Ułatwienia dostępu

Pismo Święte stanowi niewyczerpaną skarbnicę mądrości co do życia, którego kresem jest Królestwo Boże, ale z tego powodu, również mądrości życia tu i teraz. Chciałbym przyjrzeć się wybranym fragmentom listów św. Pawła jako pewnej lekcji męskości dojrzałej i odpowiedzialnej. Oczywiście słowa Pawła skierowane są do wszystkich wierzących w Chrystusa, a jednak widzę w nich też męskość Apostoła Narodów.

Nie od dziś się mówi, że mężczyzna, przede wszystkim jako mąż i ojciec, ale także jako ten, który wzrasta w naturalnych środowiskach, powinien być dla innych Opiekunem, Opoką, o którą burze się rozbijają… w jakimś sensie pełnić etos rycerski wyrosły mniej więcej na dziedzictwie chrześcijańskim. Ten nieco na pozór romantyczny i wyidealizowany obraz męskości znajdziemy w listach sprzed dwóch tysięcy lat. I od razu zaznaczam: Paweł jest twardym realistą. Nie pisał tych poniższych fragmentów z powodu bycia pięknoduchem, a z powodu tego, co przeżył.

Siłą męskości w chrześcijaństwie jest oczywiście wiara w Stwórcę i Jego Łaskę, która wspomaga nas w codziennym życiu, bez względu na to, jak daleko „od ideału” jesteśmy. O czym Paweł również nie omieszkał szczerze i tak po męsku, bez żadnych dodatkowych zastrzyków uśmierzających ból – obwieścić. Chodzi zatem o duszę.

Myślę, że jednym z twardych, męskich „skilli” pod wieloma względami (które można byłoby tu opisywać i opisywać) jest znoszenie różnych trudów w pewien szczególny sposób. Pisze bowiem Paweł: „Zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się w zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy; znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni, obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy” (2 Kor, 8-9). Apostoł rzeczywistości nie lukruje. Nie ucieka od niej. Nie walczy z nią. Przede wszystkim On ją precyzyjnie widzi i nazywa: zwątpienie, niedostatek, prześladowanie. To, co jest uderzające, co stanowi jego męską siłę, jest fakt, iż wskazuje, że wszelkie trudy „nie mają nad nim władzy”, że wszelka ciemność, która jest! – nie gasi światła w nim samym. Psychologicznie możemy nazwać to spokojem, opanowaniem. Etycznie możemy wskazywać na różne cnoty jak wytrwałość, czy męstwo, którego głównym celem jest cierpliwe znoszenie przeciwności. Paweł jednak wymienia skutki negatywne, tak jakby je znał, jakby one Go dopadały, ale… Go nie dopadły, że ostatecznie je pokonał, albo wciąż się mierzy z nimi, ale dzięki tej walce ich siła jest jakby żadna. Mamy więc zwątpienie, rozpacz, osamotnienie, śmierć. Mamy i niedostatek.

W świecie presji wysokiej pozycji społecznej i posiadania jak największej liczby dóbr, Kościół w jakimś sensie bezczelnie, przypomina podczas lekcji i te słowa: „Także bardzo się ucieszyłem w Panu, że wreszcie rozkwitło wasze staranie o mnie, bo istotnie staraliście się, lecz nie mieliście do tego sposobności. Nie mówię tego bynajmniej z powodu niedostatku: ja bowiem nauczyłem się wystarczać sobie w warunkach, w jakich jestem. Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć, obfitować i doznawać niedostatku. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” (Flp 4, 11-13). Zawsze mnie uderza, jak wiele młodych katoliczek i katolików w Polsce zawierza się dziś św. Józefowi – „Miłośnikowi ubóstwa”1. Paweł proponuje nam wolność od rzeczy materialnych godną chrześcijanina. Nie chodzi o to, by gardzić obfitością, która nie jest mu obca. Z całą pewnością nie chodzi o to, by nie pracować. Zna i bogactwo i biedę, głód i sytość. Żyje w pewien sposób z Bożej Łaski, tak jak Chrystus powiedział: „Nie troszczcie się zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć dzień ma swojej biedy” (Mt 8, 34). Oczywiście słowa te trudno dziś w pełni pojąć (są one do przyjęcia „okiem wiary”). Ktoś powie – Paweł był sam, ja mam żonę, dzieci… Jednym z największych lęków mężczyzn jest właśnie ten – o rodzinę, o jej byt. Paweł nie mówi: „zupełnie się nie troszczcie”. Nie głosi pochwały biedy. Głosi wolność w Bogu, który „wie, że tego wszystkiego potrzebujemy” (Mt 8, 32). Mówi nadto, że może wszystko, „w tym, który Go umacnia”. Stopniowe zaufanie swojego życia i życia własnej rodziny Bogu, także tego ziemskiego, nie jest ponad siły człowieka, jest możliwe. I jest męskie. To jest przedziwna prawda chrześcijaństwa, które ufność i zawierzenie (Abraham, Jakub, Józef i wielu innych), stawia wyżej niż męską zaradność i spryt.

Tu możemy dojść do „momentu załamania” mężczyzny, człowieka z krwi i kości, w którym „ciało do czego innego dąży niż duch” (Ga 5, 17). Patrząc na nasze życie, łatwo może stwierdzić jak nasze pobożne życzenia i modlitwy, system wartości, rozumne umiłowanie cnót, dalekie jest od naszej codzienności, w której grzech pierworodny przemawia częściej, niż byśmy chcieli. Słabości, lęki (czy mówiąc bardziej przecyzyjnie – tchórzostwo), wreszcie grzech – to właśnie ta ciemność, która nam towarzyszy. W sposób nieprawdopodobny Paweł rozprawia się i z tym: „Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował – żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali». Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny” (2 Kor 12, 7-10). Nie wiemy, czym był „oścień Pawła”, ale każdy z nas – mężczyzn taki posiada. Wytrwać i nie popaść w rozpacz z powodu własnej małości, to jak wskazuje Apostoł, być może najlepsza trampolina do wzrostu. W pewnym sensie to właśnie taki człowiek potrzebuje miłości, drugiego, małżeństwa, rodziny. Superbohaterowie nie potrzebują nikogo. Nie mają dla nich miejsca, czasu, przestrzeni. Prawdziwi mężczyźni są więc sobą2, nie udają, „unikają postępowania ukrywającego sprawy hańbiące, nie uciekają się do żadnych podstępów ani nie fałszują słowa Bożego, lecz okazują prawdę, przedstawiając siebie samych w obliczu Boga osądowi sumienia każdego człowieka” (2 Kor 4, 2).

W tym wszystkim chodzi zatem przede wszystkim o tą mityczną pogodę ducha. „Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech będzie znana wszystkim ludziom wasza wyrozumiała łagodność: Pan jest blisko! O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie” (Flp 4, 4-7). Nasze kroki kieruje Paweł ku życiu duchowemu, które wypełnia modlitwa, modlitwa zawierzenia – „przedstawiania próśb w każdej sprawie”. A modlitwa chrześcijańska to przede wszystkim cierpliwość i wytrwałość. Myślę, że obie te cnoty stoją dość wysoko w męskim etosie. Pisze Apostoł: „Weselcie się nadzieją, w ucisku bądźcie cierpliwi, w modlitwie wytrwali (Rz 12, 12)”.

Jak trudno czasem uklęknąć przed Panem. Paweł doskonale zdawał sobie z tego sprawę, ale modlitwa, tak trudna, wiecznie sucha, „bez odpowiedzi” pod tym kątem jest „tak męska”, „rozumna”. Trzeba ją po prostu wykonać (z miłością rzecz jasna, ale): „Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami” (Rz 8, 26).

Paweł pokazuje też bardzo ciekawą drogę rozwoju duchowego, którą możemy jakby przyłożyć do drogi dojrzałego mężczyzny. „Chlubimy się także z ucisków, wiedząc, że ucisk wyrabia wytrwałość, a wytrwałość – wypróbowaną cnotę, a cnota – nadzieję. A nadzieja zawieść nie może, bo miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5, 2-5). Esencją nadziei jest zawierzenie Bogu „pomimo wszystko”. Taka nadzieja przynosi pokój i poczucie humoru – prawdziwą radość, która rozświetla mroki tego świata.

Jest jeszcze coś, co warto zostawić na sam koniec, a co niekoniecznie tak łatwo kojarzymy z męskością, a jednak wydaje mi się, że jest to owoc tego wszystkiego, o czym zostało tu napisane. Apostoł Narodów wymienia słynne owoce działania Ducha Świętego w nas: „miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” (Ga 5, 22). Ten mężczyzna, który przedziera się przez burze swego życia w sposób niewzruszony, pewny, bez masek, w szczerości, takim, jaki jest (to jest – jakim go Bóg stworzył), zachowuje w sercu ową szlachetność3, wrażliwość i tę pogodę ducha, która każe mu, nawet pomimo różnych serii serialu narzekania w głowie, patrzeć na świat, na ludzi, na drugą płeć (to może szczególnie istotne w dzisiejszym świecie), na swoje życie z wdzięcznością i dobrą wolą, widząc czystym sercem, że „wszystko, co Bóg stworzył, jest dobre, a nawet bardzo dobre” (Rdz 1, 31). „Każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce” (Mt 7, 17).

Dobrą puentą lekcji męskości Apostoła Narodów mogą stanowić słowa z Pierwszego Listu do Tesaloniczan: „Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie, w każdym położeniu dziękujcie. Taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was”.

1 sierpnia 2025 roku

we wspomnienie świętych Wiary, Nadziei i Miłości

w 81. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego

1 Zob. M. Kmieć, Pieniądze drogą ku samotności, Nowe Kształty, 24.05.2024, https://www.noweksztalty.pl/pieniadze-droga-ku-samotnosci-m-kmiec/ (dostęp: 31.07.2025).

2 Zob. M. Kmieć, Kryzys męskości i kobiecości: Męstwo, Nowe Kształty, 17.08.2024, https://www.noweksztalty.pl/kryzys-meskosci-i-kobiecosci-mestwo/ (dostęp: 1.08.2025).

3 Zob. M. Kmieć, Nie bójmy się być ludźmi szlachetnymi!, Nowe Kształty, 4.07.2025, https://www.noweksztalty.pl/nie-bojmy-sie-byc-ludzmi-szlachetnymi/ (dostęp: 31.07.2025).

Więcej tekstów Autora.