nijak by się do nich nie stosował, gdyż z prawdziwą namiętnością prześladował i pisał donosy na swojego przeciwnika, który podważał to co ten sofista głosił</span><span style="font-weight: 400;">. Ludzie przekonani o słuszności swoich poglądów, ba, o ich prawości dość naturalnie będą zwalczać stanowiska przeciwne. Dla liberała czy lewicowca walka z tym co jakkolwiek przypomina prawicową opinię czy narrację jest dosłownie walką z odrodzonym faszyzmem. Nas ma nie być i trzeba zdusić w zarodku możliwość reprezentacji. Zaś osoby które są podejrzane o podzielanie poglądów nieprawomyślnych, mają być upokorzone a następnie mają się ukorzyć. </span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Na swój sposób jest to jakaś parodia zdrowej reakcji organizmu. Element obcy trzeba otoczyć, by nie zainfekował całego ustroju. Piszę o tym jako o parodii, bo uważam, że wartości jakie broni „druga strona” są właśnie tym, z czym powinno się walczyć. I tak, pogląd o wolności człowieka do zabijania dzieci nienarodzonych powinien być postrzegany, zgodnie z prawdą, jako coś złego i jako coś co powinno wykluczać z udziału w politycznym dyskursie.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Niezależnie od tego czy petycja o odwołanie pani Smutniak z roli Niepokalanej, chcę w ostatnich słowach gorąco poprosić o modlitwę za aktorkę. Wierzę, że każdy człowiek ma szansę odpowiedzieć pozytywnie na łaskę, której Bóg udziela.</span></p>
<p>Inne teksty <a href="https://www.noweksztalty.pl/author/piotr-gorny/">autora.</a></p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/k-smutniak-nie-powinna-odgrywac-roli-maryi/">K. Smutniak nie powinna odgrywać roli Maryi</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Gdy pasterza nie ma &#8211; P. Góral</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/gdy-pasterza-nie-ma-p-goral/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=gdy-pasterza-nie-ma-p-goral</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Piotr Góral]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 20 Jun 2025 20:02:17 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[chrześcijaństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Cywilizacja]]></category>
		<category><![CDATA[Felietony]]></category>
		<category><![CDATA[katolicyzm]]></category>
		<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3023</guid>

					<description><![CDATA[<p>Nie da się ukryć, że Kościół jest pogrążony w głębokim kryzysie. I nie mówię wcale o aferach pedofilskich, które choć budzą zrozumiały gniew, żal i niezgodę wiernych nie są największym szkieletem w kredensie na zakrystii. Te przestępstwa są jednym z objawów kryzysu i zachowując głęboki wyraz współczucia dla ofiar oraz podzielając ich pragnienie sprawiedliwości muszę [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/gdy-pasterza-nie-ma-p-goral/">Gdy pasterza nie ma – P. Góral</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Nie da się ukryć, że Kościół jest pogrążony w głębokim kryzysie. I nie mówię wcale o aferach pedofilskich, które choć budzą zrozumiały gniew, żal i niezgodę wiernych nie są największym szkieletem w kredensie na zakrystii. Te przestępstwa są jednym z objawów kryzysu i zachowując głęboki wyraz współczucia dla ofiar oraz podzielając ich pragnienie sprawiedliwości muszę mimo wszystko powiedzieć, że nie jest to najpoważniejszy problem Kościoła w XXI wieku.</strong></p>
<h4 style="text-align: justify;"><strong>Otwarta na oścież zagroda.</strong></h4>
<p style="text-align: justify;">Ponieważ sam boski założyciel Kościoła, Jezus Chrystus mówiąc o nim stosował metaforykę pasterską, ośmielę się jej użyć. Otóż o współczesnym Kościele można mówić jak o owczarni, której pasterz otworzył zagrody i uznał, że owce same najlepiej się poprowadzą, z kolei wszelkiej maści wilcy, będące wszakże ssakami zasymilują się z trzódką. Generalną zaletą metafor jest to, że można wyrazić pewne zjawisko, nawet złożone i skomplikowane, prostszym i lepiej trafiającym do odbiorcy językiem. Tutaj chciałem powiedzieć, że kler nas opuścił. Rzecz jasna księża wciąż pełnią posługę w parafiach, sprawują Msze Święte, czasem nawet spowiadają. Nie da się jednak nie odnieść wrażenia, że scedowali obowiązek przewodniczenia wspólnocie wierzących… samym wierzącym.</p>
<p style="text-align: justify;">Pasterze chowają się gdzieś w cieniu i choć są Kościołem nauczającym oddają pola Kościołowi nauczanemu. W pewnym sensie może to znaleźć uzasadnienie, gdy mówimy o sytuacji, w której wierni zgłaszają swoim kapłanom „zapotrzebowanie” na szczególne nabożeństwa, adoracje, albo dodatkowe katechezy dla dorosłych. Jednakże dzisiaj mamy do czynienia raczej ze zjawiskiem, w którym wierny jest jak klient, który żąda by Kościół dostosował się do jego standardów. Utyskiwanie na etykę seksualną, na nauczanie o rodzinie (i tak okrutnie zaszlachtowane w ostatnich latach), to przykłady które przychodzą mi jako pierwsze do głowy. Mówiąc ogólnie i szeroko, Kościół nie jest już przeciwnikiem świata, a szuka kolejnych sposób na pojednanie się z nim. Ze strażnika Tradycji i obiektywnej prawdy sam przesunął się do jednego z wielu „dostawców” religijnych czy etycznych systemów, prowadząc – nie do końca wiadomo po co – dyskusje międzyreligijne, dialogi ekumeniczne czy wreszcie celebrując <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Dzie%C5%84_Islamu" target="_blank" rel="noopener">Dni Islamu</a> i <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Dzie%C5%84_Judaizmu" target="_blank" rel="noopener">Judaizmu</a>, które nie znajdują przecież analogicznej odpowiedzi u przedstawicieli tych religii. Wręcz przeciwnie, katolicy na Bliskim Wschodzie mogą spodziewać się prześladowań ze strony żydów czy muzułmanów. Trzeba mieć znaczne pokłady dobrej woli, żeby nie zobaczyć ducha kapitulanctwa w działaniach współczesnego Kościoła, albo wręcz całkowitego przekreślenia ponad dwóch tysięcy lat rozwoju doktryny. Stawia to katolików stanu świeckiego w ciężkim położeniu. Z jednej strony jesteśmy zobowiązani sami pielęgnować naukę wiary i praktyki religijne, problem pojawia się jednak wtedy gdy sięgniemy do dzieł o duchowości, katechizmów czy mszalików sprzed ostatniego Soboru i znajdziemy tam treści stojące w kontrze do tego co znamy dzisiaj. I dalej problem ten pogłębia się, kiedy udamy się do księży z prośbą o wyjaśnienie, bo albo sam kapłan nie będzie znał odpowiedzi (współczesna formacja seminaryjna pomija te kwestie, o czym mówią niektórzy tradycyjni kapłani) lub zbędzie nas karkołomnym wyjaśnieniem i wytartym bon-motem o hermeneutyce ciągłości. Tylko jaka jest ciągłość między żywotami męczenników, którzy ginęli w okrutnych mękach a wspólnymi modlitwami z duchowymi potomkami ich oprawców, albo gdzie ta ciągłość objawia się w deklaracji z Abu-Zabi? Wilki krążą pomiędzy owcami, a pasterze albo tego nie widzą, albo brakuje im odwagi, żeby je przegonić.</p>
<h4 style="text-align: justify;"><strong>In hoc signo vinces [tłum. „pod tym znakiem zwyciężysz”]</strong></h4>
<p style="text-align: justify;">Problem, o którym napisałem w powyższych akapitach rozciąga się poza kwestie eschatologiczne i czysto-religijne. On rodzi konsekwencje w życiu politycznym. Dla sił prawicowych i konserwatywnych Kościół zawsze był ostoją prawdy i moralnym drogowskazem. Był kuźnią charakteru i pocieszycielem w chwilach zwątpienia. Wielu odważnych i ideowych ludzi dążyło do budowy Wielkiej Polski, albo odbudowy świata zachodu, z krzyżem w ręku i sercu. I Kościół pielęgnował te postawy, będąc przechowawcą Tradycji, jej strażnikiem i wychowawcą Narodów. Dzisiaj jednak prawica jest jak opuszczona przez swego pasterza owca, który woli przekonywać wilki do lekkiego powściągnięcia apetytu, bądź względnie stara się namówić owce do komitywy z wilkami i niezważania na ich śliniące się pyski. Pamiętne Strajki tzw. Kobiet sprzed kilku lat były bolesnym doświadczeniem, w trakcie którego prawicowcy broniący kościołów przed tłuszczą, nie zawsze mogli liczyć na wsparcie kleru. Niekiedy wręcz byli przepędzani przez kapłanów, być może przerażonych wizją nagłówków liberalnych mediów, oskarżających Kościół o bratanie się z „faszystami”.</p>
<p><em>Więcej tekstu pod filmem</em></p>
<p><iframe title="Żywot człowieka pospolitego #DziadersówDwóch" width="640" height="360" src="https://www.youtube.com/embed/I-uO9aDPVVw?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture; web-share" referrerpolicy="strict-origin-when-cross-origin" allowfullscreen></iframe></p>
<p style="text-align: justify;">A co z kościelną organizacją charytatywną Caritas, zaangażowaną w budowę Ośrodków Integracji Cudzoziemców i Migrantów? Czy mało nam doświadczeń zachodniej Europy? Czy chcemy by i u nas doszło do dezintegracji resztek wspólnoty narodowej, wdarcia się fałszywej religii w przestrzeń publiczną? To już nawet nie podcinanie gałęzi na jakiej się siedzi, a zaplątywanie na niej sznura i przymierzanie go na własną szyję. Kwestie doktrynalne, czy raczej rozluźnienia doktryny, także zbierają swe żniwo. Ludzie chadzający do Kościoła na zachodzie nie wierzą w Realną Obecność. Ale czy u nas praktyki religijne są częstsze? Czy katolicy są pouczani o powinnościach stanu, grzechach zaniedbania?</p>
<p style="text-align: justify;">Gdy swego czasu ksiądz Chmielewski publicznie przypomniał o karze Piekła rozpętała się wokół niego burza medialna i to również ze strony publicystów tzw. katolickich. Te i inne przypadki wśród prawicowców budzą oczywisty smutek i ból porzucenia, który w skrajnej sytuacji może przerodzić się w odrzucenie Kościoła jako moralnej przystani i latarni ruchów konserwatywnych, narodowych i kontrrewolucyjnych. Nasza apostazja z kolei będzie już tylko przypieczętowaniem sukcesu ruchów liberalno-lewicowych.</p>
<h4 style="text-align: justify;"><strong>Co czynić?</strong></h4>
<p style="text-align: justify;">Czy jesteśmy już pogrzebani? Nie. Choć kryzys Kościoła trwa i sieje chwasty, pszenica wciąż kiełkuje. Mamy wielu kapłanów wiernych Tradycji i niezmiennemu nauczaniu Kościoła. Na nas spada obowiązek cięższej pracy nad samym sobą, oraz poszukiwania tych wiernych kapłanów, którzy wypełniają wiernie swoje powołanie. Niejeden kryzys wiary widział świat. Z niejednego Bóg wyprowadził nas obronną ręką. A to co było święte i korzystne dla poprzednich pokoleń nie traci na swojej wartości tylko dlatego, że kustosz strzegący skarbu przysnął na warcie. Pamiętajmy, że Kościół nie jest tylko powiernikiem jakiejś dobrej nauki, która nadaje naszemu życiu teoretyczne ramy. Wierzę głęboko, że jest przede wszystkim Mistycznym Ciałem Chrystusa, a to rodzi swoje konsekwencje. Będąc żywą cząstką tego Ciała, udziela nam się Jego życie, a przez to siła do działania.</p>
<p>Więcej artykułów autorstwa Piotra <a href="https://www.noweksztalty.pl/author/piotr-gorny/">znajdziecie pod linkiem.</a></p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/gdy-pasterza-nie-ma-p-goral/">Gdy pasterza nie ma – P. Góral</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Coś się kończy, coś się zaczyna &#8211; Piotr Góral</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/cos-sie-konczy-cos-sie-zaczyna-piotr-goral/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=cos-sie-konczy-cos-sie-zaczyna-piotr-goral</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Piotr Góral]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 11 Jun 2025 14:26:46 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[#polityka]]></category>
		<category><![CDATA[demokracja]]></category>
		<category><![CDATA[Felietony]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[wybory]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3009</guid>

					<description><![CDATA[<p>Tak się już przyjęło, że każde wybory parlamentarne i prezydenckie określa się mianem najważniejszych wyborów od x lat. Zdanie to powtarzane w starych mediach jest coraz częściej kwitowane sarkastycznym uśmieszkiem w mediach nowych, ale nie można zaprzeczyć temu, że z każdym kolejnym takim głosowaniem temperatura w kraju rośnie, a ciśnienie w Narodzie zbliża się do [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/cos-sie-konczy-cos-sie-zaczyna-piotr-goral/">Coś się kończy, coś się zaczyna – Piotr Góral</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Tak się już przyjęło, że każde wybory parlamentarne i prezydenckie określa się mianem najważniejszych wyborów od x lat. Zdanie to powtarzane w starych mediach jest coraz częściej kwitowane sarkastycznym uśmieszkiem w mediach nowych, ale nie można zaprzeczyć temu, że z każdym kolejnym takim głosowaniem temperatura w kraju rośnie, a ciśnienie w Narodzie zbliża się do krytycznych wartości. Sam dzień pójścia do urn, poprzedzony ciszą przed burzą, inaczej ciszą wyborczą, jest już pełnoprawną bitwą, po której w powietrzu długo jeszcze unosi się gęsty kurz, a krzyki rannych mieszają się z wciąż walczącymi niedobitkami wrogich armii. Zapraszam do lektury mojej krótkiej, powyborczej refleksji.</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Czapkujący nie czapkują. Czapkowani się burzą.</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Zaczęło się to w gruncie rzeczy nie pierwszego czerwca bieżącego roku, a już w 2015 roku. To wtedy, gdy niespodziewanie wyrósł silny Paweł Kukiz, a Andrzej Duda wygrał w wyborach prezydenckich, elity III RP dostały żółtą, jak nie czerwoną kartkę od Narodu. Cały tamten jazgot salonów, które zakazywały ciemnemu chamowi z Polski B wybrać innego niż wskazany kandydat spotkał się z brakiem odpowiedzi. Zjawisko to powtarzało się zresztą regularnie i zaryzykuję tezę laika, że miało też miejsce w 2023 roku. W tegorocznych wyborach prezydenckich, a dokładniej po pierwszej turze, kiedy to kandydaci prawicy na prawo od PiS otrzymali wysokie wyniki, a kandydaci koalicji wręcz odwrotnie znów pojawiły się elity. Wyszły z jaskiń, wypełzły spod kamieni i wdrapawszy się na medialne dzwonnice zaczęły powtarzać typowe dla siebie nawoływania. Że nie wolno głosować na Nawrockiego. Że to poparcie dla Brauna to skandal, że Mentzen to powinien wesprzeć Trzaskowskiego. A w ogóle to wina Zandberga, Biejat, Hołowni i amerykańskiej stonki, że wymuskany i wychuchany kandydat elit nie został jednoznacznie namaszczony na zwycięzcę. Muszę przyznać, że jestem fanem wystąpień prof. Markowskiego, których urywki można obejrzeć u użytkownika jachcy na serwisie X. <a href="https://x.com/jachcy/status/1929984193921962028" target="_blank" rel="noopener">Wypowiedź</a> wspomnianego wyżej intelektualisty (przepraszam za brzydkie słowo), w której głosem godnym męczennika stwierdza, że nosi na swoich barkach rolników i górników, pracując na ich emerytury poruszyła mnie do głębi.</p>
<p style="text-align: justify;">W każdym razie, Naród znów dał im – elitom kulturalnym, medialnym i uniwersyteckim – czerwoną kartkę. Ich nawoływanie pozostało bez echa. Myślę, że można już bez większych oporów mówić o tym, że mandat tych wszystkich autorytetów wygasł. Jako katolik, konserwatysta, a nawet stonowany sympatyk monarchii, bardzo sobie cenię koncepcję bożego pomazańca. Człowieka, który skąpany światłem Opatrzności jest przeznaczony do pełnienia doniosłej roli w dziejach Kościoła i świata. Niemniej taki król, święty, albo mówiąc bardziej współcześnie lider wciąż musi znaleźć posłuch u ludzi. W tym sensie, że gdy on krzyczy „za mną”, słuchający nie zastanawiają się długo przed podjęciem tego ruchu. Bo wierzą w jego sprawę, bo ufają jego osądowi, bo wzbudza on w nich ufność, że nie prowadzi ich w przepaść. Współcześnie zaś stare (względnie stare, biorąc pod uwagę, że mierzymy ich rodowody mniej więcej od Okrągłego Stołu) autorytety się zużyły. Na młodszych pokoleniach nie robi już wrażenia to, że kogoś po klepie redaktor z Czerskiej, albo że zostanie ekskomunikowany z grona światłych przez radę mędrców z Wiertniczej. Co gorsza, medialne tamy i zapory uległy przebiciu. Pojawiły się media społecznościowe, które nawet jeśli były cenzurowane, poszerzały wyłom i pokazywały inną niż mainstreamowa narracja. Mamy też Kanał Zero, bodaj jedyne realnie pluralistyczne medium, w którym, owszem, pojawią się ludzie, do których mi jest daleko, ale mają też czas i miejsce na swobodną wypowiedź politycy i osobistości, z którymi sympatyzuję.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Maszty opuścić do połowy, trumnę wyprowadzić.</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Zjawisko gnicia elit obserwowane od bez mała dziesięciu lat, przeszło już w fazę terminalną. I nie dotyczy tylko tych ludzi, którzy pokazywali tym na dole jak mają głosować, co myśleć, w co wierzyć bądź nie wierzyć. Bo przecież w polityce też obserwujemy kres pewnej epoki. Obaj najwięksi politycy nie wygrali przecież tych wyborów. Kandydat wystawiony przez Donalda Tuska przegrał i to po raz drugi, choć premier osobiście zaangażował się w kampanię u jej finiszu czym zmobilizował wyborców prawicowych do poparcia Karola Nawrockiego. Co więcej, udało się zrobić z tych wyborów referendum nad rządami koalicji 13 XII i wyniki tego referendum bynajmniej nie są zadowalające dla rządu. Z kolei Jarosław Kaczyński jakkolwiek może czuć się wygranym, bo oto stał się ponownie „king makerem” o tyle nie może zapomnieć, że na prawo od niego coś wyrosło. I to co więcej wyrosły dwa byty, jeden skrajniejszy od pierwszego. Sama Platforma przegrała wśród młodych. Partia od lat skojarzona z wizerunkiem postępowości, nowoczesności i europejskości nie dotarła do młodych wyborców, którzy postawili albo na kandydatów alternatywnych, albo na kandydata #ByleNieTrzaskowski. Przed II turą słuchałem rozmowy na kanale Macieja Kożuszka, którą przeprowadził z Kacprem Kitą i Michałem Kuziem. Panowie zgodzili się w tym, że zbliżające się rozstrzygnięcie wyścigu o stolec prezydencki będzie sądem nad III RP i decyzją nad tym, czy ją podtrzymujemy w życiu, czy zmierzamy ku czemuś nowemu. Pewna epoka polskiej polityki i życia publicznego schodzi z tego świata i nie jest to odejście Elfów do Valinoru.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Na nieznane wody.</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Jestem równie daleki w optymizmie jak i pesymizmie, jeśli chodzi o tę sytuację. Nie wiem czy rzeczywiście stare elity odejdą precz i nie wiem czy te nowe, które się wykluwają, będą lepsze. Świat wciąż jest w ruchu, Polska może popłynąć ku nowym wodom, albo wpaść w niespodziewany prąd morski. Kurz po bitwie opada, odsłaniając nowe kształty, ale jakież to będą kształty dowiemy się z czasem.</p>
<p>Więcej artykułów Piotrka znajdziecie <a href="https://www.noweksztalty.pl/author/piotr-gorny/">tutaj</a>.</p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/cos-sie-konczy-cos-sie-zaczyna-piotr-goral/">Coś się kończy, coś się zaczyna – Piotr Góral</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Zamiast stroju idioty… &#8211; Piotr Góral</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/zamiast-stroju-idioty-piotr-goral/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=zamiast-stroju-idioty-piotr-goral</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Piotr Góral]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 28 Oct 2024 22:09:49 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[chrześcijaństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Felietony]]></category>
		<category><![CDATA[Halloween]]></category>
		<category><![CDATA[ideologia]]></category>
		<category><![CDATA[komercja]]></category>
		<category><![CDATA[konsumpcjonizm]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=2859</guid>

					<description><![CDATA[<p>Dni robią się coraz krótsze i oburzająco chłodne. Drzewa stopniowo zmieniają barwę liści, a przyroda szykuje się do zimowego snu. W sklepach zaś możemy znaleźć akcesoria grozy, wszelkiej maści maski upiorów, wąpierzy i innych nie-całkiem martwych truposzy. Gdzieniegdzie pękate dynie zachęcają do zabrania ich do domu i przekształcenia w rozpalone od środka ozdoby. Nadszedł czas [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/zamiast-stroju-idioty-piotr-goral/">Zamiast stroju idioty… – Piotr Góral</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Dni robią się coraz krótsze i oburzająco chłodne. Drzewa stopniowo zmieniają barwę liści, a przyroda szykuje się do zimowego snu. W sklepach zaś możemy znaleźć akcesoria grozy, wszelkiej maści maski upiorów, wąpierzy i innych nie-całkiem martwych truposzy. Gdzieniegdzie pękate dynie zachęcają do zabrania ich do domu i przekształcenia w rozpalone od środka ozdoby. Nadszedł czas na dyskusję o Halloween.</strong></p>
<p>Pamiętam jak w wieku kilkunastu lat, podjąłem pierwsze próby poznawania wiary poza szkolną katechezą i poza niedzielnymi homiliami (które, nie czarujmy się, nie zawsze trzymają wysoki poziom). Zacząłem dość specyficznie, bo od elektryzującej młody umysł wiedzy na temat opętań, demonów i tak dalej. Różnej maści czasopisma jakie wtedy trafiały mi w ręce, wespół z książkami z lokalnej księgarni religijnej, wnikliwie analizowały obecność satanistycznych i okultystycznych symboli we współczesnym świecie. Niejeden raz czytałem artykuł przestrzegający przed 31 października i Halloween jako święcie Szatana. Dzisiaj wspominam te teksty z pewnego rodzaju zawstydzeniem nie dlatego, że wyrzekłem się wiary w osobowe zło, ale z powodu całej tej otoczki fiksacji na temacie, oraz pominięciem budowania wiary na innych fundamentach. Oczywiście równolegle jako konsument popkultury płynącej do nas zza Oceanu, widz wszelkiej maści animacji dla dzieci, z czasem fan horroru,  chłonąłem całą tą otoczką Halloween jako specyficznego, o nieco turpistycznej otoczce, dnia zabaw dla dzieci, kiedy amerykańskie domostwa prześcigają się w sztuce dekoracji o cmentarnej tematyce. Wszystko to było bardzo ciekawe dla dzieciaka z umysłem chłonnym jak gąbka (a raczej głąbka).</p>
<p><strong>Nie taki diabeł straszny?</strong></p>
<p>Później, jako starszy młodzieniec, zacząłem żyć na Facebooku. Gdy byłem w liceum, to medium silnie się rozwijało, a różnej maści fanpejdże wyrastały jak grzyby po deszczu. Wtedy też stałem się naocznym świadkiem wojny wybuchającej wokół Halloween, mniej więcej w podobnym okresie jak ten w jakim się znajdujemy, gdy piszę te słowa, a Ty je czytasz. Konflikt, rozgrywający się niemal w czasie rzeczywistym, przebiegał głównie pomiędzy katolikami, widzącymi w 31 października Noc Walpurgii (niesłusznie), a ateistami traktującymi ten dzień jako okazję do zabawy i miłą odmianę wobec „sztywnych” i smutnych 1 oraz 2 listopada. Gdzieś w tle, oprócz krytyki Halloween z pozycji katolickich pojawiła się swoista krytyka rodzimowiercza, wzywająca do obchodzenia Dziadów. Pojawił się też pozytywny program w postaci „Balu Wszystkich Świętych” polegający na zachęceniu najmłodszych do przywdziania się w ulubionego świętego bądź świętą, zamiast potwora rodem z koszmaru. Pomysł, przyznaję, całkiem ciekawy choć trącący nieco myszką i zawierający jakąś sugestię żenującego wydarzenia, nie przystającego do dzieci podłączonych pod strumień współczesnej popkultury. Kojarzę również, choć nie mogę teraz tego znaleźć, wpis pewnego człowieka wskazującego na ongiś katolicki charakter Halloween jako Wigilii Wszystkich Świętych, która w Stanach stała się popularna za sprawą irlandzkich migrantów. Może więc ostatecznie mają rację ci, którzy pobłażliwie traktują ostatni dzień października, jako niegroźną zabawę? Wbrew temu co można czasem wywnioskować z nieroztropnych wypowiedzi albo tekstów, diabeł nie jest jakimś „Bogiem Zła”. Nasza rzeczywistość to nie Warhammer, a upadły anioł to jedynie (i aż) upadły anioł, a nie równorzędny konkurent Stwórcy. Nie jest też tak, że sam w sobie wizerunek pentagramu (skądinąd symbolu onegdaj kojarzonego przez chrześcijan z pięcioma ranami <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Pentagram">Chrystusa</a>) albo kostium demon wystawi nas na działanie złych fluidów. Dopiero gdy zostaniemy zachęceni do pewnych praktyk i zaczniemy je realizować, popełniamy błąd. Nie sądzę też, aby ludzie chodzący na bale i dyskoteki halloweenowe, albo kupujący dla dzieci stroje trupków itp., mieli intencję zacząć uczęszczać na czarne msze.</p>
<p><strong>Strach się bać.</strong></p>
<p>Nie ma chyba człowieka, który nigdy w swoim życiu nie doświadczył by lęku przed śmiercią. Niejeden doświadczył także osobliwego niepokoju na cmentarzu, albo już zwłaszcza w domu pogrążonym w żałobie, gdzie rodzina i znajomi żegnają zwłoki zmarłego. To wszystko budzi w nas niepokój i uścisk w gardle, które wraz z dorosłością ustępują miejsca zadumie. Cmentarze nie są przecież siedliskiem potworów, które czyhają na nieostrożnego przechodnia by porwać go do krypty. To są miejsca pamięci o naszych bliskich, o historii naszych rodzin. Uważam, że w Halloween najgorsza nie jest turpistyczna oprawa, a ucieczka. Pierwszy i drugi listopada, a przed Soborem także 31 października są dniami świątecznymi. Do całkiem niedawna Kościół 28 października świętował święto Chrystusa Króla, zaś pierwszego dnia jedenastego miesiąca czcił Jego dwór. We Wszystkich Świętych katolik może cieszyć się z tego, że jego bracia i siostry w wierze, po dobrze przeżytym życiu radują się wiecznością ze Stwórcą. Ściśle mówiąc, to dopiero po tym dniu wspominamy wszystkich zmarłych wiernych ofiarując za nich modlitwy, aby ulżyć im w Czyśćcu. Przez te trzy, albo jeżeli żyjemy kalendarzem posoborowym, dwa dni, nasza optyka jest skoncentrowana na celowości naszego życia. Człowiek może uświadomić sobie, że nie żyje po to, by przesuwać materię z kąta w kąt, tułać się w bezsensownym i nieczułym świecie. Zamiast tego, przed nim staje droga wznosząca się do góry i dalej, ponad horyzont. Ale nawet nie patrząc na te dni w optyce eschatologicznej, wciąż pozostaje to czas szczególnej zadumy. Odwiedzając mogiły naszych krewnych, spotykając się nad nimi z żywymi członkami rodziny, kultywujemy ciągłość i historię. W zatomizowanym świecie, w ucieczce od dziejów rozumianych jako pewnej sztafety pokoleń, łatwo jest nam zapomnieć, że nie spadliśmy tu z gwiazd jako samoistne istoty. Moje ciało to pochód genetyczny kilku pokoleń sięgających wstecz, język którym się posługuję to wspólna praca wielu, którzy byli przede mną. Kultura, jakkolwiek będąca w kryzysie, która mnie kształtuje nie jest moim własnym osiągnięciem, lecz schedą po poprzedzających. Groby są świadectwem tego, że jesteśmy osadzeni w historii i że z czasem sami się nią staniemy. Znana dobrze maksyma <em>memento mori </em>jest wezwaniem do gotowości na śmierć, ale i do owocnego życia. Skoro każdy z nas, we właściwym sobie czasie, odejdzie stąd dobrze byłoby nie zostawić po sobie niczego. I niekoniecznie mam na myśli wiekopomne dzieło literackie, odkrywczą metodę naukową czy prosperujące przedsiębiorstwo. Każdy powinien na własną miarę działać tak, żeby nie odchodzić z żalem.</p>
<p>Kiedyś, chyba jeszcze w gimnazjum, przeczytałem książkę Stephena Kinga <em>Cmętarz zwieżąt</em>. Autor, jakkolwiek nie będący konserwatystą, zamieścił tam bardzo ciekawą wymianę zdań pomiędzy dwoma bohaterami, która głęboko zapadła mi w pamięci. Starszy mężczyzna, rozmawiając ze swoim sąsiadem (będącym w sile wieku) podzielił się z nim uwagą, że kiedyś ludzie swobodnie rozmawiali o śmierci, nie robiąc z niej żadnej tajemnicy, z kolei teraz (patrząc z perspektywy akcji książki) stała się ona tematem tabu zamieniając się miejscami z seksualnością człowieka. King napisał tę powieść w 1983 roku, czy przywołana z niej refleksja pozostaje aktualna? Wydaje się, że tak. Żyjemy w oderwaniu od rzeczywistości, przedłużamy swoją młodość na wszelkie możliwe sposoby i z trwogą uciekamy od cierpienia. To ostatnie nie jest zresztą niczym dziwnym, czy nienaturalnym. Sęk w tym, że współczesny człowiek wydaje się bezbronny w obliczu bólu, a co gorsza nie znajduje nadziei. Broń Boże nie twierdzę, że za taki stan rzeczy odpowiada 31 października i nocne zabawy związane z przebieraniem się za maszkary. Na taki stan rzeczy składa się wiele mniejszych i większych spraw ponowoczesnego i (post)postchrześcijańskiego świata. Niemniej w obchodzeniu Halloween, które skupia się na zabawie jest ten duch ucieczki od zmierzenia się z naszą śmiertelnością, oraz odroczenie refleksji o życiu. Pewien wykładowca akademicki i chrześcijański pisarz John Senior, w swojej książce (dostępnej w Polsce za sprawą Wydawnictwa Dębogóra) <em>Upadek i odbudowa kultury</em> <em>chrześcijańskiej</em> nazywa śmierć podatkiem od życia, argumentując to tym, że ponieważ życie jest czymś cennym trzeba odprowadzić od niego zapłatę. Inny „nasz” pisarz J.R.R. Tolkien w <em>Silmarilionie</em> opisuje zejście ze świata, jako dar dla ludzi, którzy mogą w ten sposób zaznać spokoju i odpocznienia. Co ciekawe upadek Númenoru (państwa swoistych nadludzi pobłogosławionych długowiecznością i siłą za wsparcie sił dobra w walce z Morgothem), który wynikał ze zwrócenia się ku czczeniu zła, wiązał się z usilnym poszukiwaniem przez Númenorejczyków metody na nieśmiertelność i uniknięciem „zapłacenia podatku” jakby to ujął Senior.</p>
<p>Halloween to komercha, nastawiona na konsumowanie produktów związanych w ten czy inny sposób z tym „świętem” oraz zachęcająca do całej maści zabaw. A gdy już dzieci wrócą z latania po osiedlu/wsi „z cukierkiem albo psikusem” zaś starsi wybędą z imprez, już nazajutrz odwiedzą grobu krewnych. O ile w ogóle praktykują ten zwyczaj. Gdy gdzieś, w jakimś miejscu w Sieci, rozgorzeje dyskusja na ten temat, padnie zapewne zdanie, że to jest przynajmniej weselsze niż smutny i poważny „grobbing”. W zasadzie jest to świadectwo powierzchownego traktowania pierwszych dni listopada, albo raczej spłyconego o brak kontekstu religijnego. Nadchodzący czas kiedy cmentarze będą oświetlone światłem zniczy dla katolika nie jest okresem rozpaczy. Przecież wierzymy w to, że rozłączenie z ciałem jest tylko przejściowe, a nasze życie ma sens. Pojawiająca się zaduma to z kolei okazja, do refleksji nad tym dokąd zmierzamy i czy aby na pewno robimy wszystko jak trzeba. Odwiedziny krewnych leżących w mogiłach nosi oczywiście posmak smutku, choć przecież jest też okazją do ożywienia ich poprzez nasze wspomnienia i miłość. W zabieganym świecie, pogoni za dobrami, to bardzo wartościowe przeżycie, móc stanąć na chwilę i w ciszy kontemplować.</p>
<p><strong>Nawiedź cmentarz, nim on nawiedzi Ciebie.</strong></p>
<p>Doświadczenie i szara proza codzienności podpowiadają, że dla niejednego z nas 1 i 2 listopada będzie naznaczony pośpiechem i stresem. Niektórzy będą musieli „obskoczyć” kilka nekropolii, pojawią się spory o to jaki znicz kupić, jaki kwiatek, a gdzie je w ogóle postawić etc. Nie zabraknie też pewnie mniejszych bądź większych napięć w rodzinnym gronie. I wtedy w zasadzie, bez Halloween, ten szczególny czas zostaje pozbawiony swoich sensu i celu. Stąd proponuję by zamiast skupić się na zewnętrznych oznakach pamięci (które są ważne), skupić się na wydobyciu z pamięci wspomnień o drogich zmarłych. Zmówienie modlitwy, udział we Mszy, są o wiele istotniejsze niż wypasiony znicz, albo bukiet kwiatów. Odświeżenie blaknących wspomnień, przekazanie ich młodemu pokoleniu, które może nie miało okazji poznać swoich przodków, są ważniejsze i lepsze niż bieżące niesnaski w rodzinie. Wszystkich Świętych i Zaduszki paradoksalnie, są afirmacją życia i dają pociechę, o tyle o ile przeżyjemy je jak należy. W miejsce pustego konsumowania, wstawmy przeżywanie.</p>
<p><a href="https://www.noweksztalty.pl/author/piotr-gorny/">Sprawdź inne artykuły autora.</a></p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/zamiast-stroju-idioty-piotr-goral/">Zamiast stroju idioty… – Piotr Góral</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Być wolnym. Jak nie stać się osłem?</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/byc-wolnym-jak-nie-stac-sie-oslem/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=byc-wolnym-jak-nie-stac-sie-oslem</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Piotr Góral]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 21 Aug 2024 09:29:05 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Cywilizacja]]></category>
		<category><![CDATA[demokracja]]></category>
		<category><![CDATA[Felietony]]></category>
		<category><![CDATA[liberalizm]]></category>
		<category><![CDATA[moralność]]></category>
		<category><![CDATA[wolność]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=2825</guid>

					<description><![CDATA[<p>Są dwa takie słowa, które namiętnie przywołujemy na każdym kroku – miłość i wolność. Jednakże ich rozumienie różni się w zależności od tego kto je wypowiada i od użytego kontekstu. W poniższym tekście, chciałbym opowiedzieć co nieco o wolności, odwołując się do jej klasycznej koncepcji. W podręczniku do nauki języka starogreckiego, z którego korzystałem na [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/byc-wolnym-jak-nie-stac-sie-oslem/">Być wolnym. Jak nie stać się osłem?</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Są dwa takie słowa, które namiętnie przywołujemy na każdym kroku – miłość i wolność. Jednakże ich rozumienie różni się w zależności od tego kto je wypowiada i od użytego kontekstu. W poniższym tekście, chciałbym opowiedzieć co nieco o wolności, odwołując się do jej klasycznej koncepcji. </strong></p>
<p style="text-align: justify;">W podręczniku do nauki języka starogreckiego, z którego korzystałem na studiach, znajduje się pewien dialog do przetłumaczenia. Jest to krótka rozmowa, mająca miejsce na targu niewolników. Schwytany Lakończyk zostaje zapytany co takiego potrafi. Odpowiada (tłumaczę dosłownie, słowo w słowo): Wolnym być.</p>
<p style="text-align: justify;">Trzeba powiedzieć, że dialog jest poruszający, tym bardziej im dłużej się nad nim zastanawiamy. Gdy myślimy o niewoli, kojarzymy ją, słusznie, z okrucieństwem niegodnym cywilizowanego świata i czasów, lecz zawężany ją do jej fizycznych aspektów. Być może pamięć podsuwa nam brzydko dźwięczące w uszach słowa Arystotelesa o niewolniku jako części sprzętu domowego, czyli kimś pomiędzy żywcem a człowiekiem. Ot, taki samobieżny pług, miotła itp. Nawet niewolnik, który zostawał nauczycielem nie cieszył się wolnością obywatela, a jego życie zależało od kaprysu pana. Postawa Lakończyka wskazuje jednak, iż wolność jest zależna  od nas samych i że można ją zachować pomimo łańcuchów na szyi.</p>
<p style="text-align: justify;">Prawdą jest, trywializmem wręcz, że widzialne kajdany i inne ograniczenia naszych możliwości są czymś złym, zaś rolą sprawiedliwego władcy powinno być uchronić swoich poddanych przed niewolą. Wolność to wielki dar, nazbyt często mylony ze zwolnieniem od powinności. Dziś bardzo często gdy się o niej mówi, tak naprawdę opisuje się samowolę. Ojciec Pirożyński w swojej złotej książeczce poświęconej wychowaniu tak napisał:</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">„Wolność nie na tym polega, że wola może wybierać między dobrem i złem. Przeciwnie, wola z istoty swojej <strong>musi </strong>[podkreśl. nie moje] zawsze do dobra dążyć. Co innego, że może przez jakiś czas uważać dobro pozorne za dobro prawdziwe – za tę pomyłkę rozum odpowiada – lecz do jakiegoś dobra wola dążyć musi, gdyż pragnienie dobra należy do istoty woli [podkreśl. nie moje]”<a href="#_ftn1" name="_ftnref1">[1]</a>.</p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Zwierzęta i my się różnimy. Nie tylko tym, że one zdychają a my umieramy, lecz także tym, że one rodzą się „zaprogramowane” do działania zgodnego ze swoją naturą. Jeśli by porównać to jak szybko dojrzewamy do samodzielnego życia, człowiek przegrywa ze zwierzętami. One prędko „poznają” co powinny zrobić, gdyż ich instynkt daje im odpowiednią wiedzę, jeśli można tak to nazwać. Rozwój człowieka przebiega dłużej i jest bardziej złożony. Obok widzialnego dojrzewania ciała, doświadczamy nie do końca uchwytnego dojrzewania naszych charakterów. Bycie wolnym, czy raczej właściwe korzystanie z daru wolności jest jedną z rzeczy, na których opanowanie trzeba poświęcić czas i siły. Sumienie nie rozwija się samo z siebie, wymaga naszego zaangażowania i oczywiście łaski bożej. Bo przecież skoro każdy człowiek nosi w sobie zadrę grzechu pierworodnego, musi oprzeć się na Tym, który jest doskonały. Gdybyśmy byli zdani tylko na swoje siły i podobnych nam nieszczęśników, bylibyśmy jak zgraja ślepców, głuchych i ułomnych, którzy starają się dojść do jakiegoś celu, ale część go nie widzi, inni nie słyszą poleceń, a jeszcze inni mają problem z poruszaniem się. Porządek nadprzyrodzony jest tu konieczny. Istnieje jeszcze porządek doczesny, widzialny, który o tyle jest dobry, o ile opiera się na tym doskonałym. Chcę powiedzieć, że kultura i otoczenie to wiecznie towarzyszący nam wychowawcy, którzy rugają nas poprzez normy społeczne.</p>
<p>Dalszy tekst pod grafiką&#8230;</p>
<blockquote class="wp-embedded-content" data-secret="xXvTRycLbk"><p><a href="https://www.noweksztalty.pl/czas-skonczyc-z-liberalna-demokracja/">Czas skończyć z liberalną demokracją</a></p></blockquote>
<p><iframe class="wp-embedded-content" sandbox="allow-scripts" security="restricted"  title="&#8222;Czas skończyć z liberalną demokracją&#8221; &#8212; Nowe Kształty" src="https://www.noweksztalty.pl/czas-skonczyc-z-liberalna-demokracja/embed/#?secret=c6FNfHmJ00#?secret=xXvTRycLbk" data-secret="xXvTRycLbk" width="600" height="338" frameborder="0" marginwidth="0" marginheight="0" scrolling="no"></iframe></p>
<h4 style="text-align: justify;"><strong>Ośla wolność</strong></h4>
<p style="text-align: justify;"><em>Pinokia </em>czytałem wieki temu, podobnie też wiele lat minęło od kiedy oglądałem animację. Spora część wątków zdążyła mi się już zatrzeć w pamięci, ale pomiędzy szarymi komórkami wciąż kołacze mi się obraz Wyspy Radości. Sprowadzeni tam chłopcy, jak pamiętam, zażywali zabaw i przyjemności, na które dorośli normalnie im nie pozwalali. Z czasem jednak każde z dzieci stopniowo przeistaczało się w osły, które następnie były sprzedawane do pracy w kopalni soli. Głównym wątkiem historii jest uczłowieczenie Pinokia, jego pełna przemiana z drewnianej lalki w prawdziwego chłopca. Wydarzenia z Wyspy przedstawiają zaś coś zgoła innego, swoboda i nieobecność zakazów prowadzą do zezwierzęcenia przebywających tam dzieci, ich dehumanizacji. A w konsekwencji do utraty wolności. Skądinąd nie jest to obca myśl w kulturze Zachodu. Już stoicy przestrzegali przed folgowaniem sobie w przyjemnościach, dostrzegając w tym zagrożenie dla wolności człowieka. Seneka, szukający odpowiedzi na pytanie „<em>Co to jest życie szczęśliwe?</em>” doszedł do wniosku, że człowiek chcący żyć szczęśliwie musi zdobyć dobro. Jako stoik oczywiście określił tymże dobrem cnotę, a spośród innych rzeczy, które mogłyby przyjąć tę rolę odrzucił między innymi rozkosz. Dobro do którego dąży człowiek musi być, zdaniem Seneki<a href="#_ftn2" name="_ftnref2">[2]</a>, czymś stałym i niezmiennym, a także ustanowionym wysoko. Przyjemnostki zaś są ze swej natury nietrwałe i ulotne. Jak czytamy u wspomnianego filozofa:</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">„W momencie kiedy wre najgoręcej, wtedy się właśnie zupełnie oziębia. Jej pojemność jest niezbyt wielka, toteż napełnia się szybko, przemienia się w przesyt i zaraz po pierwszym silniejszym ożywieniu zapada w otępienie i gnuśność. Również i taka nie może nigdy być niezawodna, która swą naturę zasadza na ruchu: bo przecież wskutek tego nie może mieć trwałej podstawy istnienia rzecz, która nadchodzi i błyskawicznie przemija, po to, aby rozwiać się wniwecz przez samo swoje użycie, ponieważ zmierza do punktu, w którym ma ustać, a ledwie się zacznie, dobiega końca”<a href="#_ftn3" name="_ftnref3">[3]</a>.</p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Ludzie uganiający się za nimi, prędzej czy później stają się jak osły, które idą za marchewką na kiju. Albo koty, rzucające się na kropkę wskaźnika laserowego, którą ktoś inny kieruje. Wybór zła, zawsze jest wyborem niewoli, nawet jeśli konsekwencje zostaną odroczone w czasie. Dekalog czy inne ograniczenia naszej wolności, nie są jej stłamszeniem, ale strażnikami. Ponowoczesność w jakiej przyszło nam żyć, kontestuje moralność jako opresyjną, tłamszącą nasz indywidualizm i ekspresję swojej tożsamości. Być może mieszam teraz pewne porządki, ale wydaje mi się, że ten ruch (przynajmniej na ten moment, kto wie jaka będzie kolejna mutacja) w poszukiwaniu wolności podważa już nawet biologiczne, empirycznie namacalne, fakty. I o ile cieszy mnie chichot historii, która udowodniła, że Oświecenie w dalekiej perspektywie sprowadziło na Zachód niespotykaną ciemnotę, o tyle żal serce ściska gdy myślę o długofalowych skutkach dla państwa, Narodu i jednostki. Ktoś może powiedzieć, że wybrał taką drogę życia. I ma rację co do tego, że dał się zakuć w kajdany przyjemności, albo innego fałszywego dobra. Ziomkowie Pinokia, którzy zostali osłami też wybrali drogę wiodącą do takiego końca, nawet jeśli go nie chcieli. Przytoczony na początku tego artykułu lakoński jeniec, biorąc udział w wojnie liczył się z tym, że może trafić do niewoli, lecz pomimo tego nie utracił tej wewnętrznej wolności, która czyniła go człowiekiem.</p>
<h4 style="text-align: justify;"><strong>Wolny – ale po co?</strong></h4>
<p style="text-align: justify;">Być wolnym człowiekiem nie jest łatwo, a wielkim pokazem pychy jest wiara współczesności w to, że każdy może sobie z tym wyzwaniem poradzić. Żeby jakoś je udźwignąć nieustannie trzeba, parafrazując poetę, zmagać się z Szatanem, światem i samym sobą. Mądrość konserwatyzmu, której liberałowie nie chcą  przyjąć, polega na uznaniu słabości człowieka za część naszej ziemskiej doli. Nadzieja oferowana przez katolicyzm mówi, że nie jesteśmy w tych zmaganiach pozostawieni samym sobie. Mamy po swojej stronie Kościół i Sakramenty. Mamy tyle pięknych życiorysów, na których możemy się wspierać. Mamy szereg przestróg, które nas ostrzegają, byśmy przypadkiem nie stawiając nogi na Wyspie (złudnej) Radości, nie skończyli w jasyrze. Wolność jest czymś pięknym, bo dzięki niej człowiek może z własnej woli wybrać Dobro i czynić dobro – sprawiając by jego życie było owocne. Ostatecznie wybór zła zawsze kończy się jałowo i bezowocnie, co już jako cywilizacja doświadczamy.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">„Wy zatem, bracia, powołani zostaliście do wolności. Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału, wręcz przeciwnie, miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie!”.<a href="#_ftn4" name="_ftnref4">[4]</a></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;"><a href="#_ftnref1" name="_ftn1">[1]</a> <a href="https://capitalbook.com.pl/pl/p/Ksztalcenie-charakteru-o.-Marian-Pirozynski/4013?gad_source=1" target="_blank" rel="noopener">M. Pirożyński, <em>Kształcenie charakteru</em></a>, Warszawa 2017, s. 19.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="#_ftnref2" name="_ftn2">[2]</a> Podobne stanowisko podzielał o. Pirożyński, o czym pisał w przytoczonej wcześniej książeczce.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="#_ftnref3" name="_ftn3">[3]</a> <a href="https://zpe.gov.pl/pdf/P183yIMad" target="_blank" rel="noopener">Seneka, <em>O życiu szczęśliwym</em> w; <em>Dialogi</em></a>, tłum. L. Joachimowicz, Warszawa 1998, s. 167.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="#_ftnref4" name="_ftn4">[4]</a> Ga 5, 13</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Więcej tekstów <a href="https://www.noweksztalty.pl/author/piotr-gorny/">autora.</a></p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/byc-wolnym-jak-nie-stac-sie-oslem/">Być wolnym. Jak nie stać się osłem?</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Rana w kształcie krzyża &#8211; P. Góral</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/rana-w-ksztalcie-krzyza-p-goral/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=rana-w-ksztalcie-krzyza-p-goral</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Piotr Góral]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 06 Jun 2024 08:47:47 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[chrześcijaństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Felietony]]></category>
		<category><![CDATA[krzyż]]></category>
		<category><![CDATA[moralność]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=2692</guid>

					<description><![CDATA[<p>W swoim niezbyt długim jeszcze życiu usłyszałem kilka kazań, które zostaną za mną do końca. A przynajmniej taką mam nadzieję. W ramach jednego z nich ksiądz proboszcz z mojej parafii, opowiedział historię pochówku pewnego poety. Pamiętam imię tamtego literata, ale ponieważ nie jestem pewien co do autentyczności tej historii, wolę się nim nie dzielić. Zresztą, [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/rana-w-ksztalcie-krzyza-p-goral/">Rana w kształcie krzyża – P. Góral</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">W swoim niezbyt długim jeszcze życiu usłyszałem kilka kazań, które zostaną za mną do końca. A przynajmniej taką mam nadzieję. W ramach jednego z nich ksiądz proboszcz z mojej parafii, opowiedział historię pochówku pewnego poety. Pamiętam imię tamtego literata, ale ponieważ nie jestem pewien co do autentyczności tej historii, wolę się nim nie dzielić. Zresztą, nie chodzi o to czy ta historia jest autentyczna czy nie, ale zawarte w niej przesłanie i obraz jaki po sobie pozostawia. Otóż, rzeczony artysta był antyklerykałem i jako taki, zażyczył sobie zostać pochowanym w trumnie, z której miano usunąć krzyż. Pracownik zakładu pogrzebowego, oderwał więc z wieka znak naszej wiary, pozostawiając w trumnie głęboką ranę w kształcie krzyża. Przesłanie wydaje się oczywiste, ale i tak je zwerbalizuję. Po usunięciu krzyża pozostaje poszarpana, ziejąca pustką rana.</p>
<p style="text-align: justify;">W tym miejscu aż się prosi, żebym napisał słowo <a href="https://ordoiuris.pl/wolnosci-obywatelskie/rafal-trzaskowski-chce-zdejmowac-krzyze-zloz-skarge" target="_blank" rel="noopener">o niedawnej decyzji prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego</a> odnośnie usunięcia symboli religijnych z przestrzeni urzędów miejskich. Dokładniej mówiąc, usunąć krzyże mają urzędnicy ze swoich biurek czy pomieszczeń, w których pracują. Raczej nikt siebie nie zamierza oszukiwać, że jest to przede wszystkim walka z krzyżem. A także, że jest to krok ku zaskarbieniu sympatii wyborców lewicowych i umowne „przejechanie prętem po kratach”, żeby wpędzić PiS w wojnę kulturową. Gdzieś w tle walki z religią, bo jest to walka z religią, nie zaś walka o „neutralność” (dziwna to neutralność objawiająca się nakazem usunięcia symboli odwołujących się do religii), prezydent miasta stołecznego dorzucił nakaz stosowania zaimków zgodnie z życzeniem petenta. Wojna kulturowa w pełnym rozkwicie, niezależnie od głównych intencji, oddano salwy w stronę prawicową, konserwatywną i chrześcijańską.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ale tak właściwie, czym jest krzyż?</strong></p>
<p style="text-align: justify;">W swoim pierwotnym, najdawniejszym sensie, krzyż jest sromotną hańbą, okrutną śmiercią, podobną do powieszenia na szubienicy. Być może to narzędzie kaźni przepadłoby w dziejach historii ludzkości zastąpione jakimś innym, jeszcze wymyślniejszym i okrutniejszym. A może pozostałoby znakiem porażki i wstydu, jednak jak wiemy tak się nie stało. A to dzięki Ofierze złożonej na nim przez i z Jezusa. Chrystus odmienił krzyż, nadając mu nowe znaczenie. Od tamtego dnia, stopniowo, ten instrument Męki Pańskiej zaczął stawać się czymś więcej. Przede wszystkim jest znakiem zwycięstwa Boga nad grzechem i śmiercią. I szczególnie pięknie widnieje to na fresku autorstwa Pierra della Francesca (ok. 1465 rok), na którym Chrystus powstający z martwych dzierży sztandar ze znakiem krzyża niczym zwycięski wódz. Stopę kładzie na kamieniu sarkofagu, jak gdyby podkreślając swój absolutny i pewny tryumf nad otchłanią. Byt odnosi zwycięstwo nad niebytem, Bóg pokazuje swoją wielkość. Doniosłość Zmartwychwstania da później sił nieprzebranym rzeszom świętych męczenników, którzy oddadzą za ten fakt życia. W zasadzie, jak zwrócił uwagę mój wykładowca kilka lat temu gdy zaczynałem studia, ten fresk jest przeniesieniem motywu stosowanego przez Rzymian na ich łukach tryumfalnych. Innymi słowy, krzyż jest tutaj potraktowany jako tropajon.<br />
Te, jak mówią prześmiewczo wyznawcy ateizmu, dwie skrzyżowane belki, nie tylko symbolizują boski tryumf. Są lekcją posłuszeństwa Bogu (wszakże Chrystus poszedł na mękę wypełniając wolę Ojca), są unaocznieniem miłości Boga, który zdobył się na szaleństwo krzyża dla naszego zbawienia. Wreszcie są czymś co najbardziej gorszy niejednego współcześniaka, są przypomnieniem o cierpieniu. Współczesny człowiek wychowany w miazmatach liberalizmu, postmodernizmu i po rewolucji seksualnej niczego tak nie pragnie jak ucieczki od cierpienia i trudu. Resztki mitu końca historii, który jak się wydaje, upadł wraz z zawitaniem wojny u bram Zachodu, wciąż mocno trzymają w kleszczach umysły ludzi. Nie chcemy cierpienia, nie chcemy wyrzeczeń, nie chcemy trudności – krzyczy nasz styl życia. Większa część naszych rozrywek jest eskapizmem od realnego świata, rażąco niska demografia to głośny manifest ludzi niechcących obowiązków i dorosłości. Kontemplujemy życia influencerów z Instagrama, wzdychamy do beztroskiego dolce vita rodem z takiej czy siakiej Nibylandii. Tymczasem krzyż przypomina o cierpieniu. Jego lekcja o cierpieniu jest taka, iż choć ono jest nieodłącznym elementem życia, można odnaleźć w nim sens. Nasze trudy, poświęcenia i ofiary, w sensie religijnym ale i przenośnym, mogą mieć celowość.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Czym zapełnić pustkę?</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Upłynęło już nieco wody w Wiśle od decyzji prezydenta Warszawy. Temat usuwania krzyży przez urzędników z ich biurek stał się jednym z wielu tematów kampanii do Europarlamentu. Być może ostatecznie okaże się, że temu celowi miał posłużyć. I może można byłoby tak właśnie to odczytać, jako kolejny akt wojenki politycznej w naszym nieszczęsnym kraju. Jednakże osobiście nie wydaje mi się by, tak było tym razem. Znamiennym jest, że wygumkowywaniu znaku wiary katolickiej (oczywiście do krzyża jako symbolu religijnego mogą sobie rościć prawa także heretycy i schizmatycy, ale w naszym kraju jednoznacznie jest on związany z Kościołem rzymskokatolickim) towarzyszył nakaz poszanowania słynnych zaimków. Nakaz, który oczywiście w oczach współcześniaków wcale a wcale, nie jest naruszeniem neutralności światopoglądowej. Wyrwano krzyż, zadano ranę i natychmiast wprowadzono do niej tkankę obcą, przywleczoną z obłędu zachodnich uniwersytetów. Wybacz czytelniku oklepaną frazę, ale sama ciśnie mi się na palce: natura nie znosi próżni. To co establishment ma do zaoferowania, to ideologia obłędu. Nie jest zarazem możliwe koegzystowanie dwóch tak odmiennych systemów pojęciowych i moralnych. Chyba, że chcemy żyć w społeczeństwie schizofrenicznym, dla którego białe może być i białe i czarne.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Paradoks liberalnej dyktatury</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Parafrazując bł. kardynała Stefana Wyszyńskiego:<strong><em> Polska będzie albo katolicka, albo nie będzie jej wcale</em></strong>. Nasza tożsamość narodowa, to co sprawia, że jesteśmy kim jesteśmy, zaczęła się wraz z chrztem Mieszka I. Od tamtego momentu rozpoczął się żmudny proces formowania i dorastania Polaków i ich polskości w cieniu krzyża. Nie chcę wchodzić głęboko w historię, gdyż myślę, że dość dobrze pamiętamy, że wychowanie w duchu patriotycznym odbywało się pod auspicjami Kościoła. Protest dzieci we Wrześni miał przecież podłoże religijne, zaś późniejsze dzieje Polski pokazały, że cios w krzyż, zawsze był ciosem w naszą tożsamość. Najnowsza historia zna przecież męczeństwo bł. ks. Popiełuszko, który zginął za społeczne królowanie Chrystusa. A i on nie jest jedynym takim przykładem. Liberalna Polska, która nastała po „upadku PRLu”, poza gwałtownymi reformami gospodarczymi, których skutki wciąż kołaczą się w postaci zbiorowej traumy, czy też upiorów upadłych polskich firm (tu zasługę należy oddać otwarciu się na Zachód i wejściu do UE), podłączyły nas na nowo do strumienia kulturalnego płynącego z Okcydentu. I tu pozwolę sobie znów zacytować wyświechtaną sentencję: nigdy nie wchodzi się do tej samej rzeki dwa razy. Okcydent sprzed ponad tysiąclecia i Zachód taki jakim jest od ponad półwiecza to dwa różne światy. Ten pierwszy dopiero się rodził, wyrastając z ołtarza i zachowku pozostawionego przez Rzymian i Greków. Ten, który mamy teraz jest jak człowiek nienawidzący siebie, swoich korzeni i wściekle się od nich odcinający.</p>
<p style="text-align: justify;">Liberalizm, będący jednym z miazmatów, które owiewają nas od lat niesie na sztandarze wolność słowa. Tylko, czy jest to wolność do krytyki liberalnych doktryn? Czy w ramach wolności słowa i światopoglądu można głosić postawy całkiem sprzeczne i odmienne od obowiązującej narracji (nieważne czy określimy ją wyświechtanym mianem marksistowskiej, postmodernistycznej czy właśnie liberalnej)? Doświadczenie pokazuje, że ilekroć zostanie podważona jakaś aktualna świętość, możemy oczekiwać się krzyku, szczerego oburzenia i gromów ciskanych z wysokości czy to uniwersyteckich katedr, czy mediów, czy salonów tzw. „towarzystwa”. I nagle w świecie, w którym rzekomo nie ma wielkich narracji, każdy ma swoją prawdę i panuje dyktat różnorodności, okazuje się, że jest wprost przeciwnie. I szczerze mówiąc, rozumiem to. Każda ideologia broni swoich podstaw, swoich wartości i fundamentów. Jest to naturalne i spodziewane. I dobrze byłoby, żeby prawica (tak długa i szeroka jaką jest) również to zrozumiała. Albo obronimy to co nas konstytuuje, w tym nasze poglądy, takimi jakimi są, bez żadnych ustępstw, albo staniemy się kolejną generacją postchrześcijańskich liberałów.</p>
<p style="text-align: justify;">Są tacy ludzie, którzy traktują tematy światopoglądowe, tożsamościowe, jako tematy zastępcze i uważają, że należy się skupić na konkretach, takich jak gospodarka, prawo, ustrój etc. I racja, to są istotne sprawy, które często giną w „nawalance” o Kościół czy dzieciobójstwo. Wszakże te tematy budzą najintensywniejsze emocje i w hałasie jaki wywołują, umykają nam inne ważne rzeczy. Niemniej, nie sądzę by było roztropnym porzucać „tożsamościówkę”. Katolicka antropologia uczy, że człowiek jest złożeniem duszy i ciała. I oba te elementy, materialny i niematerialny są dobre i są składowymi naszego człowieczeństwa. Jeżeli przyrównać by państwo do człowieka, to zaryzykowałbym tezę, że to co zbiorczo wrzucamy do koszyka „światopogląd” jest właśnie duszą. Czymś niematerialnym, ale zarazem substancją ożywiającą formę i ją konstytuującą. Lewica (w Polsce i na świecie) stale, małymi kroczkami, a w ostatnim czasie wielkimi skokami, wprowadza swoje postulaty kulturowe. Złośliwi, nie bez racji, powiedzą, że żadne inne „poważniejsze” postulaty im nie pozostały. A jednak, czyż nie zbieramy żniw zmian kulturowych? Czy szerzący się antynatalizm, piotruś-państwo, atomizacja społeczeństw i inne koszmary „prawaka” nie są ważnym problemem? Za granicą, jak dobrze wiemy, mamy wojnę. Wojna może przyjść i do nas, czy tego chcemy czy nie. Czy wroga odepchnie samo PKB i rzucane z wysokości dogmaty liberalizmu? Czy sołdat obniży lufę broni, jeżeli wysłucha Imagine Johna Lennona? Śmiem wątpić. Ale i nie uciekając do kwestii wojennych, zadajmy sobie inne pytania. Czy na pewno chcemy żyć w społeczeństwie starych panien i kawalerów, którzy tą czy inną używką uciekają od konsekwencji swoich wyborów? Czy na pewno chcemy pójść w ślady państw Europy zachodniej i – jak to ujął Rafał Ziemkiewicz – niczym wampir drenować inne kraje, mniej lub bardziej obce nam kulturowo, z ich młodych ludzi, żeby uzupełnić demograficzne braki? To nie są problemy, których rozwiązanie leży w zmianie systemu podatkowego, albo reformie prawa. Nie mówię, że te rzeczy nie są istotne. Są, niewątpliwie są. Niemniej równie istotną co zdrowie ciała, jest sanacja duszy. Krzyż powinien być obecny w przestrzeni publicznej. Przypomina o Celu nadrzędnym człowieka. Przypomina o korzeniach naszego Narodu. Ale jest też przypomnieniem i obietnicą zwycięstwa. Tak jak, rzekomo, niewierząca lewica dostaje spazmów na widok „dwóch prostopadle skrzyżowanych desek” tak i my patrzmy na nie, pamiętając do Kogo i czego się odwołują, nie z trwogą, nie z nienawiścią, a z nadzieją.</p>
<p>Więcej artykułów <a href="https://www.noweksztalty.pl/author/piotr-gorny/">autora pod linkiem.</a></p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/rana-w-ksztalcie-krzyza-p-goral/">Rana w kształcie krzyża – P. Góral</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>W przyszłość? Tak, ale z naszymi wartościami &#8211; P. Góral</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/w-przyszlosc-tak-ale-z-naszymi-wartosciami-p-goral/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=w-przyszlosc-tak-ale-z-naszymi-wartosciami-p-goral</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Piotr Góral]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 05 Feb 2024 20:02:05 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Cywilizacja]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[konserwatyzm]]></category>
		<category><![CDATA[Lifestyle]]></category>
		<category><![CDATA[przemyślenia]]></category>
		<category><![CDATA[Rzym]]></category>
		<category><![CDATA[wojna]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=2533</guid>

					<description><![CDATA[<p>Oto miasto w ruinie, płonące od wojny, która nań spadła, z ludnością ginącą od uderzeń broni wroga. Kosztowności i świątynie są rabowane. Oto koniec cywilizacji, tak biologiczny jak i duchowy. Ostatni obrońcy próbują resztką sił pokonać najeźdźców – nadaremno. Finalnie, ten który przewodził ostatniemu zrywowi, po nieudolnych próbach odparcia ataku, podejmuje decyzję o porzuceniu miasta. [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/w-przyszlosc-tak-ale-z-naszymi-wartosciami-p-goral/">W przyszłość? Tak, ale z naszymi wartościami – P. Góral</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">Oto miasto w ruinie, płonące od <a href="https://www.noweksztalty.pl/tag/wojna/">wojny</a>, która nań spadła, z ludnością ginącą od uderzeń broni wroga. Kosztowności i świątynie są rabowane. Oto koniec cywilizacji, tak biologiczny jak i duchowy. Ostatni obrońcy próbują resztką sił pokonać najeźdźców – nadaremno. Finalnie, ten który przewodził ostatniemu zrywowi, po nieudolnych próbach odparcia ataku, podejmuje decyzję o porzuceniu miasta. Bierze więc ze sobą ojca, bóstwa domowe – lary i penaty – a drugą ręką prowadzi za sobą syna. I tak, razem z innymi ocalałymi, swoją przeszłością, przyszłością i wartościami idzie naprzód, aby po upadku Troi założyć Rzym.</span></span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"> Upłynął pierwszy miesiąc Nowego Roku, w który weszliśmy bogatsi o doświadczenia z ubiegłych lat, może nieco przygnieceni otaczającą nas rzeczywistością, a może niosący jeszcze jakiś ogarek nadziei. Jesteśmy trochę jak ten Eneasz i niedobitkowie z Troi, których dzieje, w krótkim zarysie, powyżej przypomniałem. Obserwujemy jak nasz świat się wali, jak wdzierają do niego obcy. Politycznie sytuacja w kraju nie jawi się w jasnych barwach, z zewnątrz, można powiedzieć, dybią na nas inne siły. Ponadto cała cywilizacja zachodnia wchodzi w kolejny etap swojego kryzysu tożsamościowego, w którym nie tylko przestała siebie rozumieć, ale wręcz zaczęła aktywnie ze sobą walczyć. Nie podnosi też na duchu to, co dzieje się obecn</span></span><span style="font-size: medium; font-family: 'Times New Roman', serif;">ie w Kościele katolickim. Co więc nam pozostaje, gdy wchodzimy w kolejny rok pański?</span></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="color: #000000;">„<span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><b>Na me plecy wsiadaj, ojcze drogi!”</b></span></span></span><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote1sym" name="sdfootnote1anc"><sup>1</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"> C. S. Lewis w swojej wartej uwagi książce </span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><i>Odrzucony Obraz. Wprowadzenie do literatury średniowiecznej i renesansowej</i></span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"> pięknie opisał w dwóch zdaniach mentalność ludzi średniowiecza. Jak czytamy: „Zarówno historycznie, jak i kosmicznie człowiek średniowiecza stał u stóp schodów; spoglądając w górę, czuł zachwyt. Spojrzenie wstecz, podobnie jak w górę, rozradowywało go majestatycznym widowiskiem, a pokorę nagradzały rozkosze podziwiania.”</span></span><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote2sym" name="sdfootnote2anc"><sup>2</sup></a><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"> Człowiek dzisiejszy (piszę tu dzisiejszy w ścisłym sensie, czyli żyjący </span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">tu i teraz</span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">), traktuje przeszłość jako ciążący mu balast. Poprzednie pokolenia, ich osiągnięcia i aspiracje stały się nazbyt odległe, konieczność kontynuacji i zachowania ciągłości między nimi a nami, są zazwyczaj dla człowieka Zachodu konceptem obcym i pozbawionym sensu. No chyba, że chodzi o zbiorową winę za przestępstwa i nietakt naszych dziadów, tutaj znajdą się ludzie poczuwający się do pokuty za dawne zbrodnie i „zbrodnie”. Lewis używając analogii wspinaczki po schodach, pięknie przedstawił potrzebę zachowania pamięci o przeszłości. Nie możemy zrobić kroku do przodu, bez mocnego oparcia się na tym co było. To jakimi ludźmi jesteśmy dzisiaj, jest wynikiem tego co było wczoraj. Zarówno w wymiarze jednostkowym, jak i szerszym, to dzieje Kościoła, naszego Narodu, i cywilizacji, kształtują sposób naszego mówienia, a nawet myślenia. Racja, nie możemy przyjąć wszystkiego bezkrytycznie, bo niektóre formy stały się przebrzmiałe i przedawnione. Są takie spadki, będące raczej długami zaciągniętymi przez przodków, lecz nie wszystko jest ciężarem. Postawa Eneasza, który z upadającego miasta bierze na barki własnego ojca jest wielce wymowna. Jest zabraniem przeszłości w przyszłość. Ostatecznie każdy z nas kiedyś stanie się przeszłością, w naszej gestii jest dołożenie starań, żeby to była przeszłość, z której można się chlubić. Na zakończenie tego wątku, przywołam jeszcze jeden cytat, tym razem średniowiecznego mnicha, zachęcając Ciebie, drogi czytelniku do refleksji nad tymi słowami: „Jesteśmy karłami, którzy wspięli się na ramiona olbrzymów. W ten sposób widzimy więcej i dalej niż oni, ale nie dlatego, ażeby wzrok nasz był bystrzejszy lub wzrok słuszniejszy, ale dlatego, iż to oni dźwigają nas w górę i podnoszą o całą gigantyczną wysokość.”</span></span><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote3sym" name="sdfootnote3anc"><sup>3</sup></a></p>
<p><img loading="lazy" decoding="async" class="alignleft wp-image-2543 " style="font-family: 'Times New Roman', serif; font-size: medium; text-align: justify;" src="https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2024/02/1_hO6ltBqn6UCSQa2AgJMTTQ.webp" alt="" width="442" height="442" srcset="https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2024/02/1_hO6ltBqn6UCSQa2AgJMTTQ.webp 1024w, https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2024/02/1_hO6ltBqn6UCSQa2AgJMTTQ-300x300.webp 300w, https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2024/02/1_hO6ltBqn6UCSQa2AgJMTTQ-150x150.webp 150w, https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2024/02/1_hO6ltBqn6UCSQa2AgJMTTQ-768x768.webp 768w" sizes="auto, (max-width: 442px) 100vw, 442px" /></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><b>„Penaty święte w dłonie przyjmij, rodzicielu!”</b></span></span><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote4sym" name="sdfootnote4anc"><sup>4</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY"><b></b><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">Starożytność, mam tu oczywiście na myśli Rzym i Grecję, znała dwa wielkie poematy skomponowane (albo i nie</span></span><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote5sym" name="sdfootnote5anc"><sup>5</sup></a><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">) przez Homera. </span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><i>Iliada</i></span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"> i </span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><i>Odyseja </i></span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">były punktem odniesienia i drogowskazem dla poetów (zwłaszcza epoki hellenistycznej), stanowiły podręcznik greki, czasami były podręcznikiem moralności. Nawet wielki krytyk poetyckiej wizji bogów, Platon, znał oba te eposy. Pieśni te silnie ukorzeniły się w mentalności ówczesnych ludzi i były wielkimi opowieściami Greków. Oktawian August zapragnął wielkiej opowieści dla Rzymu, a Wergiliusz miał mu ją dostarczyć. </span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><i>Eneida</i></span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"> dopowiada </span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><i>de facto </i></span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">mityczne korzenie Rzymu, konstytuuje go w najdawniejszej, znanej ludom śródziemnomorskim, historii. Niejako, można powiedzieć, usprawiedliwia panowanie Rzymu nad całym światem. Oprócz „ustarożytnienia” ludzi znad Tybru, </span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><i>Eneida</i></span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"> miała mieć także charakter pedagogiczny i formacyjny, po to by ocalić państwo</span></span><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote6sym" name="sdfootnote6anc"><sup>6</sup></a><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">. Stąd, jak zauważył Korpanty</span></span><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote7sym" name="sdfootnote7anc"><sup>7</sup></a><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">, czołowa postać rzymskiego eposu jest na tle Achillesa czy Odysa nieco sztuczna. To wysycenie Eneasza ideami, nie czyni z niego może postaci przekonująco ludzkiej, ale jest nienajgorszym wizerunkiem propagandowym, swoistym nośnikiem dla cnoty uosobionej przez ostatniego Trojańczyka – </span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><i>pietas</i></span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">. Bowiem </span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><i>Eneas pius est</i></span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"> – Eneasz jest zbożny. Cnota ta, w swoim najdawniejszym sensie, oznaczała sumienne wypełnianie zobowiązań wobec cieni przodków z czasem objęła także żywych. W końcu stała się jednoznaczna z wypełnianiem obowiązków wobec bogów</span></span><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote8sym" name="sdfootnote8anc"><sup>8</sup></a><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">. Co ciekawe, w 27 r. p. n. e. SPQR złożył na ręce Augusta tarczę ozdobioną napisami wychwalającymi jego cnoty, w tym… tak, dobrze zgadujesz Czytelniku – </span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><i>pietas</i></span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">. Czy Eneasz jest odwzorowaniem tego pierwszego spośród równych? Nie poważam się na taką interpretację, idę za Korpantym, który wskazał</span></span><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote9sym" name="sdfootnote9anc"><sup>9</sup></a><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">, że August był znany z budowy świątyń, służbie Ojczyźnie – wypełnianiu obowiązków. Do życia tego władcy można więc odnieść całą rozpiętość znaczeniową wspomnianego rzeczownika. Eneasz zabiera swojego ojca – przeszłość – ten bierze w jego imieniu (czy też zastępstwie), bóstwa domowe. W przyszłość idzie się z przeszłością, wartościami z niej wyniesionymi i Bogiem. Z tego co pozostawili nam ci byli przed nami, możemy wynieść niejedną mądrość czy ideę, które pomimo upływających wieków nie straciły na aktualności, lecz poświadczały swoją wielkość w każdym pokoleniu. Niewątpliwie żyjemy w czasach zubożenia duchowego i intelektualnego. Na skutek działania różnych filozofii i idei, człowiek współczesny jest pozbawiony wielkiej narracji i celu, do którego mógłby dążyć. W ich miejsce wstawiane są narracje tymczasowe i do bólu przyziemne. Ruchy związane z tożsamością seksualną czy apokaliptyczne wizje klimatyczne dają jakiś erzac duchowości czy celu, o który można by walczyć, lecz ostatecznie zawężają się do tu i teraz. A droga do realizacji założeń tych ruchów jest usłana trupem fundamentów christianitas oraz wolnościami narodów. Nauka katolicka stawia przed człowiekiem cel ostateczny – samego Boga – i nakłada na człowieka obowiązek walki z samym sobą, swoją ułomnością, by móc się doskonalić. Wypadkową upodabniania się do Boga jest to co godne podziwu w naszej kulturze i cywilizacji. Niezmienne normy moralne, niezależne od zmiennych prądów czasu, są fundamentem poprawnego funkcjonowania społeczeństw. Jak napisał Roman Dmowski: „Bez tego, co zrobił chrystianizm i Kościół Rzymski w dziejach, nie istniałyby narody dzisiejsze. Dziełem Kościoła było wychowanie indywidualnej duszy ludzkiej, mającej oparcie moralne w swym własnym sumieniu, a stąd posiadającej poczucie obowiązku i odpowiedzialności osobistej; on związał różne szczepy, z ich odrębnymi kultami szczepowymi, w jednej wielkiej religii (…).”</span></span><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote10sym" name="sdfootnote10anc"><sup>10</sup></a></p>
<p align="JUSTIFY"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><b>„(…) prawicę dziecina Julus chwyta i krokiem biec drobnym poczyna(…)”</b></span></span><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote11sym" name="sdfootnote11anc"><sup>11</sup></a></p>
<figure id="attachment_2540" aria-describedby="caption-attachment-2540" style="width: 584px" class="wp-caption alignright"><img loading="lazy" decoding="async" class="wp-image-2540 " src="https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2024/02/Aeneas_Flight_from_Troy_by_Federico_Barocci.jpg" alt="" width="584" height="405" srcset="https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2024/02/Aeneas_Flight_from_Troy_by_Federico_Barocci.jpg 800w, https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2024/02/Aeneas_Flight_from_Troy_by_Federico_Barocci-300x208.jpg 300w, https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2024/02/Aeneas_Flight_from_Troy_by_Federico_Barocci-768x533.jpg 768w" sizes="auto, (max-width: 584px) 100vw, 584px" /><figcaption id="caption-attachment-2540" class="wp-caption-text">Eneasz opuszcza płonącą Troję, Federico Barocci</figcaption></figure>
<p align="JUSTIFY"><b> </b><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">Eneasz nie opuścił Troi w pojedynkę. Symbolicznie wziął ze sobą swoją przeszłość i wartości, lecz przede wszystkim zabrał swojego syna, samemu stając się pomostem, czy też zwornikiem pomiędzy tym wszystkim. Dzieci, wybacz ten truizm Czytelniku, są przyszłością. Kościoła i Narodu, wspólnoty wiecznej i doczesnej. A niestety jest ich coraz mniej</span></span><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote12sym" name="sdfootnote12anc"><sup>12</sup></a><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">. Nad problemem demografii pochylili się i pochylają mądrzejsi ode mnie, zatem im go zostawiam. Chcę zwrócić uwagę na problem, z którym my prawica, konserwatyści, się borykamy. Jest nim niemożność transmisji naszych poglądów na szeroką skalę przez co tracimy wpływ na młode pokolenie. Wartości katolickie, konserwatywne czy narodowe, nie mają wielu mediów poprzez które mogłyby skutecznie wnikać w serca i umysły młodych ludzi. A jeśli już istnieją takie media, są one często w formie nieprzystającej i nieatrakcyjnej, dla potencjalnego odbiorcy. Z drugiej strony te wartości </span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><i>nie są przyjemne</i></span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">. Tam gdzie liberalny świat stawia na piedestale „mnie” i zdejmuje z „moich” barków kolejne obowiązki i odpowiedzialności, prawica mówi o obowiązkach i powinnościach. W dodatku, mówi coś o jakiejś służbie czy to Bogu czy swojej wspólnocie. W tej optyce „ja” staję się mniej ważne od „my”. Ojciec Pirożyński w swojej cennej książeczce </span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;"><i>Kształcenie charakteru</i></span></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">, napisał słowa, które niejednego współcześniaka mogą wprawić w stan przedzawałowy. Oto one: „Istotną przeszkodą w kształceniu charakteru jest poddawanie się egoizmowi. Egoizm – to wróg charakteru Nr 1.”</span></span><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote13sym" name="sdfootnote13anc"><sup>13</sup></a><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">. Oczywiście, zauważa autor, miłość własna nie jest zła sama w sobie, bo jest częścią naszej natury i służy trosce o zdrowie własne</span></span><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote14sym" name="sdfootnote14anc"><sup>14</sup></a><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">. Gdy jednak staje się ona dominująca – zamienia się w truciznę. Następnie autor przeszedł do przedstawienia w jakich sytuacjach przerost miłości własnej staje się zabójczy, jednak nie będę referował książki – zachęcam do zapoznania się z nią. Ograniczę się jedynie do przytoczenia przykładu z Herostratesem</span></span><a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote15sym" name="sdfootnote15anc"><sup>15</sup></a><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: medium;">. Był to pewien człowiek, żyjący w starożytności. Chcąc zapisać się w pamięci potomnych, spalił świątynię Artemidy w Efezie. I tyle. Stał się najsłynniejszym podpalaczem świata, ograbiwszy świat z piękna. Ciężko nazwać to piękną sławą. Tylko jak wykształcić właściwe postawy u tych, którzy przyjdą po nas? Zaryzykuję podzieleniem się swoją opinią. Bądźmy Eneaszami. Przyjmijmy na swe barki naszą przeszłość, naszych przodków. Idźmy w podróż z Bogiem i wartościami, jako naszymi latarniami, w życiu społecznym i indywidualnym. Zmiana zaczyna się od indywidualnej pracy każdego z nas, a prawidłowa formacja jednostki jest pierwszym krokiem do właściwego ukształtowania drugiego człowieka.</span></span></p>
<div id="sdfootnote1">
<p><span style="font-size: small;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote1anc" name="sdfootnote1sym">1</a><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> Publiusz Wergiliusz, </span><a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Eneida"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><i>Eneida</i></span></a><span style="font-family: Times New Roman, serif;">, tłum. T. Karyłowski, Wrocław 1980, s. 65.</span></span></p>
</div>
<div id="sdfootnote2">
<p><span style="font-size: small;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote2anc" name="sdfootnote2sym">2</a><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> <a href="https://en.wikipedia.org/wiki/The_Discarded_Image">C. S. Lewis, </a></span><a href="https://en.wikipedia.org/wiki/The_Discarded_Image"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><i>Odrzucony Obraz</i></span></a><span style="font-family: Times New Roman, serif;">…, przeł. W. Ostrowski, Bielsko-Biała 2022, s. 208.</span></span></p>
</div>
<div id="sdfootnote3">
<p><span style="font-size: small;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote3anc" name="sdfootnote3sym">3</a><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> Bernard z Chartes, cyt. za.: J. Grzybowski, </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><i>Uciec z krainy zapomnienia</i></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">, Warszawa 2016, s. 49.</span></span></p>
</div>
<div id="sdfootnote4">
<p><span style="font-size: small;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote4anc" name="sdfootnote4sym">4</a><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> P. Wergiliusz, dz. cyt., tamże.; Anchizes, ojciec Eneasza, dzierży penaty ponieważ jego syn jest zbrukany przelaną krwią i nie waży się na dotknięcie tego co święte.</span></span></p>
</div>
<div id="sdfootnote5">
<p><span style="font-size: small;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote5anc" name="sdfootnote5sym">5</a><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> Drogi czytelniku, jeśli jeszcze nie zasnąłeś, a ciekawi Cię ten temat zapoznaj się z terminem „kwestia homerycka”.</span></span></p>
</div>
<div id="sdfootnote6">
<p><span style="font-size: small;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote6anc" name="sdfootnote6sym">6</a><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> J. Korpanty, </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><i>Rzeczpospolita potomków Romulusa</i></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">, Warszawa 1979, s. 190-193.</span></span></p>
</div>
<div id="sdfootnote7">
<p><span style="font-size: small;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote7anc" name="sdfootnote7sym">7</a><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> Por. Tamże, s. 194-195.</span></span></p>
</div>
<div id="sdfootnote8">
<p><span style="font-size: small;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote8anc" name="sdfootnote8sym">8</a><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> Por. Tamże, s. 196.</span></span></p>
</div>
<div id="sdfootnote9">
<p><span style="font-size: small;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote9anc" name="sdfootnote9sym">9</a><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> Por. Tamże, s. 198.</span></span></p>
</div>
<div id="sdfootnote10">
<p><span style="font-size: small;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote10anc" name="sdfootnote10sym">10</a><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> R. Dmowski, </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><i>Kościół, Naród i </i></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Państwo, Wrocław 2018, s. 17</span></span></p>
</div>
<div id="sdfootnote11">
<p><span style="font-size: small;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote11anc" name="sdfootnote11sym">11</a><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> P. Wergiliusz, dz. cyt., s. 65.</span></span></p>
</div>
<div id="sdfootnote12">
<p><span style="font-size: small;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote12anc" name="sdfootnote12sym">12</a><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> Zob. <a href="https://nlad.pl/raport-zatrzymac-wymieranie-polski/">https://nlad.pl/raport-zatrzymac-wymieranie-polski/ </a></span></span></p>
</div>
<div id="sdfootnote13">
<p><span style="font-size: small;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote13anc" name="sdfootnote13sym">13</a><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> M. Pirożyński, </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><i>Kształcenie charakteru</i></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">, Lublin 2017, s. 78.</span></span></p>
</div>
<div id="sdfootnote14">
<p><span style="font-size: small;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote14anc" name="sdfootnote14sym">14</a><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> Por. Tamże. </span></span></p>
</div>
<div id="sdfootnote15">
<p><span style="font-size: small;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote15anc" name="sdfootnote15sym">15</a><span style="font-family: Times New Roman, serif;"> Por. Tamże, s. 79.</span></span></p>
</div><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/w-przyszlosc-tak-ale-z-naszymi-wartosciami-p-goral/">W przyszłość? Tak, ale z naszymi wartościami – P. Góral</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
