<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Nowe Kształty</title>
	<atom:link href="https://www.noweksztalty.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.noweksztalty.pl</link>
	<description>Polityka, cywilizacja, społeczeństwo</description>
	<lastBuildDate>Thu, 20 Aug 2026 12:02:25 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=7.1</generator>

<image>
	<url>https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2021/06/cropped-cropped-Nowe-Ksztlty-na-header-strony-1-32x32.png</url>
	<title>Nowe Kształty</title>
	<link>https://www.noweksztalty.pl</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Ulubiony prawnik Tuska w tarapatach – czyli Macieja Berka (i nasze) kłopoty</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/ulubiony-prawnik-tuska-w-tarapatach-czyli-macieja-berka-i-nasze-klopoty/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=ulubiony-prawnik-tuska-w-tarapatach-czyli-macieja-berka-i-nasze-klopoty</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Michał Szymański]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 20 Aug 2026 10:25:32 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[#polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Konstytucja]]></category>
		<category><![CDATA[prawo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3486</guid>

					<description><![CDATA[<p>Premier Donald Tusk, chcąc albo nie chcąc, wpakował swojego najbardziej zaufanego człowieka w nie lada kłopoty (ciężko bowiem uwierzyć, by były już minister nie znał kryteriów umożliwiających powołanie na sędziego TK)… Maciej Berek – jeden z najbardziej zaufanych ludzi Donalda Tuska, człowiek, którego lider Koalicji autentycznie ceni, którego autentycznie lubi, a przede wszystkim któremu autentycznie [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/ulubiony-prawnik-tuska-w-tarapatach-czyli-macieja-berka-i-nasze-klopoty/">Ulubiony prawnik Tuska w tarapatach – czyli Macieja Berka (i nasze) kłopoty</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><b>Premier Donald Tusk, chcąc albo nie chcąc, wpakował swojego najbardziej zaufanego człowieka w nie lada kłopoty (ciężko bowiem uwierzyć, by były już minister nie znał kryteriów umożliwiających powołanie na sędziego TK)…</b></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Maciej Berek – jeden z najbardziej zaufanych ludzi Donalda Tuska, człowiek, którego lider Koalicji autentycznie ceni, którego autentycznie lubi, a przede wszystkim któremu autentycznie ufa. Maciej Berek – prawnik, doktor nauk prawnych, radca prawny, adiunkt wpierw w Katedrze Prawa Konstytucyjnego UMCS, a następnie Katedrze Prawa Konstytucyjnego UW, w przeszłości, między innymi, prezes Rządowego Centrum Legislacji, dyrektor generalny Biura Rzecznika Praw Obywatelskich oraz minister w rządzie Donalda Tuska (najpierw „bez teki”, a następnie „minister nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu”).</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Mogę, jako konserwatysta, niespecjalnie podzielać przekonania światopoglądowe i polityczne Macieja Berka, mogę, jako prawnik, a wręcz (podobnie jak Berek) jako konstytucjonalista, cenić jego dorobek naukowy i kompetencje.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Dlatego muszę rzec – zaiste, nie rozumiem tego, co się w ostatnich dniach wydarzyło.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Polityczny news, że oto Donald Tusk zadecydował, iż Maciej Berek, niczym komandos z jednostki specjalnej, wkroczy jako nowo-powołany sędzia do Trybunału Konstytucyjnego z misją „zrobienia porządku”, poraził nie tylko prawicowców – nawet sympatyzujący ze stroną liberalną komentatorzy, tacy jak prof. Marcin Matczak, podkreślają, iż wielce kontrowersyjną praktyką jest by z życia politycznego przechodzić do roli sędziego Trybunału Konstytucyjnego bez choćby krótkiej przerwy między aktywnością polityczną, a aktywnością sędziowską. Co więcej, przypominano, iż koalicja rządząca chciała zreformować Trybunał przyjmując ustawę właśnie przewidującą wymóg kilkuletniej pauzy – i choć projekt ten nie wszedł w życie, to sygnalizował jakie standardy, rzekomo, miałyby obowiązywać w wymarzonym przez liberałów Trybunale. Poziom hipokryzji Koalicji Obywatelskiej przeraził nawet jej zwolenników.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Problem jest jednak znacznie większy – choć Konstytucja RP w art. 194 ust. 1 wskazuje jedynie, że „Trybunał Konstytucyjny składa się z 15 sędziów, wybieranych indywidualnie przez Sejm na 9 lat spośród osób wyróżniających się wiedzą prawniczą” a ponowny wybór jest niedopuszczalny, to ustawodawca doprecyzował jakie kryteria kandydat musi spełniać by móc zostać sędzią TK. I tak oto, najkrócej rzecz ujmując, ustawodawca uznał, iż w Trybunale zasiadać powinni bądź „wyróżniający się wiedzą” prawnicy muszą spełniać wymagania niezbędne do pełnienia urzędu sędziego Sądu Najwyższego lub Naczelnego Sądu Administracyjnego – a są to bądź prawnicy będący przedstawicielami świata akademickiego (profesorowie i doktorzy habilitowani nauk prawnych), bądź posiadający dziesięcioletnie doświadczenie w praktyce zawodowej przedstawiciele zawodów (adwokaci, radcowie prawni, prokuratorzy, sędziowie etc.).</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Koalicja Obywatelska dość „liberalnie” podchodzi do owych przepisów – oto niedawno Sejm wybrał do pełnienia tej zaszczytnej funkcji dr. Magdalenę Bentkowską, która to, wobec Prezydenta, prawidłowo złożyła ślubowanie i dziś zasiada w budynku Trybunału przy Alei Szucha. Faktem jest, że spełniła ona wymóg 10-letniej praktyki zawodowej (nie posiada ona habilitacji) – czy jednak „wyróżnia się wiedzą prawniczą”? Tego, niestety, nie wiem – jednak w Internecie udało mi się znaleźć historię zaledwie jednej (!) głośnej sprawy, w której brała udział jako pełnomocnik, zaś za pomocą znanej każdemu badaczowi wyszukiwarki Google Scholar udało mi się odnaleźć zaledwie trzy publikacje naukowe (artykuły, rozdziały w monografiach naukowych etc.), jakie w swym życiu miała ona opublikować. Czy to dużo? Cóż, przeciętny naukowiec potrafi opublikować większą ilość w ciągu jednego roku, dlatego ocenę zaangażowania Pani Doktor w życie polskiej nauki pozostawiam Czytelnikowi.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">W przypadku ministra Berka sytuacja jest jeszcze inna i, paradoksalnie, jeszcze gorsza – otóż dr Maciej Berek jest uznanym konstytucjonalistą i nie widziałbym żadnych merytorycznych przeciwwskazań by został on sędzią Trybunału (kontrowersje budzi raczej to, na ile byłby on niezależnym od Donalda Tuska). Jest jednak doktorem, a nie doktorem habilitowanym – dlatego, mimo jego doświadczenia akademickiego i licznych publikacji, pozostaje nam tylko policzyć jego staż jako radcy prawnego. Niestety, szybki kontakt z biografią zawodową ex-ministra oraz kalkulatorem pozwala nam ustalić, iż radcą prawnym był przez lat osiem, a nie dziesięć.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">A zatem Maciej Berek nie spełnia kryteriów niezbędnych do tego by zostać sędzią Trybunału. Może on, na najbliższe lata, powrócić do zawodu radcy prawnego (z pewnością nie cierpiałby, zwłaszcza aktualnie, na brak zleceń), może poświęcić się nauce by uzyskać habilitację – ale niemożliwym jest by został on sędzią Trybunału.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Dekadę temu Polskie Stronnictwo Ludowe chciało by sędzią TK został Bronisław Sitek, doświadczony urzędnik, będący nie tylko doktorem, ale wręcz doktorem habilitowanym nauk prawnych… lecz, o ironio, nie będący prawnikiem w rozumieniu <a href="https://wyborcza.pl/7,75398,18935443,kandydat-psl-do-trybunalu-z-wada-prawna-jest-magistrem-prawa.html" target="_blank" rel="noopener">ustawy.</a> Dlaczego? Bo Sitek w młodości ukończył studia magisterskie z prawa… kanonicznego, tymczasem ustawodawca wyraźnie wymaga od sędziego Trybunału, by ten legitymował się dyplomem ukończenia studiów prawniczych. Uznano wówczas, iż, niestety, nie spełnia on ustawowego kryterium – i dziś to samo spotyka ministra Berka.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Dziennikarze polityczni twierdzą, iż marzeniem Berka jest rola sędziego TK gdyż traktuje on tę funkcję jako zwieńczenie kariery konstytucjonalisty – i, również jako konstytucjonalista, doskonale to marzenie rozumiem. Niestety, śmiało można uznać, że ex-minister, niespełniający dziś ustawowego kryterium wymaganego od sędziego TK, nie tylko zyska status nieporównywalnie bardziej kontrowersyjny i wątpliwy niż tzw. „neo-sędziowie” – ale samemu zniszczy swoją własną karierę i swój wizerunek. Ciężko będzie traktować poważnie konstytucjonalistę który zgodzi się na tak jawne pogwałcenie przepisów.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Maciej Berek jest człowiekiem młodym – ma zaledwie 54 lata. Faktem jest, że bardzo wielu sędziów TK zostawało nimi właśnie po 50-tce, ale można wskazać wielu sędziów, którzy zostawali nimi po 60-tce (np. Leon Kieres, Lech Morawski, Stanisław Rymar) a dwoje rekordzistów (Biruta Lewaszkiewicz-Petrykowska i Marek Mazurkiewicz) dopiero w wieku 70 (!) lat. Ma jeszcze czas by spełnić swoje marzenie o tym by orzekać przy Szucha – i wszystkie narzędzia niezbędne do tego, by, w stosunkowo krótkim terminie, spełnić choćby jedno z ustawowych kryteriów.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Niestety, owa beznadziejna sytuacja (marzenia i ambicje z jednej strony, gotowość Donalda Tuska do ich spełnienia oraz jednoczesna chęć podjęcia działań celem wprowadzenia do Trybunału „swojego” człowieka, wreszcie prawne ograniczenia) nie są wyłącznie problemem ex-ministra. To również, kolejny już raz, nasz problem – każdy scenariusz pogłębi chaos konstytucyjny. Co bowiem się wydarzy po, ewentualnym, głosowaniu w Sejmie? Prezydent może ogłosić, że, jako strażnik Konstytucji, dostrzegając próbę wprowadzenia do Trybunału Konstytucyjnego osoby do tego nieuprawnionej, nie może przyjąć takiej przysięgi – a to pogłębi kryzys, sympatycy aktualnej władzy głosić będą, iż oto „prawidłowo” (no właśnie nie!) wybrany przez Sejm sędzia nie ma możliwości orzekania, a jeśli Sejm, w przyszłości, wybierze kolejnego sędziego prawidłowo, to stanie się on kolejnym „dublerem”. Z kolei gdyby Prezydent zdecydował się, mimo opisanych wyżej okoliczności, zdecydował się takie ślubowanie przyjąć – to wówczas z kolei w Trybunale znajdzie się sędzia z całą pewnością nieuprawniony do orzekania, a to sprawi, że wówczas to krytycy aktualnej władzy będą mogli (nie bez racji) dowodzić, iż TK jest źle obsadzony i będą mogli kwestionować legalność wydawanych orzeczeń…</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Tak oto wygląda sytuacja 11 lat od czasu, gdy Platforma Obywatelska postanowiła podjąć próbę obsadzenia Trybunału Konstytucyjnego sędziami „na zapas” – czego głównym architektem był nie kto inny, tylko Robert Kropiwnicki, nie tylko polityk, ale i konstytucjonalista, którego imię już zapisało się w historii Polski, ale, niestety, jako ojca ustrojowego chaosu.</span></p>
<p style="text-align: justify;">Więcej artykułów od <a href="https://www.noweksztalty.pl/author/michal-szymanski/" target="_blank" rel="noopener">autora</a>.</p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/ulubiony-prawnik-tuska-w-tarapatach-czyli-macieja-berka-i-nasze-klopoty/">Ulubiony prawnik Tuska w tarapatach – czyli Macieja Berka (i nasze) kłopoty</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Wszechwładza zgrozy i obłędu – recenzja Terroru T. Jeske-Choińskiego</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/wszechwladza-zgrozy-i-obledu-recenzja-terroru-t-jeske-choinskiego/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=wszechwladza-zgrozy-i-obledu-recenzja-terroru-t-jeske-choinskiego</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Piotr Góral]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 04 Aug 2026 13:38:20 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Cywilizacja]]></category>
		<category><![CDATA[religia]]></category>
		<category><![CDATA[chrześcijaństwo]]></category>
		<category><![CDATA[demokracja]]></category>
		<category><![CDATA[ideologia]]></category>
		<category><![CDATA[kapitalizm]]></category>
		<category><![CDATA[katolicyzm]]></category>
		<category><![CDATA[moralność]]></category>
		<category><![CDATA[zagranica]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3482</guid>

					<description><![CDATA[<p>Przelano morze bratniej krwi. Oczyszczono ziemię z wrogów ludu, a króla despotę” pobawiono głowy ku uciesze ludu. Mogłoby się wydawać, że żądze jakobińskie zostały nasycone, a jednak podejrzenie zdrady i spisku szerzy się wśród „cnotliwych patriotów”. Gdzie leży granica ludzkiej nienawiści? Jak rewolucja pożera swe potomstwo? Czy krwawy przewrót może być początkiem złotego wieku? Zapraszam [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/wszechwladza-zgrozy-i-obledu-recenzja-terroru-t-jeske-choinskiego/">Wszechwładza zgrozy i obłędu – recenzja Terroru T. Jeske-Choińskiego</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><b>Przelano morze bratniej krwi. Oczyszczono ziemię z wrogów ludu, a króla despotę” pobawiono głowy ku uciesze ludu. Mogłoby się wydawać, że żądze jakobińskie zostały nasycone, a jednak podejrzenie zdrady i spisku szerzy się wśród „cnotliwych patriotów”. Gdzie leży granica ludzkiej nienawiści? Jak rewolucja pożera swe potomstwo? Czy krwawy przewrót może być początkiem złotego wieku? Zapraszam do lektury recenzji </b><b><i>Terroru</i></b><b> by wspólnie z autorem pogłowić się nad tymi pytaniami.</b></p>
<p><b>Nowi kierownicy rewolucji</b><span style="font-weight: 400;"> </span></p>
<p><i><span style="font-weight: 400;">Terror </span></i><span style="font-weight: 400;">domyka cykl powieści poświęconych rewolucji francuskiej, rozpoczęty przez </span><i><span style="font-weight: 400;">Błyskawice</span></i><span style="font-weight: 400;">. </span><span style="font-weight: 400;">Poprzedzający go </span><a href="https://www.noweksztalty.pl/furia-i-pozoga-recenzja-jakobinow-jeske-choinskiego/" target="_blank" rel="noopener"><i><span style="font-weight: 400;">Jakobini </span></i></a><span style="font-weight: 400;">zostawiają nas ze zwycięskim stronnictwem żyrondystów, którzy w rzeziach wrześniowych rozprawili się z niedobitkami rojalistów w Zgromadzeniu Narodowym.</span><span style="font-weight: 400;"> Mogłoby się wydawać, że rewolucjoniści osiągnęli czego pragnęli. Francji Burbonów już nie ma. Jest Francja należąca do ludu, który kieruje nią poprzez swoich przedstawicieli, oświeconych światłem myśli Jakuba Jana Rousseau. A jednak jest wręcz przeciwnie. Przelana krew ludzi naznaczonych jako wrogowie nie ugasiła ognia rewolucji, lecz go podsyciła. Terror użyty raz jako narzędzie polityczne nie znikł, brzytwa gilotyny ciągle łapczywie wgryzała się w rzucane jej chętnie mięso.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Powieść zaczynamy od scenki na jednej z paryskich uliczek, gdzie zniecierpliwieni ludzie stoją w kolejce do piekarni. Niezadowolenie tłumu popędza piekarza i jego rodzinę, którzy uwijają się jak w ukropie sprzedając głodnym chleb. Między ludźmi rozchodzi się szmer. Pada przeraźliwe oskarżenie pod adresem sprzedawcy o arystokratyzm. Ów podejrzany nazywa się Paweł Leroi i jest przekonanym jakobinem. Lecz to w co wierzy bądź nie, niewiele obchodzi głodnego suwerena, którego filozofia nauczyła, że to czego pragnie staje się prawem. Przez pana Leroi czytelnicy poznają dwoje wykreowanych na potrzeby tej książki bohaterów. Córkę Leroia – Cecylię i jego czeladnika, a później szefa tajnej policji – Karola Chevala. </span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Podobnie jak w poprzednich dwóch książkach parę łączy uczucie, a na jego przeszkodzie staje polityka i odmienne zapatrywania. Karol jest zwolennikiem sankiulotów, radykalnej i najuboższej warstwy mieszkańców Paryża, wierzy w ich sprawę, zaś Cecylia, za przyczyną matki, jest zagorzałą rojalistką i katoliczką. </span><span style="font-weight: 400;">W swoich recenzjach </span><a href="https://pch24.pl/opinie/gdy-gromy-grzmia-w-oddali-o-blyskawicach-teodora-jeske-choinskiego-slow-kilka,719170"><i><span style="font-weight: 400;">Błyskawic</span></i></a><i><span style="font-weight: 400;"> i </span></i><a href="https://www.noweksztalty.pl/furia-i-pozoga-recenzja-jakobinow-jeske-choinskiego/"><i><span style="font-weight: 400;">Jakobinów</span></i></a><span style="font-weight: 400;"> podkreślałem, że te wykreowane przez Choińskiego pary nie są najmocniejszą stroną powieści.</span><span style="font-weight: 400;"> Za każdym razem miałem wrażenie ich jednowymiarowości i braku psychologicznej głębi. Owszem, możemy powiedzieć, że mają jakieś poglądy, coś wiemy o ich charakterach, ale nie udają dość dobrze pełnoprawnych postaci literackich. Niemniej, pomimo tej krytyki oddam, że polubiłem Chevala i pannę Leroi. On choć jest rewolucjonistą, zachował kręgosłup moralny i nie jest w stanie poddać się politycznym namiętnościom. Widząc niesprawiedliwość nazywa ją po imieniu, chcąc ochronić to co dla niego cenne ani nie boi podjąć się ryzyka. Cecylia z kolei, jest pobożną katoliczką i śmiałą dziewczyną. Kilkukrotnie naraża się na niebezpieczeństwo, nie mogąc stać bezczynnie wobec rewolucji. </span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Historia tej pary pojawia się i znika w trakcie trwania powieści, będąc dopowiedzeniem tragicznych dziejów. Główną osią fabuły jest tytułowy terror, postępujący wraz z kolejnymi rozgrywkami politycznymi. Nie zamierzam streszczać książki, gdyż jest ona warta samodzielnej lektury, krótko jednak przedstawię wydarzenia, których jesteśmy świadkami. Przez Karola Chevala zostaje nam przedstawiony Marat, który w tym momencie święci tryumfy polityczne i dominuje w sercach sankiulotów. Dla nich jest ojcem ojczyzny, szczerze miłującym lud i wiedzącym najlepiej czego mu potrzeba. Jest w jawnej opozycji do żyrondystów, umiarkowanych jakobinów, którzy w poprzedniej książce, noszącej po nich imię, doprowadzili do ostatecznego zdeptania dawnej Francji i zgilotynowania Ludwika XVI. W ogóle </span><i><span style="font-weight: 400;">Terror</span></i><span style="font-weight: 400;"> jest dobrym zobrazowaniem znanego powiedzenia o rewolucji pożerającej własne potomstwo. Żyrondyści nie zawahali się natchnąć lud do krwawych masakr arystokracji i duchowieństwa. Wykorzystali bierność już i tak zniewolonego i słabego monarchy, by w pełni zająć jego miejsce jako rządcy kraju. Teraz to ich pozycja jest podkopywana. To na nich kieruje się oskarżycielskie spojrzenie ludu, któremu rewolucja obiecała wolność, suwerenność, a przede wszystkim podniesienie statusu majątkowego i napełnienie brzuchów. Jednak te obietnice nie zostają zrealizowane. </span><span style="font-weight: 400;">Zamiast tego Francja toczy wojnę (sprokurowaną przez żyrondystów, o czym ponownie możemy przeczytać w </span><i><span style="font-weight: 400;">Jakobinach</span></i><span style="font-weight: 400;">), dodatkowo obciążając swój budżet, a wśród przelanych rzek krwi znalazły się życia ludzi majętnych i doświadczonych w kierowaniu państwem.</span><span style="font-weight: 400;"> Na przestrzeni opowieści obserwujemy jak wyniesieni do godności sędziowskich, prokuratorskich i innych zostają ludzie przypadkowi. Tacy, którzy nie mają ani odpowiedniego wykształcenia ani doświadczenia by wykonywać powierzone im zadania. Wystarczy jednak by byli zaprzyjaźnieni z odpowiednimi ludźmi, jadowicie pluli na ołtarz wiary katolickiej i obaloną monarchię. W połowie powieści Marat zostaje zasztyletowany przez żyrondystkę, a jego miejsce zajmuje Maksymilian Robespierre.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Jest to kolejna postać historyczna, odtworzona w powieści przez naszego pisarza. Choiński portretuje go jako śledziennika, to jest człowieka drażliwego, hipochondryka, skorego do zazdroszczenia innym ich sukcesów i splendoru. Oddaje mu jego pracowitość, podkreśla, że to dzięki tej cesze Robespierre doszedł do swojej pozycji, wytrwale wygłaszając przeciętne mowy, zapisując się w pamięci ludzi i nie schodząc im z oczu. Nie jest to człowiek błyskotliwej inteligencji, całą swoją wiedzę o świecie czerpie z prac Rousseau, które powtarza bezrefleksyjnie, znajdując w nich swoją mądrość życiową. Wydaje mi się, że najlepiej obrazuje to scena, w której Robespierre próbuje wprowadzić kult Istoty Najwyższej (bóstwa/jakiegoś daleki od świata boski rozum) wzorując się na myśli genewskiego sofisty. To co w jego oczach jest podniosłą ceremonią quasi-religijną, dla samych kolegów-jakobinów Maksymiliana jest farsą. Gdy ten odwraca od nich wzrok drwiący uśmiech wykrzywia ich oblicza. Ostatecznie pierwszy uczeń Jana Jakuba ginie z rąk pozostałych rewolucjonistów, mających dość terroru, denuncjacji i krwi bryzgającej z gilotyny.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Książki składające się na trylogię o rewolucji łączą pojawiające się w nich postaci ideowych ojców (i matek) przewrotu, jak i rodziny królewskiej. </span><span style="font-weight: 400;">Ta ostatnia pojawia się w </span><i><span style="font-weight: 400;">Terrorze</span></i><span style="font-weight: 400;"> epizodycznie, gdy młody królewicz został odebrany matce i oddany pod opiekę szewca-pijaka.</span><span style="font-weight: 400;"> Jest to scena zdolna poruszyć czytelnika swoim okrucieństwem i tragizmem, które niestety nie są owocem wyobraźni pisarza. Powracającymi bohaterami, jakkolwiek dziwnie używa się tego słowa w kontekście czynów pierwowzorów, są Jerzy Danton i jego przyjaciel Kamil Desmoulins. Można powiedzieć, że ten pierwszy wysunął się w </span><i><span style="font-weight: 400;">Terrorze </span></i><span style="font-weight: 400;">jako jedna z centralnych postaci powieści. Spotykamy go tutaj na cmentarzu, gdzie opłakuje śmierć swojej żony, rojalistki i katoliczki, dla której udział męża w straceniu króla był ciosem w serce, kosztującym ją zdrowie. Danton konsekwentnie był nam przedstawiany jako wprawny psycholog społeczny, zarazem leń i rozpustnik, jednak szczerze kochający swoją żonę. Choiński potrafi to docenić, ukazując bardziej ludzką twarz tego gwałtownego człowieka. Dla czytelnika, który zna poprzednie części trylogii jest to okazja do zastanowienia się nad tajemniczymi sprzecznościami jakie mogą zaistnieć w sercu człowieka. „Prokurator latarni” pojawia się relatywnie rzadko w tej części, właściwie będąc tą samą postacią co w </span><i><span style="font-weight: 400;">Jakobinach</span></i><span style="font-weight: 400;">. Być może był najciekawszy wtedy, gdy został już skazany przez Robespierre’a na ścięcie. Kiedy czekał na wykonanie wyroku, rzucając się po celi, tęsknił do żony, tęsknił do Boga, ukazując wrażliwą część swej duszy, utopioną zazwyczaj w żółci. Sądzę, że te portrety psychologiczne są dowodem na rzetelność Choińskiego, jako pisarza. Nienawidził rewolucji, to prawda, pokazał jej okrucieństwo i grozę, ale też uwzględnił złożoność ludzkiej duszy. </span></p>
<p><i><span style="font-weight: 400;">Terror</span></i><span style="font-weight: 400;"> tak jak cała trylogia, jest przede wszystkim, historią rewolucji francuskiej i stojących za nią sił. W mojej skromnej ocenie nie potrzebowała ona tych dodatkowych postaci, które wymieniłem wyżej i mogła skupić się w zupełności na fabularyzacji wydarzeń historycznych. Choiński sprawnie i wiarygodnie kreśli portrety psychologiczne rewolucjonistów. W niebezpiecznym połączeniu wywrotowych, utopijnych, filozofii i wad moralnych dopatruje się źródła ich działań. Pogoń za zaszczytami, niezaspokojone ambicje i nienawiść do wartości Francji Burbonów pchnęły ich najpierw do przewrotu, a potem przemocy politycznej, która ostatecznie pochłonęła ich samych.  </span></p>
<p><b>Wszechwładza namiętności</b></p>
<p><span style="font-weight: 400;">W klasycznej antropologii możemy znaleźć koncepcję trójpodziału władzy duszy. Najczystszą i najlepszą częścią jest władza rozumna niższą od niej jest władza emocjonalna a na samym dnie znajdują się namiętności. </span><span style="font-weight: 400;">Platon w </span><i><span style="font-weight: 400;">Państwie </span></i><span style="font-weight: 400;">marzył o rządach filozofów, ludzi uosabiających rozum, emocje czy też żądza sławy były cechą nieco mniej czczoną, lecz wciąż pożądaną przynajmniej u obrońców polis.</span><span style="font-weight: 400;"> Żądze jednak, nieokrzesane i najniżej położone w tej hierarchii, utożsamiają to co najgorsze w człowieku. Są oddalone od rozumu, mówiąc obrazowo, tak jak głowa od lędźwi. Filozofia klasyczna postawiła sobie za zadanie wychować człowieka tak, by raczej kierował się głosem racjonalnego daimona, niźli podszeptów ciała. Religia katolicka dodała do tego naukę o nabytej wskutek grzechu prarodziców ułomności i konieczności oparcia się na łasce bożej by móc żyć godnie. Przyjmując, że państwo, Naród, to człowiek w powiększeniu, by dobrze funkcjonować potrzebuje odpowiedniej formacji i działania nadprzyrodzonego. Francja opisana w </span><i><span style="font-weight: 400;">Terrorze</span></i><span style="font-weight: 400;"> przypomina człowieka, który całkiem odstąpił od tego wychowania. Przewrót, który miał ją uzdrowić, pogrążył ją w zgrozie i ciągłej politycznej walce. Usunięcie dawnych struktur społecznych, które wzrastały wraz z całym państwem nie rozwiązało, realnie istniejących, problemów, a zrodziło nowe. Dzisiaj mówimy o problemach epoki postmodernistycznej, o świecie pozbawionym formy. I tym właśnie jest Francja jakobinów. Jest człowiekiem, który zatracił swoją tożsamość i atakuje bezmyślnie własną przeszłość. </span></p>
<p><b>Teodor Jeske-Choiński i jego Europa</b></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Jako że jest to ostatnia część cyklu o rewolucji francuskiej wypadałoby, ażebym zebrał moje rozproszone przemyślenia o tworzących go książkach. W </span><i><span style="font-weight: 400;">Błyskawicach</span></i><span style="font-weight: 400;"> znajduje się niewielki biogram dedykowany autorowi. Możemy tam przeczytać, że tak jak Sienkiewicz pisał ku pokrzepieniu serc polskich, tak Choiński patrzył szerzej, obejmując swym wzrokiem całość kultury europejskiej, jak to się ostatnio modnie mówi cywilizacji łacińskiej. I to zdecydowanie jest widoczne w jego prozie. Nie gloryfikuje rewolucji ani stojących za nią idei. Przedstawia ją jako wybuch gwałtu, szaleńczy zryw Francuzów przeciwko samym sobie. Zarazem rewolucja jest też u niego w jakimś sensie dopustem bożym, karą za grzechy arystokratów, za bolączki systemu monarchii absolutnej. Gaston de Clarac, fikcyjna postać z pierwszej części trylogii, jest zwolennikiem korony i sceptycznie spogląda na wygłaszane przez jego braci i siostry w szlachectwie rewolucyjne hasła. Zarazem nie broni ślepo istniejących stosunków społecznych, sam jest zwolennikiem miękkich reform. Czy jest czymś złym życzenie Armanda Grandjeana z </span><i><span style="font-weight: 400;">Jakobinów </span></i><span style="font-weight: 400;">by podnieść poziom życia ubogich ludzi? Ciężko tak to nazwać. Wreszcie, czy sam Ludwik XVI, człowiek o gołębim sercu, sam nie ponosi odpowiedzialności za rozrost rewolucji? W pierwszych dwóch książkach, w których pojawia się król, całkiem wyraźnie widzimy, że jego słabość i spolegliwość rozochociły rewolucjonistów i umożliwiły im przewrót w ogóle. Nie bez znaczenia jest też przedstawiona rola masonerii. Choiński nie waha się mówić o tym, że za tymi dziejami stali ludzie z lóż masońskich, w tym niesławnego Wielkiego Wschodu. Czy jednak, ktoś może zapytać, nie są to wydarzenia przeszłe, obejmujące tylko jedną Francję?</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Europa stanowi kulturową całość, idee krążą między państwami nie mniej jak towary i ludzie. Rewolucja francuska jest często wskazywana jako matka rewolucji bolszewickiej. I czytając </span><i><span style="font-weight: 400;">Jakobinów </span></i><span style="font-weight: 400;">a potem </span><i><span style="font-weight: 400;">Terror</span></i><span style="font-weight: 400;"> łatwo jest dostrzec, podobieństwa. Jednym są podobieństwa ideologiczne, nienawiść do ołtarza, dawnej hierarchii społecznej, wyniesienie ludu na piedestał przy jednoczesnej kontroli tegoż ludu. A nadto jest ta szczególna atmosfera zagrożenia i niepewności. Nikt nie może czuć się wystarczająco bezpiecznie i pewnie, gdyż w każdej chwili może zostać zadenuncjowany przez nieżyczliwego sąsiada, konkurenta, albo zawistnika. Policja myśli, która czuwa nad obywatelami dla ich dobra, także zdaje się brzmieć znajomo. </span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Tak więc </span><i><span style="font-weight: 400;">Terror</span></i><span style="font-weight: 400;"> zamyka trzyczęściową opowieść o rewolucji (anty)francuskiej. Osobiście zakończyłem tę lekturę z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony towarzyszyło mi zadowolenie po przeczytaniu dobrej książki, z którą spędziłem miło i owocnie czas. Z drugiej zaś strony towarzyszył mi smutek. Nie jest bowiem łatwo czytać o profanacjach świątyń i tego co należy do znaków wiary katolickiej. Duże wrażenie niewątpliwie wywierają opisy męczeństwa Ludwika XVII, zaś opisy paranoi władzy, wszechobecnego donosicielstwa kierują myśli Polaka ku czasom, gdy Polska była zniewolona przez komunistów. Mówi się, że dobra sztuka porusza swojego odbiorcę i jeśli jest to prawda, </span><i><span style="font-weight: 400;">Terror</span></i><span style="font-weight: 400;"> wywiązuje się z tego zadania. Dodam też, że nie zostawia nas tylko z rozedrganym sercem, ale prowokuje do przemyśleń. A jakich? To już, drogi Czytelniku, musisz sprawdzić sam.</span></p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/wszechwladza-zgrozy-i-obledu-recenzja-terroru-t-jeske-choinskiego/">Wszechwładza zgrozy i obłędu – recenzja Terroru T. Jeske-Choińskiego</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Potęga motywacji</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/potega-motywacji/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=potega-motywacji</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jakub Nawrot]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 28 Jul 2026 14:06:46 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[antyliberalizm]]></category>
		<category><![CDATA[demografia]]></category>
		<category><![CDATA[ideologia]]></category>
		<category><![CDATA[religia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3474</guid>

					<description><![CDATA[<p>W swoich analizach politycznych, co do zasady, staram się unikać dowodów anegdotycznych. Jednorazowe przypadki są jednak czasami znakomitymi przykładami ilustrującymi szersze zjawiska. Ostatnio miałem okazję osobiście obserwować jak świat liberalny zniechęca do posiadania dzieci na poziomie motywacji (a w zasadzie jej braku). To doświadczenie pokazało mi, że to właśnie ten brak jest jednym z wyjaśnień [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/potega-motywacji/">Potęga motywacji</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><b>W swoich analizach politycznych, co do zasady, staram się unikać dowodów anegdotycznych. Jednorazowe przypadki są jednak czasami znakomitymi przykładami ilustrującymi szersze zjawiska. Ostatnio miałem okazję osobiście obserwować jak świat liberalny zniechęca do posiadania dzieci na poziomie motywacji (a w zasadzie jej braku). To doświadczenie pokazało mi, że to właśnie ten brak jest jednym z wyjaśnień współczesnego bezprecedensowego kryzysu demograficznego, który dotyka większość krajów na świecie. </b><i><span style="font-weight: 400;">                                                                                                                                                </span></i></p>
<p style="text-align: center;"><i><span style="font-weight: 400;">                                                                                                                    Dla Zosi</span></i></p>
<p><b>Motywacje świata liberalnego</b></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Spójrzmy najpierw jakie wartości promuje świat liberalny? Życie ma być wygodne, bogate, pozbawione wyrzeczeń, wyzwolone, bez poświęcenia siebie, przyjemne i skupione na samorealizacji. Świat liberalny całym sobą krzyczy ,,róbta co chceta’’. Czy da się to podejście pogodzić z macierzyństwem, a w szczególności z wielodzietnością? Nie. </span><b>Posiadanie dziecka to po prostu ciężka i odpowiedzialna harówka trwająca wiele lat. </b><span style="font-weight: 400;">Oznacza ona co najmniej częściową rezygnację z siebie na rzecz opieki nad potomstwem. A tego świat liberalny nie chce i nie rozumie. Macierzyństwo i ojcostwo jest po prostu </span><b>dobrowolną ofiarą</b><span style="font-weight: 400;"> oraz przejawem prymatu obowiązku nad przyjemnością. Liberalnego człowieka wkurza i frustruje to, że nie będzie mógł pójść na siłownię, do sklepu czy na spacer kiedy ma na to ochotę. Jak wszyscy doskonale wiemy każda polityka ma swoje koszty, a liberałowie po prostu nie chcą ponosić tych związanych z macierzyństwem. Dlatego niezależnie jak wielkie środki im przekażemy to tacy ludzie i tak nie będą chcieć mieć dzieci, a już na pewno nie stworzą oni rodzin wielodzietnych. Każde kolejne dziecko oznacza bowiem nieprzespane noce i jeszcze więcej obowiązków od których nie ma ucieczki. Świat liberalny nie daje po prostu </span><b>motywacji</b><span style="font-weight: 400;"> do tego, żeby rozmnażać się i trwać. Dlatego liberalni ludzie są bardzo często niezadowoleni i sfrustrowani wychowaniem dzieci, gdyż woleliby w tym czasie realizować siebie. Z osobistych obserwacji wiem jak ich denerwuje ograniczenie wolnego czasu. Świat liberalny jest po prostu niezdolny do wygenerowania motywacji, która jest w stanie nakłonić człowieka do poświęcania się. W jego przypadku jest jeszcze gorzej, gdyż demotywuje on ludzi do ofiary. Mówi on, że to ty jesteś najważniejszy, nie powinieneś się poświęcać, zajmuj się sobą, to ty jesteś idealny i to przez innych masz zły humor, nigdy nie popełniłeś żadnego błędu to wszyscy inni są źli, wszyscy wokół są winni tylko nie ty itp. itd. </span></p>
<p><b>Motywacje świata religijnego</b></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Oczywiście sytuacja ma się zupełnie inaczej w kontekście religii. Zdecydowana większość z nich propaguje coś zupełnie odwrotnego niż liberalizm. Tamten świat mówi bowiem o poświęceniu, obowiązku, konieczności posiadania dzieci, licznych nakazach i zakazach. I to działa. Wiemy bowiem, że osoby religijne, nawet w społeczeństwach nowoczesnych, mają więcej dzieci niż niewierzący. Największą różnicę widać jednak na poziomie turboreligijnych mniejszości takich jak ortodoksyjni żydzi czy</span><a href="https://www.youtube.com/watch?v=wfOmar7tFlE&amp;t=33s"> <span style="font-weight: 400;">amisze.</span></a><span style="font-weight: 400;"> W ich społecznościach średnio każda kobieta rodzi szóstkę dzieci, a nawet tam widać, że im grupa bardziej religijna i konserwatywna tym rodziny są jeszcze większe. Przykładowo</span><b> amisze</b><a href="https://en.wikipedia.org/wiki/Swartzentruber_Amish"> <span style="font-weight: 400;">schwartzentruber</span></a><span style="font-weight: 400;"> (najbardziej konserwatywni) posiadają średnio od 10-11 dzieci! Widzimy zatem, że świat religijny jest w stanie nakłonić ludzi do zakładania rodzin, posiadania dzieci oraz poświęcania się dla wspólnoty. Daje on odpowiednią motywację dla swoich członków do </span><b>ciężkiej i wymagającej wyrzeczeń harówki jaką jest posiadanie dzieci</b><span style="font-weight: 400;">. Świat religijny zatem działa na najbardziej podstawowym poziomie jakim jest zapewnienie reprodukcji. Świat liberalny za to nie. Jego znikanie wydaje się zatem bardzo prawdopodobne. Oczywiście to nie wydarzy się dziś czy jutro. To będzie wieloletni proces, który stopniowo będzie podmywał fundamenty świata liberalnego jakim są ludzie. Dlatego też ten świat będzie coraz szybciej wymierał i zanikał. Jak dinozaury drogi czytelniku. Jak dinozaury.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Więcej tekstów tego</span><a href="https://www.noweksztalty.pl/author/jakub-nawrot/"> <span style="font-weight: 400;">autora.</span></a></p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/potega-motywacji/">Potęga motywacji</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Mamy prawo karać śmiercią –  M. Szymański</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/mamy-prawo-karac-smiercia-m-szymanski/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=mamy-prawo-karac-smiercia-m-szymanski</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Michał Szymański]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 11 Jul 2026 19:57:56 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Cywilizacja]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3447</guid>

					<description><![CDATA[<p>W ramach debaty konstytucyjnej (która nie omija także łam „Nowych Kształtów”) Polska zasługuje na merytoryczną debatę na temat tego, iż wbrew woli większości społeczeństwa parlament, uchwalając w 1997 roku nowy Kodeks karny, wyeliminował z niej karę główną, sprawiając, iż najwyższym możliwym wymiarem kary stała się kara dożywotniego pozbawienia wolności. Polska bez kary śmierci – decyzja [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/mamy-prawo-karac-smiercia-m-szymanski/">Mamy prawo karać śmiercią –  M. Szymański</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><b>W ramach debaty konstytucyjnej (która nie omija także łam „Nowych Kształtów”) Polska zasługuje na merytoryczną debatę na temat tego, iż wbrew woli większości społeczeństwa parlament, uchwalając w 1997 roku nowy Kodeks karny, wyeliminował z niej karę główną, sprawiając, iż najwyższym możliwym wymiarem kary stała się kara dożywotniego pozbawienia wolności.</b></p>
<h4><strong><span class="appsElementsGenerativeaiAstAnimated" data-ast-node-id="3">Polska bez kary śmierci – decyzja podjęta bez konsultacji</span></strong></h4>
<p><span style="font-weight: 400;">W 1997 roku przyjęto nie tylko Konstytucję, ale  i Kodeks karny, <span class="appsElementsGenerativeaiAstAnimated" data-ast-node-id="32">który </span><span class="appsElementsGenerativeaiAstAnimated" data-ast-node-id="33">całkowicie pomija</span><span class="appsElementsGenerativeaiAstAnimated" data-ast-node-id="34"> możliwość stosowania kary śmierci.</span> Inaczej niż w przypadku referendum konstytucyjnego, o tej doniosłej decyzji politycy zadecydowali samodzielnie, bez konsultacji z Narodem.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Konstytucje państw europejskich możemy podzielić na te, które jednoznacznie karę śmierci odrzucają (np. konstytucja hiszpańska czy francuska), które nie wypowiadają się jednoznacznie co do możliwości jej stosowania (konstytucja polska) oraz te, które wprost gwarantują państwu możliwość wprowadzenia takich przepisów do prawa karnego (są to konstytucje: Cypru, Malty, Grecji oraz Włoch). Tą ostatnią drogą powinna podążyć również i Polska.</span></p>
<h4><strong><span class="appsElementsGenerativeaiAstAnimated" data-ast-node-id="5">Argumenty za karą śmierci w historii filozofii</span></strong><span class="appsElementsGenerativeaiAstAnimated" data-ast-node-id="6"> </span></h4>
<p><span style="font-weight: 400;">Powinniśmy, przede wszystkim, na ten temat zacząć rozmawiać – i to nie tylko od jednego do drugiego brutalnego zabójstwa, kiedy to postulat powrotu do kary głównej krótkoterminowo rozgrzewa społeczeństwo. Ten sposób debaty o niej jest zresztą najgorszym z możliwych i służy środowiskom lewicowym do tego, by karę tę traktować jako niesprawiedliwą, sadystyczną formę znęcania się nad (rzekomo niewinną) „ofiarą” (czytaj: skazanym przez sąd za popełnioną zbrodnię). Tymczasem wbrew narracji liberałów kara śmierci to nie postulat „chłopskiego rozumu” (skądinąd – czy gdyby było inaczej to w realiach demokratycznych byłby to argument przeciwko niej?!). Historia filozofii zna dziesiątki wybitnych myślicieli, którzy znajdowali argumenty na rzecz jej wykonywania. Sięgać można aż do czasów starożytnych, aczkolwiek, przykładowo, z perspektywy katolickiej, ważnym autorytetem z pewnością jest św. Tomasz z Akwinu – jego dorobek intelektualny rezonuje wszak na katolickich intelektualistów do dnia dzisiejszego. Bogusław Wolniewicz, będący wszak nie tylko komentatorem politycznym (i źródłem kilku zabawnych memów), ale przede wszystkim wybitnym badaczem Wittgensteina, również był jej gorącym orędownikiem.</span></p>
<h4><strong><span class="appsElementsGenerativeaiAstAnimated" data-ast-node-id="7">Problem godności ludzkiej – czy kara wyklucza człowieczeństwo?</span></strong></h4>
<p><span style="font-weight: 400;">Wskazać jednak trzeba, że w debacie nad karą śmierci jej zwolennicy często popełniają pewien błąd natury argumentacyjnej &#8211; choć może wywoływać to (z owej „chłopsko-rozumowej perspektywy”) kontrowersje, to faktem jest, że wszystkie czołowe nurty intelektualne (a także nauczanie Kościoła) zakładają, że człowiek posiada przyrodzoną oraz niezbywalną godność.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Będąca dziś swoistą „świecką religią” (czy raczej – głównym dogmatem „religii” liberalnej) ideologia praw człowieka zbudowana jest na takim właśnie prawno-naturalnym założeniu, iż nie jest ona nadania jakimkolwiek aktem prawnym, lecz wynika z samego człowieczeństwa i że nikomu nie może być ona odebrana, a nawet, że człowiek sam nie może się jej pozbawić.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Choć prawnicy wskazują na szereg inspiracji intelektualnych z których ową godność wywodzą (od filozofii antycznej i Starego Testamentu, poprzez średniowieczną myśl chrześcijańską aż do oświeceniowego liberalizmu i socjalistycznej walki o godność robotników oraz współczesnego katolickiego personalizmu), to najważniejszym autorytetem dla (zwłaszcza liberalnych) prawników pozostaje Immanuel Kant. Filozof z Królewca w „Uzasadnieniu metafizyki moralności” stwierdza, że człowiek pozostaje celem samym w sobie i nigdy nie może być środkiem do celu.</span></p>
<p><img fetchpriority="high" decoding="async" class="alignright size-medium wp-image-3448" src="https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2026/07/ChatGPT-Image-Jul-11-2026-09_41_05-PM-300x169.png" alt="" width="300" height="169" srcset="https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2026/07/ChatGPT-Image-Jul-11-2026-09_41_05-PM-300x169.png 300w, https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2026/07/ChatGPT-Image-Jul-11-2026-09_41_05-PM-1024x576.png 1024w, https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2026/07/ChatGPT-Image-Jul-11-2026-09_41_05-PM-768x432.png 768w, https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2026/07/ChatGPT-Image-Jul-11-2026-09_41_05-PM-1536x864.png 1536w, https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2026/07/ChatGPT-Image-Jul-11-2026-09_41_05-PM.png 1672w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Liberałowie, odwołując się do myśli kantowskiej, starają się wskazywać, że tak rozumiana godność ludzka jest nie do pogodzenia z karą śmierci. Zwolennicy kary śmierci opowiadając o przestępcach w sposób przedmiotowy, obelżywy, niejako dowodzą, że abolicjoniści mają rację, chcąc chronić „biednych” kryminalistów przed tłumem marzącym o masakrycznych widowiskach rodem z „Nadzorować i karać” Foucaulta. Liberałowie tymczasem (świadomie lub nie) pomijają w myśli Immanuela Kanta jeden, dość istotny element – otóż on sam pozostawał gorącym orędownikiem kary śmierci. W żaden sposób nie uważał, by uderzała ona w ludzką godność, a wręcz uważał zgoła przeciwnie.</span></p>
<h4><strong><span class="appsElementsGenerativeaiAstAnimated" data-ast-node-id="9">Perspektywa kantańska: kara jako potwierdzenie godności</span></strong></h4>
<p><span style="font-weight: 400;">Jak to możliwe? Zacytujmy <a href="https://filozofuj.eu/piotr-bartula-kara-smierci-i-swietosc-zycia-antysatyra/" target="_blank" rel="noopener">felieton</a> prof. Piotra Bartuli, wykładowcy akademickiego z Wydziału Filozofii UJ (a zarazem znanemu w krakowskich środowiskach wolnościowych sympatykowi ideowej prawicy, a przede wszystkim człowiekowi, który pozostaje gorącym zwolennikiem kary śmierci i rozwinął na ten temat swą własną, tzw. testamentową koncepcję sprawiedliwości – zainteresowanych poglądami myśliciela spod Grodu Kraka odesłać należy do jego książki „Kara śmierci – powracający dylemat”):</span></p>
<p><i><span style="font-weight: 400;">„Można też dowodzić, jak to czynił Kant, że stosując karę śmierci, potwierdzamy godność człowieka i ważność jego czynów. Idea godności ludzkiej i wolności jest w ogóle warunkiem karania kogokolwiek. Godność tę zakłada się również w mordercy, który „powinien cenić własne życie niżej niżeli człowieczeństwo w sobie”. Kara śmierci tę godność potwierdza. Z jednej strony potępiamy maksymalnie i stygmatyzujemy moralnie osobę, która zerwała z nami więzy solidarności i ujawniła pogardę dla życia ludzkiego. Z drugiej natomiast nie zabijamy jej jak wściekłego psa, ale karzemy ją, dostrzegając w niej istotę rozumną, zdolną do przyjęcia konsekwencji swojego działania. Ofiarowując jej w zamian za mord umyślny cywilizowany proces, oddajemy jej cześć jako istocie rozumnej, godnej ukarania, rozumiejącej, że życie okryte hańbą zbrodni jest czymś gorszym od nieistnienia. Ta ideologia kary zakłada, że nie traktujemy złoczyńcy jako „obcego”, którego należy zabić bez procesu, ale właśnie powinniśmy go karać jako równego nam. Potwierdzamy w ten sposób wartość i ważność samego życia”</span></i><span style="font-weight: 400;">.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Zdaję sobie sprawę z emocji, które towarzyszą rozważaniom nad tym, jak karać za najbrutalniejsze przestępstwa – jednak dehumanizujące rozważania nie pomogą w ukształtowaniu racjonalnej debaty nad ewentualnym powrotem do kary śmierci, a raczej dają argumenty przeciwnikom najwyższego wymiaru kary.</span></p>
<h4><strong><span class="appsElementsGenerativeaiAstAnimated" data-ast-node-id="11">Postulat przywrócenia kary głównej w Konstytucji</span></strong><span class="appsElementsGenerativeaiAstAnimated" data-ast-node-id="12"> </span></h4>
<p><span style="font-weight: 400;">Zauważmy zresztą, że w całym cywilizowanym świecie dąży się do tego, by była ona egzekwowana w sposób maksymalnie humanitarny – Amerykanie zresztą w pogoni za tym celem poszli zbyt daleko wymyślając zastrzyk trucizny, który, wbrew intencjom, okazuje się być karą niezwykle okrutną (dlatego dziś skazańcy, gdy tylko mają taką możliwość, wnioskują o alternatywną metodę egzekucji, choćby o krzesło elektryczne). W Polsce stosowano karę śmierci poprzez powieszenie bądź rozstrzelanie – i nie widzę powodów dla których mielibyśmy postulować odejście od tego typu humanitarnych (prawidłowo wykonana kara powieszenia skutkuje przerwaniem rdzenia kręgowego i natychmiastowym zgonem) metod wykonywania kary głównej.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Inspirując się państwami basenu Morza Śródziemnego – tymi, które zrodziły naszą cywilizację – umieśćmy w naszej ustawie zasadniczej przepis który umożliwiałby naszemu państwu wprowadzenie i, ewentualne, stosowanie tej kary. Liberalni prawnicy i politycy starają się, poprzez wpływanie na doktrynę prawa konstytucyjnego czy tworzenie przepisów prawa międzynarodowego (w tym prawa Unii Europejskiej) blokować narodom możliwość podjęcia decyzji o tym, czy chcą mieć w swoim prawie karnym karę śmierci czy też nie – z uwagi na fakt, iż ustawa zasadnicza jest najważniejszym aktem prawnym przepis mówiący jednoznacznie o jej możliwości wprowadzenia, orzekania i stosowania byłby gwarantem tego, że ewentualne oczekiwania Narodu Polskiego w zakresie prowadzenia polityki karnej mogłyby zostać zaspokojone.</span></p>
<p>Sprawdź inne artykuły <a href="https://www.noweksztalty.pl/author/michal-szymanski/">autora</a>.</p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/mamy-prawo-karac-smiercia-m-szymanski/">Mamy prawo karać śmiercią –  M. Szymański</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Tradycjonalisto &#8211; dokąd zmierzasz? &#8211; M. Kmieć</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/tradycjonalisto-dokad-zmierzasz-m-kmiec/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=tradycjonalisto-dokad-zmierzasz-m-kmiec</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Michał Kmieć]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 04 Jul 2026 13:29:41 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[chrześcijaństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Cywilizacja]]></category>
		<category><![CDATA[Felietony]]></category>
		<category><![CDATA[katolicyzm]]></category>
		<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3434</guid>

					<description><![CDATA[<p>Święcenia, które dokonały się w szwajcarskim mieście, powinny skłonić każdego katolika, zwłaszcza przywiązanego do Tradycji Łacińskiej, by raz jeszcze zadać sobie pytania, na które wydaje się, dawno odpowiedział i by przemyślał raz jeszcze te odpowiedzi, które być może, pochopnie uznał za prawdę, skłonić, by zrobił swoisty rachunek sumienia. Reakcja Stolicy Apostolskiej jest bardziej zdecydowana, niż [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/tradycjonalisto-dokad-zmierzasz-m-kmiec/">Tradycjonalisto – dokąd zmierzasz? – M. Kmieć</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p class="western" align="justify"><strong><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Święcenia, które dokonały się w szwajcarskim mieście, powinny skłonić każdego katolika, zwłaszcza przywiązanego do Tradycji Łacińskiej, by raz jeszcze zadać sobie pytania, na które wydaje się, dawno odpowiedział i by przemyślał raz jeszcze te odpowiedzi, które być może, pochopnie uznał za prawdę, skłonić, by zrobił swoisty rachunek sumienia. Reakcja Stolicy Apostolskiej jest bardziej zdecydowana, niż się spodziewano. Jakkolwiek rana zadana Mistycznemu Ciału Chrystusa jest bolesna (nie jest bowiem tak, jak mówił przełożony Bractwa ks. Pagliarani w kazaniu wygłoszonym podczas konsekracji: „iż o to nadszedł radosny dzień”), uważam, że decyzja ta jest adekwatna. </span></strong></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">W niniejszym tekście będę używał generalizacji wobec bardzo szeroko pojmowanego środowiska katolickich tradycjonalistów. Uważam, że są one uzasadnione. Oczywiście, będę się odnosił w pierwszej kolejności do schizmy Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. Niniejszy tekst jest wyłącznie opinią zwykłego wiernego i należy go traktować jako głos w dyskusji, zachęcający do refleksji, nawet jeśli użyte zostały w nim sformułowania noszące w sobie element autorytatywności. Wspólnota wierzących może ze sobą dyskutować, czasem nawet emocjonalnie, o ile pamięta, że <b>właściwe nauczanie Kościoła katolickiego wyrażane jest przez Ojca Świętego oraz biskupów w łączności z papieżem</b>.</span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Niniejszy tekst nie jest także przymykaniem oka na kryzys w Kościele, na szerzące się zgorszenia i głoszenie jawnie sprzecznej z nauczaniem Kościoła moralności. To są rzeczy oczywiste, bolesne i dla katolickiego sumienia widoczne w sposób jasny. Problem <em>piusowców</em> powinien być rozpatrywany oddzielnie, przy pełnym rozumieniu ich słusznej krytyki współczesnego świata. Jeśli w tekście nie zajmuję się tym kryzysem, nie oznacza, że go nie dostrzegam i o nim zapominam. <strong>Tekst skierowany jest do katolików, którzy przeżywają zamęt co do wydarzeń z ostatnich dni, a którzy w pełni przyjmują społeczne nauczanie Kościoła katolickiego.</strong></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><b>Baśń o posoborowym Kościele</b></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Kościół katolicki w wyniku kryzysu lat 60. został przejęty przez modernistów (a miejscami także przez Żydów i masonów). W wyniku tego do oficjalnego nauczania przedostały się tezy jawnie sprzeczne z Tradycją Kościoła. Co więcej, w wyniku posoborowej reformy liturgicznej doprowadzono do dewastacji właściwie wszystkich sakramentów świętych, a przede wszystkim Mszy Świętej. Ogłoszony przez Pawła VI Mszał rzymski zawiera w sobie elementy protestanckie, jawnie zaciemnia ofiarniczą teologię tego sakramentu i może stanowić poważne zagrożenie duchowe dla wiernych. Opinie są podzielone, ale niektórzy uważają, iż ta liturgia jest wewnętrznie zła i nie należy w niej uczestniczyć. Kościół niestety zaprzeczył zbawczej jedyności Chrystusa i Świętego Kościoła katolickiego promując ekumenizm jako wspólne poszukiwanie przyszłego formatu instytucjonalnego, który połączy różne wyznania, a także dialog międzyreligijny, gdyż z założenia religie są równe i wszystkie prowadzą do zbawienia. Bóg został zepchnięty z tronu na rzecz człowieka, a wywyższenie ludzkiej natury uczyniło z Kościoła głównego obrońcę demokracji liberalnej, czyli masońskiego wynalazku epoki Oświecenia i Rewolucji francuskiej, czyniąc najwyższym prawem wolność religijną, a więc przekonanie, że każdy człowiek może sobie w dziedzinie religijnej „robić co chce”. Kościół zatem popadł w szereg herezji w dziedzinie sakramentologii i eklezjologii, otwierając się tym samym na całą rewolucję moralną, która zdewastowała naukę o małżeństwie i rodzinie. Na szczęście niewielka grupka wiernych &#8211; Reszta Nowego Izraela zachowała niezmąconą wiarę i w większości skupiła się wokół Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. To wypchnięcie i systemowa próba likwidacji Świętej Tradycji z przepowiadania Kościoła stworzyła stan wyższej konieczności, dlatego też 1 lipca tego roku biskup &#8211; członek Bractwa bez mandatu Stolicy Apostolskiej konsekrował czterech kolejnych, aby zabezpieczyć przyszłość prawdziwego Kościoł<span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">a</span></span></span>. Wiadomo bowiem, że zrządzeniem Bożym Tradycja w przyszłości odniesie zwycięstwo. Prawdopodobnie któryś z przyszłych papieży potępi błędy Soboru Watykańskiego II i posoborowych papieży (którzy to, trzeba zaznaczyć &#8211; zostali w większości kanonizowani, aby tym samym „kanonizować sam Sobór”, to jest jego nauczanie) i przywróci Mszę Wszechczasów. Do tego czasu należy trwać z uporem na swoich pozycjach, uznając wszelkie kary dyscyplinarne, takie jak suspensa czy ekskomunika, jako zasługi i oznaki osobistej świętości podążania drogą wierności wobec Wiecznego Rzymu.</span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Tak w wielkim skrócie można scharakteryzować ideologię, która zamroczyła i zawładnęła umysłami wiernych przede wszystkim Bractwa, ale niestety również bardzo wielu tradycjonalistów, głównie młodych, pozostających w komunii z papieżem. Szereg różnych spraw można by teologicznie poddać analizie, co zresztą wielu czyni. Rację ma red. portalu Pch24 Paweł Chmielewski, który zauważa, że „katolicyzm Bractwa” i współczesny Kościół katolicki po prostu teologicznie, to jest w wyznawanej wierze, rozjeżdżają się zbyt szeroko, by móc pogodzić się bez wyparcia się części swojej tożsamości przez jedną ze stron. Spór ten staje się na naszych oczach nieprzezwyciężalny<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote1sym" name="sdfootnote1anc"><sup>1</sup></a>. Niniejszy tekst nie ma zamiaru rozprawiać się z tymi wszystkimi legendami i mitami. Chciałem zauważyć, że to oderwanie się od rzeczywistości jest już bardzo, bardzo głębokie. Rozwijane przez dekady dzieło abp. Lefebvre&#8217;a wychowało nie tylko wiernych, ale także kapłanów i biskupów!, którzy nie znają innej rzeczywistości. Ta „bańka” eklezjalna, co widać po rozmowach, vlogach, licznych komentarzach i niestety oficjalnych wypowiedziach przedstawicieli Bractwa, mówiąc tak delikatnie, jak się tylko da, zrodziła radykalną, religijną ideologię, z którą trudno dyskutować, gdyż „wszyscy katolicy poza <span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">Tradycją</span></span></span>” (tak, jak tylko ja ją rozumiem&#8230;) są z natury podejrzani, jako ci, którzy zostali zatruci modernizmem (który oczywiście jest herezją opisującą de facto wszystko, z czym się nie zgadzają). </span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Chciałbym przytoczyć tu dwie, niezwykle gorszące wypowiedzi, które ukazują, że realna schizma dokonuje się na naszych oczach, a Bractwo uderza z całą siłą w absolutny rdzeń wiary katolickiej. <span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">Przełożony</span></span></span> Bractwa ks. Davide Pagliarani <span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">w wywiadzie udzielonym w lutym tego roku mówił</span></span></span>: „<b>w zwykłej parafii wierni nie znajdują już środków potrzebnych do zapewnienia sobie wiecznego zbawienia”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote2sym" name="sdfootnote2anc"><sup>2</sup></a></b>. Natomiast nowo wyświęcony bp Michael Goldade w kazaniu wygłoszonym na rozpoczęcie Pontyfikalnych Nieszporów pouczał: „<b>Jeśli Kościół katolicki w swojej tradycji rodzi życie, to Kościół modernistyczny jest pustynią. On zabija. Zabija wszystko, czego się dotknie. Zabija życie nadprzyrodzone. Zabija źródła łaski. Wysusza wszystko, ponieważ postawił człowieka na miejscu Boga i </b><b>w </b><b>ten sposób odwrócił się od źródeł życia”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote3sym" name="sdfootnote3anc"><sup>3</sup></a>. </b>Największe nadużycia liturgiczne, największe szaleństwa ekumeniczne i księża publicznie głoszący niekatolicką naukę moralną nie sięgną poziomu uznania obecnego <b>Kościoła katolickiego za zagrożeni</b><b>e</b><b> duchowe, </b><b>jako </b><b>pogrążonego w herezji</b><b> i</b><b> niespełniającego swojego najważniejszego zadania &#8211; przekazywania łaski Bożej wiernym</b>. <b>To jest zarzut kosmiczny. </b>To nie jest spór o ukrywanie czy zwalczanie Świętej Tradycji. To schizma, która zaczyna tworzyć własny Kościół i własną teologię. Słusznie mówił św. Hieronim: „<b>Nie ma takiej schizmy, która nie wymyśliłaby sobie jakiejś herezji, aby usprawiedliwić swoje odejście z Kościoła</b>”. Nie ulega wątpliwości, że mierzymy się w Kościele z kryzysem, zwłaszcza w państwach zachodnich. Wydaje się, że panuje zamęt ws. eklezjalnych i moralnych. Sądzę, że główny problem polega na <b>braku odwagi pasterzy i użycia władzy otrzymanej przez Kościół w sposób odpowiedni,</b> nie zaś na ich apostazji. </span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Kościół mierzy się z herezjami od wieków. Niektóre wyrzuca i potępia (gdy rozeznaje brak skruchy i nawrócenia z powodu licznych rozmów i napomnień lub ze względu na obronę wiernych, gdy uznaje, że siła przekonywania jest zbyt duża, aby pozwolić na szerzenie się poważnych błędów). Inne zaś zwalcza niejako w sobie. Nie jest wcale tak, że Kościół zawsze i od razu reagował na każdą herezję potępieniem i ekskomuniką. Bywało bardzo różnie w zależności od mądrości i roztropności obecnie sprawujących urząd. Wydaje mi się, że dogłębna znajomość historii Kościoła i herezji mogłaby położyć kres nieprawdziwemu obrazowi Kościoła i jego praktyki duszpasterskiej, jaki posiada wielu tradycjonalistów. Chciałbym pokrótce omówić trzy herezje, które w pewien sposób odzwierciedlają się w poglądach Bractwa.</span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><b>Gnoza</b></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Gnoza ma dwojakie oblicze. Pierwsze dotyczy samego poznania. Przekonanie, że Tradycja jest w likwidacji, prowadzi do stwierdzenia, że „prawdziwa wiara katolicka” nie jest już głoszona. Można ją poznać, ale stała się ona <b>wiedzą tajemną, nieznaną, ukrytą</b>. Takie myślenie od razu powinno zapalić czerwoną lampkę. W tej „tradycjonalistycznej bańce” krąży wiele mitów. Legendy te są dzisiaj łatwo dostępne ze względu na Internet. Większość wiernych styka się z Tradycją poprzez prowadzone vlogi. Każdy wierny ma prawo do takiej działalności, wiara jest z natury misyjna, więc człowiek wierzący nie tylko się interesuje, ale chce się dzielić swoją wiarą. Niestety poziom tych materiałów jest często mizerny. Autorzy z gorliwością neofitów są przekonani, że poznając Tradycję Łacińską (za sprawą interpretacji osób, które mocno sprzeciwiły się Soborowi Watykańskiemu II) zachowują się tak, jakby znaleźli Świętego Graala. Często materiały te opierają się na wycince cytatów bez kontekstu z nadaniem im interpretacji do z góry założ<span style="font-size: medium;">onej tezy. Należy tutaj zauważyć, że ta metoda (cytat + interpretacja tradycjonalistyczna) nie działa zawsze. Mamy bowiem jasny i wyraźny cytat Konstytucji dogmatycznej Soboru Watykańskiego I </span><span style="font-size: medium;"><i>Pastor aeternus</i></span><span style="font-size: medium;">: „</span><span style="font-size: medium;"><b>Ta </b></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>św. Stolica Piotrowa zawsze wolną zostaje od wszelkiego błędu, według Boskiej Pana naszego Zbawiciela obietnicy</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote4sym" name="sdfootnote4anc"><sup>4</sup></a>. </span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">Pamiętam</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> jak przed laty</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> zaczytywałem się w dokumentach Soborów Powszechnych i </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">e</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">ncyklikach papieskich, także przedsoborowych z dużym zaciekawieniem. Były one w większości dostępne. </span></span> <span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">Każdy, kto się zetknął z teologią katolicką, wie, jak rozległa, głęboka i wielobarwna to dziedzina. Wielu tradycjonalistów jest przekonanych, że po trzech książkach i setkach filmików o kryzysie w Kościele posiada większą i pewniejszą wiedzę teologiczną niż większość posoborowych księży po wielu latach seminarium, co jest oczywiście </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">nieprawdą</span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">. Co więcej, wielokrotnie mało kto z nich sięga do prawdziwych źródeł, w pełni ufając interpretacjom „tradycjonalistycznych twórców”. Oni zaś bardzo często potrafią tak wszystko poprzekręcać, ponadinterpretować&#8230; Ktoś z boku słuchając tego, jest przekonany, że oto logiczny, jasny w pełni rozumny wywód. Takich historii jest co niemiara. Radykalizm takiego tradycjonalizmu można dostrzec również w tym, że cześć tez, które głoszą, były kompletnie nieznane u początku tego ruchu. Przez ostatnie dekady nauczono się wyszukiwać różnych opinii teologicznych, które stoją w jakiejś sprzeczności z obecnym nauczaniem papieży. Nauczanie Kościoła można podzielić na cztery działy: dogmaty, definitywne nauczanie, pewne nauczanie i opinie teologiczne. Ten ostatni </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">dział </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">charakteryzuje się wolnością słowa, do czasu, gdy Magisterium Kościoła nie rozstrzygnęło lub czegoś nie rozjaśniło. </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>Stąd też twierdzenie, że Bractwo nie głosi żadnej nowej nauki, a jedynie to, co istniało przed soborem, powinno być doprecyzowane.</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> W istocie tradycjonaliści najczęściej opierają się na interpretacjach teologicznych dokumentów Kościelnych, które rzeczywiście istniały, przede wszystkich w epoce potrydenckiej, zwłaszcza przełomu XIX i XX wieku. Nie oznacza to wcale, że były one dogmatyczne lub jedyne przed Soborem obowiązujące.</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">T</span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">o co tradycjonaliści uznają za świętą tradycję, często jest tylko opinią teologiczną istniejącą w Kościele danych czasów, a nie niezmiennym nauczaniem Kościoła. Co więcej, potrafią tak mocno bronić swoich tez, iż swoje myślenie </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">prowadzą</span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> na </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">grząski grunt</span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">. Przykładowo, tak bardzo chcąc obronić wyłączny wymiar ofiarny Mszy w Katechizmie o kryzysie w Kościele zamieszczony</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">m</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> na stronie Bractwa można przeczytać zdanie, które </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">uderza w realną obecność Chrystusa z całym człowieczeństwem i bóstwem w Świętej Hostii</span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">: „cały obrządek Mszy opiera się charakterowi uczty, gdyż co to za uczta, przy której, po tak wielu rytualnych czynnościach, dostaje się tak niewielką potrawę”<a class="sdfootnoteanc" href="#sdfootnote6sym" name="sdfootnote6anc"><sup>6</sup></a>?</span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">W tej gnozie przerażające jest to, że wielu dobrych pobożnych wiernych zachwyciwszy się pięknem Mszy Trydenckiej z automatu, w pełni </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">obdarza zaufaniem</span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> taki</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">ch</span></span> <span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">vlogerów</span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">. Nie papież, nie biskup i nie dogmatyk, ale właśnie ten sympatyczny pan czy pani w okienku internetowym &#8211; to jest jasna tradycyjna wykładnia&#8230; Często oni</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> łapią człowieka XXI wieku na</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> chwytliwe tytuły, które mają sugerować odkrywanie jakiejś tajemnej wiedzy</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> nikomu nieznanej, zapomnianej, zwalczanej</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">. Wierni od razu spotykają się z treścią, która im wmawia, że posoborowi papieże, nawet jeżeli w większości swoich dokumentów nie głoszą rzeczy niekatolickich, to jednak „lepiej do nich nie zaglądać, gdyż są modernizmem naznaczone”</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">, budując postawę zamknięcia się na racjonalną dyskusję</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">. I tak oto papieża zastępuje vloger, teolog-amator. </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">N</span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">iestety trzeba przyznać, że tradycjonaliści działają medialnie sprawniej i docierają do części wiernych szybciej, niż cały zastęp teologów, który dawno opracowa</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">ł</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> odpowiedzi na pytania i wątpliwości. Przecież w Kościele od dekad mamy teologów, którzy jasno wykazywali ciągłość Tradycji i błędy w interpretacjach Bractwa. Przytoczmy tu przypadek Bractwa Kapłańskiego św. Wincentego Ferrariusza. To ciekawa grupa, która po Soborze przeszła na pozycje sedeprywacjonistyczne, nie uznawszy papieża. Chcąc wykazać błędy Soboru, rozpoczęła głębokie studium teologiczne, które zakończyły się po kilku latach powrotem do pełnej komunii z Biskupem Rzymu. W ocenie członków </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">tego </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">Bractwa teksty soborowe są zakorzenione w Świętej Tradycji.</span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">Nadto od razu wchodzi cały zestaw argumentów, że: każdy człowiek ma swój rozum i dzięki temu władzę poznania i dawania sądów. Z jakiegoś powodu zapomina się o tradycyjnej nauce katolickiej, aby </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>nie ufać swojemu rozumowi w sposób tak jednoznaczny</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">. Owocem tego jest tak lekkie traktowanie schizmy i ekskomuniki. Opracowane argumenty na rzecz nieobowi</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">ą</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">zywalności jej w sumieniu wydają się wielu tak oczywiste, że w swoim (co tu dużo kryć, nieuporządkowanym w duchu katolickim sumieniu) zbywają ręką papieskie kary, zamiast się nimi przejąć. Przechodzą z teologii na prawo kanoniczne, dopuszczając się sofistyki, w którą papieże z natury nie wchodzą. </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">Nie jest rolą duchownych walka o demoliberalną <em>praworządność</em>&#8230;</span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">M</span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">it gnostycki </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">głosi</span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">: wszyscy w Kościele po Soborze zapomnieli, o tym, co było. Nie tylko papieże obficie w swoich dokumentach cytują Ojców i Doktorów Kościoła,</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> poprzednich papieży,</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> ale są i święci wciąż czytani przez </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">zwykłych </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">wiernych! Przykładowo w 33-dniowym oddaniu Maryi</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">, popularnych rekolekcjach</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> w Polsce</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">, wielu</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> czyta klasyczny traktat św. Alfonsa Liguori. Nikt o niczym nie zapomina. Nikt niczego nie ukrywa, a to, że ktoś się z tymi treściami nie zetknął wcześniej, świadczy albo o tym, że nie interesował się wiarą, albo zapomina, że Kościół cały zanurzony jest w swej tradycji i z niej czerpie na co dzień</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">. </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">Tradycja przekazywana nie jest traktatem naukowym, który na każdym kroku musi stosować przypisy z powołaniem na źródła. My w Kościele oddychamy</span></span></span> <span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">świętymi, Ojcami i Doktorami Kościoła, papieżami i soborami. </span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">Innym jeszcze obliczem gnozy, obliczem manichejskim była pogarda do świata stworzonego i ciała ludzkiego. Upadek pewnych praktyk pobożnościowych otwiera wielu tradycjonalistów na niekatolicki przecież moralny purytanizm. Przekonani, że kiedyś wszyscy przede wszystkim pościli i pokutowali, obwieszczają koniec ascetyki chrześcijańskiej i próbują ze swojego osobistego, często rodzinnego życia zrobić domowy klasztor mniszy, co przeczy obowiązkom stanu. Przypominając naukę o „księciu tego świata”</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> (J 12, 31)</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> i o tym, że „Kościół jest znakiem sprzeciwu wobec tego świata”</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> (Ł 2, 34)</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">, zapominają, że słowo </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><i>świat</i></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> wyraża również inną rzeczywistoś</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">ć</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> &#8211; Boże stworzenie, które „Bóg nazwał dobrym i bardzo dobrym”</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> (Rdz 1)</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">. Ten świat, choć zraniony grzechem, jest darem dla człowieka. Radość życia powinna cechować ludzi wierzących. Wśród niektórych grup tradycjonalistycznych przenika często nihilizm, jakieś zacietrzewienie, niechęć do ludzkich uczuć choćby (które traktują jako coś podejrzanego z natury, co jawnie przeczy naturze ludzkiej stworzonej przez Boga!). Opierając się na okruchach prawdy, doprowadzają pobożność do absurdów i wypaczają sprawy mniej istotne nieustannie wynajdując wyrwane z kontekstu cytaty mający w czambuł potępić wszystko co nie jest ze sfery sacrum.</span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">Katolik powinien przemyśleć swój stosunek do nauczania Kościoła. Czy przypadkiem zbyt łatwo nie przyznaję racji </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">wybranym opiniom</span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> teologicznym? Czy nie stawiam zwykłych wiernych, a także wybranych księży ponad papieża? Czy w ogóle sięgam do dokumentów papieskich i zgłębiam nauczanie Kościoła, czy też w pełni ufam osądowi wybranych osób? A może w pełni ufam osądowi własnego rozumu?</span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>Jansenizm</b></span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">Jansenizm jest kontynuacją tej pogardy dla świata stworzonego. To przekonanie, że odnowa Kościoła przyjdzie tylko i wyłącznie dzięki surowej dyscyplinie, powszechnej ascezie i głębokiej bojaźni Bożej, która przemienia się często w </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>nerwicę, autentyczny lęk i ciężką chorobę duchową &#8211; skrupuły</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">. Janseniści byli przekonani, że człowiek jest tak niegodny Boga, iż należy niejako </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>zawiesić Boże wezwanie do udzielania Jego Łaski w Kościele na rzecz drogi do doskonałości moralnej</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">. Nadużycia liturgiczne włożone są w świecie tradycjonalistycznym do sfery dogmatycznej. Fałszywie powołując się na piękno celebracji w swojej wspólnocie, zapominają o jej ekskluzywnym charakterze, sądząc, że nadużycia w Mszy Trydenckiej są prawie niemożliwe. W ogóle nadużycia liturgiczne w pewnym sensie są owocem tego, że wielu tradycjonalistów &#8211; ludzi, którzy mają wyczucie liturgiczne, nie włącza się w życie parafialne &#8211; przeciwnie &#8211; buduje twierdzę</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> rzekomo</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> „zdrowej nauki”.</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> A bardzo ich Kościół potrzebuje!</span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">To zamknięcie na braci i siostry w Chrystusie ze względu na zagrożenia duchowe to zjawisko niesamowite. </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">Istnieją w</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">ierni, którzy się </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>realnie boją,</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> że poza tradycyjnymi wspólnotami otrzymają skażoną naukę. Jednocześnie uważają się za lepiej skatechizowanych i uformowanych. „Sól straciła swój smak”&#8230;</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> (Mt 5, 13)?</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> Jeśli Jezus </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">nieustannie powtarza</span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">: „Nie lękajcie się!” &#8211; to przede wszystkim do tych, któr</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">ym „wiele dano i od których wiele wymagać się będzie” (Łk 12, 48).</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> Wygodnie jest słuchać kazań na tematy, które są zgodne z moim światopoglądem, ale nie na tym polega sens bycia katolikiem. </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">W niektórych środowiskach powstała</span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> cała </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>teoria „zaciemniania katolicyzmu”</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">. Oto Nowa Msza ma „zaciemniać” ofiarniczy charakter, a spotkania ekumeniczne mają „zaciemniać” zdrową naukę o Kościele. To jakiś absurd. Kim są ci wierzący, którzy </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>wszędzie widzą zagrożenia,</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> zwłaszcza jeśli uważają, że sami wiedzą „jaka jest prawda”, w sensie ta „</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><i>prawdziwa</i></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> prawda”&#8230;? </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">Czy przypadkiem nie mamy do czynienia z wierzącymi, którzy próbują </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>ukryć swój talent</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> (Mt 25, 14-30)?</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> Gdzie się podziała Opatrzność Boża? Gdzie Chrystusowa odwaga?</span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">Kościół potrzebuje Tradycji, ale ci, którzy mogą ją w miłości do Kościoła jaśniej przekazać w codziennym życiu parafialnym, tego uczynić nie chcą. </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">Wierni,</span></span></span> <span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">którzy</span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> na każdym kroku przypominają, że każda Msza święta uobecnia Ofiarę Krzyżową Chrystusa, nie znajdują w sobie </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>ducha ofiarniczego, aby być ofiarą miłości dla Kościoła takiego, jaki jest, </b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">aby być w nim, z nim i dla niego. Św. Paweł pisał: „umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować”</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> (Flp 4, 12)</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">. Niektórzy p</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">rzypisują sobie męczeństwo za wiarę&#8230; I jak tu nie zauważyć </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL"><i>nowej teologii? </i></span></span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">Niestety niezdrowa nauka, zwłaszcza o Mszy Świętej sprawia, że nie tylko są tacy, którzy negują ważność i godziwość Mszału Pawła VI, wmawiając innym, że przekazuje on niekatolicką teologię. Pomijając nadużycia, które są owocem czegoś innego (</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">to fakt, że </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">nowy Mszał daje zbyt dużą swobodę), to jednak teologia sakramentu wyłożona na samym początku jest w pełni katolicka. Mówimy o rzeczach najświętszych. Będąc katolikiem, trzeba sobie zadać pytanie: jak postrzegam reformę liturgiczną? Jeżeli na każdej Mszy według </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>Novus Ordo Missae uobecnia się ta sama ofiara, co podczas sprawowania Mszy trydenckiej, to jak katolik może podchodzić do tych spraw lekko, kpiarsko, a nawet bluźnierczo, obrażając zatwierdzone przez Kościół księgi liturgiczne?</b></span></span><b> </b><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">Nie wyklucza to dyskusji na temat reformy liturgicznej. To inny poziom. Słusznie krytykując konstruktywistyczne podejście reformatorów, którzy próbowali stworzyć liturgię dla współczesnego człowieka, który w rzeczywistości nigdy nie istniał &#8211; zwalczają rzekome błędy liturgii nadając jej znaczenia i teologię, której nigdy nie wyrazała.</span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">Niektórzy wierni są przekonani, że ludzie chodzący na Novus Ordo tracą wiarę i w ofiarę Mszy, i w realną obecność Chrystusa w Eucharystii, co jest po prostu kompletną bzdurą. Serce krwawi przy wielu nadużyciach liturgicznych. Jednak siły Kościoła uruchamiane są nie tam, gdzie powinny. Zamiast dyskutować o pewnej „reformie reformy”, o której mówił i Jan Paweł II („Przekroczyć próg nadziei”) i Benedykt XVI, Kościół marnuje swoje siły na odparcie ataków o nieważność i niekatolickość </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL"><i>nowej</i></span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> Mszy. Musi to robić, bo mówimy o rzeczach najświętszych i dlatego akceptacja dla teologii reformy liturgicznej stanowi jeden z warunków dla </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">pojednania </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">Bractwa</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> z Rzymem</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">. </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>Kościół powołany jest do głoszenia ludziom zbawienia w Chrystusie &#8211; Bogu-człowieku, który umarł </b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>na krzyżu </b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>za nasze grzechy</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b> dla naszego zbawienia</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">. Tymczasem tradycjonalistyczne treści zajmują się głównie kryzysem i złem w Kościele, przecząc tym samym istocie Kościoła założonego przez Zbawiciela. Nie głosi się Chrystusa od wielkiej opowieści na temat kryzysu związanego z herezją modernizmu. </span></span> <span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">Powołując się na liczne powołania kapłańskie są przekonani o żywotności swoich wspólnot</span></span> <span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">(chociaż wiedza </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">wielu tradycjonalistów </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">na ten temat również odbiega od rzeczywistości &#8211; wielu </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">z nich </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">jest przekonana, że wzrost powołań mają właściwie wyłącznie tradycyjne seminaria, a wszędzie indziej posucha i laicyzacja&#8230;</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> to obraz oderwany od rzeczywistości)</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">.</span></span> </span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">Katolik musi sobie zadać pytanie: Czemu się bez przerwy gorszysz? Czemu nieustannie Twoje myśli idą w stronę o. Jamesa Martina, Pachamamy w Watykanie i pocałunku Koranu, jakby to właśnie czekało przy wejściu do każdego kościoła i stanowiło codzienność większości wiernych, którzy cię otaczają? Czy nie widzisz nic poza tym? Żadnego dobra? Czy nie widzisz Łaski Bożej? Pokusa bycia </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><i>tonącym</i></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> jest diabelska.</span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>Donatyzm</b></span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">Donatyści sprzeciwiali się przywracaniu na łono Kościoła tych duchownych i wiernych, którzy sprzeniewierzyli się wierze, poddając się władzy świeckiej. Ich niezgoda na rozwiązłość moralną, ich pragnienie świętości zwiodło ich na manowce, tak jak zwodzi wielu tradycjonalistów. Piękną kartę w sporze z nimi zapisał św. Augustyn, który, zanim się nawrócił, wiódł życie pełne hulanek i swawoli. Kościół jest </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>miejscem udzielania sakramentów dla ludzi i świętych, i grzesznych. Taki był, taki jest i taki będzie.</b></span></span> <span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>To pragnienie jasności nauczania jest słuszne. Pragnienie szybkiego potępienia każdego, kto wydaje mi się, że błądzi, jest niesłuszne, toruje pokusę użycia skrótów, które wiodą do nieposłuszeństwa i zamknięcia serca. </b>Typowym przykładem myślenia donatystycznego, jest nieustanna próba dezawuowania prefekta Dykasterii Nauki Wiary &#8211; kard. Fernandeza, poprzez przypominanie mętnych książek, które pisał w przeszłości.</span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">Katolik musi sobie postawić dwa pytania w kontekście herezji donatystycznej</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">.</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> Po pierwsze: czy nie za bardzo przejmuje cię zło w Kościele? <strong>Czy nie kierujesz się donatystycznym złudzeniem, że w Kościele jest miejsce wyłącznie dla ludzi doskonałych, zwłaszcza duchownych, którzy nigdy nie błądzą</strong></span></span><strong><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> i</span></span></strong><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><strong> nigdy się nie mylą</strong>? Czy dziwi cię to, że ludzie są ludźmi? Czy stawiasz w centrum swojego przepowiadania i przeżywania wiary kryzys w Kościele, a nie Chrystusa i jego Łaskę? Kto tak naprawdę zabija życie nadprzyrodzone? Może chcesz po ludzku oczyścić Kościół z błędów, przypisując sobie i podobnym sobie bycie Zbawicielem? </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">A może jak marksiści próbujesz przez akt buntu przyspieszyć wizję historii, w którą wierzysz?</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> Czy nie wiesz, że wierni, w tym duchowni niestety upadają w swej słabości i podążają niekiedy za duchem tego świata, nie zawsze znajdując w sobie tę siłę wiary, którą głosisz? I po drugie: czy potrafisz zaufać Bożej Opatrzności i Bożej Łasce, która jest udzielana w Kościele bez względu na to, czy jest pogrążony w kryzysie, a duchowny zboczył z drogi świętości? Zapominasz może, że Boskim Nauczycielem i Lekarzem pozostaje sam Chrystus?</span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">Św. Paweł pisał w Liście do Galat</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">ó</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">w: „</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>owocem zaś Ducha są: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. Przeciw takim [cnotom] nie ma Prawa”</b></span></span><b> </b><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">(Ga 5, 22-23)</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>. </b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">Każda zdrowa pobożność ożywia duszę. Czy Twoja postawa wobec kryzysu, ludzi w Kościele nie charakteryzuje się </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>nadmierną surowością,</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> która jest zgniłym owocem niezdrowej pobożności? Obserwując i sferę internetową, ale i rozmawiając z wieloma tradycjonalistami, uprawnioną generalizacją jest stwierdzenie, że wielu z nich charakteryzuje się złością, gniewem, nieustannym życiowym napięciem („giniemy, wszystko się wali”), prześmiewczością (używaniem często bardzo ostrego języka, zdradzającego emocje, a nie argumenty), zamknięciem się na życie Kościelne i skupieniem się wyłącznie na apologetyce tego, co uważają za tradycję Kościoła. Autentycznie słyszałem świadectwa byłych wiernych Bractwa, którzy powróciwszy na liturgię sprawowaną w pełnej komunii z papieżem, głównie przedsoborową, mówili, że odzyskali </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>pokój serca, życzliwość </b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">wobec innych, </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>radość życia i z życia</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">, i to są owoce zdrowej pobożności.</span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">Inną jeszcze kwestią jest próba załatwienia wszystkiego po ludzku. Ci, którzy nie idą z Bractwem, a którzy deklarują miłość dla Tradycji, mają popadać w błąd </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>naiwności</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">. Eksterminacja tradycjonalistów w Kościele ma się odbyć już za chwilę &#8211; co oczywiście jest kolejną bajką opowiadaną przez tych, którzy nie znają prawdziwego, codziennego życia Kościoła. Odnowa nie przychodzi przez powstanie (pseudo-)Machabeuszy (którzy się nie sprzeciwili żadnej władzy religijnej), ale poprzez realizację wezwania: </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>Jezu cichy i pokornego serca, uczyń serca nasze, według serca twego</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">.</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> To tam, gdzie siła Najświętszego Serca Pana Jezusa rośnie w sercach wiernych jest jądro Kościoła.</span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>Nadzieja</b></span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">Z tego wszystkiego, z tej </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><i>rany</i></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">: Bóg może wyprowadzić dobro. To, czego potrzebujemy, to autentycznego </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>katolickiego misjonarstwa</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> na tych duchowych obszarach. Przy największych kryzysach Kościoła, Bóg nie tylko budził nowe zakony, ale także rozszerzał grono swych dzieci, tak jak czyni to dziś, choć nie na Starym Kontynencie (przynajmniej na razie). Polska przyjęła chrzest w obliczu wielkiego kryzysu X wieku. Podczas reformacji odkryto nowe lądy, a co za tym idzie &#8211; ludzi, którzy zostali ochrzczeni. Jest nadzieja, że to nieposłuszeństwo wobec papieża zrodzi szereg świętych i teologów, którzy z jasnością </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>uporządkują w duchu hermeneutyki ciągłości nauczanie ostatniego wieku, a tym samym oczyszczą złogi tych wszystkich niemoralnych duchownych i jawnie sprzecznej z Ewangelią </b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL"><b>nauki</b></span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>, która panoszy się, w Kościele</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">, zwłaszcza tam, gdzie pieniądze, sława, władza i media. Tak odczytuję Leona XIV &#8211; augustianina, który działając na rzecz jedności mocą autorytetu Papieża, powiedział wyraźne NIE, dla tych, którzy </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>negują działanie Bożej łaski w Kościele katolickim i w jego sakramentach</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">. </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">I nie ma tu znaczenia rozmach tych wszystkich duchownych i biskupów, którzy przeczą teologii moralnej. Ich wina, ich odpowiedzialność nie usprawiedliwia </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><i>zamachu </i></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">na Łaskę Bożą w Kościele.</span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">Historia Kościoła przesiana jest różnymi </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>spięciami</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> między </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>miłosierdziem</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> a </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>prawdą</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> i </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>świętością</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">. Każdy głęboko wierzący katolik pragnie i modli się o usunięcie zamętu doktrynalnego, o blask prawdy o jakim pisał św. Jan Paweł II w genialnej encyklice </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><i>Veritatis splendor</i></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> (do której nieustannie jako katolicy powinniśmy wracać) i o wsparcie dla zdrowej pobożności rodzącej świętych ludzi. Jednocześnie wierzy w Boga, który „</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>tak umiłował świat, że Syna Swego Jednorodzonego dał, aby każdy kto w niego wierzył, nie zginął, ale miał życie wieczne</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>”</b></span></span><b> </b><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">(J 3, 16-17)</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">. Kościół jest wspólnotą świętych i grzeszników. W ostateczności każdy bój doktrynalny </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>wygrywało miłosierdzie</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">, dlatego, że odowiedzią Boga na kryzys w Kościele jest miłość: „</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>tam gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">”</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> (Rz 5, 20)</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">. Świętość przychodzi przez </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>pokorę</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> i </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>posłuszeństwo</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">, nie przez pychę własnego rozumu, który w obronie prawdy i moralności, popada w gniew, surowość i </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">nadmierny </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">radykalizm w tematach drugo- a nawet trzeciorzędnych. </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>Nie ma wątpliwości, że kryzys zostanie w Kościele przezwyciężony</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b> i</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b> to razem z Piotrem. </b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">To poza tą jednością jest rozległa duchowa pustynia. Przytoczmy fragment komunikatu Bractwa Kapłańskiego św. Wincentego Ferrariusza w kontekście powstałej schizmy: „w tym dramatycznym kontekście kontynuujmy z pokorą i miłosierdziem swoją misję, bez kompromisów z błędem, w nienaruszonej wierności regułom liturgicznym i tradycyjnemu wychowaniu, w widocznej komunii z jedynym Kościołem Chrystusa i jego prawowitą hierarchią”. </span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">Głównym problemem </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>uporu</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> Bractwa jest </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>tama</b></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> jaką Bractwo i wielu tradycjonalistów </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>stawia w Kościele Bożej Łasce, </b>dlatego kluczem do zażegnania podwójnego oblicza hermeneutyki zerwania (tak progresywnej, jak i tradycjonalistycznej) jest św. Augustyn &#8211; bohater sporów z manichejczykami, pelagianami i donatystami</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">. Papież Augustianin &#8211; Leon XIV być może lepiej rozumie problem niż wielu przed nim i dlatego, być może zareagował szybciej i mocniej. Nauka św. Augustyna i hermeneutyka ciągłości (mająca nomen omen twarz myśliciela augstiańskiego &#8211; Benedykta XVI) to skarbiec nadziei w tej sprawie. Z ran Chrystusowych zawsze wyłania się ogrom łaski Bożej, nie stawiajmy tylko żądań wobec niej, lecz w duchu wdzięczności Bogu, korzystajmy</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"> z niej</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;">, gdyż zawsze jest </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><i>gratis &#8211; </i></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-size: medium;"><b>za darmo.</b></span></span></span></p>
<p align="justify"><a href="https://www.noweksztalty.pl/author/michal-kmiec/">Więcej tekstów Autora.</a></p>
<div id="sdfootnote1">
<p class="sdfootnote-western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote1anc" name="sdfootnote1sym">1</a> Zob. P. Chmielewski, <i>Święcenia w Bractwie. Podział w Kościele został utrwalony</i>, PCh24.pl, 1.07.2026, <a href="https://pch24.pl/wiadomosci/swiecenia-w-bractwie-podzial-w-kosciele-zostal-utrwalony,724447">https://pch24.pl/wiadomosci/swiecenia-w-bractwie-podzial-w-kosciele-zostal-utrwalony,724447</a> (dostęp: 4.07.2026 r.).</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote2">
<p class="sdfootnote-western" align="justify"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote2anc" name="sdfootnote2sym">2</a> <span style="font-family: Times New Roman, serif;"><i>Suprema lex, salus animarum. Wywiad z przełożonym generalnym Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, </i></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">Wiadomości Tradycji Katolickiej, 5.02.2026, <a href="https://news.fsspx.pl/2026/02/suprema-lex-salus-animarum-wywiad-z-przelozonym-generalnym-bractwa-kaplanskiego-sw-piusa-x/">https://news.fsspx.pl/2026/02/suprema-lex-salus-animarum-wywiad-z-przelozonym-generalnym-bractwa-kaplanskiego-sw-piusa-x/</a> (dostęp: 4.07.2026 r.).</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote3">
<p class="sdfootnote-western" align="justify"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: small;"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote3anc" name="sdfootnote3sym">3</a> <span style="color: #131313;">Séminaire International Saint-Pie X</span><span style="color: #131313;"><span lang="pl-PL"> &#8211; </span></span><span style="color: #131313;">Écôn</span><span style="color: #131313;">e, </span><span style="color: #131313;"><i>II° Vêpres du Précieux Sang de Jésus &amp; Salut du Saint Sacrement &#8211; 1 juillet 2026 &#8211; Écône, </i></span><span style="color: #131313;">2.07.2026, <a href="https://www.youtube.com/watch?v=KiBVwOyD8I4">https://www.youtube.com/watch?v=KiBVwOyD8I4</a> (dostęp: 4.07.2026).</span></span></span></p>
</div>
<div id="sdfootnote4">
<p class="sdfootnote-western"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote4anc" name="sdfootnote4sym">4</a> <span style="font-family: Times New Roman, serif;">Sobór Watykański I, </span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><i>Konstytucja dogmatyczna o nieomylnym nauczaniu Papieża Rzymskiego Pastor Aeternus, </i></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;">1880, IV.2, <a href="https://www.ultramontes.pl/uchwaly_i_wyroki_sw_soboru_watykanskiego_2.htm">https://www.ultramontes.pl/uchwaly_i_wyroki_sw_soboru_watykanskiego_2.htm</a> (dostęp: 4.07.2026).</span></p>
</div>
<div id="sdfootnote6">
<p class="sdfootnote-western" align="justify"><a class="sdfootnotesym" href="#sdfootnote6anc" name="sdfootnote6sym">6</a> <span style="font-family: Times New Roman, serif;"><i>Katechizm o kryzysie w Koście</i></span><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: small;"><i>le, </i></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Times New Roman, serif;"><span style="font-size: small;">„57. Czy Msza święta jest też ucztą?”, Pius.org.pl, 2001, z: <a href="https://www.piusx.org.pl/kryzys/katechizm-o-kryzysie-w-kosciele/57">https://www.piusx.org.pl/kryzys/katechizm-o-kryzysie-w-kosciele/57</a> (dostęp: 4.07.2026).</span></span></span></p>
</div><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/tradycjonalisto-dokad-zmierzasz-m-kmiec/">Tradycjonalisto – dokąd zmierzasz? – M. Kmieć</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Schizma, ale czy na pewno? &#8211; rzecz o konsekracjach w Ecône</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/schizma-ale-czy-na-pewno-rzecz-o-konsekracjach-w-econe/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=schizma-ale-czy-na-pewno-rzecz-o-konsekracjach-w-econe</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jakub Prokopski]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 03 Jul 2026 14:32:54 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Cywilizacja]]></category>
		<category><![CDATA[Katolicka Nauka Społeczna]]></category>
		<category><![CDATA[katolicyzm]]></category>
		<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3430</guid>

					<description><![CDATA[<p>Widmo krąży po Europie – widmo schizmy. Parafrazując słowa Marksa, można opisać nastrój wielu, który nastał po 1 lipca 2026. Dzień ten zapisał się w historii Kościoła Katolickiego w sposób bardzo burzliwy. Wisiało to nad Kościołem niczym Miecz Damoklesa. Dnia tego w malowniczych Alpach odbyły się konsekracje biskupie w Bractwie Kapłańskim Świętego Piusa X. Niezależnie [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/schizma-ale-czy-na-pewno-rzecz-o-konsekracjach-w-econe/">Schizma, ale czy na pewno? – rzecz o konsekracjach w Ecône</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<h4 style="text-align: justify;"><b>Widmo krąży po Europie – widmo schizmy.</b><span style="font-weight: 400;"><br />
</span> <span style="font-weight: 400;">Parafrazując słowa Marksa, można opisać nastrój wielu, który nastał po 1 lipca 2026. Dzień ten zapisał się w historii Kościoła Katolickiego w sposób bardzo burzliwy. Wisiało to nad Kościołem niczym Miecz Damoklesa. Dnia tego w malowniczych Alpach odbyły się konsekracje biskupie w Bractwie Kapłańskim Świętego Piusa X. Niezależnie od oceny </span><span style="font-weight: 400;">–</span> <span style="font-weight: 400;">przychylnej czy nie </span><span style="font-weight: 400;">–</span><span style="font-weight: 400;"> wydarzenie to przeszło już do historii jako sytuacja bez precedensu. Choć sakry bez papieskiego mandatu w Bractwie nie są niczym nowym, to cały kontekst tego zdarzenia, a przede wszystkim reakcje na nie czynią to przedsięwzięcie bezprecedensowym. Już dzień po Watykan wydał dokument, który ma być odpowiedzią na działanie biskupów Bractwa. Reakcja jest bardzo jasna i ostra. Watykan jednoznacznie pokazuje, że dla Bractwa nie ma dialogu i tolerancji. Ogłasza także, że doszło do schizmy. Nie ma zatem dla FSSPX &#8211; według Watykańskich duchownych – miejsca w Kościele. Choć w przeciągu ostatnich lat w Kościele było miejsce dla wielu. Papieże spotykali się z protestantami, prawosławnymi, a nawet z niewierzącymi w ogóle w Chrystusa. Leon XIV spotkał się z tzw. Arcybiskupką Canterbury. Nie spotkał się tylko z przełożonym Bractwa. Czy Piusowcy zatem dalej są w Kościele Katolickim? Czy przyszło nam być świadkami wydarzeń historycznych, być może jednych z najważniejszych w całej historii Kościoła? Co dalej z wiernymi, którym przecież grozi ekskomunika? Czy taka deklaracja w ogóle ma moc obowiązującą? </span></h4>
<h4 style="text-align: justify;"><b>Absurdalny werdykt</b><span style="font-weight: 400;"><br />
</span> <span style="font-weight: 400;">Dykasteria nauki wiary ogłosiła, że </span><i><span style="font-weight: 400;">Duchowni należący do Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X znajdują się w schizmie i dlatego należy ich uważać za schizmatyków</span></i><span style="font-weight: 400;">. Ruch taki wobec kapłanów &#8211; nawet jeśli jest nieważny z mocy prawa &#8211; można próbować jakoś zrozumieć, jeśli wczujemy się w skórę ludzi, którzy to ogłosili. Biskupi dokonali konsekracji bez zgody Papieża i pomimo jego apelów, wystosowanych niemalże dwadzieścia cztery godziny przed wydarzeniem. Dużo bardziej kuriozalne jest orzeczenie co do wiernych. Nota dykasterii ogłasza, że za </span><i><span style="font-weight: 400;">schizmatyków i ekskomunikowanych należy uznać tych, którzy formalnie przystępują do Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X. </span></i><span style="font-weight: 400;">Jest to deklaracja bezwzględna, choć bardzo karkołomna. Jej wykładnia będzie koszmarem dla autorów. Kto zatem podlegałby ekskomunice z mocy tego przepisu? Każdy wierny, który uczęszcza na Msze do popularnego </span><i><span style="font-weight: 400;">Garażu?</span></i><span style="font-weight: 400;"> Jeśli tak, to w takim razie po pójściu na Mszę w strukturach diecezjalnych taka ekskomunika przestaje obowiązywać? Jeśli znów pójdzie na Mszę do FSSPX – wraca? Takiemu rozumowaniu można zarzucić, że sprowadza sprawę do absurdu. Do absurdu jednak sprawę tę sprowadzili autorzy tej noty. Po raz kolejny z Watykanu wychodzi dokument, który jest istną katastrofą. Pomijając inne aspekty, do których przejdę w dalszej części, tekst ten jest wytworem tragicznym w swej konstrukcji, co tylko pokazuje skalę kryzysu. Co prawda w tym punkcie Kard. Fernandez powołuje się na Notę z 24 sierpnia 1996. W dokumencie tym stwierdzono, że przynależność do rzekomej schizmy abp Lefebvre’a zachodzi chociażby w przypadku uczestnictwa w aktach Kościelnych sprawowanych w Bractwie. Schizmatyckość ta jest równie ciekawa o czym w dalszej części. Oznaczałoby to, że każdy, kto uczestniczy w nabożeństwach w Bractwie, podlega takiej ekskomunice. Kard. Fernandez zdążył już dokonać wykładni. W artykule z 2 sierpnia 2026, opublikowanym na stronie Vatican News, czytamy, że </span><i><span style="font-weight: 400;">nie należy obarczać winą: świeckich, którzy uczęszczali do Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X wyłącznie z powodów liturgicznych lub duchowych; świeckich, którzy – choć świadomi napięć ze Stolicą Apostolską – nie odrzucają Magisterium ani autorytetu Papieża. </span></i><span style="font-weight: 400;">Co w przypadku wiernego, który do Bractwa nie chodzi i z nim się nie utożsamia, ale jednak podważa takie dokumenty jak </span><i><span style="font-weight: 400;">Amoris laetitia </span></i><span style="font-weight: 400;">czy </span><i><span style="font-weight: 400;">Fiducia supplicans. </span></i><span style="font-weight: 400;">Czy również ekskomunice by podlegał? Chaos wywołany tym dokumentem jest ogromny i nie do uratowania kolejnymi wykładniami. Nie zamierzam specjalnie wchodzić na grunt Prawa Kanonicznego, pozostawiam to zawodowym kanonistom, ich wiedzy i uczciwości. Dość tylko powiedzieć o Kanonach 1323 i 1324, z których wynika norma o nieważności kar nałożonych na kogoś, kto dopuścił się czynu nie wewnętrznie złego, będąc przekonanym o konieczności takiego działania. Konsekracje bez zgody Papieża nie są wewnętrznie czynem złym. Sam sposób ogłoszenia tego dokumentu rodzi jednak inne wątpliwości, wątpliwość co do ważności takiego orzeczenia. W przypadku <a href="https://www.youtube.com/watch?v=_1F8PVLbrDg" target="_blank" rel="noopener">sakr z 1988</a> mieliśmy osobistą odpowiedź ówczesnego papieża, który ogłosił, że Abp Marcel Lefebvre i czterej przez niego konsekrowani biskupi zaciągnęli na siebie ekskomunikę. W przypadku z 2026 mamy wyłącznie orzeczenie Kard. Fernandeza stojącego na czele Dykasterii nauki wiary. Pomijam samą postać tego kardynała i poprzednie jego </span><i><span style="font-weight: 400;">dzieła</span></i><span style="font-weight: 400;">, jak choćby </span><i><span style="font-weight: 400;">Mater populi fidelis.</span></i></h4>
<h4 style="text-align: justify;"><b>Bractwo a prawosławie – fałszywa analogia</b><span style="font-weight: 400;"><br />
</span> <span style="font-weight: 400;">Oprócz zaciągnięcia ekskomuniki latae sententiae, czyli z mocy samego prawa, Dykasteria ogłosiła, iż Bractwo, jego kapłani i wierni są w stanie schizmy. I tu przechodzimy do ciekawego wątku. We wspomnianym wcześniej dokumencie z 1996 czytamy, że Abp Lefebvre i jego Bractwo znalazło się w schizmie. Ta deklaracja również zawiera w sobie masę sprzeczności, co nie jest nowością. Jeśli schizma była już wtedy, to czy może zaistnieć po 1 lipca? Jeśli stan ten trwał od roku 1988, to powinien trwać nadal. Wszak nic się specjalnie nie zmieniło. Watykan jednak ogłasza, że do schizmy doszło po niedawnych konsekracjach. Można więc z tego wywnioskować, że w takim razie schizmy nie było przedtem. Jeśli zatem schizmy nie byłoby przedtem, to dlaczego ma być teraz? Sam czyn z 1988 i 2026 niczym się nie różni. Albo schizma istniała od 1988, albo dopiero teraz. Innej opcji nie ma. To już mamy za sobą. Czy, mimo wszystko, doszło na pewno do schizmy? Schizmatyckość kojarzymy przeważnie z prawosławnymi, z którymi ostatni Papieże bardzo ochoczo się spotykają. W dużym skrócie o tym, co sprawia, że są oni oddzieleni od Kościoła. Prawosławni odrzucają prymat Papieski. Nie są oni mu nieposłuszni w jakiejś pojedynczej kwestii, bo takie coś nie jest schizmą. Prawosławni po prostu odrzucają istnienie papiestwa. Dla nich urzędujący Papież jest, co najwyżej, biskupem Rzymu, ale nie Papieżem &#8211; zwierzchnikiem ziemskim Kościoła. Swoją strukturę uważają za równoprawną Rzymowi. Patriarcha jest ich zwierzchnikiem, a nie Piotr. Bractwo swojego własnego zwierzchnika nie wybiera. Posiadanie przełożonego zgromadzenia jest czymś naturalnym. Nie spełnia to wymogów tworzenia struktury równoległej. Odrzucają także dogmaty o Niepokalanym Poczęciu NMP, Czyśćcu czy </span><i><span style="font-weight: 400;">Filioque, </span></i><span style="font-weight: 400;">czyli kwestię pochodzenia Ducha Świętego od Ojca i Syna w równej mierze, którą to ostatni papieże zwykli pomijać w ekumenicznych spotkaniach z nimi. Który z dogmatów odrzuca Bractwo? Nieposłuszeństwo Papieżowi nie jest naruszeniem Dogmatu o Nieomylności, który to jest Dogmatem zupełnie niezrozumianym. Nieomylność Papieska nie oznacza, iż następca Świętego Piotra ma prawo rządzić jak absolutystyczny tyran. Dogmat ten głosi, iż Ojciec Święty jest nieomylny w kwestiach wiary i moralności, o ile takie nauczanie nie stoi w oczywistej sprzeczności z magisterium poprzednim. Czy zatem setki księży, sześciu Biskupów i dziesiątki tysięcy wiernych, którzy na każdym kroku manifestują przywiązanie do integralnego Katolicyzmu, wyznawanego jeszcze przez naszych przodków, mogą być schizmatykami? Czy księża, którzy w Kanonie Eucharystycznym wymieniają imię aktualnego Papieża, a nawet biskupa miejsca, przejawiają intencję schizmy? Nikt w Bractwie nie przejawia choćby ułamka tej intencji. Ona to bowiem również jest istotna, żeby o zaistnieniu schizmy mówić. Pozostaje sobie tylko życzyć, żeby taką samą odwagę i bezwzględność Dykasteria stosowała wobec konsekracji w Chinach, gdzie Biskupi – de facto – nominowani są przez partię.</span></h4>
<h4 style="text-align: justify;"><b>Obraz innego świata</b><span style="font-weight: 400;"><br />
</span> <span style="font-weight: 400;">Pozostawiając powyższe, pozwolę sobie na odrobinę prywatnych refleksji. Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X postrzegam jako współczesną Arkę Noego dla katolika. Oczywiście, pojawić się może zarzut o tożsamościowe przywiązanie do Bractwa, nie ze względu na wiarę. Panu Bogu zostawmy ocenę sumień biskupów, księży i wiernych. Oglądając zdjęcia z Econe oraz – przede wszystkim – z samych konsekracji i mszy, odniosłem wrażenie, że obserwuję inny świat. Świat jak z baśni, jak z marzeń, marzeń każdego katolika. Widząc tysiące rodzin katolickich, które przybyły z różnych części świata, rzeszę małych dzieci otaczających swoich ojców i matki, księży i wyraźnie przejętych, acz spokojnych biskupów sam ten spokój odczuwałem. Tam czas się zatrzymał. Tam wiara nie została przeorana współczesną rewolucją. Życie katolickie rozwija się tam w najlepsze. Nie ma tam problemu z pustymi seminariami, problemu tak palącego w strukturach diecezjalnych. Działalność Bractwa dziś idealnie komponuje się z dewizą nagrobną założyciela: </span><i><span style="font-weight: 400;">Przekazałem to, co otrzymałem. </span></i><span style="font-weight: 400;">Arcybiskup podkreślał, że nie tworzy własnej wiary, tak jak zrobili to starokatolicy czy mariawici. Zależało mu na przekazaniu tego, w czym został wychowany. Wychowany został w silnej wierze Katolickiej. Katolikowi powinno zatem przede wszystkim zależeć, mimo własnych ułomności i słabości, aby kolejne pokolenia tę wiarę otrzymały. Wielu komentujących zauważyło, że nad Econe w momencie udzielania Komunii Świętej przeszła burza i ulewa. Odebrali to oczywiście jako znak, że Pan Bóg się pogniewał i grzmiał z Nieba. Umyka im jednak fakt, że burza ustąpiła w momencie, w którym wierni zgromadzeni w tym prostym namiocie skończyli odmawiać Różaniec. Zapewne, gdyby konsekracje odbyły się w styczniu i spadłby śnieg, to też niektórzy czytaliby to jako znak Bożego gniewu.</span></h4>
<p><iframe title="Konsekracje biskupie - 1 lipca - Écône" width="640" height="360" src="https://www.youtube.com/embed/71GEuKLdhG8?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture; web-share" referrerpolicy="strict-origin-when-cross-origin" allowfullscreen></iframe></p>
<h4 style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Dziś jesteśmy świadkami wydarzeń historycznych. Ten rozwój wypadków za sto lub dwieście lat będzie postrzegany jako jeden z najważniejszych momentów w dziejach Kościoła. Czas ten jest również bardzo podobny do czasów ariańskich, kiedy niemal cała hierarchia popadła w błąd biskupa Ariusza, a ci którzy z nim walczyli byli karani i wyklinani. Być może po dekadach, a nawet i wiekach Kościół uzna świętość Arcybiskupa i heroiczność jego cnót w walce o zachowanie wiary. Jakże znamienne jest, że obecna hierarchia, która tak ochoczo przeprasza za swoich poprzedników, która odżegnuje się od dawnych, złych czasów, kiedy tylko miotano na lewo i prawo anatemami i płonęły te mityczne stosy, potrafi kar kościelnych używać tylko wobec Katolików Tradycji. Nie słyszymy słów potępienia wobec bluźnierców, heretyków. Politycy, którzy promują aborcję i nazywają się przy tym katolikami, nie są ekskomunikowani. Oni wszyscy podejmowani są przez duchowieństwo z najwyższymi honorami. Potępieni są </span><i><span style="font-weight: 400;">lefebryści</span></i><span style="font-weight: 400;">. I jak duchowni bardzo chętnie głoszą, że w zasadzie piekło jest i będzie puste, tak nie dla Tradycjonalistów. Na sam koniec chciałbym zostawić krótką refleksję dla każdego, kto z zapałem rwie się do potępiania Bractwa. Warto sobie postawić jedno pytanie: czy bardziej nienawidzimy Bractwa czy kochamy Kościół.</span><span style="font-weight: 400;"><br />
</span></h4>
<p>&nbsp;</p>
<h1 class="title single" style="text-align: center;"><a title="Permalink to: Jakiej Konstytucji nam potrzeba? – J. Prokopski" href="https://www.noweksztalty.pl/jakiej-konstytucji-nam-potrzeba-j-prokopski/" target="_blank" rel="noopener">Jakiej Konstytucji nam potrzeba? – J. Prokopski</a></h1><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/schizma-ale-czy-na-pewno-rzecz-o-konsekracjach-w-econe/">Schizma, ale czy na pewno? – rzecz o konsekracjach w Ecône</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Dość o trudach rodzicielstwa &#8211; A. Leszczak</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/dosc-o-trudach-rodzicielstwa/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=dosc-o-trudach-rodzicielstwa</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Agata Leszczak]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 24 Jun 2026 08:00:01 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Cywilizacja]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3419</guid>

					<description><![CDATA[<p>Niedawny Dzień Matki i Dzień Dziecka, a później Dzień Ojca nie są już wyłącznie radosnymi świętami. U części ludzi wywołują silną reakcję emocjonalną – bynajmniej nie pozytywną. Chętnie i szczerze dzielą się swoimi przemyśleniami ze światem. Wpisuje się to w szeroki i trwający od lat trend przedstawiania życia rodzinnego jako naszpikowanego trudami, pułapkami, odrzuceniem i [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/dosc-o-trudach-rodzicielstwa/">Dość o trudach rodzicielstwa – A. Leszczak</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Niedawny Dzień Matki i Dzień Dziecka, a później Dzień Ojca nie są już wyłącznie radosnymi świętami. U części ludzi wywołują silną reakcję emocjonalną – bynajmniej nie pozytywną. Chętnie i szczerze dzielą się swoimi przemyśleniami ze światem. Wpisuje się to w szeroki i trwający od lat trend przedstawiania życia rodzinnego jako naszpikowanego trudami, pułapkami, odrzuceniem i nieszczęściem. Rodzicielstwo, szczególnie macierzyństwo zaburza ułudę równości między płciami, uderza w kult sprawczości i niszczy poczucie bezpieczeństwa zbudowane na własnej mocy. Na tym chaosie chętnie żerują „specjaliści” zarabiający na desperacji i lęku.</span></p>
<h4 style="text-align: justify;"><strong>Procenty i oskarżenia</strong></h4>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Nie sądziłam, że kiedyś to powiem, ale dziękuję Facebookowi za jego aktualizację. Obecnie w aktualnościach widać nie tylko obserwowane strony i materiały od znajomych, ale także profile, które mniej lub bardziej są powiązane z naszą aktywnością i zainteresowaniami. To interesujące doświadczenie, ponieważ pozwala na wyjście z bańki informacyjnej. Nieraz nie bez uszczerbku na zdrowiu – w moim przypadku to między innymi treści antyklerykalne, altmedowe oraz feministyczne. Te ostatnie zostały ostatnio wręcz zalane lawiną żali związanych z Dniem Matki i Dziecka. Teoretycznie nic nowego: macierzyństwo jako wyłącznie wyrzeczenia, źródło cierpienia, zniszczenie życia społecznego i zawodowego, niechybna utrata pracy, zdrowia, majątku i męża, nieodpowiedzialność i powoływanie niepotrzebnego życia w świecie pełnym cierpienia. </span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Co więcej, postawa ta rości sobie miano naukowej. Zaprzęgnięto więc do roboty statystykę. Zrobiono badania ankietowe, na podstawie których wyszło, że praca w domu w większości wykonywana jest przez kobiety. Ukuto nawet określenie na to zjawisko: nieodpłatna praca domowa kobiet. No właśnie, kobiet – tak jakby mężczyźni nie włączali się w prowadzenie gospodarstwa domowego. Wizja wiecznie zmęczonego, narzekającego i coraz bardziej zapuszczonego męża, który po pracy jedynie siada na kanapie przed telewizorem (lub bardziej nowocześnie – smartfonem) jest bardziej lub mniej świadomie powielana jako dominująca. </span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Czasem przebąkuje się, że zaszło wiele zmian, panowie coraz chętniej i częściej podejmują różne obowiązki. Całość jednak rozbija się o ten model, który funkcjonuje w głowach tworzących narrację, trafia do odbiorczyń i utwierdza je w przekonaniu, że równości nie ma i długo nie będzie. Co jeszcze bardziej istotne, badania ankietowe nie są najlepszym źródłem materiału badawczego, i o ile w pracach dyplomowych jeszcze uchodzą, to poważna nauka powinna podchodzić do nich z dużą dozą ostrożności. Szczególnie, gdy informacje antagonizujące pochodzą tylko od jednej strony.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">To nie jedyny element budujący poczucie niesprawiedliwości. Z łatwością można znaleźć liczne artykuły, posty i rolki przekazujące negatywny obraz rodzicielstwa. Od ciąży niszczącej ciało, przez traumatyczny poród, długie godziny nieutulonego płaczu, brak snu, pyskujące dziecko aż do nastolatka uciekającego w świat elektroniki czy używek. Naprawdę trzeba się solidnie naszukać, by trafić na treści niosące odwrotny, pozytywny obraz. Choć taki rzecz jasna istnieje, nie niesie się tak szeroko, bo nie generuje tak silnego ładunku emocjonalnego. Czy mamy kłamać, że posiadanie dzieci jest wyłącznie pięknymi chwilami? W żadnym razie. Kto jednak dokłada się do powielania tak obecnie sztampowego obrazu matki uciemiężonej, dokłada cegiełkę do zaniku własnego narodu. </span></p>
<h4 style="text-align: justify;"><strong>Prosto w serce</strong></h4>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Rodzicielstwo jak chyba żadna inna dziedzina życia nie pokazuje tak jasno, jaką ułudą jest obecnie pojmowana równość. Nie tylko fakt, że tylko kobieta jest w stanie zajść w ciążę i urodzić dziecko. Nawet jeśli maluch nie jest karmiony naturalnie, to każdy z rodziców inaczej odbiera jego potrzeby, wnosi inne elementy do opieki nad nim. Ostatecznie nie da się zastąpić żadnego z nich, choć to matki bardziej. To jej zapach, bicie serca, głos niemowlę zna doskonale, żadne inne ramiona nie tulą tak kojąco. To kobiety w zdecydowanej większości pozostają z dziećmi długie miesiące, a nawet lata w domu, początkowo dosłownie utrzymując przy życiu, potem wspomagając w rozwoju. Choć stwierdzenie, że matka daje bezpieczeństwo, a ojciec wyzwania można uznać za uproszczenie, to obie postawy wzajemnie się równoważące i dopełniające są konieczne do prawidłowego rozwoju małego człowieka. Fasada równości pojmowanej jako identyczności, co coraz śmielej rozgaszcza się w naszym myśleniu upada w takich warunkach z hukiem.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Podobna sytuacja ma się z poczuciem sprawczości. Tym hasłem mamione są kobiety jako rozwiązaniem poczucia niemocy w społeczeństwie i relacjach. Przyzwyczajone do tego, że wiele da się załatwić, wynegocjować, lub przynajmniej można spróbować się dogadać otrzymują pod całodobową opiekę osobę, która o czymś takim nie słyszała. Która (nie) je, (nie) śpi, płacze, śmieje się, rozwija absolutnie wedle własnego pomysłu. Która czasem za nic ma schematy, rozpiski i normy, która nie ma instrukcji obsługi. Nagle okazuje się, że prawie wszystkie aktywności w ciągu doby nakierowane są nie na siebie, swój rozwój, pracę, ale właśnie na zaopiekowanie się dzieckiem. Rodzi to frustrację, która może być przekuta w coś pozytywnego lub negatywnego. </span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Pozytywnego – w oddanie się na swoistą służbę drugiemu, bezbronnemu człowiekowi. Tony pokory, cierpliwości i kreatywności przekute w towarzyszenie w tej fascynującej podróży początku życia. Negatywnego – uparte trwanie w tęsknocie za dawnym życiem, możliwością robienia niemal czego się zapragnie. Zderzenie z nową rzeczywistością często jest gwałtowne, niespodziewane i bolesne, bo coraz więcej kobiet (w tym pisząca te słowa) nie miały wcześniej do czynienia z tak małymi dziećmi. Odnalezienie się w nowej roli, połączone z walką z deprywacją snu i wielkimi wątpliwościami dotyczącymi wszystkiego to nie jest gładkie przejście z jednej roli w drugą. Mało kto jest przyzwyczajony do trudnych warunków – niedospania, stresu, osłabienia. Co by nie mówić żyjemy w kulturze komfortu, a celowe wystawianie się na nieprzyjemne warunki jest stosunkowo rzadkie. Cecha naszych czasów, ułatwiamy sobie wszystko, co tylko możliwe – ale pewnych kwestii nie przeskoczymy. </span></p>
<h4 style="text-align: justify;"><strong>Pomocna dłoń?</strong></h4>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Pracują ojcowie, dziadkowie, rodzeństwo i dalsza rodzina dziecka. <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Rodzina_nuklearna" target="_blank" rel="noopener">Rodzina nuklearna</a>, koncept społeczny w historii bardzo nowy i, patrząc z pewnej perspektywy, absurdalny. Gdy rodzicielstwo z jednej strony jest pożądane społecznie, a z drugiej strony obwarowane licznymi obostrzeniami, niepewnościami i wielopoziomową niechęcią – tworzy się zabójcza mieszanka. Zabójcza dla pragnienia posiadania potomstwa, czy to w mniejszej czy większej liczbie. Pięknie się mówi o tym, że do wychowania dziecka potrzeba wioski. Gdy tymczasem coraz więcej osób nie ma wsparcia ze strony bliskich, a pomoc systemowa jest znacznie ograniczona, przychodzi biznes.</span></p>
<p><img decoding="async" class="alignright size-medium wp-image-3424" src="https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2026/06/wielodzietna-vs-nuklearna-300x200.png" alt="" width="300" height="200" srcset="https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2026/06/wielodzietna-vs-nuklearna-300x200.png 300w, https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2026/06/wielodzietna-vs-nuklearna-1024x683.png 1024w, https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2026/06/wielodzietna-vs-nuklearna-768x512.png 768w, https://www.noweksztalty.pl/wp-content/uploads/2026/06/wielodzietna-vs-nuklearna.png 1536w" sizes="(max-width: 300px) 100vw, 300px" /></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Drodzy czytelnicy nieposiadający dzieci (bądź mający starsze) zapnijcie pasy, bo będzie się działo. Liczna oferta pomocy okołomedycznej, jak doradczynie laktacyjne, fizjoterapeuci, osteopaci, terapeuci integracji sensorycznej czy neurologopedzi wrosła w tkankę rodzicielską na dobre. Nowością są psycholodzy prenatalni (analiza problemów dziecka z perspektywy relacji tworzonej w ciąży) i konsultantki snu (pomagające wyregulować sen dziecka, co czasem ma sens, a czasem sprowadza się do „zostaw, niech się wypłacze” i inne rady sprzeczne z nauką i zdrowym rozsądkiem). To nie tylko odpowiedź na coraz bardziej zamożne społeczeństwo, brak głębokich więzi pozwalających na wymianę doświadczeń i wysoki poziom lęku pozwalający zaufać tylko tym, którzy mają jakiś tytuł. To też kreowanie lęków i dawanie na nie odpowiedzi… za drobną opłatą jedynie kilkuset złotych w górę. A także rzecz bardziej przerażająca, bo wynikająca z całego systemu, w którym funkcjonujemy. Amerykanki mają jedynie trzy miesiące urlopu macierzyńskiego, na dodatek bezpłatnego (mało która firma oferuje więcej, a to od niej zależy wymiar tego czasu). Zaledwie czteromiesięczne dzieci są oddawane do opieki dziennej, a mamy muszą się wysypiać i skupiać na pracy. Chcą sobie zapewnić maksimum spokoju w czasie, gdy ich dzieci bezdyskusyjnie powinny być z nimi. Rozdarte między potrzebą zarobku a miłością do dziecka, chwytają się wszystkiego.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Rodzicielstwo stoi w jawnej sprzeczności z „wartościami” współczesnego świata. Jest dawaniem, oddaniem, ofiarą. To zmiana siebie na licznych poziomach, codzienny trud, odpowiedzialność. Dawanie, a potem kształtowanie życia, współuczestniczenie w dziele stworzenia nigdy nie spotka się ze zrozumieniem liberalnego świata. Oddanie egoistycznie rozumianej wolności będzie budziło śmiech, pogardę i złość. Kto szczuje na ten stan, winien jest wymierania własnego narodu. Dlatego bez zmiany kultury, mentalności mas więcej dzieci nie będzie. Tymczasem my możemy własnym życiem i przykładem w tej zmianie brać udział.</span></p>
<p style="text-align: justify;">Inne teksty <a href="https://www.noweksztalty.pl/author/agata/" target="_blank" rel="noopener">autora</a>.</p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/dosc-o-trudach-rodzicielstwa/">Dość o trudach rodzicielstwa – A. Leszczak</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Furia i pożoga – recenzja Jakobinów Jeske-Choińskiego</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/furia-i-pozoga-recenzja-jakobinow-jeske-choinskiego/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=furia-i-pozoga-recenzja-jakobinow-jeske-choinskiego</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Piotr Góral]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 12 Jun 2026 08:36:02 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[chrześcijaństwo]]></category>
		<category><![CDATA[ideologia]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzja]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3415</guid>

					<description><![CDATA[<p>Dawna Francja została obalona, władza królewska okrojona Konstytucją i osaczona bagnetami przestała straszyć niczym widmo po nocach dzieci Oświecenia. Mogłoby się wydawać, że po pierwszym wybuchu przemocy i pożogi nadszedł czas na dzielenie zdobyczy rewolucji i układanie kraju, wprowadzanie go na bezpieczne i pewne szlaki. A jednak namiętności lewicowych radykałów nie pozostały zaspokojone. Upiór mistrza [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/furia-i-pozoga-recenzja-jakobinow-jeske-choinskiego/">Furia i pożoga – recenzja Jakobinów Jeske-Choińskiego</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><b>Dawna Francja została obalona, władza królewska okrojona Konstytucją i osaczona bagnetami przestała straszyć niczym widmo po nocach dzieci Oświecenia. Mogłoby się wydawać, że po pierwszym wybuchu przemocy i pożogi nadszedł czas na dzielenie zdobyczy rewolucji i układanie kraju, wprowadzanie go na bezpieczne i pewne szlaki. A jednak namiętności lewicowych radykałów nie pozostały zaspokojone. Upiór mistrza Rousseau prześladuje ich i nawiedza, rozgniewany niedoprowadzeniem rewolucji do końca. Co o dalszych losach rewolucji francuskiej, politycznych intrygach i ludzkiej namiętności opowiada Teodor Jeske-Choiński? Zapraszam do lektury recenzji </b><b><i>Jakobinów</i></b><a href="https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4879090/jakobini" target="_blank" rel="noopener"><b>.</b></a></p>
<h4><b>Nowi ludzie – nowy świat.</b></h4>
<p><span style="font-weight: 400;">Powieść zaczyna się od przedstawienia dwojga młodych ludzi. Panny Ireny Legrand, córki zamożnego właściciela winnic i kawalera Armando Grandjeana, jakobina-idealisty, który szczerze wierzy w utopijną wizję Rousseau i marzy o jej urzeczywistnieniu. Podobnie jak w pierwszej części trylogii o rewolucji, </span><i><span style="font-weight: 400;">Błyskawicach</span></i><span style="font-weight: 400;">, między młodymi wisi miłość, której losy przeplatają się z wydarzeniami dziejowymi. Lecz o tym będzie w dalszym miejscu recenzji. Oboje są nowymi ludźmi, to znaczy beneficjentami awansu społecznego po obaleniu feudalnych struktur, żyjącymi we wciąż tlących się żarach zawieruchy, jaka przeszła przez Francję.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Świat, który Choiński zarysował w poprzedniej powieści bezpowrotnie zniknął. Miejsce salonów francuskich, gdzie zblazowana szlachta bawiła się (na własną zgubę) w filozofów zajęły wiece jakobinów, ich wieczorne spotkania w opuszczonych domostwach, kościele, czy nowych salonach. Zarazem nie można powiedzieć, by nowa rzeczywistość znacząco odbiegała od starej, w dalszej części powieści czytamy o tym jak jakobini świętujący sukcesy polityczne rekonstruują zachowania śmietanki towarzyskiej, którą zepchnęli ze świecznika. Szalejący lud, podburzany przez demagogów i opłacanych klakierów wciąż złowrogo krąży ulicami Paryża, już nie głodny chleba a samych igrzysk. Król Ludwik XVI także jest już innym człowiekiem. Wciąż tak samo słabym, lecz naznaczonym krzyżem upokorzenia, dźwigającym ciężary i troski na plecach. Przez całą powieść właściwie śledzimy go w uwięzieniu, gdzie wraz z rodziną wyczekuje na rozstrzygnięcie swej doli. Czytelnicy już ją znają – jest ona, wszakże niezmiennym punktem historii – literacka wersja rodziny królewskiej przeczuwa jej widmo, co widzimy raz po raz. </span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Należałoby powiedzieć, że nieliczni odnaleźli szczęście w świecie post rewolucyjnym. Rojaliści są zahukani i strwożeni, moderaci (umiarkowani przedstawiciele Zgromadzenia Narodowego) i jakobini (lewica umiarkowana, uczniowie Jakuba Jana Rousseau) przeczuwają na karkach pocałunek gilotyny, zlecony przez Górę (radykalną lewicę). Interesująco ukazał nasz autor naród francuski, to znaczy jego niższe warstwy. Rzemieślnicy i biedota mieli być beneficjentami rewolucji. Zgodnie z myślą Rousseau należała im się wszechwładza, realizowana przez przedstawicieli w Zgromadzeniu, ale dość szybko okazało się, że idea nie chce stać się ciałem. Choiński obrazuje lud jako żywioł, siłę, którą łatwo jest podjudzić (co chętnie czynią jakobini), ale gdy ta się rozrusza staje się jak wieloręka i wielogłowa bestia, żądna krwi. Jego rozpędzona masa przewala się z siłą żywiołu, pobudzona polityczną agitacją. Bo należy zaznaczyć, że autor rysując psychologię tłumu dostrzega rolę politycznej propagandy, która podjudza go do działania, nie mogąc później nad nim zapanować.</span></p>
<h4><b>Miłość w czasie niepokoju</b></h4>
<p><span style="font-weight: 400;">Przywołani wyżej Armando i Irena to już druga fikcyjna para, stworzona przez Choińskiego, na potrzeby cyklu o rewolucji francuskiej. Można powiedzieć, że jest to klasyczna historia miłosna – młodzi zakochani, ojciec niechętny amantowi i zabraniający córce kontaktu z nim, a w tle wiekopomne wydarzenia historyczne. A jednak jest to najsłabszy element dobrej w powieści. Dlaczego?</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Przede wszystkim wydaje się, że sam autor nie do końca wiedział co zrobić z tymi postaciami. Owszem, Armando jako poseł jakobiński, dostarcza nam wgląd w to jak wyglądały procesy polityczne. Jest takim „jakobinem z ludzką twarzą” który nie jest fanatykiem swojej ideologii i istotnie ma szlachetne serce. Widząc jak dalece rewolucja zabrnęła i jakie nowe horyzonty przemocy otwiera przed Francją, on odwraca się od swoich kamratów. Sądzę, że to byłby bardzo ciekawy wątek do śledzenia, zwłaszcza że ten bohater zdradza zalążki intersującej postaci. Kocha czysto, potrafi sarkastycznie opisać otaczającą go rzeczywistość, przemawia z pasją i ma odwagę działać, gdy jest to potrzebne. Tyle, że Armanda i jego damy serca jest w całej powieści niewiele. Pojawiają się sporadycznie, jakby autorowi nagle się przypomniało, że takie dwie postacie skonstruował i wypadałoby pokazać co u nich. W pewnym miejscu powieści, mniej więcej w jej środku, zostaje opisany publiczny lincz urządzony na księdzu. Grupa „patriotek” w skład której wchodziły kurtyzany, rzuca się na przemykającego ulicą kapłana katolickiego. W jego obronie stają kobiety przywiązane do korony i ołtarza, żadne arystokratki, lecz mieszczanki. Po czasie do kotłowaniny włączają się mężowie, bracia i synowie tych drugich, a w obronie nierządnic stają opłacani klakierzy. I nagle z tego całego zamieszania wyłania się Armando. Mężczyzna biegnie do klasztoru, w którym została umieszczona dla ochrony Irena, chcąc ostrzec ją i siostry zakonne przed zmierzającym ku nim motłochem. Wyglądało to tak, jak gdyby został „wypluty” przez narrację i miało wręcz komiczny efekt. </span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Irena z kolei jest postacią nawet mniej niż sam Armando. Istnieje tylko po to by być kochaną przez młodego jakobina trzeźwiejącego ze swoich politycznych przekonań, ale sama ma niewiele do zaoferowania w narracji. Można określić ją jako głupiutką dziewczynę, która stroi się w barwy narodowe, bo taka jest moda, ale jej zrozumienie sytuacji politycznej jest płytkie. Jednocześnie zachowuje przywiązanie do religii, co można by potraktować jako oznaki przynależności do stronnictwa moderatów i to właściwie wszystko co można o niej powiedzieć z przekonaniem.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Uważam, że o wiele większy potencjał na wątek romantyczny miała para królewska. Choć pojawiają niewiele częściej niż wspomniani wyżej młodzi, są obecni w tej historii i jednocześnie są o też wyrazistymi charakterami. Możemy czuć niechęć do Ludwika XVI za jego słabość i współczuć mu upokorzenia, którym został napojony przez lud francuski. Możemy też zrozumieć cierpienie Marii Antoniny, która nie jest tylko małżonką wzgardzonego króla, ale też – może przede wszystkim – matką, która trwoży się o los swoich dzieci. Jako że znamy te postaci już od </span><i><span style="font-weight: 400;">Błyskawic</span></i><span style="font-weight: 400;"> łatwiej jest nam je odczytywać, dostrzec drogę, którą przeszły i zwyczajnie zaangażować się w ich losy. Stąd uważam, że ich małżeństwo sprawdziłoby się lepiej w roli, w którą Choiński osadził Armanda i Irenę. Zarazem rodzi się inne pytanie, czy w ogóle ta powieść musiała mieć konkretnego bohatera?</span></p>
<h4><b>Jakobini i inni bohaterowie zbiorowi.</b></h4>
<p><span style="font-weight: 400;">Ta część trylogii o rewolucji francuskiej ma bohatera zbiorowego i są nim jakobini. To poczynania ich ruchu politycznego są centralną osią wydarzeń. Intrygi Dantona, paszkwile Desmounulinsa, przemowy Marata itd., napędzają fabułę i kierują losami wydarzeń. Z lektury książki Choińskiego możemy wiele się dowiedzieć o tych ludziach, bardziej niż o wyznawanych ideach, poznajemy ich psychikę. I wydaje się, że to dobry kierunek. Bowiem autor konsekwentnie obrazuje rewolucję jako wybuch namiętności, urażonych ambicji, rozbuchanej miłości własnej, które razem zebrały się w sobie i w przebraniu idei oświecenia postanowiły zburzyć świat, który nie dawał im nasycenia. Utopijne idee Rousseau, a wcześniej zburzenie pomnika religii przez Woltera i Condorceta, były zaczynem, na którym wyrosła rewolucja. Co gorsza, jej przywódcy byli święcie przekonani o słuszności swoich racji.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Zaryzykuję i dodam, że prócz jakobinów w tej książce jest też inny bohater zbiorowy – lud. Nazywam go bohaterem zbiorowym w pewnym sensie, bo i ciężko nadać mu jakiś konkretny kształt, imię czy twarz, co do której czytelnik mógłby wykształcić jakąś emocjonalną więź. Jak już pisałem, motłoch często przybierał w tej powieści postać wielorękiej masy, która dopuszczała się najgorszych zbrodni – co jest niestety faktem historycznym – i poiła się przemocą. Czasami ten dziki tłum miał własną, odrębną wolę. Nie posłuchał się za pierwszym razem, gdy jakobini poszczuli go na uwięzionego Ludwika XVI i jego rodzinę. Ale też chętnie dał się prowadzić agitatorom, którzy kierowali jego gniew tam, gdzie chcieli politycy. Później, w końcowej części książki, motłoch był już ciężki do kontrolowania i rzucał się na każdego podejrzanego o bycie rojalistą, chętny jego krwi. W pewien makabryczny sposób tak spełniły się marzenia Jana Jakuba o wszechwładztwie ludu.</span></p>
<h4><b><i>Jakobini </i></b><b>– konserwatywny manifest antyrewolucyjny i analiza psychologii rewolucjonistów.</b></h4>
<p><span style="font-weight: 400;">Wypadałoby na koniec tekstu zebrać swoje przemyślenia i podzielić się wnioskami końcowymi. Mogę zatem powiedzieć, że pozostaję wielkim entuzjastą prozy Teodora Jeske-Choińskiego. </span><i><span style="font-weight: 400;">Jakobini </span></i><span style="font-weight: 400;">mają swoje problemy, na pewno nie są prozą idealną czy arcydzielną, ale nie ujmuje to im wartości literackiej i filozoficznej. Niewątpliwie autor napisał ją jako konserwatysta, krytycznie nastwiony do tych wydarzeń. Czytelnik podzielający jego poglądy będzie zatem zadowolony, czy to samo można powiedzieć o entuzjaście rewolucji? Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Możliwe, że czytelnik spojrzy na jakobinizm jak Armando, możliwe też, że przyklaśnie Dantonowi czy innemu aktorowi tych wydarzeń. Uważam, że Choiński rzetelnie przedstawił te wydarzenia. Uważam, że czytając o fali przemocy, która faktycznie przetoczyła się wówczas przez Francję ciężko przyklaskiwać jej prowodyrom, świadomie podgrzewającym nastroje społeczne kłamstwami i manipulacjami. Jednak ostatecznie, to każdy z nas z osobna musi podjąć decyzję czy przekreśli swój cały dotychczasowy światopogląd czy pozostanie mu wierny na przekór wszystkiemu. Bardzo cenną jest ta pozycja z kolei dla ludzi nie zaznajomionych dobrze z historią, dla których rewolucja francuska jest jednym z wydarzeń opowiedzianych w szkole i zapomnianych wraz z zaliczeniem sprawdzianu z historii. Niezależnie od naszego stosunku i stanu świadomości co do dziejów osiemnastowiecznej Francji, lektura omawianej pozycji nie będzie ciężarem. Autor umiejętnie operuje słowem i w przystępny sposób kreuje narrację.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Warto podkreślić, że </span><i><span style="font-weight: 400;">Jakobini </span></i><span style="font-weight: 400;">są świetnym przyczynkiem do studium nad psychologią rewolucji. Choiński fantastycznie szkicuje ludzkie charaktery i motywacje, które kierują aktorami wydarzeń. Przekonująco kreśli też psychikę tłumu, to jak ciężko nad nim zapanować, a jednostki go tworzące czują się zwolnione z indywidualnej odpowiedzialności, dorzucając swoje trzy grosze do ogólnej orgii przemocy i gwałtu. </span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Wskazuje się często, że rewolucja francuska była matką dla rewolucji bolszewickiej. Czytając </span><i><span style="font-weight: 400;">Jakobinów</span></i><span style="font-weight: 400;"> czytelnik nie raz będzie miał wrażenie, że skądś kojarzy opisane zachowania czy metodologię działań. „Komisarze ludowi”, rewizje poszukujące kontrrewolucyjnego mienia (które zostaje zagrabione), strach i nieufność pleniące się także wśród „patriotów” – to wszystko pojawia się w tej książce i echa tego znamy z historii niedawnej. Niekiedy, czytając odezwę jednej z kurtyzan będących żeńskimi przywódcami zrywu, ciężko będzie nie znaleźć rezonujących elementów ze współcześnie głoszonymi hasłami. Autor raczej nie dysponował darem jasnowidzenia, a jednak zaskakuje aktualnością w opisie ludzkich zachowań, czy może raczej my jako dziedzice dziejów widzimy skutki przeszłych wydarzeń i zachodzące między nimi pokrewieństwo.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Nieszczęsny, niedopracowany, Armando nie wywiązał się ze swoich zadań jako pełnoprawna postać literacka – a szkoda. Bowiem w tych rzadkich momentach, gdy czytamy jego przemówienia do towarzyszy jakobinów albo gdy wchodzimy w jego monolog wewnętrzny widzimy rozum, który próbuje przemówić do oszalałych emocji &#8211; tłumu. Teodor Jeske-Chiński zostawia nas z przestrogą przed namiętnościami, które łatwo wzbudzić a ciężej kontrolować i przed daniem wiary utopijnym ideom, obiecującym ludziom rajską dziedzinę ułudy.</p>
<p>Inne teksty <a href="https://www.noweksztalty.pl/author/piotr-gorny/">autora</a>.</span></p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/furia-i-pozoga-recenzja-jakobinow-jeske-choinskiego/">Furia i pożoga – recenzja Jakobinów Jeske-Choińskiego</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jakiej Konstytucji nam potrzeba? &#8211; J. Prokopski</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/jakiej-konstytucji-nam-potrzeba-j-prokopski/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=jakiej-konstytucji-nam-potrzeba-j-prokopski</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jakub Prokopski]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 27 May 2026 18:28:07 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Cywilizacja]]></category>
		<category><![CDATA[Katolicka Nauka Społeczna]]></category>
		<category><![CDATA[konserwatyzm]]></category>
		<category><![CDATA[Konstytucja]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3407</guid>

					<description><![CDATA[<p>Trzeciego maja 2026 roku Prezydent Karol Nawrocki zapowiedział rozpoczęcie prac nad nową konstytucją i powołał w tym celu Radę Nowej Konstytucji. Zapowiedź ta jest głosem długo wyczekiwanym w środowisku szeroko rozumianej prawicy. Jest to bodaj pierwszy tak wyraźny sygnał zmiany i to wychodzący z samego pałacu prezydenckiego. Ogłoszenie takiego zamiaru jest już dużym krokiem ku [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/jakiej-konstytucji-nam-potrzeba-j-prokopski/">Jakiej Konstytucji nam potrzeba? – J. Prokopski</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<h4><span style="font-weight: 400;">Trzeciego maja 2026 roku Prezydent Karol Nawrocki zapowiedział rozpoczęcie prac nad nową konstytucją i powołał w tym celu Radę Nowej Konstytucji. Zapowiedź ta jest głosem długo wyczekiwanym w środowisku szeroko rozumianej prawicy. Jest to bodaj pierwszy tak wyraźny sygnał zmiany i to wychodzący z samego pałacu prezydenckiego. Ogłoszenie takiego zamiaru jest już dużym krokiem ku lepszemu. Nie będzie bowiem łatwo zdekonstruować mit „świętości” aktualnej konstytucji z 1997 roku. Już zresztą odezwały się duchy liberalnego porządku III RP, które jednym głosem bronią obecnej konstytucji jak niepodległości. Jaka zatem powinna być nasza nowa ustawa zasadnicza? Jaki system rządów powinna wprowadzić i z czym na dobre skończyć? Czy w historii polskiej ustrojowości znajdziemy taki akt prawny, który nadawałaby się jako szkic i przyczynek do nowej ustawy zasadniczej?</span><span style="font-weight: 400;"><br />
</span><span style="font-weight: 400;"><br />
</span><b>Prezydencki zwrot Karola Nawrockiego</b></h4>
<p><span style="font-weight: 400;">Istotne dla rozważań nad kształtem nowej konstytucji są poglądy obecnego prezydenta. W audycji na Kanale Zero z 17 kwietnia 2026 roku Karol Nawrocki przyznał, iż opowiada się za modelem prezydenckim. Jest to wypowiedź, która może nam dużo powiedzieć o planach Pana Prezydenta względem konstytucji i ustroju państwa. Jeśli bowiem rzeczywiście jest zwolennikiem takiego rozwiązania, to można przypuszczać, że w takim kierunku będzie chciał pójść. Ustrój prezydencki cechuje się silną pozycją prezydenta oraz skupieniem w jego rękach szerokiej władzy wykonawczej. Jest to raczej powszechnie wiadome. Słychać już lament o zamachu na konstytucję. Oczywiście nie obyło się bez powiązania tego pomysłu z Putinem. Na spazmy demoliberalnej „elity” nie należy jednak zwracać szczególnej uwagi.</span></p>
<h4><b><a href="https://www.prezydent.pl/aktualnosci/rady-przy-prezydencie-rp/rada-nowej-konstytucji" target="_blank" rel="noopener">Rada Nowej Konstytucji</a> i pierwsze kontrowersje</b><span style="font-weight: 400;"><br />
</span><span style="font-weight: 400;"><br />
</span> <span style="font-weight: 400;">Kto natomiast będzie pracować nad projektem konstytucji? Dotychczasowe nominacje nie napawają optymizmem. Obecność w niej prof. Piotrowskiego czy Józefa Zycha uważam za kuriozum. Tym bardziej że ci dwaj z rozbrajającą szczerością oświadczyli, iż w zasadzie Polska nowej konstytucji nie potrzebuje, a wystarczy przestrzegać obecnej. Pozostaje mieć nadzieję, że te nominacje są tylko wstępne i bardziej honorowe W Radzie tej zasiada jednak jeden człowiek, z którego działalnością naukową uważam za atut. Jest nim &#8211; o zgrozo &#8211; Jacek Majchrowski. Oprócz bycia wieloletnim prezydentem Krakowa jest on także historykiem II RP. Jest również autorem publikacji poświęconej Stanisławowi Carowi, czyli autorowi </span><i><span style="font-weight: 400;">Tez konstytucyjnych</span></i><span style="font-weight: 400;"> oraz samej konstytucji z 1935 roku, znanej jako kwietniowa. Znajomość tej ustawy może być wartością nieocenioną w kontekście prac nad nowym ustrojem, o ile nie jest obarczona ideologicznymi naleciałościami.</span><span style="font-weight: 400;"><br />
</span><span style="font-weight: 400;"><br />
</span><b>Konstytucja kwietniowa jako inspiracja</b></h4>
<p><span style="font-weight: 400;">To właśnie dzieło Stanisława Cara może być punktem wyjścia do prac nad nową ustawą zasadniczą Jest to bowiem jedyna nowoczesna polska konstytucja, która wprowadzała system rządów prezydenckich. Nie należy przy tym patrzeć na akty podobnej rangi z czasów</span> <span style="font-weight: 400;">Księstwa Warszawskiego czy Królestwa Polskiego, które – choć cechowały się silną władzą wykonawczą – były uchwalane w zupełnie innych realiach. W świetle z 1935 roku prezydent posiadał bardzo szerokie kompetencje. Już na samym początku akt ten wyrażał, iż </span><i><span style="font-weight: 400;">na czele państwa stoi Prezydent Rzeczypospolitej</span></i><span style="font-weight: 400;">. Również pierwsze artykuły mówiły, że </span><i><span style="font-weight: 400;">Państwo Polskie jest wspólnem dobrem wszystkich obywateli</span></i><span style="font-weight: 400;">.</span> <span style="font-weight: 400;">Był to przejaw naczelnej myśli piłsudczyków tamtego okresu, czylix ideologii państwowej.</span></p>
<h4><span style="font-weight: 400;">Ustawa z 23 kwietnia 1935 roku</span> <span style="font-weight: 400;">zrywała z koncepcją suwerenności narodu, wyrażoną jeszcze w konstytucji marcowej z 1921 roku, czego i nam dzisiaj niezwykle potrzeba. Potrzebujemy jasnego wyrażenia myśli propaństwowej i przywódczej, a nie liberalnej wizji suwerenności narodu. Prezydent był także zwierzchnikiem Rządu, Sejmu, Senatu, sądów i sił zbrojnych. To zaś zrywało z koncepcją trójpodziału władzy. Prezydent cieszył się również tzw. prerogatywami osobistymi, na mocy, których miał prawo wyznaczania swojego następcy, mianowania i odwoływania premiera czy powoływania senatorów. Inne postanowienia konstytucji jeszcze dobitniej gruntowały pozycję prezydenta jako głowy państwa. Szczególna w tym zasługa dekretów z mocą ustawy, które mógł on wydawać bez konieczności uzyskania kontrasygnaty Prezesa Rady Ministrów, a wystarczało jedynie upoważnienie ustawowe. </span><i><span style="font-weight: 400;">W jego osobie skupia się niepodzielna i jednolita władza państwowa. </span></i><span style="font-weight: 400;">Zdanie to, będące cytatem wyjętym z art. 1, dobitnie wyraża </span><i><span style="font-weight: 400;">kwietniową aksjologię</span></i><span style="font-weight: 400;"> co do ustroju państwowego</span><span style="font-weight: 400;"><br />
</span><span style="font-weight: 400;"><br />
</span><b>Jednowładztwo w obliczu zagrożeń epoki</b></h4>
<p><span style="font-weight: 400;">Ustrój ten miał odpowiadać wymaganiom epoki. W latach trzydziestych coraz bardziej widoczna była pogarszająca się sytuacja międzynarodowa Polski. Jeżeli zatem dziś zagrożenie wojenne jest ponoć realne, to powinniśmy pomyśleć o pójściu w podobnym kierunku jak w 1935 roku. Ówczesna konstytucja odchodziła od suwerenności narodu i trójpodziału władzy w stronę jednowładztwa. Była wyrazem myśli państwowej wówczas rządzących.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Polska potrzebuje zatem takiej konstytucji, która wyraźnie zerwie z dotychczasowym systemem, która stanie u fundamentów nowego Państwa Polskiego &#8211; państwa uleczonego z najgorszych liberalno-demokratycznych chorób. Musi ona otworzyć nowy rozdział w naszej historii, w którym na dobre odetniemy się od mitów założycielskich III RP. Potrzebujemy wreszcie silnej i sprawnej władzy wykonawczej skupionej w osobie jednego prezydenta, który jednocześnie będzie charyzmatycznym przywódcą państwa i narodu.</span></p>
<h4><span style="font-weight: 400;">System prezydencki jest jedynym możliwym rozwiązaniem w naszej sytuacji. Obecny system nie spełnił misji, którą przypisywali mu jego autorzy i akolici. Nie można przy tym iść na żaden kompromis z liberalizmem, ponieważ będzie to zgniły kompromis. Takie rozwiązanie okaże się jeszcze gorsze od porażki, gdyż będzie dawać jedynie ułudę częściowego zwycięstwa i upragnionej zmiany, będąc w rzeczywistości powtórzeniem dotychczasowego status quo, czyli pętlą uwiązaną u szyi.</span><span style="font-weight: 400;"><br />
</span><span style="font-weight: 400;"><br />
</span><b>Państwo narodowe i katolickie</b></h4>
<h4><span style="font-weight: 400;">Nowa konstytucja i nowy ustrój muszą jasno stanowić, że nasze państwo jest państwem narodu polskiego i państwem katolickim, odrzucającym wszelkie przeciwieństwa tych idei, tj. multikulturalizm i laickość. Jeśli doradcy Pana Prezydenta chcą szukać inspiracji, powinni w pewnym stopniu wzorować się na ustawie zasadniczej z 1935 roku. Nie jest ona oczywiście idealna. Brakuje w niej bowiem podkreślenia roli wiary katolickiej &#8211; co czyniła konstytucja z 1791 roku &#8211; jako fundamentu relacji społecznych i ekonomicznych w narodzie. Niemniej jednak w zakresie polityczno-ustrojowym jej postanowienia mogą być pewną wskazówką dla autorów projektu.</span><span style="font-weight: 400;"><br />
</span><span style="font-weight: 400;"><br />
</span><b>Czy rok 2026 stanie się nowym otwarciem?</b></h4>
<p><span style="font-weight: 400;">Nie jest obecnie możliwe rozszyfrowanie, w jakim kierunku będą chcieli iść ludzie powołani do tego przez prezydenta. Być może stanie się to jasne przy kolejnych nominacjach do Rady lub następnych zapowiedziach samego Karola Nawrockiego. Miejmy jednak nadzieję, że powołanie takiego ciała będzie początkiem tak upragnionej i tak potrzebnej zmiany w naszej ojczyźnie.</span></p>
<p><a href="https://www.noweksztalty.pl/dlaczego-warto-walczyc-o-cywilizacje/" target="_blank" rel="noopener">Dlaczego warto walczyć o cywilizację?</a></p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/jakiej-konstytucji-nam-potrzeba-j-prokopski/">Jakiej Konstytucji nam potrzeba? – J. Prokopski</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Masowość to przeszłość? &#8211; A. Leszczak</title>
		<link>https://www.noweksztalty.pl/masowosc-to-przeszlosc-a-leszczak/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=masowosc-to-przeszlosc-a-leszczak</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Agata Leszczak]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 30 Apr 2026 18:21:37 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[antyliberalizm]]></category>
		<category><![CDATA[ideologia]]></category>
		<category><![CDATA[Cywilizacja]]></category>
		<category><![CDATA[Felietony]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.noweksztalty.pl/?p=3403</guid>

					<description><![CDATA[<p>Fakt, że przeszłość nie wróci brzmi jak truzim. Jednak w myśleniu o kształcie społeczeństwa często nieświadomie wpadamy w tę pułapkę. Dlaczego jest to problem, jak się z niego wyrwać i co można spróbować zamiast nostalgicznego patrzenia na to, co minęło? Ale to już było Z dużym zainteresowaniem przeczytałam tekst „Bez ofiarności naszych babek i prababek [&#8230;]</p>
<p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/masowosc-to-przeszlosc-a-leszczak/">Masowość to przeszłość? – A. Leszczak</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Fakt, że przeszłość nie wróci brzmi jak truzim. Jednak w myśleniu o kształcie społeczeństwa często nieświadomie wpadamy w tę pułapkę. Dlaczego jest to problem, jak się z niego wyrwać i co można spróbować zamiast nostalgicznego patrzenia na to, co minęło?</p>
<h4 align="justify">Ale to już było</h4>
<p align="justify">Z dużym zainteresowaniem przeczytałam <a href="https://nlad.pl/bez-ofiarnosci-naszych-babek-i-prababek-polski-by-nie-bylo/">tekst</a> „Bez ofiarności naszych babek i prababek Polski by nie było” autorstwa Adama Szabelaka opublikowany na portalu Nowy Ład. To bardzo ciekawa analiza wkładu kobiet w kształtowanie Polski w okresie zaborów, odzyskiwania niepodległości i dwudziestoleciu międzywojennym. Poza przypomnieniem czy dla wielu przedstawieniem zasług Polek na wielu płaszczyznach (politycznej, kulturalnej, sztuki, a przede wszystkim rodziny i wychowania) pokazuje on charakterystyczny dla wielu członków prawicy sposób myślenia. To pewnego rodzaju tęsknota i nostalgia za czasem, gdy środowisko narodowe liczyło tysiące działaczy, miało solidną reprezentację w parlamencie, biznesie, szkolnictwie, sztuce i innych dziedzinach życia. Na podstawowym poziomie nie dziwi takie podejście – kto nie chciałby pochwalić się dokonaniami poprzedników? Problem zaczyna się, gdy na takim niemal rozrzewnieniu się poprzestaje. A to robi zdecydowana większość.</p>
<p align="justify">Postawa taka przenosi myślenie na przeszłość, zamiast na teraźniejszość i przyszłość. Zamyka w wiecznym muzeum, pozwala podziwiać piękne, odnowione eksponaty – ale starannie wybrane (pomija ciemniejsze lub po prostu mniej udane karty dawnej działalności), a przede wszystkim niedostępne. Przypomina zwiedzanie muzeum techniki: można być pełnym podziwu dla przemyślności dawnych wynalazców, jednak próba uruchomienia we współczesnych warunkach zdecydowanej większości maszyn i urządzeń mija się z celem. Są rażąco niedostosowane do dzisiejszych potrzeb i standardów. Historie i wspomnienia więcej wybaczają. Nie są tak namacalne, bezpośrednie. Użycie tej samej nazwy organizacji daje poczucie ciągłości i bycia jednością z tymi, którzy nas poprzedzali – niestety, często bez refleksji o różnicy między ich sytuacją a naszą.</p>
<p align="justify">Fakty są bowiem takie, że obecnie żadna z szeroko pojętych organizacji prawicowych nie ma takiego rozmachu i zasięgu działania, co te z dwudziestolecia międzywojennego czy lat przed odzyskaniem niepodległości. Narodowe, edukacyjne, sportowe, religijne – wszystkie straciły na liczbie członków i znaczeniu. Nawet największa z nich, Kościół katolicki, jest w kryzysie, tracąc wiernych, przede wszystkim młodych; starsi wiekiem wymierają i nie są zastępowani. Inne duże zrzeszenia, jak harcerstwo (kilkadziesiąt lat temu liczące dziesiątki tysięcy członków) albo duże organizacje sportowe (nie ma już „Sokoła”) także się zmniejszyły. Wraz ze skurczeniem się liczebnościowym przyszło zmniejszenie chęci wpływania na kształtowanie rzeczywistości. Grupy te nie pretendują do miana tych, które kształtują państwo, naród, kolejne pokolenia czy jednostki o konkretnym profilu. One co najwyżej dostarczają ciekawych wrażeń i umożliwiają naukę czegoś interesującego. Które z tych zjawisk zaszło jako pierwsze jest tematem na osobny tekst.</p>
<h4 align="justify">Indywidualizujemy się na śmierć</h4>
<p align="justify">Bardzo lubimy czuć się wyjątkowi, a kultura w której żyjemy codziennie utwierdza nas w przekonaniu, że to dobre i konieczne. Chcemy mieć dopasowane wszystko pod siebie, przekonani, że jedynie pójście za własnymi pragnieniami i realizacja tego, co uważa się dla siebie za słuszne przyniesie szczęście. O problemach z indywidualizmem, który od pewnego momentu jest egoizmem napisano wiele. Także o tym, jak wpływa to na narody. Stawiany często w opozycji do mentalności dominującej w Azji dalekowschodniej, gdzie to kolektywizm rządzi umysłami i duszami mas, rzekomo wyzwala do tego, co najlepsze. Jak jednak każdy egoizm, wiąże się z pychą. Pierwszy z grzechów głównych, podstawa wielu innych grzechów, przywar i słabości. Żyjąc zanurzonymi w świecie promującym tak silne skupienie się na sobie, bez nawet wyobrażenia alternatywy, trudno wyjść ponad frustrację.</p>
<p align="justify">Można bowiem zauważyć niezadowolenie z tego, jak wygląda dzisiejsze społeczeństwo. Prymat realizowania się (jakkolwiek by się to rozumiało) powoduje, że rozpadają się więzi społeczne, przyszłość narodów jest niepewna przez zbyt małą liczbę dzieci, powstaje społeczeństwo akceptujące grzeszne życie w imię tolerancji i nie przeszkadzania sobie wzajemnie. Choć pokolenia ludzi młodszych niż starszych właściwie nie znają, nie pamiętają życia nie nastawionego na indywidualizm, pragną, by było inne. Samotność, poczucie oderwania od grupy, braku zakorzenienia, bezcelowości i bezsensowności życia (a także choroby psychiczne i somatyczne z tym związane) nie biorą się znikąd. Funkcjonowanie w systemie będącym zaprzeczeniem tego, do czego człowiek jest przyzwyczajony i wręcz stworzony ewolucyjnie, gdzie zmiana nastąpiła w naprawdę krótkim czasie, degradując szerokie masy ludzkie.</p>
<p align="justify">Rośnie świadomość problemów społecznych, które jednoczą ponad podziałami. O demografii pisze i mówi się coraz więcej – i dobrze. Coraz więcej młodych osób deklaruje pragnienie posiadania większej liczby dzieci, a wielodzietność zaczyna być postrzegana jako cel, nie patologia. Kolejna z przywar narodowych, alkoholizm, wreszcie powszechnie staje się <i>passe</i>, a trzeźwe życie uznawane uznawane jest za normę. Świadomość konieczności mądrej ochrony środowiska, znaczenia jakości powietrza, wód i gleby dla zdrowia (smog, wpływ na uprawy i zwierzęta hodowlane) pcha ku zmianom legislacyjnym i konsumenckim. Społeczeństwo powoli się zmienia, jednocząc się wokół istotnych tematów niezależnie od przekonań politycznych bądź jedynie w luźnym powiązaniu. Wybieramy, co nam się podoba z różnych opcji ideowych, tworząc nierzadko konglomerat poglądów. Zostawiamy fanatyczne przyspawanie do jednej partii boomerom, dosłownie lub w przenośni. Ten efekt dążenia do posiadania swojego zdania w oderwaniu od doktryn to otwarcie na nowe możliwości myślenia o społeczeństwie, jego kształtowaniu i roli w tym procesie.</p>
<h4 align="justify">Wciąż jest nadzieja</h4>
<p align="justify">Nowe czasy wymagają nowych form. Nie zanosi się na to, by ruchy masowe miały powrócić. Przeminęły, a od nas zależy, czy pozostaniemy przy nostalgicznym spojrzeniu w przeszłość, czy dostosujemy sposoby działania do obecnych warunków. Na polskim poletku trudno znaleźć inicjatywy, które okazały się sukcesem (takie jednak istnieją – o tym niżej). Zerknijmy więc do naszych sąsiadów. Włochy są krajem z bogatą tradycją tworzenia lokali będących połączeniem miejsc spotkań towarzystkich, barów (z czego się utrzymują), bibliotek lub księgarń. Okazjonalnie odbywają się tam koncerty, wykłady, spotkania dyskusyjne czy treningi sportowe. Wokół takich miejsc wyrasta społeczność, często bardzo jasno zorientowana ideowo. Konkretne miejsce, urządzone w konkretnym stylu, zapraszające do spędzania w nim czasu, staje się kotwicą. Inną metodą poszli Amerykanie, a za nimi wiele innych krajów (w Europie głównie skandynawskie), tworząc Active Cluby. Nieformalne grupy znajomych skupiające się na treningach głównie siłowych i sztuk walki, czasem także wędrówkach w wymagających warunkach – wszystko spięte ideą siły, zwycięstwa, antyliberalizmu. Nie zapominać należy o licznych portalach, twórcach muzycznych, filmowych, a nawet wydawnictwach, które dopełniają całości potrzeb kultury alternatywnej.</p>
<p align="justify">Rzecz jasna można narzekać, że to duże projekty. Owszem, posiadanie lokalu na własność to ogromny wydatek i ryzyko. Jednak wynajęcie nawet po znajomości miejsca, gdzie regularnie się spotyka na różnych interesujących aktywnościach jest już w zasięgu wielu z nas. Dawni studenci oszczędzający każdy grosz, będący niegdyś podstawą prawicy realnie pragnącej fundamentalnej zmiany dorośli, poszli do pracy i zarabiają. Choć, nie ukrywajmy, jednocześnie mają mniej czasu. Niemniej jednak to stworzenie początkowo niewielkiego miejsca, gdzie dzieją się interesujące rzeczy, odpowiednio rozreklamowane daje nadzieję na to, że przyciągnie innych. Nie będzie masowości, owszem – ale będzie coś. Mówiąc przyziemnie, od czegoś trzeba zacząć. Regularne spotkania z ideą i ludźmi podobnymi nam nie tylko dobrze kształtują, ale tez motywują do dalszego rozwoju, wymiana myśli i doświadczeń jest cenna, a czas spędzony wśród tych, przy których nie trzeba się krygować w drażliwych kwestiach – bezcenny. Zdaje się, że w Polsce dotychczas powstało tylko jedno takie miejsce, jest to warszawska Kuźnia. Jej popularność niesie nadzieję na rozwój i otwarcie podobnych miejsc również w innych miastach.</p>
<p align="justify">Na spotkaniach nie musi się kończyć. Gdy znów spojrzymy na inne kraje europejskie, zobaczymy, że poważne, regularne działanie lubi wchodzić w politykę. Nie na zasadzie podlizywania się konkretnym postaciom czy partiom (choć niestety to też się zdarza). Chodzi o tworzenie włąsnych inicjatyw politycznych bądź kandydowanie w wyborach, szczególnie lokalnych, gdzie głos pojedynczego człowieka ma większe znaczenie. Przykładowo istniejący od kilku miesięcy włoski projekt Remigrazione e Reconquista (Remigracja i Odzyskanie) prowadzi regularne wiece uliczne, spotyka się z politykami, a nawet złożyło propozycję zmiany prawa w kwestii migrantów. Tak poważne, zaawansowane działania nie biorą się znikąd. Są efektem wieloletniej, czasem trwającej dekady ciężkiej pracy, upartości i nadziei. Wspaniałe ruchy nie powstaną same – ktoś musi je stworzyć. Na przykład ty.</p><p>The post <a href="https://www.noweksztalty.pl/masowosc-to-przeszlosc-a-leszczak/">Masowość to przeszłość? – A. Leszczak</a> first appeared on <a href="https://www.noweksztalty.pl">Nowe Kształty</a>.</p>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
